Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Boże Narodzenie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 grudnia 2025

Boże Narodzenie — życzenia świąteczne


Drodzy przyjaciele — blogerzy i czytelnicy,
niech ten szczególny moment w roku przyniesie nam światło rozjaśniające nocne ciemności, pogawędki bez pośpiechu oraz mnóstwo chwil, które pozostają w pamięci i sercu.


Z okazji Świąt życzę Wam spokojnego odpoczynku, cichej radości, która przychodzi niespodziewanie i zostaje na dłużej. Niech będzie także jak najwięcej czasu na to, co naprawdę Was porusza: na dobre rozmowy, na sztukę, która nie musi się tłumaczyć, i na podróże — te długie i te bardzo małe, które zmieniają nasze spojrzenie na świat, a przede wszystkim niech będzie wokół Was jak najwięcej szczęścia i miłości!


W ubiegłym roku opisywałam nasze perypetie związane z choinką „do góry nogami”. Wygląda na to, że pomysł się sprawdził i udało nam się skutecznie przechytrzyć kotki. Co prawda sporym powodzeniem cieszą się dekoracje stojące na komodzie i stole, ale te — dla świętego spokoju — na noc wędrują do kuchni, gdzie są poza zasięgiem kocich pazurków i ząbków.

Poniżej zamieszczam kolaż z kilkoma migawkami z naszego poddasza w świątecznym anturażu.


środa, 25 grudnia 2024

Mazurskie historie. Choinka do góry nogami, czyli jak spędzić Boże Narodzenie z kotkami i nie zwariować.

ozdoby na Boże Narodzenie z kotami

Zaprzyjaźnieni blogerzy, którzy zaglądają tu od jakiegoś czasu, zapewne wiedzą, że nasza rodzina nie jest zbyt liczna. Z moich dwojga dzieci Jakub wraz z żoną i córką Mają mieszka w Gdyni, natomiast Marta i ja żyjemy dość spokojnie w naszym przytulnym lokum na klimatycznym poddaszu stuletniej kamienicy w towarzystwie trójki czworonożnych współlokatorów. Są to trzy koty, mądralińska, choć mikroskopijnej postaci czarna koteczka Buffy, na co dzień zwana Misią, melancholijny czarny kocurek Baribal, uwielbiający wszelkie torby i pudełka, w których można się schować oraz uroczy i przytulaśny (choć nieco postrzelony) rudzielec Furianusz. 

Cała trójka to znajdki, trafiły do nas zupełnym przypadkiem albo jak mówią kociarze w ramach centralnego systemu dystrybucji kotów, czyli na zasadzie losowego zdarzenia, które na na drodze kota stawia odpowiedniego człowieka. Ja myślę, że równie dobrze może za tym stać święty Franciszek (jak wiadomo jest on opiekunem wszystkich czworonożnych stworzeń). Niezależnie od tego jak dochodzi do takich spotkań, faktem jest, iż koty bezbłędnie wyczuwają potencjalnego opiekuna i potrafią koło niego zakręcić się odpowiednio. Jakub ma w tym względzie jeszcze więcej szczęścia, ponieważ w jego przypadku system zadziałał aż pięć razy!   

Boże Narodzenie z kotami

Boże Narodzenie z kotami

Boże Narodzenie z kotami

Bywa to dość kłopotliwe, ponieważ bez znalezienia zaufanego opiekuna wszelkie wspólne wyjazdy stają się niemożliwe, a koegzystencja z kilkoma zwierzaczkami czasem jest sprawą trudną i wymagającą wielkiej cierpliwości, jednak to, co otrzymuje się w zamian, jest warte każdej ceny. Nasze kotki są trochę rozpuszczone, nie tylko z tej przyczyny, że bardzo je kochamy, lecz przede wszystkim dlatego, że w czasie kiedy obydwie z Martą byłyśmy w pracy, pozostawione same przez wiele godzin, organizowały sobie różne dzikie zabawy i rozrywki, co czasem kończyło się zdemolowaniem jakiegoś pomieszczenia. 

Aby uniknąć niekomfortowych sytuacji, musiałyśmy zrezygnować z pewnych przyzwyczajeń i zagospodarować mieszkanie w taki sposób, żeby było bezpieczne dla kociaków, a nas nie narażało na przykrości z powodu zniszczenia ulubionych lub użytecznych przedmiotów. Najdłużej trwało nasze rozstanie z bożonarodzeniową choinką, co prawda sztuczną,  lecz bez której nie wyobrażałyśmy sobie świąt. Większość kotków interesuje się pięknie przybranym drzewkiem z błyszczącymi bombkami, a nasza trójka nie odbiega w tym względzie od normy, więc w okresie świątecznym każdej nocy budziły nas odgłosy zabawy tym, co kotkom udało się zdjąć z gałązek.  

girlanda i inne ozdoby 

Boże Narodzenie z kotami - girlanda

Boże Narodzenie z kotami - girlanda i podłaźniczka czyli odwrócona choinka

W kolejnych latach poszłyśmy po rozum do głowy i na dole choinki zaczęłyśmy wieszać bombki plastikowe, a szklane, będące pamiątkami mojego wczesnego dzieciństwa, na jej wyższych partiach. Niestety z roku na rok koty doskonaliły swoje umiejętności i każdego ranka coraz więcej bombek znajdowałyśmy w kątach i pod meblami. Dlatego też parę lat temu postanowiłam, że jedyną ozdobą choinki będą gwiazdki z papierowej wikliny, orzechy i szyszki pomalowane złotą i srebrną farbą oraz dużo kolorowych światełek. Oczywiście szyszki i orzechy też były zdejmowane, ale nie przywiązywałyśmy do tego wielkiej wagi,  karnie je zbierałyśmy i wieszałyśmy z powrotem  

Miarka się przebrała trzy lata temu, kiedy pewnej nocy obudził nas głośny hałas przewracanego drzewka. To było istne pobojowisko, powyginane gałęzie, połamany stojak, splątane lampki, a w tym wszystkim trzy koty zdziwione efektem swoich poczynań. Zniszczona choinka poszła do śmietnika, natomiast my postanowiłyśmy, że mamy rok na zastanowienie się, czy kupować drugą. Jednak lekcja była tak skuteczna, że choć nie obyło się bez bólu serca, rozstałyśmy się z tym pomysłem definitywnie, na rzecz girland ozdobionych bombkami i czegoś w rodzaju staropolskiej podłaźniczki, czyli choinki do góry nogami.  

Boże Narodzenie z kotami - nasze ozdoby

Boże Narodzenie z kotami - girlanda

Boże Narodzenie z kotami - nasze ozdoby

Jeśli chodzi o inne świąteczne dekoracje, nie ma też mowy o żywych poinsecjach, które dla kotów są trujące, więc człowiek musi poprzestać na sztucznych (którymi w duchu gardzi, ale w czasie świąt jakoś się bronią). Co prawda te także trzeba mieć na oku, a na noc przestawiać je poza zasięg kocich łapek, podobnie jak inne, mniejsze stroiki. Osobną historią jest bożonarodzeniowa szopka — ta raczej nie może zawisnąć pod sufitem, dlatego poprzestałyśmy na uroczym, staroświeckim egzemplarzu zastępczym wykonanym z kartonu, który poruszony sam się składa na płasko, co sprawia, że koty szybko przestają się nim interesować. Co prawda pewnego razu Furianuszkowi udało się w niej położyć (wiadomo, że żadna szopka nie może się obejść bez kota), ale na szczęście nie doszło do zniszczeń. Wypada jeszcze wspomnieć o konieczności pilnowania stołu nakrytego do wigilii, ponieważ któregoś z czworonożnych domowników mógłby zainteresować zwisający obrus i zechciałby sprawdzić, co się stanie jeśli się za niego pociągnie, co dla kotka mogłoby być świetną zabawą lecz dla człowieka jest wizją raczej dramatyczną.

W tej sytuacji ktoś mógłby zapytać, po co człowiekowi kot, nie mówiąc o trzech lub więcej? No cóż, na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi, zna ją tylko ten, komu kot patrzy głęboko w oczy hipnotyzującym wzrokiem i wskakuje na kolana, żeby ułożyć się do smacznej drzemki z najpiękniejszą na świecie kołysanką-mruczanką...


Życzenia świąteczne.

 

Wesołych Świąt!

Drodzy zaprzyjaźnieni blogerzy i czytelnicy, niech to popularne życzenie ziści się w Waszych domach, a te piękne Święta  przyniosą Wam wiele radości w rodzinnym gronie oraz samych dobrych myśli i uczuć. Życzę wszystkim wiele zdrowia i sił, satysfakcji ze wszystkich poczynań zawodowych i prywatnych, pogody ducha w każdym dniu, a także mnóstwa inspirujących doznań! 

              Elżbieta  

albo jak kto woli - sukienka w kropki

piątek, 25 grudnia 2015

Życzenia świąteczne.

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia  
wszystkim zaprzyjaźnionym blogerom i czytelnikom 
"Sukienki w kropki" życzę wiele pogody ducha oraz spełnienia marzeń. 
Niech te Święta miną Wam wszystkim w atmosferze szczęścia i radości!

To już drugie Boże Narodzenie w naszym nowym domu... To pierwsze rok temu, minęło nam jeszcze częściowo na walizkach a czas dzielący tamte dni i dzień dzisiejszy, zarówno dla mnie, jak i dla Marty, był czasem trudnym, wypełnionym pracą, pełnym nieprzewidzianych obowiązków i nowych wyzwań. Choć remont naszego mieszkania w większości został zakończony o wiele wcześniej, nadal pozostało do zrobienia sporo rzeczy, które miały zadecydować o ostatecznym wystroju. Zupełnie niedawno udało nam się wreszcie zrealizować najważniejsze z nich, co zdecydowanie poprawiło nasze nastroje. Lubię nasze obecne mieszkanie i dobrze się w nim czuję, to sympatyczne dwupoziomowe poddasze "z duszą", w starej kamienicy, usytuowanej w samym centrum miasta. Jeśli chodzi o mnie — znów pracuję tylko w dzień, od poniedziałku do piątku, więc sądzę, że będę miała dość czasu, aby wrócić do blogowania, zanim zacznie on zacierać w mojej pamięci wspomnienia z włoskich wędrówek...

Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć nasze nowe locum, zapraszam do obejrzenia albumu


środa, 25 grudnia 2013

Powrót i życzenia świąteczne.

Z okazji Świąt wszystkim 

Czytelnikom

mego bloga

życzę tego,

co najlepsze -

zdrowia, 

szczęścia

i spełnienia

marzeń.


Niech Wam się darzy w życiu prywatnym i zawodowym! Tym, co kochają podróże życzę wycieczek do pięknych miejsc, skąd wyniosą niezapomniane wrażenia a miłośnikom książek cudownych lektur i wspaniałych, intelektualnych przygód.

Przy okazji pragnę serdecznie podziękować tym wszystkim, którzy mnie odwiedzili w ostatnich dniach i w komentarzach pozostawili mi słowa wsparcia. To był dla mnie bardzo trudny moment, ponieważ na przestrzeni roku po raz drugi przydarzył mi się problem z oczami, co mogło mieć naprawdę poważne konsekwencje z utratą wzroku włącznie. Jednak na moje szczęście także tym razem skończyło się na niewielkim krwotoku i nie doszło do uszkodzenia siatkówki, więc teraz potrzeba jedynie trochę czasu, aby oko się zregenerowało. Myślę, że te wolne dni wykorzystam na przeczytanie tego, co się ukazało na zaprzyjaźnionych blogach, a niebawem sama również coś zamieszczę, bo przecież temat przepięknych terenów nad jeziorem Lugano nie został wyczerpany...

sobota, 22 grudnia 2012

Trzy wigilie.


Zawsze miałam zadziwiająco dużo wspomnień z wczesnego dzieciństwa... 
Czasem zastanawiam się, jak to jest możliwe, że tak dobrze pamiętam pierwsze lata mojego życia, ponieważ poza przeprowadzką z okolic Warszawy na Mazury, nie wydarzyło się w nim nic nadzwyczajnego. Oczywiście, taka zmiana w mojej trzyletniej egzystencji była ogromną rewolucją, gdyż musiałam się rozstać z ukochaną babcią i jej domkiem z ogrodem, który dotąd był dla mnie całym światem. Z wielkim bólem adaptowałam się do nowej rzeczywistości i niejednokrotnie próbowałam płaczem wymusić powrót do miejsc, które uważałam za swoje. Jednak jedno z moich najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa wiąże się z pierwszymi świętami Bożego Narodzenia w nowym domu. Pamiętam, jak mój tata przyniósł do domu choinkę, a mama przystroiła ją nowymi bombkami oraz własnoręcznie zrobionymi ozdobami ze słomki, krepiny, kolorowego, błyszczącego papieru i wydmuszek. Wszystkie te ozdoby i wielobarwne, papierowe łańcuchy, kleiłyśmy podczas długich, listopadowych wieczorów (prawdę mówiąc, mój udział w ich wykonaniu był raczej znikomy). Były one dość pracochłonne, ale moja mama zawsze miała nadzwyczaj zręczne palce i oprócz łańcuchów potrafiła wyczarować zabawki zrobione metodą origami oraz tęczowe "pawie oczka". Natomiast wydmuszki jajek po doklejeniu elementów z kolorowego papieru, zamieniały się w prześliczne koszyczki, koguty, głowy świętego Mikołaja z długą białą brodą z kłaczka waty, czy pajaca w szpiczastej czapce. Również gwiazda, umieszczona na czubku choinki została wykonana przez mamę z kartonu i srebrnej cynfolii od czekolady. Pamiętam wspaniały zapach świerku zmieszany z zapachem pieczonego ciasta, gdyż mama postanowiła upiec tort, który później przyozdobiła białym maślanym kremem i małymi, kolorowymi cukierkami w kształcie fasolek. 

Teraz myślę, że chyba były to święta dość skromne, cały tamten okres pierwszego, powojennego dziesięciolecia nie obfitował w zbytki, poza tym byliśmy przecież rodziną na dorobku. Jednak na naszym stole nie zabrakło żadnej z tradycyjnych potraw, jakie zawsze musiały być na nim podczas wigilijnej kolacji. Pamiętam, że była smażona ryba, śledź w śmietanie i ziemniaki, aromatyczne suszone grzyby, na których najpierw gotował się barszcz, a później mama oprószyła je mąką i usmażyła na oleju, kompot z suszonych owoców oraz moja ulubiona potrawa, czyli kluski z makiem. Kluski w zasadzie były makaronem domowej roboty (moja mama robi go po mistrzowsku) polane swego rodzaju słodkim sosem przyrządzonym z maku utartego z cukrem. Do dzisiejszego dnia pamiętam, jak mama ucierała ten mak w makutrze i recytowała mi wierszyk, którego nauczyła się jeszcze jako mała dziewczynka w drugiej klasie szkoły podstawowej.
         
              Siedzi skrzacik za kominem w czerwonym kożuszku,
              zerka okiem, węszy nosem, gładzi się po brzuszku.
              Dziś wigilia, tak coś pachnie, że aż idzie ślinka,
              może znajdzie się dla skrzatka chociaż okruszynka?
              Wyszedł skrzacik zza komina, zdjął z głowy kołpaczek,
              gospodyni, znasz mnie przecież, jam skrzat nieboraczek!
              Dostał skrzacik miskę klusek, wyjadł ją do czysta,
              wlazł za komin, gębę wydął, niczym organista
              i kolędy jął zawodzić przebieraną nutką,
              czasem grubo, czasem cienko, głośno lub cichutko.
              Śpiewał, śpiewał, przez noc całą, aż mu trząsł się brzuszek,
              wreszcie usnął za kominem, zwinięty w kłębuszek.

Dziś nie wiem, dlaczego ten pogodny i ciepły wierszyk bardzo mnie zasmucił i ni stąd, ni zowąd rozpłakałam się z żalu nad skrzacikiem-nieboraczkiem... Mimo tych łez była to piękna wigilia, odwiedzili nas sąsiedzi — starsi państwo mieszkający w tym samym domu i długo siedzieliśmy przy choince, na której płonęły prawdziwe świeczki, a mama śpiewała kolędy.

Tak wiele się zmieniło w ciągu lat, które minęły od tamtej wigilijnej wieczerzy, dziś już nikt nie zapala na choince prawdziwych świeczek i chyba coraz rzadziej ktoś zadaje sobie trud, aby własnoręcznie wykonywać staroświeckie, choinkowe ozdoby. Odchodzą w przeszłość razem z zimami, kiedy na Boże Narodzenie wokół domów zawsze były zaspy po kolana, mróz malował wzory na szybach, a najmilszym sprzętem w domu był ciepły, kaflowy piec. Był to piękny czas, bo mimo wszystkich trudności, jakie niosło życie, w rytmie przyrody i następujących po sobie porach roku było coś stałego i przewidywalnego.
Brakuje mi tej atmosfery i niejednokrotnie myślałam o tym, żeby wyprowadzić się na wieś i choć w części odzyskać ten utracony raj moich szczenięcych lat, gdzie rytm życia wyznaczają pory roku, i gdzie natura determinuje ludzkie poczynania. Choć niespodziewanie życie napisało dla mnie zupełnie inny, zaskakujący scenariusz, zawsze starałam się ocalić przynajmniej część tej atmosfery mojego dzieciństwa...

Kiedy przyszedł czas, że sama zostałam matką i gospodynią w moim własnym domu, podczas pierwszych świąt próbowałam wskrzesić tamte chwile, tym razem nie tylko dla mnie samej, ale również dla mojej rodziny. Dziś nie mam pojęcia, jak mi się udało przygotować wszystkie potrawy, nie tylko wigilijne, ale również te przeznaczone na pozostałe świąteczne dni, mając do dyspozycji małą, dwupalnikową kuchenkę, prodiż zamiast piekarnika i dwoje dzieci — niespełna trzyletniego Kubę i kilkumiesięczną Martę. Po tym wszystkim starczyło mi energii, żeby zrobić makijaż i usiąść do stołu w wizytowej sukience... 

Byłam dumna z siebie, bo stanęłam na wysokości zadania i miałam ogromną nadzieję, że czeka nas jeszcze wiele świąt w atmosferze wspólnej radości. Jednak już wtedy jakiś podstępny robak wgryzał się w moje serce, sprawiając, że na ten sielski obrazek padał cień z powodu braku rzeczywistej harmonii, jaką w rodzinie daje prawdziwa wspólnota wzajemnych dobrych chęci i oczekiwań. Później była zmiana mieszkania na większe, wygodniejsze, bardziej przestronne oraz wiele wigilii, kiedy rozczarowanie całoroczną rzeczywistością i fizyczne zmęczenie podczas godzin spędzonych w kuchni, brało górę nad podniosłym nastrojem...

Minęło wiele lat i nadszedł czas, kiedy przyszło mi spędzać pierwsze święta w moim życiu z dala od domu i rodziny, na obcej ziemi. Było to w Bari, gdzie znalazłam się na początku grudnia. Pamiętam, jak po przyjeździe na miejsce wysiadłam z autobusu; mimo późnego wieczoru owiała mnie fala ciepłego, niemal wiosennego powietrza. Po kilku dniach zauważyłam, że miasto przygotowuje się do świąt. Palmy na centralnej via Sparano owinięto sznurami kolorowych światełek, w oknach domów widać było wielkie, bogato przystrojone choinki a przed wejściami do sklepów i hoteli umieszczono dekoracje z jedliny i kolorowych bombek z lampkami w kształcie grubych, czerwonych świec. Kiedy patrzyłam na te wszystkie przygotowania, ogarniał mnie bezbrzeżny smutek, nie wyobrażałam sobie, co pocznę w święta, w tym obcym mieście, gdzie nie miałam nikogo bliskiego.

Co prawda, zostałam zaproszona na kolację do pewnego włoskiego domu, ale szczerze mówiąc, nie miałam najmniejszej ochoty na to doświadczenie, które zresztą okazało się kompletnym niewypałem. Nie tylko byłam skrępowana z powodu słabej znajomości języka, na domiar wszystkiego panowała tam atmosfera kompletnie odmienna od tej, jaką się kultywuje w polskich domach. Wigilijne menu składało się z kilku gatunków pizzy, ciasta, solonych orzeszków i szampana. Po wymianie prezentów z ogromną ulgą opuściłam ów dom, a później długo chodziłam po ulicach, samotnie, z uczuciem pustki i dojmującego smutku. 

To pierwsze, tak niemiłe doświadczenie, spowodowało, że od tej pory jak ognia unikałam podobnych sytuacji i jeśli w grudniu nie jechałam do domu na urlop, prosiłam o jak najwięcej dyżurów w okresie Świąt. W domach opieki, gdzie pracowałam, miałam o wiele większe poczucie wspólnoty, nie tylko z koleżankami i kolegami, którzy byli w tej samej sytuacji — sądzę, że podobnie czuli się nasi pensjonariusze, ludzie starsi, niekiedy zupełnie samotni, albo z różnych powodów odstawieni przez swoje rodziny na boczny tor. Tworzyliśmy wspólnie małą społeczność, gdzie uśmiech, dobre słowo, czy ciepły uścisk, sprawiały, że było nam łatwiej przetrwać te dni.

Lata spędzone na emigracji spowodowały, że w moim życiu nic już nie jest takie samo, jak kiedyś. Teraz innymi oczami patrzę na przedświąteczną gorączkę, szał zakupów i obfitość potraw. Jedyna rzecz, której gorąco pragnę to spokój i poczucie, że to, co robię, ma głębszy wymiar i jest w zgodzie z moimi pragnieniami. Jednak mimo wszystko, również podczas tych lat oddalenia od mojego domu i rodziny, spotkało mnie wiele miłych niespodzianek i gestów, które nie sposób zapomnieć. 

Takim moment miał miejsce, kiedy kilka lat temu otrzymałam od Patrycji dwa gwiazdkowe witrażyki do przyklejania na oknie. Patrycja własnoręcznie namalowała je przy pomocy Ilenii i wręczyła mi, kiedy jechałam na Boże Narodzenie do Polski. Co roku umieszczam je na szybach i choć czas je nieco skonsumował, mimo to, są dla mnie jedną z najmilszych pamiątek, swego rodzaju łącznikiem między moim obecnym życiem i czasem spędzonym na emigracji. Był to trudny czas, ale mimo wszystko cieszę się, że dane mi było przeżyć to doświadczenie, gdyż wiele straciłam, wiele mnie ominęło, ale też dużo otrzymałam w zamian...

Z okazji nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia
wszystkim zaprzyjaźnionym 
blogerom i czytelnikom życzę 
aby minęły one w serdecznej i ciepłej 
atmosferze.

Niech ten Nowy Rok  przyniesie Wam
wiele pięknych chwil i wspaniałych podróży,
nowych przyjaźni i dużo, dużo szczęścia !!!