czwartek, 27 września 2012

Piemont. Orta San Giulio i wystawa Mimmo Paladino.


Orta San Giulio - Disco per Beuys - rzeźba Mimmo Paladino na tle zabytkowego ratusza

Orta to maleńkie piemonckie miasteczko, którego nazwa pochodzi od łacińskiego słowa "hortus", czyli ogród, więc nie jest niczym dziwnym to, że w jego herbie widnieje zielony, smukły cyprys. Właściwie jej pełna nazwa brzmi "Orta San Giulio" z powodu związku tego miejsca z obecnością świętego Juliusza, który żył tu w zamierzchłych czasach na niewielkiej wysepce, gdzie został pochowany i która do dziś nosi jego imię.

W sezonie letnim do Orty przybywają liczni cudzoziemcy, bowiem miasteczko, mimo iż niewielkie, ma ogromne walory turystyczne. Właściwie nie wiem, jak te walory uszeregować, bo znajdziemy tu wszystko, czego można zapragnąć do pełni turystycznego szczęścia. Jest przepiękny pejzaż, wspaniała zabytkowa architektura sprawiająca, że wygląda ono, jakby czas tu zatrzymał się w miejscu, oraz dwa niezwykłe zabytki — Sacro Monte, o którym pisałam poprzednio, i wspomniana już przeze mnie wyspa San Giulio z bazyliką i kompleksem klasztornym.

Orta San Giulio -  Cavallo Rosso  - rzeźba Mimmo Paladino

Jedyne, czego tu nie ma, to święty spokój w tzw. sezonie, gdyż rzesze chętnych do smakowania tych uroków są nieprzeliczone. Jest to miejsce naprawdę niezwykłej urody i chyba właśnie dlatego miałam pewne opory przed podjęciem tego tematu z obawy, że nie zdołam go opisać w sposób, na jaki zasługuje. Również mój projekt odwiedzenia Orty długo czekał na realizację z powodów bardzo banalnych, a mianowicie trudności komunikacyjnych. Podczas pobytu we Włoszech korzystałam z publicznych środków transportu i niejednokrotnie robiłam sobie wyrzuty, że nigdy nie zdecydowałam się na uzyskanie prawa jazdy... Prawdę mówiąc, w Polsce nie było mi ono niezbędne, do tego hamowała mnie świadomość, iż w chwili zmęczenia lub pod wpływem gorszego niż zwykle samopoczucia moja zdolność do koncentracji bardzo spada i często, jak to się mówi, "zawieszam się". Czasem ten stan graniczy z drzemką, więc strach pomyśleć, co by było, gdyby coś takiego przytrafiło mi się w czasie jazdy... Dodatkowym problemem jest to, że z natury jestem leworęczna i, choć dzięki wyrobionemu nawykowi używam ręki prawej, mam poważny problem z odruchowym wskazaniem prawej i lewej strony. 

W związku z tym miałam uzasadnione obawy, iż mogę się stać klasycznym przykładem pirata drogowego, co mogłoby mieć tragiczne konsekwencje. Będąc we Włoszech, niejednokrotnie cierpiałam z tego powodu, gdyż brak samochodu poważnie tu ogranicza możliwości na rynku pracy. Natomiast podczas moich wypraw krajoznawczych z reguły traciłam masę czasu, gdy przyszło mi jechać "rzemiennym dyszlem" do upatrzonej miejscowości. Kiedy mieszkałam w Limbiate, nie było żadnej możliwości, abym dotarła do Orty, nie tracąc przy tym większości dnia, choć samochodem można tam dotrzeć w godzinę! Dopiero moja przeprowadzka do Saronno sprawiła, że mogłam zrealizować ten zamysł.

Orta San Giulio - Elmo - rzeźba Mimmo Paladino w portyku zabytkowej kamienicy
Pierwszy raz wybrałam się do Orty w maju. Nie był to najlepszy moment, ponieważ w maleńkim miasteczku zastałam niewiarygodne tłumy turystów, przede wszystkim z Francji i Niemiec oraz pobliskiej Szwajcarii, więc w jego centrum wprost trudno było swobodnie się poruszać. Do tego przybyło kilka szkolnych wycieczek i choć włoskie dzieciaki w takich sytuacjach są raczej karne i spokojne, to siłą rzeczy zamieszanie było ogromne. Mimo tej niedogodności Orta mnie oczarowała i doszłam do wniosku, że muszę tam wrócić. Postanowiłam też, że poczekam do jesieni, kiedy przyjedzie do mnie moja córka Marta, gdyż bardzo chciałam jej pokazać ten prześliczny zakątek w jego najpiękniejszej, złoto-brązowej, jesiennej szacie. Tak też się stało, a na nasze szczęście, mimo zaawansowanej jesieni pogoda była wspaniała i sprzyjająca zarówno wycieczkom, jak i fotografowaniu. Ponieważ środkami publicznej komunikacji można dojechać jedynie do niedalekiego Miasino, musiałyśmy przejść jeszcze około dwóch kilometrów, co samo w sobie było bardzo miłym spacerem, gdyż połowa drogi z Miasino do Orty prowadzi wygodną ścieżką obok drogi jezdnej, biegnącej wzdłuż brzegu jeziora. Byłyśmy oczarowane zarówno pięknym dniem, jak i widokiem, który się przed nami roztaczał. Brzegi tego niedużego jeziorka, noszącego nazwę Lago di Orta, porasta  gęsty, liściasty las; jego złoto-brązowe i czerwonawe kolory rozbija i podkreśla ciemna zieleń rosnących gdzieniegdzie pinii, świerków i ogromnych cyprysów. W całej okolicy panowały cisza i spokój, niebiesko-srebrne wody jeziora lśniły w słońcu, a na jego drugim brzegu unosiły się smużki dymu z palących się ognisk. Kiedy dotarłyśmy do pierwszych domów miasteczka, zobaczyłyśmy coś niezwykłego. Była to monumentalna rzeźba wykonana z metalu, przedstawiająca kobietę otwierającą drzwi. Ustawiono ją pomiędzy budynkami w wąskiej przestrzeni, gdzie z ulicy schodzi się nad wodę. Zrobiła na nas ogromne wrażenie, tym większe, że absolutnie nie spodziewałyśmy się podobnego widoku.
Orta San Giulio - Porta d'Oriente - rzeźba Mimmo Paladino na brzegu jeziora
Kiedy ją zobaczyłam, doznałam czysto fizycznego uczucia skurczu w okolicy splotu słonecznego, jakbym otrzymała nieoczekiwany cios. Rzeźbę można było obejrzeć zarówno z tyłu, jak i z przodu; muszę przyznać, iż pomysł z ustawieniem jej w tym miejscu wydał mi się po prostu genialny. Kobieta została przedstawiona w momencie, gdy stoi przed na wpół otwartymi drzwiami, lecz jeszcze nie przekroczyła progu. Trudno mi wyrazić słowami, co zrodziło się w mojej głowie na ten widok — zresztą to chyba nie były nawet myśli, raczej skłębione emocje, jak gdybym stanęła w obliczu wielkiej tajemnicy, której jeszcze nie poznałam do końca, ale już wiedziałam, że to coś bardzo ważnego, koło czego nie można przejść obojętnie... Z tabliczki na postumencie dowiedziałyśmy się, że twórcą rzeźby jest Mimmo Paladino, a jej tytuł brzmi Porta d'Oriente, czyli "Drzwi na Wschód". Ten tytuł sprawił, że moje dotąd bezładne skojarzenia nagle nabrały wyraźnego kształtu. Wschód to przecież słoneczne światło i dzień, który się rodzi; to również podróż, tajemnica i iluminacja. A przecież podróż to nie tylko działanie związane ze zmianą miejsca, to również ".. wszystkie drzwi, które się przed nami otwierają i zamykają za nami..." także te niematerialne drzwi naszego umysłu i naszej duszy...
Podczas zwiedzania miasteczka odnalazłyśmy następne rzeźby. Na centralnym placu ustawiono Disco per Beuys — ogromny dysk wykonany z drewna i miedzi, przypominający planiglob ziemi. Paladino umieścił na nim liczne elementy w postaci kapeluszy, wyglądających, jakby je porwał wiatr. Taki kapelusz był znakiem rozpoznawczym Josepha Beuysa, niemieckiego rzeźbiarza i teoretyka sztuki. Beuys rzadko się z nim rozstawał, a z czasem stał się on jednym z charakterystycznych elementów jego wizerunku.  W swojej sztuce propagował  ideę demokratyzacji, w myśl zasady, że każdy z nas ją tworzy, kształtując swoje otoczenie, więc każdy jest artystą. Według mnie jest to teoria dość kontrowersyjna, ponieważ są też ludzie, którzy zamiast tworzenia sztuki psują swoje otoczenie, jednak w moim odczuciu dysk Paladina w wielkim skrócie myślowym bardzo trafnie oddaje tę ideę.
Nieco później, podczas rejsu motorówką na wyspę San Giulio, w oddali zobaczyłyśmy sylwetkę czerwonego konia, wyłaniającą się z kobaltowej wody jeziora. Koń stał na niewielkiej platformie zakotwiczonej do dna; na długich nogach, z lekko pochyloną głową, wyglądał, jakby czekał, aż spłynie z niego woda. Przyznam, że ten widok wydał mi się bardzo malowniczy, lecz wtedy nie wzbudził we mnie szczególnych skojarzeń. Dopiero kiedy po upływie dwóch lat usłyszałam wywiad z artystą, jego przesłanie stało się dla mnie jasne. Koń to jeden z ulubionych motywów Mimmo Paladino, który podobnego rumaka w kolorze niebieskim wykonał dla Vittoriale degli Italiani w Gardone Riviera, o czym pisałam poście pt. Gardone Riviera, Vittoriale degli Italiani "Io ho, quel che ho donato".... Oprócz tego w Mediolanie widziałam ogromną instalację Montagna di sale z czarnymi końmi jego autorstwa (o czym zamierzam napisać w przyszłości, gdyż zafascynowała mnie twórczość tego rzeźbiarza).
Orta San Giulio - Caduto a ragione - rzeźba Mimmo Paladino na wyspie San Giulio
Po wysłuchaniu tej wypowiedzi pomyślałam, że czerwony koń z Orty, umieszczony w wodach jeziora, miał zapewne obrazować legendę o świętym Juliuszu. Mówi ona, że święty z braku łodzi w cudowny sposób przeprawił się na pobliską wyspę z pomocą płaszcza unoszącego się na falach. Jeszcze jednego konia, choć nieco odmiennego w formie, spotkałyśmy na pięknym dziedzińcu zabytkowego pałacu, gdzie stanowił część rzeźby noszącej tytuł Architettura.
Na wyspie San Giulio, na trawiastym cyplu obok przystani dla łódek, odkryłyśmy następną rzeźbę. Przedstawiała postać człowieka z lekko rozłożonymi ramionami, na którym przysiadły ptaki. Człowiek miał otwarte dłonie, jakby czekał w gotowości na przyjęcie czegoś dobrego i pięknego; był w tym ptasi śpiew i przeczucie lotu, radość i uniesienie. Rzeźba nosi tytuł Caduto a ragione, co jest grą słów, której nie da się bez straty znaczenia przenieść na polski. Ja w bardzo luźny sposób przetłumaczyłabym go jako "Ten, co stracił rozum". Jest to jednak pewna trywializacja, gdyż wymowa rzeźby mówi raczej o osobie odbiegającej od pospolitych schematów zachowania, ponadprzeciętnie wrażliwej i niejako żyjącej we własnym świecie. Jej przesłanie chyba naturalną koleją rzeczy skojarzyło mi się ze świętym Franciszkiem, patronem Świętej Góry w Orcie, którego wielu współczesnych uważało za szalonego. Również dzisiaj zdarza się, że w stosunku do niego i ludzi jemu podobnych używa się określenia "szaleńcy boży", co oczywiście nie zawiera żadnego pejoratywnego znaczenia, raczej mówi o tym, że ktoś doznał duchowego oświecenia poprzez odrzucenie sztywnych ram rozsądku. 
W alejce niedaleko cmentarza leżącego przy drodze wiodącej na Sacro Monte napotkałyśmy jeszcze jedną rzeźbę, a właściwie instalację składającą się z wielu elementów, przy której długo chodziłyśmy w milczeniu, oglądając i fotografując jej poszczególne części. Nosiła ona lakoniczny tytuł Treno, czyli "Pociąg", a ja na mój prywatny użytek nazwałam ją "Pociągiem cierpienia". Jej podobne do klatek elementy wyglądały niczym więzienne piętrowe prycze, sczepione ze sobą niczym wagony towarowego pociągu wiozącego ból i śmierć. Na tej konstrukcji artysta umieścił głowy, stopy i dłonie oddzielone od ciał oraz ludzkie postacie w pozycji embrionów. Podłużne kawałki metalu zawieszone ponad nimi zdawały się godzić w te bezbronne istoty niczym włócznie. Dostrzegłyśmy też karabiny i wiele innych przedmiotów: dachówki, kapelusze, miski — banalne elementy codzienności, budzące grozę swoim oderwaniem od rzeczywistości, której mogłyby służyć.

Orta San Giulio - Treno - rzeźba Mimmo Paladino na drodze wiodącej do cmentarza

Kojarzyło się z tym widokiem wszystko, co może człowieka przerazić, upodlić i złamać: więzienne cele, miejsca tortur i bydlęce wagony jadące do obozów zagłady. Nie komentowałyśmy tego ani nie rozmawiałyśmy na ten temat. Był to moment, kiedy słowa nie są potrzebne, bo wystarczy być blisko kogoś, kogo się zna, żeby wiedzieć, co myśli i czuje.
Nigdy nie uważałam siebie za szczególną miłośniczkę rzeźbiarstwa — gdybym miała wybierać pomiędzy nim a malarstwem, bez wahania wybrałabym malarstwo. Oczywiście, kiedy widzę dobrze wykonaną rzeźbę, naturalną koleją rzeczy doceniam czysto techniczny kunszt artysty, lecz rzadko robi to na mnie naprawdę piorunujące wrażenie. Jednak tym razem stało się inaczej i dziś nie wiem — czy był to jakiś podskórny przepływ emocji, może szczególne otoczenie, a może po prostu bagaż moich życiowych doświadczeń spowodował, że nie tylko na mój własny sposób zrozumiałam te rzeźby, ale je po prostu przeżyłam. Być może moje odczucia nie były zgodne z zamysłem twórcy, jednak sądzę, że sztuka to nie przepis ani recepta, lecz katalizator myśli i emocji, więc pozwolę sobie pozostać przy mojej interpretacji...
Zanim wyjechałyśmy z Orty, miałyśmy okazję zobaczyć jeszcze inne dzieła Mimmo Paladino. Również one dały nam okazję do różnych przemyśleń, lecz emocje z nimi związane nie były tak silne, jak te, które opisałam. 


Orta San Giulio -  Ortissima 2009 plakat wystawy Mimmo Paladino
Wystawę pokazano w ramach przedsięwzięcia Ortissima 2009, ogółem przedstawiono dziesięć dzieł tego artysty, a oto ich tytuły:

Porta d'Oriente
Elmo
Disco per Beuys
Senza titolo (Uomo con la sbarra)
Architettura
Caduto a ragione
1953-film (Bicicletta)
Treno
Cavallo
Senza titolo (San Gennaro)

Na koniec muszę powiedzieć, że jestem raczej przeciwna mieszaniu stylów, gdyż rzadko jest to udany związek i jak dotąd nie przetrawiłam piramidy na dziedzińcu Luwru ani budowy betonowych bloków w bliskim sąsiedztwie gotyckich kościołów. Jednak w tym przypadku geniusz Mimma Paladino sprawił, że pomysł tej wystawy wydał mi się wyjątkowo szczęśliwy.

W następnych wpisach postaram się pokazać Ortę historyczną, a także jezioro i wyspę San Giulio z jej piękną bazyliką i niezapomnianym nastrojem. 

Zainteresowanych tą bardzo ciekawą ekspozycją jak z zwykle zapraszam do obejrzenia albumu, gdzie jest więcej zdjęć>

poniedziałek, 24 września 2012

Piemont. Orta, czyli Sacro Monte magiczne


Orta panorama od strony jeziora

Miejscowość Orta, o której pisałam w poście Orta San Giulio, miasto ażurowych balkonów. leży na półwyspie, wcinającym się w obszar niewielkiego, wydłużonego jeziora noszącego tę samą nazwę. Na wprost centralnego placu widać wysepkę San Giulio, która nawet z tej odległości sprawia wrażenie niezwykle malowniczego zakątka, ze swą romańską bazyliką, klasztorem i okazałymi pałacami kanoników. (Jej również poświęciłam osobny wpis pt. Orta, wyspa San Giulio i jej piękna bazylika). Wokół jeziora wznoszą się zalesione, niewysokie góry, a poza nimi na zachodzie widać piękny, ośnieżony szczyt Monte Rosa. Natomiast od strony północno-wschodniej horyzont zamyka masyw Monte Mottarone, oddzielający Lago di Orta od Lago Maggiore.

Nad miasteczkiem wznosi się niewysokie wzniesienie — to Święta Góra w Orcie, która jako jedna z niewielu nie jest poświęcona Jezusowi i Drodze Krzyżowej, lecz życiu i dziełu patrona Włoch, świętego Franciszka z Asyżu. Kaplice i sanktuarium wzniesiono na pięknym, zadrzewionym pagórku, skąd można popatrzeć na dachy Orty leżącej u jego podnóża i panoramę jeziora, którego widok sprawia, że takiej wycieczki po prostu nie da się zapomnieć. Innym walorem tego miejsca jest aspekt duchowy, gdyż jego uroda (zwłaszcza kontemplowana we względnej samotności), połączona ze zwiedzaniem poszczególnych kaplic, skłania do refleksji i stawiania sobie ponadczasowych pytań nad sensem naszego istnienia i stosunku, jaki mamy do otaczającego świata.

W moich podróżach widziałam wiele miejsc, które zapadły mi w pamięć i serce, a ich kolorowe obrazy wciąż mam przed oczami... Kiedy je wspominam, niejednokrotnie towarzyszy mi wrażenie, że czuję także ich zapachy, tworzące ulotną, lecz niezapomnianą atmosferę.

Właśnie do tej kategorii zaliczam Ortę z jej prześlicznymi zakątkami, która słusznie jest uznawana za jedno z najbardziej urokliwych miejsc we Włoszech. Jej piękno jest trudne do opisania, bo mam wrażenie, że potrzeba szczególnego gustu, aby je docenić i rozsmakować się w uroku jaki roztacza. Jeśli kogoś nie oczaruje staroświecki wdzięk jej brukowanych uliczek, widok nieco łuszczących się ścian, które niegdyś pomalowano na słoneczne, pastelowe kolory, wyblakłe freski i poczerniałe, kilkusetletnie stropowe belki, powie po prostu, że jest to zbiorowisko starych domostw, na których ząb czasu zostawił wyraźne ślady. 

Jednak jeśli jesteśmy miłośnikami piękna trochę nieuporządkowanego i nieco zakurzonego pyłem stuleci, to z całą pewnością jej uroda nie pozostawi nas z uczuciem niedosytu. Ja bez wątpienia należę do miłośników takich miejsc, dlatego we Włoszech czułam się niemal jak u siebie, gdyż wszystko, na co patrzyłam, było swojskie i bliskie mojemu sercu.
Często się zastanawiałam, jak to się dzieje, że niektóre zabytkowe budynki, którym daleko do perfekcyjnego utrzymania, mimo wszystko wyglądają tak malowniczo. Być może powodem jest wrażenie ogólnej harmonii i sposób, w jaki wtapiają się w otoczenie, a może specyficzne włoskie światło, tak cenione przez malarzy pejzażystów?  Szczerze mówiąc, niejednokrotnie miałam zamiar napisać o mojej wycieczce nad Lago di Orta, lecz w głębi duszy obawiałam się, iż nie podołam temu zadaniu, więc wszystko, co powiem, będzie zbyt szare i płaskie, aby oddać tę magiczną rzeczywistość.

Ciągle też miałam wrażenie, że brakuje mi klucza do szufladki, gdzie pozamykałam myśli i emocje, jakie stały się moim udziałem, kiedy odwiedziłam to piękne miejsce. Mimo wszystko spróbuję zmierzyć się z wyzwaniem, jakie mi  niesie, gdyż jest tam ostatnia ze Świętych Gór, które niegdyś odwiedziłam, a obecnie próbuję opisać. 

Orta panorama - jezioro i góry

Orta  widok na jezioro

Orta Isola San Giulio

Orta widok na miasto z góry

Orta widok na jezioro w tle Monte Rosa

Lago di Orta

Orta San Giulio Sacro Monte brama w tle Alpy

Miasteczko Orta (pisałam o nim w poście )  leży na małym półwyspie, wcinającym się w obszar niewielkiego, wydłużonego jeziora noszącego tę samą nazwę. Na wprost centralnego placu widać wysepkę San Giulio, która nawet z tej odległości sprawia wrażenie niezwykle malowniczego zakątka, ze swą romańską bazyliką, klasztorem i okazałymi pałacami kanoników — jej również poświęciłam osobny wpis pt. ). Wokół jeziora wznoszą się zalesione, niewysokie góry, a poza nimi na zachodzie widać piękny, ośnieżony szczyt Monte Rosa. Natomiast od strony północno-wschodniej horyzont zamyka masyw Monte Mottarone, oddzielający Lago di Orta od Lago Maggiore.

Na moim blogu niejednokrotnie wspominałam o pięknie jeziora Como, będącego moją pierwszą miłością na terenie Włoch. Doceniam też wspaniałą urodę Lago Maggiore i Lago di Garda, jednak to śliczne malutkie jeziorko, leżące wśród gór i otoczone bujną przyrodą, nazwałabym prawdziwym klejnotem w koronie północnych Włoch. Sacro Monte di San Francesco nie jest jedyną rzeczą, której warto poświęcić uwagę podczas wizyty w tej miejscowości, pełnej wyjątkowych zabytków. Aby oddać jej sprawiedliwość i wyczerpać temat, pisałam o niej kilkakrotnie, lecz tym razem właśnie ono będzie najważniejszym elementem tego posta i punktem wyjścia do relacji z podróży do Orty, jaką odbyłam wraz z moją córką Martą.

Orta San Giulio droga na  Sacro Monte

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplica (1)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplica (2)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplica (3)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplica (4)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplica (5)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplice (6 i 7)

Święta Góra w Orcie, jako jedna z niewielu, nie jest poświęcona Jezusowi i Drodze Krzyżowej, lecz życiu i dziełu patrona Włoch, świętego Franciszka z Asyżu. Kaplice i sanktuarium wzniesiono na pięknym, zadrzewionym pagórku, skąd można popatrzeć na dachy Orty leżącej u jego podnóża i panoramę jeziora, którego widok sprawia, że takiej wycieczki po prostu nie da się zapomnieć. Innym walorem tego miejsca jest aspekt duchowy, gdyż jego uroda (zwłaszcza kontemplowana we względnej samotności), połączona ze zwiedzaniem poszczególnych kaplic, skłania do refleksji i stawiania sobie ponadczasowych pytań nad sensem naszego istnienia i stosunku, jaki mamy do otaczającego świata.

W okresie kontrreformacji, kiedy Kościół starał się podsycać inicjatywy mające scementować lokalną społeczność i silniej związać ją z wiarą katolicką, zadecydowano o budowie sanktuarium i trzydziestu dwóch kaplic, z których ostatecznie powstało tylko dwadzieścia. Początkowo na wzniesieniu ponad miasteczkiem znajdował się jedynie kościół, klasztor franciszkanów i hospicjum dla pielgrzymów, wzniesione z woli kardynała Karola Boromeusza. Nieco później, dzięki finansowemu wsparciu wielu osób, powstały kaplice, okazała brama z posągiem świętego i wspaniała studnia pod dachem pokrytym łupkiem. Projekt całości był dziełem ojca Cleto, należącego do zakonu św. Franciszka. Podobnie jak w przypadku innych okolicznych Świętych Gór, duże zasługi dla powstania tego kompleksu miał biskup pobliskiej Novary, Carlo Bescapé. Pierwsze kaplice wzniesiono pod koniec drugiej połowy XVI wieku w stylu manierystycznym. Ponieważ budowa trwała niemal dwieście lat, te, które powstały nieco później, mają bogate, barokowe formy, natomiast ostatnie z nich wskazują na wyraźne wpływy klasycyzmu. Sacro Monte w Orcie to miejsce, gdzie w najwspanialszy sposób łączą się walory pięknego pejzażu, architektury oraz malarstwa i rzeźby z duchowymi walorami chrześcijaństwa.

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego fresk (1)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego fresk (2)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego fresk (3)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego fresk (4)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego rzeźby (1)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego rzeźby(2)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego rzeźby (4)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego rzeźby (5)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego fresk na kopule

Świętość Franciszka i jego idee nadal są bliskie wielu ludziom, nawet spoza ścisłych, katolickich kręgów. Dzieje się tak również w obecnych czasach, kiedy wiele osób nawołuje do odnowy moralnej, poszanowania życia w każdej formie i ekologicznych zachowań.

Jego wojenne doświadczenia, hulaszcza egzystencja we wczesnej młodości, iluminacja, jakiej doznał, a następnie przebudzenie moralne i pełne poświęcenia życie chyba nikogo nie pozostawiają obojętnym. Zapewne każdy z nas słyszał o jego kazaniach do zwierząt i ptaków, które zdawały się rozumieć jego słowa, i o tym, że słońce nazywał bratem, a księżyc siostrą, stygmatach i licznych cudach. Osobiście sądzę, że nie ma w tym nic, czego nie dałoby się wytłumaczyć w racjonalny sposób.

Psychiatria i psychologia znają wiele przykładów, kiedy potęga woli i umysłu poddanego silnej motywacji sprawia, że człowiek przejawia predyspozycje i zdolności znacznie wykraczające ponad przeciętność. Długie godziny modlitw i medytacji, połączone z umartwianiem ciała, a przede wszystkim drastyczny post, również sprzyjają sublimacji uczuć i ponadnaturalnemu wyostrzeniu wszystkich zmysłów. Takie przypadki znane są nie tylko chrześcijanom, lecz także wyznawcom religii wschodnich i osobom, które praktykują sztuki walki w połączeniu z filozofią oraz medytację w stopniu zaawansowanym. Niezależnie od punktu widzenia i naukowych wyjaśnień życie Franciszka do dzisiaj jest poruszającym przykładem nawrócenia, pokory i samozaparcia w dążeniu do realizacji idei uzdrowienia Kościoła katolickiego. Tą ideą potrafił zarazić nie tylko dawnych towarzyszy młodzieńczych ekscesów oraz ogromne rzesze zwykłych ludzi, lecz także licznych hierarchów kościelnych — i to w czasach, kiedy zewnętrzne oznaki władzy i prestiżu duchownych stawiano na poczesnym miejscu.

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplice (8)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplice (9 i 10)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplice (11)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplice (12)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplice (13 i 14)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kaplice (16)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco - studnia

Sceny przedstawione w kaplicach wspaniale ilustrują istotne momenty życia przyszłego świętego, począwszy od narodzin aż do śmierci. Z jego przyjściem na świat wiąże się piękna legenda; według niej do domu kupca Pietra di Bernardone, któremu właśnie miało urodzić się dziecko, przybył pewien pielgrzym. Gościowi oddano izbę, a przyszła matka przeniosła się do stajni, gdzie niebawem przyszedł na świat jej synek. Nie trzeba dodawać, że tym pielgrzymem był Chrystus, a nowo narodzonym dzieckiem przyszły święty. Być może jest to tylko wzruszająca legenda, stworzona przez akolitów Franciszka dla uwiarygodnienia jego posłannictwa poprzez paralelę do narodzin Jezusa, gdyż — podobnie jak przyjęcie przez niego stygmatów — mówiła o tym, że od chwili narodzin był wybrany i niejako naznaczony do odegrania roli odnowiciela Kościoła katolickiego.

W kaplicach przedstawiono także wiele innych dramatycznych scen, wspaniale oddanych przez artystów, którzy na stałe weszli do historii sztuki, jak choćby znani z innych Świętych Gór rzeźbiarze: Dionigi Bussola, Giovanni d’Enrico, Cristoforo Prestinari i Carlo Beretta. Im zawdzięczamy pełne wyrazu figury naturalnej wielkości, wykonane z terakoty pokrytej jaskrawą polichromią. Natomiast freski namalowali Pier Francesco Mazzucchelli (bardziej znany pod przydomkiem Morazzone), dwaj Fiamminghini, czyli bracia Giovanni Battista i Mauro della Rovere, Antonio Maria Crespi, znany jako Bustino (z racji pochodzenia z niedalekiej miejscowości Busto), Carlo Francesco i Giuseppe Nuvolone, Antonio Busca, Stefano Maria Legnani i Federico Bianchi. Ci wszyscy artyści nie tylko przyczynili się do powstania tego pięknego miejsca — pozostawili także swe liczne dzieła w wielu innych obiektach sakralnych, jak i świeckich, wnosząc wielki wkład w kulturę północnych Włoch.

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego rzeźby

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego rzeźby

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego freski (7)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego rzeźby (9)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego rzeźby (10)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco sceny z życia świętego fresk (14)

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco kuszenie świętego

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco śmierć świętego Franciszka

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco rzeźby i fresk

Podobnie jak w Varallo (o tym mieście i jego wspaniałym Sacro Monte pisałam w poście Sacro Monte w Varallo Sesia.), również w Orcie byłam dwukrotnie — pierwszy raz sama, w maju, i ponownie jesienią, wraz z Martą, której chciałam pokazać ten piękny zakątek. Miałyśmy wiele szczęścia — choć była niemal połowa listopada, dopisała nam wspaniała pogoda, prawdziwe babie lato we włoskim wydaniu. Jaskrawo świecące słońce i kryształowo czyste powietrze sprawiały, że pejzaż nabierał rzadko spotykanej głębi, a kolory były świetliste i nasycone.

Szczyt wzgórza, gdzie tyle samo złotych i brązowych liści miałyśmy nad głowami i pod nogami, stanowił wprost bajeczną scenerię, więc powoli spacerowałyśmy krętą ścieżką wiodącą od kaplicy do kaplicy. W większości z nich bez przeszkód można podziwiać wnętrze, ponieważ jak dotąd nie ma tam ochronnych szyb, a wejście zamykają jedynie piękne, kute kraty. Jednak to, co jest przyjazne dla osób, które przyszły tam po to, aby kontemplować życie św. Franciszka lub po prostu oddać się podziwianiu dzieł sztuki, dla samych dzieł niestety jest mniej korzystne. Byłyśmy wstrząśnięte, patrząc na piękne zabytkowe freski Morazzone i braci della Rovere, pełne wydrapanych podpisów i inicjałów, wśród których, o zgrozo, dostrzegłyśmy też jedno polskie imię i nazwisko pozostawione przez naszą rodaczkę! (Co gorsza, imię tej pani, dziś zdecydowanie niemodne i rzadko używane, mogłoby wskazywać, że nie była nastolatką, a wręcz przeciwnie — osobą raczej dojrzałą).

Nie mogłyśmy zrozumieć, dlaczego ktoś, kto przybywa do tego rodzaju miejsca, nie może się oprzeć chęci destrukcji i drapie ostrym przedmiotem po zabytkowym fresku... To przykre doznanie było niczym kamyk w bucie i mocno popsuło nasz nastrój podczas tego pięknego spaceru.

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco apoteoza - fresk

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco rzeźby  Chrystus i Madonna

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco rzeźby -anioły

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco freski na kopule w kaplicy

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco rzeźby w kaplicy

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco rzeźby - duchowni

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco rzeźby - uzdrowienie chorych

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco - szopka

Kaplice Sacro Monte stoją przy długiej ścieżce wijącej się pośród drzew, które podczas naszej wizyty były obsypane liśćmi we wszystkich barwach jesieni i wspaniale kontrastowały z szafirowym niebem. W rześkim powietrzu czuło się ich nieco gorzkawy zapach i dym dalekich ognisk, a słońce przenikające przez gałęzie tworzyło na przemian plamy światła i cienia.

Spotkałam się z opinią, że Święta Góra w Orcie jest najpiękniejsza ze wszystkich, i chyba byłabym skłonna przychylić się do tej opinii — zarówno ze względu na jej położenie, wartość artystyczną tego obiektu, jak i emocje, które wywołują wspaniale przedstawione sceny o dużym ładunku dramatycznym.

Na mnie ogromne wrażenie zrobiły przede wszystkim trzy z nich. Pierwsza, gdzie nagi Francesco klęczy przed biskupem Asyżu (w osobie tego dostojnika sportretowano biskupa Bescapé); druga, kiedy chciał dać wszystkim przykład pokory, więc na jego życzenie współbracia poprowadzili go ze sznurem na szyi, odzianego jedynie w przepaskę na biodrach, pośród tłumu oddającego się szaleństwom karnawału; i trzecia — przedstawiająca jego śmierć. W kilku scenach Franciszek jest przedstawiony nago, z wycieńczonym ciałem, które jest jedynie swego rodzaju skorupą, kruchym i nic nie wartym naczyniem dla jego niezłomnego ducha. Nie ma w tym obnażeniu ekshibicjonizmu, a jedynie wielka pokora i rezygnacja z wszelkiej doczesnej marności, zgodnie z zasadą, że nadzy przychodzimy na świat, więc nadzy powinniśmy z niego odejść...

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco studnia wśród drzew

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco portyk przed kaplicą

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco klasztor

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco - kościół

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco wejście do kościoła

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco - wnętrze kościoła

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco jesienny pejzaż

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco - aleja

Orta San Giulio Sacro Monte di San Francesco - jesień

Franciszek, który odrzucił wszystko, czym kusił go świat i co mógł mu ofiarować, w chwili śmierci prosił braci, aby położyli go nagiego na gołej ziemi, by wraz z odejściem duszy jego ciało stało się na powrót częścią ziemskiej materii.

Artyzm rzeźbiarzy pracujących w Orcie pozwolił im stworzyć wspaniałe dzieła ze świetnie oddaną mimiką, wyrażającą uczucia poszczególnych postaci, które naturalną koleją rzeczy budzą w widzu równie intensywne emocje. Oprócz tego czysto duchowego aspektu poszczególne sceny są dla oglądającego również znakomitym studium obyczajów i kostiumów owej epoki.

Zwiedzanie Sacro Monte zakończyłyśmy w kościele, obok którego wystawiona jest tradycyjna bożonarodzeniowa szopka, jak by nie było wywodząca się z franciszkańskiej tradycji. Sam kościół nie jest zbyt okazały, jednak i tu można zobaczyć obrazy uznanych malarzy, takich jak Procaccini, Busca i Cantalupi. W jego głównym ołtarzu umieszczono bardzo wartościową Pietę datowaną na X–XI wiek, którą prawdopodobnie wykonano w Niemczech.

Dodam jeszcze, że nieopodal kościoła mogłyśmy zobaczyć wykonaną z metalu instalację o wstrząsającej wymowie pt. Treno (Pociąg). Chociaż w pierwszej chwili ten widok bardzo nas zaskoczył, to po jej dokładnym obejrzeniu i zapoznaniu się z tabliczką informacyjną uznałyśmy, że jest to dla niej miejsce najlepsze z możliwych. Instalacja stanowiła część wspaniałej wystawy plenerowej dzieł włoskiego rzeźbiarza Mimmo Paladino. Podczas naszej wędrówki po Orcie miałyśmy okazję zobaczyć je wszystkie, a o niezapomnianym wrażeniu, jakie na nas zrobiły, pisałam w poście Orta San Giulio i wystawa Mimmo Paladino.

Orta San Giulio - San Francesco rzeźbaZ żalem opuszczałyśmy Sacro Monte, które urzekło nas swoim pięknem, a także było źródłem wielu wzruszeń i głębokich emocji. Idąc drogą prowadzącą do miasteczka, mogłyśmy podziwiać wspaniały widok na jego dachy wyłaniające się spośród drzew, jezioro z wyspą pośrodku i otaczające je góry. W połowie zejścia ze wzgórza, na skraju zbocza, znajduje się niewielki belweder, gdzie stoi bardzo piękna, współczesna rzeźba z brązu, przedstawiająca św. Franciszka jako młodzieńca ze wzniesionymi rękami, nad którym krążą dwa ptaki.

Stąd po raz ostatni spojrzałyśmy za siebie — na Świętą Górę i jej kaplice. Przed nami było jeszcze zwiedzanie Orty i jej ślicznych zakątków, a także rejs na wyspę San Giulio, gdzie czekały na nas równie wspaniałe doznania. Z odrobiną żalu, ale i z nadzieją ruszyłyśmy dalej, unosząc ze sobą cząstkę tego miejsca i przekonanie, że to, co tam zobaczyłyśmy i przeżyłyśmy, zostanie z nami na zawsze.

Więcej zdjęć  z tego miejsca jest w albumie



 Były takie jak moja ukochana Valsolda (dotychczas nie ośmieliłam się o niej napisać, gdyż wiążą się z nią wspomnienia bardzo trudne do wyrażenia słowami), które  odkryłam przypadkiem i jakby mimochodem, natomiast co do innych snułam plany, długo piastowane w wyobraźni, zanim wreszcie nadszedł dzień ich realizacji.