W pierwszym poście na temat jeziora Lugano * pisałam, że jest ono bardzo kręte i składa się z kilku odnóg. Starałam się choć w części pokazać ich urodę, więc długo wędrowaliśmy wspólnie wzdłuż jego brzegów. Teraz moja opowieść zatoczyła koło i ponownie dotarliśmy do tej części jeziora, którą po raz pierwszy zobaczyłam, kiedy popłynęłam statkiem z Lugano. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że obszar leżący na północnym brzegu, pomiędzy włoskim miastem Porlezza i szwajcarską Gandrią, nosi nazwę Valsolda. Jej teren ograniczają szczyty Monte Boglia, Monte Fiorina i Monte dei Pizzoni, a na zboczach i nad wodami jeziora znajdziemy dziesięć niewielkich, malowniczych wiosek.
Pewnego lata dotarłam tam ponownie, tym razem od strony lądu. Był to niezwykły zbieg okoliczności, gdyż od tej pory miejsce to stało się dla mnie nie tylko celem częstych wycieczek, lecz przede wszystkim moją ulubioną okolicą, gdzie przeżyłam najpiękniejsze momenty wzruszeń i wielkie oczarowanie pejzażem oraz historią tej ziemi.
Te wędrówki zainspirowały mnie do sięgnięcia po kilka książek, a ich lektura zaowocowała kolejnymi poszukiwaniami o przemyśleniami. Znalazło się tu miejsce nie tylko na refleksję nad wspólnym doświadczeniem Galicji i Lombardii pozostających przez długi czas pod panowaniem austriackim, lecz przede wszystkim nad znaczeniem zasad moralnych w życiu człowieka oraz nad tym, jaką wartość może mieć cierpienie i poświęcenie dla jego duchowego rozwoju.
Wszystko to wiązało się z odkryciem pewnej przepięknej książki, opisującej dzieje Valsoldy i niewielkiej grupy jej mieszkańców, których uczucia i problemy, mimo nieco staroświeckiego anturażu, nic nie straciły na aktualności. Co więcej, choć od tamtych czasów minęło sto pięćdziesiąt lat, miejsca opisane przez autora również prawie się nie zmieniły, więc mogłoby się zdawać, że za chwilę za zakrętem wąskiej uliczki zobaczymy rąbek czarnej sukni Luizy, a na balkonie z widokiem na jezioro usiądzie Franco ze swoją popołudniową kawą...
Jednak najbardziej zadziwiający jest sposób, w jaki odkryłam Valsoldę oraz to, jak długą drogę przebyłam — w przenośni i dosłownie — zanim tam dotarłam. Być może właśnie owa droga nadała taki walor mojemu spotkaniu z tą ziemią, leżącą nieco na uboczu, która nie wystawia swoich uroków na pokaz, lecz strzeże ich zazdrośnie dla tych, którzy zadadzą sobie trud jej odkrycia i pokochają ją bez zastrzeżeń.
Zaczęło się to wszystko dawno temu, kiedy po przyjeździe do Włoch przez krótkie trzy miesiące mieszkałam w Bari. W owym czasie moja znajomość włoskiego była bardzo mizerna; jednak mimo to, nie stroniłam od oglądania telewizji, zarówno dla zabicia czasu, jak i również szybkiego osłuchania się z językiem. Pewnego razu miałam okazję obejrzeć film "Piccolo mondo antico" nakręcony (jak się później dowiedziałam) na podstawie powieści Antonio Fogazzaro.
Nie mam pojęcia, co sprawiło, że historia wydała mi się znajoma, niewykluczone, że po prostu bardzo dawno temu czytałam tę książkę, bo chociaż nie znałam wielu słów, miałam wrażenie, że doskonale rozumiem, o co w chodzi w filmie. Być może, było to również zasługą aktorów — Claudii Pandolfi i Alessandro Gassmana, którzy stworzyli bardzo wyraziste postacie? Kilka lat później przeczytałam ową powieść po włosku (co było dość istotnym wyzwaniem ze względu na styl i słownictwo) a na koniec Marta kupiła mi na Allegro jej polskie tłumaczenie.
Tak czy inaczej, ta historia niezwykle mnie zafascynowała, więc spróbuję ją pokrótce streścić, tym bardziej że ma ona istotne znaczenie dla dalszego rozwoju wypadków.
Jak już wspomniałam, akcja powieści toczy się na pograniczu szwajcarsko-lombardzkim, w spokojnym zakątku nad jeziorem Lugano zwanym Valsolda. Jest rok 1850, a w Europie jeszcze pobrzmiewają echa Wiosny Ludów. Lombardia pozostaje pod panowaniem Austrii, a miejscowe społeczeństwo jest podzielone na stronnictwo patriotów i zwolenników Habsburgów oraz tych, którzy dla chleba pracują na rządowych posadach, choć w duchu pozostają niechętni Austriakom. Trwają działania konspiracyjne na rzecz przyłączenia Lombardii do Królestwa Sardynii, a osoby podejrzane o działalność patriotyczną spotykają surowe represje.
W domach osób znanych ze swoich patriotycznych przekonań przeprowadzano częste rewizje — w efekcie nawet z pozornie zupełnie błahego powodu można było trafić do więzienia. Wystarczyło jakieś niezbyt oględne zdanie w przechowywanym liście, stara pamiątkowa szabla po dziadku, zagraniczna książka lub gazeta, aby podejrzany stawał się przestępcą, winnym spisku zmierzającego do obalenia istniejącego porządku.
W takiej sytuacji rozkwita miłość Franca Maironi i Luizy Rigey. Franco należy do miejscowej arystokracji; jest młodym, pełnym ideałów patriotą, kochającym poezję i muzykę. Luiza pochodzi z burżuazji, jest dobrze wychowana, piękna, inteligentna i odznacza się nieugiętym charakterem. Jej ojciec, który był profesorem uniwersytetu, już nie żyje, natomiast matka ciężko choruje i nie opuszcza swego domu w małej, górskiej wiosce Castello, gdzie mieszkają obie panie.
Babka Franca, markiza Orsola Maironi, nie godzi się na nierówny związek i grozi wnukowi wydziedziczeniem, jeśli nie poślubi kobiety z własnej sfery. Dzieli ich również stosunek do spraw politycznych: markiza jest znana ze swych proaustriackich sympatii, podczas gdy Franco należy do włoskich patriotów.
Młody człowiek postanawia nie wyrzekać się uczuć ani przekonań za cenę majątku i potajemnie żeni się z Luizą w kościele w Castello. Wkrótce potem profesor Gilardoni, przyjaciel Franca, wyjawia mu tajemnicę, którą od dawna skrywał: porządkując dokumenty swego zmarłego ojca, odkrył kopię testamentu dziadka Franca, z którego wynika, że markiz cały majątek zapisał nie swojej żonie, lecz wnukowi.
Franco nie chce zrobić użytku z tego dokumentu, gdyż uważa, że dochodzenie swoich praw wymagałoby procesu sądowego i udowodnienia babce oszustwa, co jego zdaniem okryłoby hańbą całą rodzinę. Zabrania przyjacielowi wspominać o testamencie komukolwiek, prosi go nawet o jego spalenie, lecz profesor nie spełnia tej prośby. Niedługo po tym pozbawiona podobnych skrupułów markiza wyrzeka się wnuka, kiedy dowiaduje się o jego potajemnym małżeństwie.
Młodzi zamieszkują u Piera Ribeiry, wuja Luizy, który posiada dom w niedalekiej Orii. Wuj pracuje jako inżynier w Como, więc przebywa z nimi jedynie okazjonalnie. Wkrótce umiera matka Luizy, a młoda para żyje z niewielkiego funduszu, jaki Franco ma po matce oraz dzięki finansowej pomocy wuja.
Z biegiem czasu coraz wyraźniej ujawniają się różnice charakterów i światopoglądów małżonków. Luiza jest osobą bardzo zasadniczą i w duchu skłania się ku filozoficznym poglądom swego ojca, zagorzałego materialisty. Franco natomiast żarliwie wierzy w Boga, a jego podejście do życia jest pełne ideałów. Kocha sztukę, a także pracę w ogrodzie, gdzie każdą roślinę traktuje jak równą sobie istotę.
Wszystko to nieco drażni Luizę i budzi w niej ukrytą pretensję do męża, który żyje w swojej wieży z kości słoniowej, podczas gdy ona i wuj troszczą się o byt materialny rodziny. Mimo tych różnic nadal łączy ich głęboka i namiętna miłość. Wkrótce przychodzi na świat ich córka Maria, zwana Ombrettą. Kiedy dziecko ma trzy lata, wydarza się coś, co sprawia, że egzystencja rodziny chwieje się w posadach...
Okazuje się, że babka Franca nie zaprzestaje intryg z austriacką policją, skierowanych przeciwko wnukowi. Przybierają one na sile, gdy markiza dowiaduje się od profesora Gilardoniego, że Francowi znana jest historia testamentu. Zresztą i bez tego jest on dla Austriaków osobą wysoce podejrzaną, ponieważ wiadomo, że potajemnie spotyka się z liberałami i emisariuszami działającymi na rzecz zjednoczenia Włoch.
Dochodzi do nocnej rewizji w domu wuja Piera oraz ostrzegawczego aresztowania Franca. Zostaje on dość szybko zwolniony, ponieważ tym razem babce zależało przede wszystkim na jego zastraszeniu. Wkrótce markiza doprowadza również do odejścia wuja Piera na emeryturę, wskutek czego jego zasoby pieniężne znacznie się kurczą, a rodzinie zaczyna brakować środków na godziwe życie. Franco z bólem serca podejmuje więc decyzję o rozstaniu z bliskimi. Przekracza zieloną granicę i ucieka z Lombardii do Turynu, gdzie podejmuje pracę w redakcji gazety.
Wyjazd jest istotny także dla jego bezpieczeństwa, ponieważ policja nadal się nim interesuje. W Turynie Franco przyłącza się do miejscowych radykałów, którzy działają na rzecz zjednoczenia kraju i wyrugowania Austriaków z Lombardii i Veneto.
Dla Luizy i jej wuja nastają bardzo ciężkie czasy. Młoda kobieta nie tylko rezygnuje z wielu rzeczy, aby ograniczyć wydatki na utrzymanie domu, ale podejmuje również pracę przy przepisywaniu tekstów. Wtedy niespodziewanie ponownie wychodzi na światło dzienne sprawa testamentu. Luiza dowiaduje się o nim przypadkiem i przeżywa ogromną rozterkę, ponieważ ma świadomość, że jej pogląd na tę sprawę jest niezgodny z decyzją Franca. Postanawia postąpić wbrew jego woli, ponieważ uważa, że nie należy tolerować podobnego oszustwa.
Decyduje się na spotkanie z markizą by powiedzieć jej to prosto w oczy. Wie, że ma ona przybyć do sąsiedniego Albogasio, więc idzie tam, aby na nią zaczekać. Do rozmowy nie dochodzi, gdyż nadbiegają kobiety z Orii, wołając, że coś złego przydarzyło się małej Ombretcie.
Okazuje się, że choć w domu było kilka dorosłych osób, dziewczynka sama zeszła do darseny, aby pobawić się małym stateczkiem, i wpadła do wody. Luiza biegnie do domu, gdzie zastaje nieprzytomną córeczkę. Niestety, mimo całonocnych wysiłków miejscowego lekarza dziecko umiera.
Franco potajemnie przybywa do domu i choć stara się wesprzeć żonę, ten dramatyczny wypadek stawia między nimi barierę nie do przebycia. Franco ponownie wyjeżdża do Turynu. Jego głęboka, żarliwa wiara w Boga pozwala mu przetrwać i pogodzić się ze stratą dziecka.
Luiza natomiast pogrąża się w rozpaczy graniczącej z szaleństwem. Codziennie chodzi na cmentarz i rozmawia tam z córką, jakby dziecko nadal żyło, a z czasem zaczyna uczestniczyć w seansach spirytystycznych, próbując przywoływać ducha zmarłej.
Wuj Piero stara się jej pomóc w tym trudnym okresie, lecz otwarcie potępia takie postępowanie jako sprzeczne z rozsądkiem i naturą. Wspomina również, że powinna urodzić drugie dziecko, co dla Luizy jest czymś absolutnie nie do pomyślenia.
Tymczasem nadchodzą wielkie zmiany polityczne, jakie przynosi rok 1859. Królestwo Sardynii, przy pomocy Francji szykuje się do wojny z Austrią, więc Franco, wierny swoim ideałom, zaciąga się do armii. Pisze do żony, prosząc ją, aby spotkała się z nim na Isola Bella, wyspie leżącej na Lago Maggiore. Luiza nie chce tego spotkania, ponieważ uważa, że jej miłość do męża umarła. Obawia się przede wszystkim tego, że Franco będzie oczekiwał fizycznego zbliżenia, na które ona nie potrafi się zdobyć.
Kiedy wuj Piero dowiaduje się o liście, grozi Luizie, że mimo słabego zdrowia sam pojedzie na wyspę, aby spotkać się z Frankiem i wyjawić mu prawdę o stanie jej ducha. Luiza ma świadomość, że mąż może umrzeć na polu bitwy z przekonaniem, iż kobieta, z którą związał się na dobre i na złe, po raz drugi opuściła go w decydującej chwili. Postanawia więc mimo wszystko pojechać na wyspę, by pożegnać się z mężem, choć czyni to niejako pod przymusem i wbrew własnym chęciom.
Dla obojga jest to bardzo trudne spotkanie po latach rozłąki i cierpienia. Franco, człowiek otwarty i prostolinijny, nie pozwala jednak, aby zły nastrój ich rozdzielił. Przypomina żonie początki ich miłości i prosi, aby powtórzyła słowa, którymi przed laty wyznała mu swoje uczucia. Ta prośba i inne wspomnienia sprawiają, że w Luizie budzą się wszystkie dobre uczucia, jakie nadal żywi dla męża. Spędzają razem noc w hotelu na wyspie.
Następnego dnia Luiza i Piero żegnają Franca, który wsiada na statek płynący na piemoncki brzeg, aby wyruszyć na wojnę. Wuj idzie na taras, żeby jeszcze raz popatrzeć na piękne widoki roztaczające się wokół i niespodziewanie umiera na serce. Pogrążona w smutku i żałobie Luiza jeszcze nie wie, że w jej łonie rodzi się nowe życie...
Ta książka, którą tu dość pobieżnie streściłam, jest pierwszą z czterech części cyklu, w którym Antonio Fogazzaro, uważany za wybitnego pisarza swojej epoki i wielokrotny kandydat do Nagrody Nobla, zawarł wiele swoich poglądów i idei. Z pozostałych tomów, których akcja toczy się w okolicach Vicenzy i Rzymu, dowiadujemy się, że Franco wrócił do domu, lecz zmarł wskutek rany odniesionej w walce, a Luiza także odeszła na zawsze niedługo po narodzinach drugiego dziecka.
Protagonistą kolejnych części staje się ich syn Piero, w którym splatają się dominujące cechy obojga rodziców, co sprawia, że jest postacią naprawdę nieprzeciętną. Pod wpływem życiowych doświadczeń przechodzi istotną przemianę duchową i niczym święty Franciszek, bez reszty poświęca się idei odnowy Kościoła katolickiego, który sam Fogazzaro uważał za instytucję skostniałą i daleką od prawdziwie chrześcijańskiego ducha.
Jednak mimo szczytnych celów, jakie postawił sobie autor, pozostałe części cyklu są pod względem literackim nieco słabsze od pierwszej. Brakuje im dramatycznego napięcia i dyskretnego humoru, które sprawiają, że w pierwszej powieści widzimy kawałek prawdziwego życia. Są bardziej wyrozumowane niż odczute i przeżyte, jakby autor tworzył szereg scen będących nie tyle zwierciadłem życia, ile ilustracją jego tezy filozoficznej. To sprawia, że postacie bohaterów nie przemawiają do czytelnika z taką siłą prawdy, jaka cechowała pierwszą część.
Natomiast Piccolo mondo antico to nie tylko piękna, choć bolesna historia dwojga ludzi, którym przypadła w udziale trudna miłość w trudnych czasach. To również historia miejsca, w którym żyją, pokazująca jego niewątpliwe, choć surowe piękno. Całość jest wspaniale opowiedziana, z głęboką analizą psychologiczną zarówno głównych bohaterów, jak i całej galerii postaci drugoplanowych, o których tu nie wspominałam. Autor często opisuje codzienne obyczaje a także urodę i klimat Valsoldy, przy czym niejednokrotnie uzywa lokalnego dialektu, co sprawia że powieść jest również ciekawym przyczynkiem do poznania realiów owej epoki.
W następnych postach chciałabym opowiedzieć o moich wędrówkach śladami Antonia Fogazzaro i jego bohaterów, o tym, jak poznawałam Valsoldę, gdzie toczy się akcja powieści, a także przybliżyć emocje, jakie mi wtedy towarzyszyły.
Ciąg dalszy tej historii można znaleźć w poście Valsolda, świat miniony, świat odnaleziony...
* Jeśli kogoś interesuje początek mojej fascynacji Jeziorem Lugano zapraszam do pierwszych postów na jego temat (linki są poniżej).
Włochy i Szwajcaria. Wędrując wokół Jeziora Lugano. Część I
Włochy i Szwajcaria. Wędrując wokół Jeziora Lugano. Część II - miasto Lugano
Włochy i Szwajcaria. Wokół jeziora Lugano
Natomiast więcej zdjęć Valsoldy znajduje się w albumie