sobota, 14 marca 2015
Lombardia. Magnoliowo i wiosennie.
Czytelników bloga zachęcam do dzielenia się swoimi refleksjami i pozostawiania komentarzy — w miarę możliwości odpowiadam na nie na bieżąco. Ze względu na spam jakiś czas temu podjęłam decyzję o moderacji wszystkich wypowiedzi, które z tego powodu pojawiają się z niewielkim opóźnieniem. Ma to jednak tę zaletę, że dzięki temu żaden głos nie zostanie przeoczony, nawet w przypadku starszych postów.
czwartek, 5 grudnia 2013
Lombardia. Szklanka, telefon i moneta....
Czytelników bloga zachęcam do dzielenia się swoimi refleksjami i pozostawiania komentarzy — w miarę możliwości odpowiadam na nie na bieżąco. Ze względu na spam jakiś czas temu podjęłam decyzję o moderacji wszystkich wypowiedzi, które z tego powodu pojawiają się z niewielkim opóźnieniem. Ma to jednak tę zaletę, że dzięki temu żaden głos nie zostanie przeoczony, nawet w przypadku starszych postów.
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
Ogród włoski.
Ogród włoski to skrzyżowanie uporządkowania z nieokiełznaną naturą. Nie jest tak rozległy i pełen nieoczekiwanych perspektyw jak park angielski, ale też nie tak uporządkowany jak oparty na symetrii i geometrycznych formach ogród francuski. W ogrodzie włoskim znajdziemy tarasy, rzeźby, fontanny, dyskretne altany oraz belwedery, skąd można podziwiać szczególnie piękne widoki. Nie brak w nim malowniczo zgrupowanych drzew i strzyżonych szpalerów na wzór francuski zaś murki i balustrady zdobią wielkie wazy pełne rosnących w nich kwiatów. Trawniki zdobią kolorowe rabaty i kwitnące krzewy a wśród tych ostatnich prym wiodą kamelie i azalie. Bardzo lubię ten rodzaj ogrodu, podobnie jak park angielski, natomiast ogród francuski, niezależnie od swojej urody męczy mnie szybko, więc dłuższy spacer po jego uporządkowanych alejkach jest dla mnie swego rodzaju pokutą. Zwiedzając zabytkowe wille miałam okazję oglądać wspaniałe ogrody willi Carlotta, Melzi i Taranto, mające różny charakter i założenie. Pięknym przykładem typowego ogrodu włoskiego jest długi i wąski ogród willi Monastero w Varennie, leżący na wschodnim brzegu jeziora Como.
Czytelników bloga zachęcam do dzielenia się swoimi refleksjami i pozostawiania komentarzy — w miarę możliwości odpowiadam na nie na bieżąco. Ze względu na spam jakiś czas temu podjęłam decyzję o moderacji wszystkich wypowiedzi, które z tego powodu pojawiają się z niewielkim opóźnieniem. Ma to jednak tę zaletę, że dzięki temu żaden głos nie zostanie przeoczony, nawet w przypadku starszych postów.
czwartek, 12 kwietnia 2012
"Pierwsze foto".
Z trudem przyzwyczaiłam się do tego, że moje rozmowy z bliskimi odbywają się jedynie za pomocą telefonu, zaś Dario i Patrycja właściciele małego apartamentu, gdzie zamieszkałam, są dla mnie na co dzień tym wsparciem, jakie z reguły daje nam nasza własna rodzina. Zresztą dobrze trafiłam, ci wspaniali ludzie byli dla mnie zawsze niczym opoka; bliscy bez natręctwa, zawsze gotowi do pomocy, zanim o to poprosiłam. Ich dwie córki — Ilenia i Federica przez te lata na moich oczach z dzieci stały się dwiema młodymi kobietami, które wciąż mają swój ciepły kącik w moim sercu.
Kiedy zaczęłam poznawać Włochy, naturalną koleją rzeczy zapragnęłam podzielić się z moją rodziną tym, co tu zobaczyłam. A nowych wrażeń miałam mnóstwo, bo niemal każdy wolny dzień przeznaczałam na zwiedzanie lub wędrówki po okolicy... Początkowo kupowałam popularne albumy, gdzie można znaleźć krótkie informacje i zdjęcia z najciekawszych miejsc w regionie, później wpadłam na pomysł, że przecież sama również mogę fotografować. Moje pierwsze, nieśmiałe próby odbywały się za pomocą turystycznego aparatu marki Kodak, jaki niektóre biura podróży dają w prezencie uczestnikom wycieczek. Aparat ten niegdyś należał do Lawinii, matki Patrycji; niczym nasz "Druh" był bardzo prosty w obsłudze i działał na tradycyjne filmy w rolkach. Pamiętam dzień, kiedy w punkcie usługowym zrzucono mi te pierwsze zdjęcia na płytę, którą po przyjeździe do Polski z dumą odtworzyłam rodzinie.
To pytanie pozostanie bez odpowiedzi, gdyż nie potrafię sobie wyobrazić tych długich lat spędzonych w inny sposób. Mimo wielkiego smutku, jaki mi przyniosła emigracja, to właśnie narodzinom tej pasji zawdzięczam, że udało mi się zachować równowagę psychiczną i zdrowie fizyczne. Powiem więcej, dzięki niej zrozumiałam, jaką wartość ma moje życie dla mnie samej, kim jestem i co sama sobie mam do zaoferowania...
Czytelników bloga zachęcam do dzielenia się swoimi refleksjami i pozostawiania komentarzy — w miarę możliwości odpowiadam na nie na bieżąco. Ze względu na spam jakiś czas temu podjęłam decyzję o moderacji wszystkich wypowiedzi, które z tego powodu pojawiają się z niewielkim opóźnieniem. Ma to jednak tę zaletę, że dzięki temu żaden głos nie zostanie przeoczony, nawet w przypadku starszych postów.
niedziela, 8 kwietnia 2012
Lombardia. Dwa koty, jeden pies.
Czytelników bloga zachęcam do dzielenia się swoimi refleksjami i pozostawiania komentarzy — w miarę możliwości odpowiadam na nie na bieżąco. Ze względu na spam jakiś czas temu podjęłam decyzję o moderacji wszystkich wypowiedzi, które z tego powodu pojawiają się z niewielkim opóźnieniem. Ma to jednak tę zaletę, że dzięki temu żaden głos nie zostanie przeoczony, nawet w przypadku starszych postów.
czwartek, 5 kwietnia 2012
Sukienka w kropki. Pierwsze wspomnienia.
Na wstępie chcę napisać parę słów wyjaśnienia, dlaczego mój blog nosi ten (być może mylący) tytuł, gdyż nie będę pisała o modzie dla pań, krawiectwie i tym podobnych sprawach. Mimo to chcę przy nim pozostać, ponieważ powstał on całkowicie spontanicznie, a raczej — mogłabym rzec — wychynął z mojej podświadomości i ma ścisły związek z odległymi czasami, kiedy byłam kilkuletnim dzieckiem.
Mój ojciec postanowił podjąć pracę na „ziemiach odzyskanych” i nasza trzyosobowa rodzina przeprowadziła się z okolic Warszawy, gdzie się urodziłam, do Ostródy na Mazurach, która w tym okresie była smutnym, zrujnowanym miastem, wciąż noszącym na sobie ślady minionej wojny. Zamieszkaliśmy na jego skraju, w małym domku otoczonym ogrodami i nieco podmokłą łąką. Do dziś mam w pamięci moje pierwsze mazurskie lato...
Pamiętam, jak ochoczo wstawałam rano, bez niczyjej pomocy ubierałam się w moją ulubioną sukienkę w kropki, wybiegałam do ogrodu, a później dalej — na łąkę. Choć bardzo tęskniłam za cudowną krainą moich pierwszych dni, pokochałam to nowe miejsce: bujną trawę, kwiaty i zioła o nieznanych mi nazwach, gęste trzciny i wysokie topole rosnące nad niedaleką Drwęcą. Dzień po dniu odkrywałam ten nowy dla mnie świat — początkowo obcy i zadziwiający, a który z biegiem czasu stał się po prostu moim światem...
Od tamtej pory minęło wiele lat, aż nadszedł dzień, kiedy moje życie znalazło się na bardzo ostrym zakręcie. Wyjechałam do obcego kraju, daleko od wszystkiego, co mogłam nazwać moim, gdzie niejednokrotnie przyszło mi w obcym języku mówić o tym, o czym czasem trudno jest powiedzieć w rodzimym. Dziś już nie wiem, ile razy zastanawiałam się, co daje mi siłę, aby trwać, nie poddając się próżnym żalom, goryczy i zwątpieniu. Pamiętam, jak gorączkowo szukałam tam czegoś własnego — dobrych emocji, którymi mogłabym wypełnić puste dni.
Mieszkałam wtedy w Limbiate, niewielkiej miejscowości w pobliżu Mediolanu. Mediolan to bogate, frenetyczne miasto, pod względem ilości skarbów sztuki niemogące się równać z Rzymem czy Florencją, lecz mimo to pełne pamiątek historii, a także kultury przez bardzo duże „K”. Pomału, krok po kroku, odkrywałam jego urodę; z biegiem czasu, spragniona nowych wrażeń, zaczęłam podróżować po najbliższej okolicy, a jeszcze później — w dalsze rejony północnych Włoch. Cały mój wycieczkowy ekwipunek — plecak, mapy, przewodniki oraz buty i kijek trekkingowy — zawsze czekały w pogotowiu, przygotowane do następnego wyjazdu.
Kiedy miałam dzień wolny od pracy, zwykle wstawałam bardzo wcześnie rano i sprawdzałam pogodę za oknem. W zależności od aury pozostawało tylko zdecydować, co tym razem będzie celem mojej podróży. Góry? Jezioro? Inne miasto?
Podczas jednej z moich wypraw nad jezioro Como, znane mi tak dobrze, a które mimo to wciąż niezmiennie czarowało mnie swoim urokiem, niespodziewanie poczułam się jak wtedy, gdy jako mała, zachwycona dziewczynka w sukience w kropki uczyłam się nowego świata.
Ten blog to jest właśnie moja historia.
Czytelników bloga zachęcam do dzielenia się swoimi refleksjami i pozostawiania komentarzy — w miarę możliwości odpowiadam na nie na bieżąco. Ze względu na spam jakiś czas temu podjęłam decyzję o moderacji wszystkich wypowiedzi, które z tego powodu pojawiają się z niewielkim opóźnieniem. Ma to jednak tę zaletę, że dzięki temu żaden głos nie zostanie przeoczony, nawet w przypadku starszych postów.








.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)