Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koty. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 marca 2025

Mazurskie historie. Gdzie jest wiosna?


widok z okna kolaż -

Tegoroczna zima szerokim łukiem ominęła Ostródę, poza jednym prawdziwie śnieżnym dniem, o którym pisałam tutaj, i paroma innymi, kiedy padał śnieg z deszczem, nie było jej nawet na lekarstwo. Marzec też wszystkich zaskoczył — brakowało deszczu, za to większość dni czarowała słońcem i błękitnym niebem, przy czym często wiał zimny, przenikliwy wiatr, a poranne przymrozki też nie były rzadkością.

Ponieważ mazurski klimat jest raczej surowy, w marcu zazwyczaj panuje pogoda przedwiosenna i w związku z tym trzeba się uzbroić w cierpliwość na najbliższe dwa lub trzy tygodnie. Jednak  to, co dla człowieka jest zrozumiałe i do przyjęcia w żaden sposób nie mieści się w małym kocim łebku, zwłaszcza jeśli ten łepek jest rudy, jak to ma miejsce w przypadku naszego Furianuszka. Furianuszek mieszka z nami od kilku lat, znalazłam go na działkach, kiedy był jeszcze bardzo młodym zwierzaczkiem, o czym świadczyły jego mleczne ząbki. Była to obopólna miłość od pierwszego wejrzenia, dlatego nie pozostało mi nic innego jak zabrać go do domu, gdzie bardzo szybko się zaaklimatyzował i poczuł jak u siebie. Co więcej, nasze trzy kotki, o których pisałam tu, też nie miały problemu z akceptacją jeszcze jednego pobratymca. Niestety, po pewnym czasie czwórka znów stała się trójką, ponieważ zupełnie niespodziewanie z powodu wady serca odeszła nasza Kuleczka. Nic nie wskazywało na to, że jest chora, bo zawsze była prawdziwym wulkanem energii w przeciwieństwie do Buffy i Baribalka, którzy preferują długie drzemki, ożywiając się jedynie w porach posiłków oraz sytuacjach nadzwyczajnych i niecodziennych. Za to Furianuszek nadrabia swoimi pomysłami na urozmaicenie naszej codziennej egzystencji, co więcej ma ich nieprzebrane zasoby i jest nadzwyczaj konsekwentny w swoich poczynaniach. Jako że w zaraniu życia posmakował prawdziwej wolności na łonie natury, w dalszym ciągu chciałby biegać po okolicy, jednak mieszkamy w tak ruchliwym punkcie miasta, że samodzielne wycieczki nie wchodzą w grę, a dla kota o takim usposobieniu wychodzenie w szelkach jest nie do przyjęcia. W związku z tym pozostaje mu wyglądanie przez otwarte okno, przy czym pora roku i pogoda raczej nie mają dla niego znaczenia.



Okna do wyglądania są dwa, jedno z nich znajduje się na antresoli, jednak nie cieszy się wielkim uznaniem, ponieważ jest zabezpieczone siatką, poza tym wychodzi na ulicę, a kotki nie lubią hałasu, jaki stamtąd dobiega. Dużo bardziej atrakcyjny punkt obserwacyjny stanowi parapet okna mojej sypialni położonej od podwórza, tym bardziej że zwykle lata tu mnóstwo ptaków, więc jest co oglądać. Od paru tygodni Furianuszek oprócz obserwacji kawek i gołębi ma jeszcze jedno zajęcie, a mianowicie wypatrywanie wiosny. Codziennie rano staje koło mojego łóżka i patrzy na mnie wyczekująco, czy mam zamiar wreszcie wstać i pomyśleć o jego potrzebach? Nie ma najmniejszego znaczenia, że człowiek ostatnio ma problem z otwarciem okna z powodu kontuzji prawego barku ani to, że jest dopiero siódma rano, za oknem 5 stopni powyżej zera i chciałoby się jeszcze poczytać książkę, leżąc w łóżku. To wszystko są nic nie znaczące drobiazgi, bo przecież wiosna może zawitać do nas w każdej chwili, na przykład zacznie wspinać się po rynnie a Furianek przeoczy ten arcyważny moment.

W tej sytuacji człowiekowi nie pozostaje nic innego jak wstać i zaspokoić kocie oczekiwania, co może nie do końca jest straszną karą, bo w kuchni w dzbanku ekspresu czeka na niego pyszna kawa, którą co rano Marta parzy przed wyjściem do pracy. I tak zaczynamy nasz nowy dzień, kot wygląda nadchodzącej wiosny, a ja ziewam w fotelu, czekając, aż kawa postawi mnie na nogi. Przez ostatnie dwa tygodnie bardzo mało wychodziłam z domu, bo obolały bark sprawiał, że nie mogłam ubrać się bez pomocy, jednak dzisiaj miałam pilną sprawę do załatwienia, więc musiałam się przemóc. Choć nie obyło się bez bólu, zrobiłam to dość chętnie, ponieważ dzień był przepiękny, słoneczny, a co więcej bardzo ciepły. Pomyślałam, że może ja również rozejrzę się za wiosną, bo a nuż przyszła w nocy, kiedy Furianuszek spał?






Jak widać na powyższych zdjęciach, faktycznie wiosna zjawiła się po cichu i ukradkiem. Co prawda jeszcze dość nieśmiało prezentuje swoje uroki, ale pierwsze wiosenne kwiatki, bazie i maleńkie wierzbowe listki, nie pozostawiają co do tego wątpliwości. Ja i Furianek przegapiliśmy jej nadejście, ale trudno, teraz wyglądając przez okno, będziemy wypatrywać zielonych pączków na ogromnych lipach rosnących na terenie dawnych Białych Koszar, a później śledzić jak okrywają się bujną zielenią liści, by wreszcie zakwitnąć i uwodzić pszczoły swoim miodowym zapachem. To wszystko przed nami, podobnie jak złota jesień i listopadowe szarugi, które nadejdą, czy tego chcemy, czy nie...

środa, 25 grudnia 2024

Mazurskie historie. Choinka do góry nogami, czyli jak spędzić Boże Narodzenie z kotkami i nie zwariować.

ozdoby na Boże Narodzenie z kotami

Zaprzyjaźnieni blogerzy, którzy zaglądają tu od jakiegoś czasu, zapewne wiedzą, że nasza rodzina nie jest zbyt liczna. Z moich dwojga dzieci Jakub wraz z żoną i córką Mają mieszka w Gdyni, natomiast Marta i ja żyjemy dość spokojnie w naszym przytulnym lokum na klimatycznym poddaszu stuletniej kamienicy w towarzystwie trójki czworonożnych współlokatorów. Są to trzy koty, mądralińska, choć mikroskopijnej postaci czarna koteczka Buffy, na co dzień zwana Misią, melancholijny czarny kocurek Baribal, uwielbiający wszelkie torby i pudełka, w których można się schować oraz uroczy i przytulaśny (choć nieco postrzelony) rudzielec Furianusz. 

Cała trójka to znajdki, trafiły do nas zupełnym przypadkiem albo jak mówią kociarze w ramach centralnego systemu dystrybucji kotów, czyli na zasadzie losowego zdarzenia, które na na drodze kota stawia odpowiedniego człowieka. Ja myślę, że równie dobrze może za tym stać święty Franciszek (jak wiadomo jest on opiekunem wszystkich czworonożnych stworzeń). Niezależnie od tego jak dochodzi do takich spotkań, faktem jest, iż koty bezbłędnie wyczuwają potencjalnego opiekuna i potrafią koło niego zakręcić się odpowiednio. Jakub ma w tym względzie jeszcze więcej szczęścia, ponieważ w jego przypadku system zadziałał aż pięć razy!   

Boże Narodzenie z kotami

Boże Narodzenie z kotami

Boże Narodzenie z kotami

Bywa to dość kłopotliwe, ponieważ bez znalezienia zaufanego opiekuna wszelkie wspólne wyjazdy stają się niemożliwe, a koegzystencja z kilkoma zwierzaczkami czasem jest sprawą trudną i wymagającą wielkiej cierpliwości, jednak to, co otrzymuje się w zamian, jest warte każdej ceny. Nasze kotki są trochę rozpuszczone, nie tylko z tej przyczyny, że bardzo je kochamy, lecz przede wszystkim dlatego, że w czasie kiedy obydwie z Martą byłyśmy w pracy, pozostawione same przez wiele godzin, organizowały sobie różne dzikie zabawy i rozrywki, co czasem kończyło się zdemolowaniem jakiegoś pomieszczenia. 

Aby uniknąć niekomfortowych sytuacji, musiałyśmy zrezygnować z pewnych przyzwyczajeń i zagospodarować mieszkanie w taki sposób, żeby było bezpieczne dla kociaków, a nas nie narażało na przykrości z powodu zniszczenia ulubionych lub użytecznych przedmiotów. Najdłużej trwało nasze rozstanie z bożonarodzeniową choinką, co prawda sztuczną,  lecz bez której nie wyobrażałyśmy sobie świąt. Większość kotków interesuje się pięknie przybranym drzewkiem z błyszczącymi bombkami, a nasza trójka nie odbiega w tym względzie od normy, więc w okresie świątecznym każdej nocy budziły nas odgłosy zabawy tym, co kotkom udało się zdjąć z gałązek.  

girlanda i inne ozdoby 

Boże Narodzenie z kotami - girlanda

Boże Narodzenie z kotami - girlanda i podłaźniczka czyli odwrócona choinka

W kolejnych latach poszłyśmy po rozum do głowy i na dole choinki zaczęłyśmy wieszać bombki plastikowe, a szklane, będące pamiątkami mojego wczesnego dzieciństwa, na jej wyższych partiach. Niestety z roku na rok koty doskonaliły swoje umiejętności i każdego ranka coraz więcej bombek znajdowałyśmy w kątach i pod meblami. Dlatego też parę lat temu postanowiłam, że jedyną ozdobą choinki będą gwiazdki z papierowej wikliny, orzechy i szyszki pomalowane złotą i srebrną farbą oraz dużo kolorowych światełek. Oczywiście szyszki i orzechy też były zdejmowane, ale nie przywiązywałyśmy do tego wielkiej wagi,  karnie je zbierałyśmy i wieszałyśmy z powrotem  

Miarka się przebrała trzy lata temu, kiedy pewnej nocy obudził nas głośny hałas przewracanego drzewka. To było istne pobojowisko, powyginane gałęzie, połamany stojak, splątane lampki, a w tym wszystkim trzy koty zdziwione efektem swoich poczynań. Zniszczona choinka poszła do śmietnika, natomiast my postanowiłyśmy, że mamy rok na zastanowienie się, czy kupować drugą. Jednak lekcja była tak skuteczna, że choć nie obyło się bez bólu serca, rozstałyśmy się z tym pomysłem definitywnie, na rzecz girland ozdobionych bombkami i czegoś w rodzaju staropolskiej podłaźniczki, czyli choinki do góry nogami.  

Boże Narodzenie z kotami - nasze ozdoby

Boże Narodzenie z kotami - girlanda

Boże Narodzenie z kotami - nasze ozdoby

Jeśli chodzi o inne świąteczne dekoracje, nie ma też mowy o żywych poinsecjach, które dla kotów są trujące, więc człowiek musi poprzestać na sztucznych (którymi w duchu gardzi, ale w czasie świąt jakoś się bronią). Co prawda te także trzeba mieć na oku, a na noc przestawiać je poza zasięg kocich łapek, podobnie jak inne, mniejsze stroiki. Osobną historią jest bożonarodzeniowa szopka — ta raczej nie może zawisnąć pod sufitem, dlatego poprzestałyśmy na uroczym, staroświeckim egzemplarzu zastępczym wykonanym z kartonu, który poruszony sam się składa na płasko, co sprawia, że koty szybko przestają się nim interesować. Co prawda pewnego razu Furianuszkowi udało się w niej położyć (wiadomo, że żadna szopka nie może się obejść bez kota), ale na szczęście nie doszło do zniszczeń. Wypada jeszcze wspomnieć o konieczności pilnowania stołu nakrytego do wigilii, ponieważ któregoś z czworonożnych domowników mógłby zainteresować zwisający obrus i zechciałby sprawdzić, co się stanie jeśli się za niego pociągnie, co dla kotka mogłoby być świetną zabawą lecz dla człowieka jest wizją raczej dramatyczną.

W tej sytuacji ktoś mógłby zapytać, po co człowiekowi kot, nie mówiąc o trzech lub więcej? No cóż, na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, zna ją tylko ten, komu kot patrzy głęboko w oczy hipnotyzującym wzrokiem i wskakuje na kolana, żeby ułożyć się do smacznej drzemki z najpiękniejszą na świecie kołysanką-mruczanką...


środa, 9 września 2015

Mazurskie historie. Koto Chanel, wnuczek Mruczek i Piorun Kulisty, czyli nasi ulubieńcy.



Kulka Buffy i Baribalek wyglądają przez okno

Do napisania tego posta zmobilizowała mnie Avelina, która swego czasu zamieściła wpis o wystawie kotów rasowych. Z przyjemnością obejrzałam zdjęcia kociaków, jakie tam zamieściła, ponieważ według mnie są to stworzenia nie tylko nadzwyczaj inteligentne, ale także miłe dla oka i pełne wdzięku.

Nie da się ukryć, że choć darzę sympatią większość zwierząt, to koty bezsprzecznie są najbliższe mojemu sercu. Na szczęście, również moja córka Marta podziela te uczucia, więc nie mamy problemu z pokojową koegzystencją pomiędzy nami dwiema a trzema kocimi osobnikami, mieszkającymi w naszym domu. Osoby czytające tego bloga od dłuższego czasu, być może pamiętają wpis o niespodziance, jaką swego czasu przyniósł mi wielkanocny zajączek. Tym nieoczekiwanym prezentem była mała, czarna koteczka, którą znalazłam w Wielki Piątek w drodze do pracy. Było wtedy niesamowicie zimno, biedne stworzenie błąkało się nieopodal śmietnika, prawdopodobnie w poszukiwaniu pożywienia. Kiedy ją zawołałam, podeszła do mnie i pozwoliła się wziąć na ręce, więc po tak szybko zawartej znajomości pozostało mi jedynie zabrać ją do domu, gdzie chyba jej się spodobało, bo bardzo szybko się zaaklimatyzowała. Dałyśmy jej na imię Buffy, ale teraz o wiele częściej nazywamy ją Misią, Misiolinką albo po prostu Minią.

portret Buffy zwanej Misią
Jest ona nadzwyczaj słodkim zwierzątkiem, spokojnym, łagodnym i bardzo mądrym. Misia lubi spać na chodniku w przedpokoju, toteż pewnego razu Marta, idąc w nocy do łazienki, wpadła na nią w ciemnościach. Od tego czasu kotka, kiedy ktoś koło niej przechodzi, niezależnie od pory dnia czy nocy, wysyła sygnały ostrzegawcze, popiskując cicho, jak by chciała powiedzieć "uważaj, nie wejdź na mnie!". 
Te dyskretne popiskiwania to jej metoda na porozumiewanie się z nami — w ten sposób daje nam do znać, że trzeba dosypać jedzenia, wymienić wodę w misce albo jeszcze lepiej — odkręcić kran w łazience, bo kotki lubią zimną, bieżącą wodę. Marta nazywa ją Kotem Od-ważnym, ponieważ Misia każdy dzień zaczyna od wejścia na wagę łazienkową, jakby postanowiła zadbać o linię. Miałoby to nawet swoje logiczne uzasadnienie, ponieważ jest okrąglutka niczym pulpecik; te okrągłości spowodowały, że jej puszysty ogonek stał się nieproporcjonalnie krótki i wygląda trochę jak ogon bobra.

Misia ma jeszcze jedną cechę, która ją wyróżnia, mianowicie pasję do nitek i krawiectwa. Kiedy któraś z nas używa maszyny do szycia, wskakuje na stół i na wszelkie sposoby usiłuje wyciągać nawleczone nitki łapkami albo chwyta je ząbkami. Nie można się od niej opędzić, więc jedynym skutecznym sposobem na dokończenie pracy w spokoju, jest zamknięcie jej w innym pomieszczeniu. Kiedyś zaczęłyśmy przy tej okazji snuć żartobliwe domysły, że być może w poprzednim wcieleniu była wybitną krawcową niczym Coco Chanel (stad wziął się jej przydomek, jaki umieściłam w tytule).

dziecko Buffy

Buffy-Misia, okazała się być nie tylko prezentem od wielkanocnego zajączka, ale wręcz wielkanocnym "jajkiem z niespodzianką", bowiem niedługo po świętach okazało się, że jest przy nadziei. Było to dla nas ogromne zaskoczenie, gdyż była naprawdę maleńka, więc sądziłyśmy, iż ma najwyżej sześć miesięcy (co jednak zostało zdementowane przez panią weterynarz, która stwierdziła, że kotka ma przynajmniej o rok więcej) Ta drobna postura spowodowała, że kiedy nadszedł czas porodu, pojawiły się poważne problemy. Pech chciał, że było to w nocy z niedzieli na poniedziałek, kiedy gabinety weterynaryjne są zamknięte. Co prawda na drugim końcu miasta znalazła się pani doktor, która była gotowa udzielić pomocy, ale tak się złożyło, że w domu nie miałyśmy ani grosza na taksówkę, a do tego system naszego banku był w przebudowie, więc nie mogłyśmy pobrać pieniędzy z bankomatu! 

Pukanie w środku nocy do sąsiadów z prośbą o pożyczkę lub niemal godzinny spacer z rodzącą kotką nie wchodziły w grę, więc Marta zarzuciła sobie transporter z przyszłą matką na plecy, wsiadła na rower i popedałowała do lecznicy. Po niemal dwóch godzinach pojawiła się w domu, mówiąc "Są oboje!" 

Jak się okazało, obeszło się bez zapowiadanego cesarskiego cięcia, wystarczył zastrzyk z oksytocyny, by na świat przyszło kociątko o tygrysim umaszczeniu i wyjątkowo okazałych pazurkach. Pani weterynarz stwierdziła, że prawdopodobnie jest to chłopiec, jednak zaznaczyła, że u takich maluchów trudno jednoznacznie wyrokować o płci. Na nasze i Buffy szczęście, lekarka okazała się nie tylko dobrym fachowcem, ale również wspaniałą i wyrozumiałą osobą, bowiem kiedy Marta jej powiedziała o problemach z bankomatem, wyraziła zgodę na przyjęcie należności za USG oraz pomoc przy porodzie w następnym dniu — gotówką albo przelewem.

Buffy myje maluszka

Tamtej nocy nie spałyśmy ani chwili, bo trzeba było czuwać nad Buffy, która dodatkowo dostała jeszcze zastrzyk z Relanium i leżała jak nieżywa oraz zająć się nowo narodzonym kotkiem. Kiedy Buffy doszła do siebie, okazało się, że jest niezwykle czułą matką i bardzo zazdrośnie strzeże swojego potomka. Postanowiła, że wychowa go w naszej garderobie z suwanym drzwiami; choć przygotowałyśmy jej posłanie w zacisznym miejscu, z maniakalnym uporem brała go do pyszczka i łapką przesuwała drzwi, żeby schować się w jakimś kąciku. 

Nie pozostało nam nic innego, jak umieścić tam legowisko i dać jej święty spokój. Kiedy kotek otworzył oczka i zaczął pełzać, a następnie chodzić, legowisko w garderobie przestało być potrzebne, ponieważ w domu było mnóstwo innych miejsc, gdzie kotki mogły wygodnie ułożyć się do snu. Kiedy dziecko Buffy skończyło miesiąc, w naszym domu niespodziewanie pojawił się jeszcze jeden czworonożny lokator...

Marta karmi Baribalka mlekiem z butelki
Było to w czasie, kiedy złamałam nadgarstek i chodziłam z ręką w gipsie. Ponieważ mimo to nie zaniedbywałam wizyt profilaktycznych u moich pacjentów, często towarzyszyła mi córka, która nosiła moją dość pokaźną, służbową torbę. Pewnego czerwcowego dnia, szłyśmy razem wiejską drogą, kiedy Marta nagle przystanęła, mówiąc, że słyszy pisk kociaka. Zaczęłyśmy zaglądać pod krzaki rosnące w przydrożnym rowie i okazało się, że istotnie leży tam maleńki, zabiedzony kotek. Wszystko wskazywało na to, że jego matka straciła życie potrącona przez samochód, więc postanowiłyśmy uratować biedaka od śmierci głodowej i zabrać do domu, z nadzieją, że nasza Buffy wykarmi również i jego. 

Kotek był tak przerażony, że całą drogę darł się wniebogłosy; z ogromnym trudem udało się nam nieco go uspokoić głaskaniem i przytulaniem. Co gorsza, nasza kandydatka na mamkę nie stanęła na wysokości zadania i ani myślała przyjmować podrzutka za swoje dziecko, więc musiałyśmy szybko zorganizować specjalne mleko dla kociąt oraz buteleczkę ze smoczkiem. Marta przyjęła na siebie rolę karmicielki i co 2-3 godziny w dzień, a także w nocy, podawała mu jedzenie, ja natomiast zajmowałam się "zmianą pieluch" czyli masowaniem brzuszka i myciem pupy. W tej samej garderobianej szafie, gdzie poprzednio urzędowała Buffy z potomkiem, urządziłyśmy kotkowi legowisko — włożyłyśmy mu tam pluszową maskotkę oraz plastikową butelkę wypełnioną ciepłą wodą i owiniętą w puchaty ręcznik, żeby miał, choć namiastkę matczynego ciepła.

maleńki Baribalek i Kuleczka

Na szczęście z biegiem czasu kotek stracił swój pierwotny zapach, prawdopodobnie pomógł w tym starszy kociak, który często do niego zaglądał i próbował się z nim bawić. Dzięki tej wymianie zapachów Buffy zaakceptowała maleństwo i nie protestowała, kiedy go kładłyśmy do karmienia wraz z jej potomkiem.

Rozstrzygnęła się też sprawa płci małego buraska, do tej pory niejednoznaczna. Ponieważ wraz z przybyciem drugiego malucha różnice anatomiczne okazały się ewidentne, stało się jasne, że nasza kotka urodziła córkę. Dałyśmy jej na imię Kulka, natomiast nowy przybysz (bez wątpienia będący kocurkiem) został nazwany Baribalkiem, z racji czarnego umaszczenia z białą literą V na szyjce, wypisz wymaluj, niczym niedźwiedź baribal.

Kotek, choć w zasadzie został wykarmiony przez Buffy, chyba nie zapomniał pierwszych dni swego życia i w dalszym ciągu uważał mnie i Martę za swoją naturalną rodzinę. Najlepiej mu się spało, kiedy mógł się położyć z noskiem wtulonym w szyję którejś z nas, zresztą robi to nadal, gdy nadchodzą chłodne miesiące, a zanim zapadnie w głęboki sen zawzięcie mruczy nam do ucha swoje kocie kołysanki. Baribalek wyrósł na okazałego kocura, jednak w dalszym ciągu bardzo lubi, kiedy bierzemy go na ręce. Mości się przy tym i próbuje usadowić się człowiekowi na ramieniu, tak jak to robił w zaraniu życia, co obecnie jest dość trudne, z uwagi na jego rozmiary. Jest bardzo przyjaznym i spokojnym kotem, choć pewnego razu przeżyłyśmy z jego powodu prawdziwe chwile grozy.

Buffy z kociakami

Miało to miejsce tuż po przeprowadzce — nasze nowe mieszkanie było jeszcze niewykończone a my nadal mieszkałyśmy na kartonach i walizkach. Przez kilka tygodni, podczas intensywnych prac remontowych, wszystkie trzy zwierzaki przebywały u mojej mamy, aż do czasu, kiedy przywiozłyśmy je do naszego nowego locum, gdzie od razu zajęły się rozpoznawaniem terenu. Następnego dnia pod wieczór, po wyjściu pana majstra, zorientowałam się, że w domu są obydwie kotki, lecz brakuje Baribalka. Obszukałam wszystkie dostępne i niedostępne kąty, ale kota nigdzie nie było; moje nawoływania również pozostały nieskuteczne. 

Przyszło mi do głowy, że być może udało mu się niepostrzeżenie wyjść z mieszkania, a ponieważ koty w tej sytuacji często wracają do poprzedniego domu, udałam się na poszukiwania w rejonie naszego dawnego osiedla, niestety, również bez rezultatu... Godzina była późna i zrobiło się zupełnie ciemno, w tym czasie Marta, która pracowała po południu, wróciła z pracy. Kiedy usłyszała, co się stało, poszła kontynuować poszukiwania, ja zaś postanowiłam jeszcze raz zajrzeć na strych w nadziei, że Baribal jednak gdzieś się ukrył i śpi w jakimś ciemnym kącie. Właśnie tam wchodziłam, kiedy usłyszałam straszny łomot, który sprawił, że osłupiałam z wrażenia. Gdy minęło oszołomienie, szybko zeszłam na dół, gdzie moim oczom ukazał się przeciągający i ziewający kot, wychodzący przez okienko do odczytywania wodomierzy z obudowy zakrywającej rury biegnące z kuchni do łazienki na górnej kondygnacji.

Baribalek ma miesiąc

Tuż pod sufitem rury się krzyżują, a ponieważ zwykle są nagrzane od ciepłej wody, prawdopodobnie właśnie tam ukryła się nasza zguba. Szczerze mówiąc, podejrzewałam coś takiego, więc pukałam w obudowę i nawoływałam, jednak Baribal albo głęboko spał, albo był zdenerwowany zmianą miejsca i nie chciał wyjść, bo szukał sobie spokojnego kąta. Prawdopodobnie wdrapał się tam po uchwytach mocujących rury do ściany, jednak z powrotem nie mógł po nich zejść z powodu ciasnoty, więc ześlizgnął się w dół, robiąc przy tym wiele hałasu.


Szybko zadzwoniłam do Marty i nareszcie obydwie mogłyśmy odetchnąć z ulgą, że ów koszmarny wieczór grozy jednak dobrze się zakończył, choć ta przygoda kosztowała nas naprawdę sporo nerwów. Mimo pesymistycznych przewidywań behawiorystów, że kilka kocich osobników w zamkniętym pomieszczeniu może zacząć walczyć o terytorium, w naszym domu (jak dotychczas) nic takiego nie ma miejsca, a zwierzaczki żyją naprawdę zgodnie. Może nie bez wpływu jest to, że wszystkie zostały w porę wysterylizowane, więc nie mają instynktu walki, poza tym każde z nich ma swoje miejsce, które lubi najbardziej. 

Nasze dwupoziomowe mieszkanie ma sporo przytulnych zakamarków, do tego jest jeszcze strych, gdzie wszystkie trzy przesiadują bardzo chętnie. Ulubione sprzęty kotów to stacjonarny komputer Marty oraz mój laptop — przesiadując w pobliżu można pogrzać się w ich cieple, popatrzeć na migający ekran, a także pochodzić po klawiaturze, dopisując swoją część historii do tej tworzonej przez człowieka. Niestety, ludzie jako stworzenia przekorne z natury, nie przejawiają większego zrozumienia dla kociej inwencji i nauczyli się chować klawiaturę albo przymykać klapę laptopa...

Kuleczka na czacie przed laptopem

Innym wspaniałym elementem wyposażenia służącym kotkom do zabaw i pogoni, są wewnętrzne schody, po których niejednokrotnie biegają tam i z powrotem, tupiąc przy tym niczym banda łobuziaków. Baribalek i Kulka świetnie sobie radzą z pokonywaniem stopni, natomiast Buffy ze swoimi krótkimi łapkami nie tyle zbiega po schodach, ile z nich zeskakuje. To sprawia, że robi o wiele więcej hałasu i nawet nie patrząc, wiemy, że to właśnie ona przemieszcza się na dół. Jej córka, czyli Kuleczka, jest bardzo zgrabna i bystra, chociaż nieco postrzelona. Do tego ma dość specyficzny charakterek, objawiający się całkowitym brakiem odporności na wszelkie próby okiełznania i wyrobienia pożądanych nawyków. Dość długo prowadziła egzystencję nieco na marginesie, nie miała zwyczaju przychodzenia na kolana, czy przytulania się do ludzi, prawdopodobnie dlatego, że jej potrzeby emocjonalne zaspokajała Buffy. Poza tym wszystkie trzy koty w dalszym ciągu dość często kładą się blisko siebie, wzajemnie się myją, bawią razem i toczą pozorowane walki, celem utrzymania należytej kondycji.

Buffy z dzieckiem na regale z książkami

Jednak od pewnego czasu również i Kuleczka zaczęła przychodzić do nas po swoją porcję pieszczot, co uważamy za ogromną uprzejmość z jej strony. Jej charakterek ujawnia się w niesfornym zachowaniu — przede wszystkim ma manię zrzucania drobnych przedmiotów na podłogę, więc musiałyśmy zrezygnować z pomysłu pozostawiania naszych rzeczy w miejscach, które odwiedza. Trwanie przy swoich nawykach mija się z celem, ponieważ kotka z reguły ma zupełnie inne zdanie na temat ich należytego zagospodarowania przestrzeni. Tak ma się rzecz z komódką na buty stojącą w przedpokoju — jest ona bardzo płytka, ale stanowi wygodną półeczkę o szerokości 20 cm. Początkowo stał na niej koszyczek na różne "przydasie" poza tym często odkładałyśmy tam na chwilę różne rzeczy — portmonetkę, okulary, książkę itp. 

Niestety Kulka uznała to miejsce za swoją enklawę, widząc, że coś tam leży, natychmiast wskakiwała na komódkę, żeby zrzucić dany przedmiot na podłogę. Ta skuteczna tresura ludzi dała dobre efekty — dość szybko dotarło do nas, że po prostu nie należy tam nic zostawiać, bo to miejsce kota i takim pozostanie. Pewnego razu, podczas szczególnie energicznego skoku Kulki, ów mebelek przewrócił się i upadł na podłogę, robiąc przy tym straszny huk. Ponieważ miało to miejsce w środku nocy, efekt był po prostu porażający. Po tej nauczce komódka została przytwierdzona do ściany, co w zasadzie powinno być zrobione od razu, jednak jakoś nam umknęło w natłoku zajęć związanych z przeprowadzką.

Kuleczka ma dwa miesiące

Różne większe i mniejsze przedmioty oraz lżejsze książki stojące na półkach, muszą być przysunięte do ściany, gdyż w przeciwnym razie dzięki Kulce z pewnością także i one szybko wylądują na podłodze. Nie wspomnę o poogryzanych i połamanych kwiatkach doniczkowych, przewróconych wazonach oraz pościąganych chodnikach w przedpokoju. Musimy też pamiętać, że nie wolno pozostawiać uchylonych drzwi do łazienki, ponieważ najlepsza zabawa jest wtedy, kiedy można człowiekowi zrzucić na podłogę słoik z kremem lub dezodorant, pościągać ręczniki, a jeszcze lepiej porozwłóczyć patyczki do uszu albo waciki. 

Kulka ma narzeczonego — jest to kot z drutu i masy papierowej, wykonany przez młodą plastyczkę, koleżankę Marty. Kot roboczo został nazwany nazwiskiem swojej twórczyni (powiedzmy Kowalski, choć nie jest to jego faktyczne nazwisko) a Kulka zapałała do niego głębokim uwielbieniem. Jest powszechnie wiadome, że jeśli nigdzie nie można jej znaleźć, to z całą pewnością śpi na regale obok Kowalskiego.

Kuleczka z narzeczonym

Jak na kota przystało, większość jej niszczycielskiej działalności odbywa się przede wszystkim w nocy, więc niejednokrotnie budzą nas różne dziwne dźwięki — stukanie, drapanie i szuranie — tym donośniejsze, że z reguły w tych zabawach uczestniczy cała trójka, choć Kulka bez wątpienia jest ich organizatorką i prowodyrką. Mając na uwadze jej przymioty, Marta pewnego razu orzekła, że to nie kotka, lecz prawdziwy piorun. Po namyśle, robiąc aluzję do jej imienia, dodała "piorun kulisty" co obydwie uznałyśmy za nadzwyczaj trafne określenie. Mimo wszystko, te figle, a czasem wręcz szkody spowodowane przez kotki, nie mają wpływu na naszą zgodne współżycie. Wszystko to z nawiązką wynagradzają kołysanki-mruczanki, dotyk jedwabistego futerka, łaskotanie wąsikami i ufne spojrzenie mądrych kocich oczu...

  Więcej zdjęć naszych kotków można obejrzeć w albumach 

poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Mazurskie historie. Nasze "znajdki".

Temat tego posta nie ma nic wspólnego z turystyką, ale ponieważ wiem, że wśród znajomych blogerów jest wiele osób, które kochają zwierzęta, postanowiłam nieco rozwinąć temat "prezentu", jaki otrzymałam od wielkanocnego zajączka (choć zdaje się, że raczej stoi za tym święty Franciszek). Co ciekawe, jest to historia bliźniaczo podobna do tej, jaką kilka dni temu komentowałam na łamach zaprzyjaźnionego bloga – z tą różnicą, że tam w grę wchodził piesek.


Buffy - mała czarna kotkaWszystko zaczęło się w Wielki Piątek, kiedy rano wyszłam z domu, ponieważ miałam jechać do niedalekiej wioski, aby zrobić opatrunek jednemu z moich pacjentów. Przechodząc koło śmietnika, zobaczyłam niedużego, czarnego kotka, który chodził wokoło, miaucząc żałośnie. Biedactwo wyglądało na wygłodzone, więc bez namysłu wzięłam zwierzaczka na ręce. Dzikie koty zwykle w takich sytuacjach nie pozwalają się do siebie zbliżyć, gdyż są przyzwyczajone traktować ludzi jako zagrożenie. O dziwo, ten kotek wcale się nie bronił i natychmiast zaczął mruczeć! Był jednak poważny problem, gdyż w domu mamy już kotkę Santanę, która jest bardzo zazdrosna o swoje terytorium i po prostu szaleje, jeśli na nasz balkon (mieszkamy na parterze) wejdzie jakiś obcy kot. Jednak postanowiłam zaryzykować, z nadzieją, że tym razem sprawy mogą potoczyć się inaczej z uwagi na młody wiek kociaka.

Buffy na półce z książkami
Przezornie zamknęłam kotka w łazience, wyposażając go uprzednio w legowisko, miseczki z wodą oraz jedzeniem, i udałam się do pracy. Po powrocie zauważyłam, że miseczka z jedzeniem jest wylizana do czysta, a kotek nadal głodny... Obejrzałam go dokładnie i stwierdziłam, że jest to koteczka, więc nadałam jej imię bohaterki ulubionego serialu mojej córki Marty –   Buffy postrach wampirów. Nawiasem mówiąc, Buffy to zdrobnienie od Elizabeth, więc poniekąd jest ona moją imienniczką. Kotka chyba tułała się od dłuższego czasu, bo nie tylko była wychudzona, ale również bardzo brudna, więc postanowiłam ją wykąpać. Ablucje odbyły się nadzwyczaj sprawnie i bez szczególnych problemów. Po kąpieli i wysuszeniu suszarką okazało się, że Buffy ma śliczne, gęste futerko o rudych refleksach. Z miejsca zaczęła zwiedzać dom i szybko uznała go za miejsce odpowiednie do zamieszkania. Na szczęście, Santana – mimo iż trochę fuka i syczy na małą – nie jest wobec niej agresywna, więc można mieć nadzieję na ich pokojową koegzystencję. Dobrze się składa, że w dniach poświątecznych ja i Marta nie pracujemy, więc możemy mieć sytuację pod kontrolą. Bardzo byśmy nie chciały stresować Santany, która też jest kotką po przejściach i podobnie jak Buffy, z pewnością wychowała się wśród ludzi. Kiedy ją znalazłam trzy lata temu, była wysterylizowana i miała wszystkie nawyki kota domowego. Biedaczka z niewiadomych powodów trafiła na ulicę i błąkała się po naszym osiedlu w okolicy sklepu mięsnego, gdyż pani sprzedawczyni dokarmiała ją okrawkami wędlin.

śpiąca kotka

Bardzo chętnie dała się przynieść do naszego domu, szybko objęła go w posiadanie i równie szybko zawojowała nasze serca, mimo że charakter ma niełatwy, a jeśli coś jej się nie podoba, gryzie bez miłosierdzia... Jednak jej śliczne, mądre oczy, różowy nosek i delikatne łapki oraz sposób, w jaki podnosi łebek, żeby ją podrapać pod bródką, zawsze budziły w nas ciepłe uczucia. Niestety, kilka miesięcy temu okazało się, że jest nieuleczalnie chora, a lekarz weterynarii nie rokuje jej długiego życia... Na razie czuje się w miarę dobrze, lecz wiemy, że przyjdzie dzień, kiedy zauważymy niepokojące objawy zbliżającego się końca – i będzie to sygnał, że ostatnia rzecz, jaką będziemy mogły dla niej zrobić, to nie dać jej cierpieć.

Santana śpi

Kiedy usłyszałyśmy tę diagnozę, był to dla nas straszny szok i opłakałyśmy ją szczerymi łzami. Dlatego też nie chciałybyśmy, żeby w ciągu tego niedługiego czasu, jaki jej został, czuła się zagrożona i zdenerwowana. W związku z tym umówiłam się z moją mamą, że jeśli sytuacja rozwinie się w niepożądanym kierunku, w razie potrzeby zabierze Buffy do siebie. Na szczęście, jak dotąd wszystko wskazuje na to, że obydwie kotki – nawet jeśli się nie zaprzyjaźnią – to przynajmniej nie będą walczyć o terytorium. Ponieważ Buffy jest jeszcze młoda (wygląda na jakieś 5–6 miesięcy), Santana nie traktuje jej jak rywalki. Mała nie jest zbyt natrętna ani zaczepna, to typowa milusińska, chętnie daje się brać na ręce i mruczy niczym mały traktorek. Kiedy zastanawiam się nad jej nieoczekiwanym pojawieniem, przychodzi mi do głowy myśl, że nic nie dzieje się bez przyczyny – i być może jest to prezent od losu, który za jakiś czas nieco złagodzi nasz ból po odejściu Santany...
                                                                     

sobota, 30 marca 2013

Wesołych Świąt oraz kilka słów o tym, co mi przyniósł wielkanocny zajączek.



Z okazji
Świąt Wielkiej Nocy życzę wszystkim odwiedzającym, aby te dni upłynęły im w zdrowiu i radosnej, wiosennej atmosferze, na przekór upartej zimie, która nie chce odejść. A wielkanocny zajączek niech Wam przyniesie dużo smacznych, kolorowych pisanek, oraz prezentów, które Was zaskoczą i ucieszą!

Mój zajączek w tym roku nieco się pośpieszył i dzięki temu wczoraj w naszym domu zjawiła się nowa lokatorka mała, śliczna koteczka, czarna niczym węgielek. Znalazłam ją na ulicy, bez wątpienia błąkała się od dłuższego czasu, bo była brudna i wychudzona. Jest bardzo ufna i ma wszystkie dobre maniery domowego kota. Myślę, że jej przybycie przyniesie do naszego domu dużo radości!

Wszystkich zaprzyjaźnionych blogerów zapraszam też do przeczytania poprzedniego posta!