piątek, 8 grudnia 2023
Lombardia. Orticolario, czyli Targi Ogrodnicze w Cernobbio. Silvia i jej lampy.
Czytelników bloga zachęcam do dzielenia się swoimi refleksjami i pozostawiania komentarzy — w miarę możliwości odpowiadam na nie na bieżąco. Ze względu na spam jakiś czas temu podjęłam decyzję o moderacji wszystkich wypowiedzi, które z tego powodu pojawiają się z niewielkim opóźnieniem. Ma to jednak tę zaletę, że dzięki temu żaden głos nie zostanie przeoczony, nawet w przypadku starszych postów.
wtorek, 28 listopada 2023
Do Szwajcarii przez przełęcz San Gottardo. Kaskady Trummelbach i Lucerna.
Choć na co dzień najchętniej podróżowałam samodzielnie, tym razem zdecydowałam się skorzystać z jednodniowej wycieczki autokarowej organizowanej przez biuro podróży w Saronno. Bez własnego samochodu dotarcie do wszystkich tych miejsc byłoby znacznie trudniejsze, a program zapowiadał się wyjątkowo interesująco.
Wybrałam wycieczkę do Szwajcarii, gdyż skusiła mnie możliwość zobaczenia Lucerny i jej niezwykłej starówki z malowanymi fasadami kamienic i krytymi mostami. Kiedy mieszkałam w Limbiate codziennie miałam przed oczami fragment panoramy tego miasta przedstawiający rzekę i ukwiecony drewniany most, namalowany na pamiątkowym talerzyku, wiszącym w kuchni. Ten widok poruszył moją wyobraźnie i utkwił mi w pamięci więc nie mogłam przepuścić okazji, żeby zobaczyć go na żywo
Kilkakrotnie byłam w Kantonie Ticino, który bardzo mi sie podobał, więc ucieszyłam się z możliwości zobaczenia również innych rejonów Szwajcarii. Oprócz Lucerny mieliśmy zwiedzić piękną alpejską dolinę Lauterbrunnental, słynącą ze swoich siedemdziesięciu dwóch wodospadów, gdzie głównym punktem programu był wodospad Trummelbach.
Z Saronno wyjechaliśmy skoro świt, nasz autokar wypełniony do ostatniego miejsca ruszył w kierunku Como i Chiasso. Tu przekroczyliśmy granicę ze Szwajcarią, a następnie przez Lugano i Bellinzonę udaliśmy się w stronę przełęczy San Gottardo.
Na przełęczy czekała na nas wspaniała niespodzianka — jechaliśmy trasą szybkiego ruchu, która wiedzie nieopodal starej dziewiętnastowiecznej drogi która pnie się niezliczonymi zakosami po zboczach Doliny Tremolo. Widok z okien autokaru był po prostu niesamowity, ciasne zakręty serpentyny pięły się po zielonej ścianie stromego zbocza, przyprawiając o zawrót głowy samym swym widokiem. Żałowałam, że z racji szybkości, z jaką jechał autokar, nie byłam w stanie robić zdjęć, gdyż sceneria zmieniała się po prostu w mgnieniu oka.
Tu autobus skręcił na południe i wjechał w dolinę Lauterbrunnental. Środkiem doliny płynie rzeka o spienionych, białych wodach, nie bez powodu nosząca nazwę Weisse Lutschine (Biała Lutschine). Wzdłuż jej koryta biegnie droga prowadząca w głąb szerokiej doliny, otoczonej pasmami Alp Berneńskich. Z lewej strony autokaru widzieliśmy ich pochyłe, zalesione stoki, zaś z prawej kilkusetmetrowe pionowe skalne ściany, gdzie z ogromnej wysokości spadały w dół większe i mniejsze strumienie wody, tworząc przepiękne wodospady.
Krótki piknik nad rzeką i kawa w schronisku, zakończyły tę część wycieczki. Kiedy nasza grupa zebrała się ponownie, wyruszyliśmy drogą wzdłuż rzeki, lecz tym razem w odwrotną stronę. Znów przez okna autokaru mogliśmy oglądać srebrne strugi wodospadów spadających ze skalnych ścian i góry wypiętrzające się coraz wyżej w głębi doliny, w miarę jak rosła przestrzeń, która nas od nich dzieliła.
Znakiem rozpoznawczym Lucerny są dwa kryte mosty spinające brzegi rzeki Reuss, czyli Kapellbrucke (Most Kapliczny) i Spreuerbrucke (Most Plewny). Kapellbrucke znajduje się nieopodal miejsca, gdzie rzeka wpada do jeziora. Obecnie ma 204 metry i nadal jest bardzo długi, choć od czasu powstania w związku z umocnieniem i zabudowaniem brzegów rzeki skrócono go o 71 metrów. Jest to najstarszy most drewniany w Europie, szacuje się, że powstał w połowie XIV wieku.
Most jest usytuowany ukośnie do nurtu rzeki; mniej więcej w połowie przylega do niego ośmiokątna Wieża Wodna (Wasserturm) wzniesiona z piaskowca. Na przestrzeni wieków była ona częścią miejskich umocnień, a także więzieniem i skarbcem. Most Kapliczny zrobił na mnie ogromne wrażenie. Jest wykonany z ciemnego drewna o mahoniowym odcieniu, kryty gontem i ozdobiony mnóstwem kwiatów co na tle wód rzeki wygląda po prostu zjawiskowo.
Niestety, pożary nadal się zdarzają, choć po wprowadzeniu dodatkowych zabezpieczeń ich skutki nie są tak dramatyczne. Starałam się o tym nie myśleć, ale widok potężnych wentylatorów tłoczących powietrze i wyświetlacze, umieszczone co kilkadziesiąt metrów, nie pozwalały zapomnieć o zagrożeniach. Dzięki ciągłemu monitoringowi każdy kierowca jest na bieżąco informowany, czy porusza się z zalecaną prędkością — jeśli nie jest odpowiednia, widzi nakaz zwolnienia lub przyspieszenia.
Te wskazówki ukazujące się na wyświetlaczach mają na celu wymuszenie zachowania stałej odległości pomiędzy pojazdami, co z pewnością pozytywnie wpływa na bezpieczeństwo.
Po wyjeździe z tunelu i przejechaniu kilkudziesięciu kilometrów znów znaleźliśmy się w znajomym pejzażu Kantonu Ticino, zdominowanym przez niezbyt wysokie góry o zielonych stokach. Jeszcze tylko minęliśmy Bellinzonę z jej trzema zamkami, Jezioro Lugano z autostradą prowadzącą po długim moście, granicę w Chiasso i wreszcie przywitaliśmy Como, gdzie wszystko nam mówiło, że zbliża się koniec podróży. Kiedy przyjechaliśmy do Saronno, zapadał wieczór — za nami był naprawdę długi dzień, pełen niezwykłych wrażeń...
Po tej wycieczce utwierdziłam się w przekonaniu, że Szwajcaria jest krajem rządzącym się własnymi zasadami i niezwykle dobrze zorganizowanym. Czasem jest to dolegliwe (przekonałam się o tym, kiedy nie mogłam zapłacić kartą za lody, ponieważ kwota należności była za niska), ale za to wszystko, co w tym kraju robi się dla infrastruktury celem przyciągnięcia turystów, naprawdę należy się wielki szacunek.
Przedsięwzięcia takie jak umożliwienie zwiedzania wodospadu Trummelbach, wysokogórska linia kolejowa na Jungfrau, różne wymyślne kolejki linowe, wyciągi narciarskie, mosty i wiadukty pozwalające dotrzeć do na pozór niedostępnych miejsc, to nie tylko świadectwo wspaniałej myśli technicznej, ale i potężne inwestycje w turystykę. Dzięki takiemu podejściu do Szwajcarii przez cały rok ciągną tłumy ludzi, aby zwiedzać, odpoczywać i uprawiać sporty, a przy okazji zostawić mnóstwo pieniędzy.
Gdybym miała podsumować tę wycieczkę, musiałabym powiedzieć, że miała ona swoje plusy i minusy. Zaletą było to, że w ciągu jednego dnia zobaczyłam Lucernę, która od dawna zajmowała moją wyobraźnię i oszałamiający wodospad Trummelbach, do których z pewnością nie dotarłabym w tak krótkim czasie, gdybym chciała podróżować komunikacją publiczną. Ta wycieczka dała mi jeszcze dodatkowy bonus, coś czego się nie spodziewałam: niesamowite widoki na przełęcz św. Gotarda i zachwycającą panoramę Alp Lepontyńskich. Natomiast fakt, że musiałam poruszać się w określonym tempie i rygorystycznie trzymać planu oraz ram czasowych, był to dla mnie duży minus, bo uwielbiam elastycznie zarządzać czasem przeznaczonym na zwiedzanie.
Podsumowując: coś za coś, bo jakby nie było, nie da się zjeść szwajcarskich czekoladek, a jednocześnie wciąż mieć ich pełne pudełko!
*Plac przy fontannie jest miejscem, gdzie co roku rozpoczyna się tradycyjny karnawał, a sama fontanna to kolorowy, neorenesansowy pomnik z 1918 roku. Jej szczyt zdobi postać chorążego niosącego sztandar, poniżej znajdują się pełne ekspresji maski karnawałowe członków rodziny Fritschi i błaznów plujących wodą. Rodzina składa się z Brata Fritschiego (to legendarna postać z XV wieku, prawdopodobnie był to rolnik, który zapisał w testamencie swój majątek na wino i poczęstunek dla ubogich podczas karnawału), jego żony Fritewe, dziecka, niani i sługi. Karnawał jest bardzo malowniczy, jest to jena z największych imprez karnawałowych w Szwajcarii.
Czytelników bloga zachęcam do dzielenia się swoimi refleksjami i pozostawiania komentarzy — w miarę możliwości odpowiadam na nie na bieżąco. Ze względu na spam jakiś czas temu podjęłam decyzję o moderacji wszystkich wypowiedzi, które z tego powodu pojawiają się z niewielkim opóźnieniem. Ma to jednak tę zaletę, że dzięki temu żaden głos nie zostanie przeoczony, nawet w przypadku starszych postów.





























