Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Kobiet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dzień Kobiet. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 marca 2026

Krótka refleksja z okazji Dnia Kobiet.


Rok temu na tym blogu zamieściłam posta  p.t. Dzień Kobiet albo Dzień Mimozy. W pewnym sensie był on kontynuacją starszego wpisu Dzień Mimozy - 8 marca we Włoszech,  który po raz pierwszy ukazał się podczas mojej emigracji, w czasach, gdy pisałam na Bloxie. Wspominałam w nim o pięknej symbolice tej rośliny o puszystych żółtych kwiatach, która często rośnie w trudnym środowisku, gdzie mimo wszystko radzi sobie doskonale. Jednak jej delikatne kwiatki obumierają i opadają, gdy dotknie ich brutalna lub nie dość delikatna ręka, a to, co z niej pozostaje, to tylko suchy, żałosny patyk.

W ubiegłym roku nasunęła mi się refleksja, że to święto, choć często dyskredytowane i wyśmiewane, powinno mieć znaczenie przede wszystkim dla nas samych i byłoby świetnie uczcić je w sposób, który najbardziej nam odpowiada. Kupmy sobie kwiaty, idźmy z koleżanką, siostrą lub córką na kawę i ciastko, na koncert, do kina lub na wycieczkę w plener, albo zafundujmy sobie odprężającą, pachnącą kąpiel. Nie jest ważne co to będzie, lecz niech sprawi, że zapamiętamy ten dzień jako wyjątkowy. 

Oczywiście, nie oznacza to, że panowie mają być wyłączeni ze świętowania – wręcz przeciwnie. Jednak ich obecność nie powinna być warunkiem sine qua non w świecie, gdzie jest wiele kobiet singielek i wciąż trwa walka między płciami.

Osobiście nigdy nie miałam problemu ze swoją kobiecością i nie uważałam się za osobę dyskryminowaną. To przekonanie wynikało nie tyle z otaczającej mnie rzeczywistości, co z głębokiego poczucia własnej wartości jako istoty ludzkiej, którą definiuje osobowość i cechy charakteru, a nie płeć.

Miałam szczęście, ponieważ natura pod tym względem dobrze mnie wyposażyła w zasoby potrzebne na drogę, którą przeszłam. Zawdzięczam to kobietom z mojej rodziny – babciom, ciotkom, mamie i kuzynkom. To po nich odziedziczyłam geny zaradności, siły i woli przetrwania, one też pokazały mi jak sobie radzić, kiedy wiatr wieje w oczy. Były to zwykłe kobiety, matki, żony i odważne singielki z sobie właściwymi zaletami i wadami, które nie bały się żadnej pracy ani podejmowania decyzji. 

Ja jestem z nich, a one żyją we mnie, mojej córce i wnuczce. 

W kobietach jest siła nie do przecenienia, choć mamy również momenty słabości. Innym razem wydaje nam się, że to co robimy to wciąż za mało i musimy dawać z siebie więcej, spełniać wszystkie oczekiwania świata i otoczenia. Zapominamy przy tym o prostej prawdzie, że każda z nas powinna kochać i szanować samą siebie, bo inaczej nie da nam tego nikt z zewnątrz.  

Napisałam, że jestem szczęściarą w tym względzie, co nie znaczy, że moja egzystencja była usłana różami bez kolców. Wiem, że tak jest, ponieważ widziałam zbyt wiele kobiet  w sytuacji o wiele gorszej niż moja, stłamszonych przez życie, którym odebrano radość i poczucie własnej sprawczości. 

Kiedy myślę o kobiecie jako takiej, widzę czystą i piękną twarz Wenus Botticellego, ukazującą bezgraniczną niewinność nowonarodzonej istoty. Jednak prawda o niej kryje się nie w rysach uroczej twarzy, lecz w jej oczach – one znają wszystkie przeszłe i przyszłe tajemnice ludzkiego bytu, więc przesłania je smutek, a może łza, która jeszcze nie spadła?

Obok Wenus jest jeszcze inna twarz kobiety, która mówi wszystko, czego nie da się wyrazić słowami. To twarz matki Durera, przedstawiona w całej swojej prawdzie z nieopisanym uczuciem synowskiej miłości. W oczach starej kobiety kryje się ta sama wiedza z nutą smutku, co w oczach Wenus. Jednak te mądre oczy już nie patrzą w przyszłość, lecz w wieczność. 

Między tymi dwoma wizerunkami rozciąga się przepaść zwana życiem, wypełniona radością i smutkiem, miłością i poczuciem straty. Wszystko, co otrzymujemy od losu, są to mniejsze i większe cegiełki, z których próbujemy coś zbudować. Choć w planach zawsze jest to bajecznie piękny zamek,  czasem okazuje się, że ta budowla to raczej pokraczna chałupka...Efekt końcowy zależy nie tylko od nas, ale jeśli coś idzie nie tak, warto się zastanowić, czy tego nie zburzyć, by zacząć budować od nowa.

Ten post w zamyśle miał być optymistyczny, ale chyba jest taki, jak bywa życie – pełen niuansów i różnych odcieni, gdzie szklanka nie jest ani do połowy pełna, ani do połowy pusta. W życiu codziennym przekonujemy się, że nasza samoświadomość to jedno, a to co oferuje nam rzeczywistość, to zupełnie inna sprawa. Choć teoretycznie żyjemy w cywilizowanym świecie, gdzie równość jest fundamentem stosunków społecznych, przedstawiciele Unii Europejskiej uznali, że potrzeba jeszcze półwiecza, aby doszło do faktycznego zrównania szans kobiet i mężczyzn żyjących w unijnych krajach. 

W ubiegłym roku wspominałam o tym, że podczas pracy we Włoszech zwykle w Dniu Kobiet dostawałam mimozę od pacjentek z oddziału albo pań, które je odwiedzały. Zawsze byłam bardzo wzruszona tym pięknym dowodem kobiecej solidarności – myślę, że są sytuacje, kiedy taki serdeczny gest znaczy więcej, niż  zwyczajowy bukiet otrzymany od mężczyzny. Drogie kobiety i dziewczyny, bądźmy dla siebie dobre, wspierajmy się ciepłym słowem i uśmiechem, by nasze życie było milsze i łatwiejsze nie tylko od święta. Na koniec chciałam podziękować wszystkim koleżankom blogerkom, których posty czytam, a także tym, które zaglądają do mnie i zostawiają swoje komentarze. Wasza obecność i dzielenie się wrażeniami, przeżyciami i poglądami to bardzo ważna rzecz, niezależnie od tego, czy któraś z Was jest wylewna i ekstrawertyczna, czy oszczędna w słowach, wyraża siebie obrazami lub tym co ukrywa się pomiędzy wierszami. Każda z Was wnosi coś niepowtarzalnego i bardzo osobistego – może to być nauka lub inspiracja, albo dzielenie się czymś pięknym i dobrym co daje innym chwilę radości. Wszystkim Wam życzę zdrowia i szczęścia, niech spełnią się wszystkie Wasze marzenia!

                                                                    Elżbieta  Sukienka w kropki



sobota, 8 marca 2025

Dzień Kobiet albo Dzień Mimozy.


kwiaty mimozy

Parę dni temu wraz z Łucją-Marią z bloga Szkiełkiem, okiem i sercem wymieniałyśmy się komentarzami na temat kwiatów - przy tej okazji nasza wirtualna rozmowa zeszła na kwiaty mimozy. Przypomniało mi to moje emigracyjne lata, a przede wszystkim Dzień Kobiet, gdyż we Włoszech to właśnie mimoza jest symbolem Naszego Święta. Pisałam o tym parę lat temu w poście Dzień mimozy- 8 marca we Włoszech wspomniałam też, że czasem te urocze kwiatki otrzymywałam od innych pań - pacjentek i podopiecznych struktury, gdzie pracowałam lub ich krewnych.

Szczerze mówiąc, były to jedne z najmilszych upominków, dowody wsparcia, sympatii i solidarności pomiędzy kobietami. Pomyślałam wtedy, że takie gesty są bardzo cenne, bo przecież kwiat to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jaką możemy komuś ofiarować. A skoro dajemy je naszym przyjaciółkom, koleżankom i krewnym z okazji urodzin czy imienin, więc czemu nie w Dniu Kobiet? Dlatego postanowiłam napisać tego okolicznościowego posta i podzielić się zdjęciami nie tylko mimozy, ale i innych kwiatów, jakie znalazłam w moich albumach.

kwiat mimozy

kwiat fioletowej glicynii

mimoza na tle nieba

kwiat fioletowej glicynii

mimoza w ogrodzie

kwiat fioletowej glicynii

gałązka mimozy

O genezie obyczaju dawania mimozy w Dniu Kobiet pisałam obszerniej w poście, o którym wspomniałam na początku. Jednak przy okazji chciałabym pokrótce ponownie przybliżyć jej symbolikę, gdyż właśnie ona jak żaden inny kwiat, jest przepiękną alegorią kobiecości. Co prawda, roślina, którą zwyczajowo nazywa się mimozą, w istocie jest jedną z odmian akacji, jednak jest to do tego stopnia zakorzenione w powszechnej świadomości, że nie ma sensu z tym walczyć. 

Spotyka się ją na górzystych wybrzeżach Morza Śródziemnego, jako krzew o pokroju niewielkiego drzewka, które pod koniec lutego i na początku marca obsypuje się ślicznymi kwiatkami w kształcie puszystych, żółtych kuleczek. Ponieważ musi sobie radzić w trudnych warunkach, jest rośliną bardzo wytrzymałą, jednak jej uroda najpiękniej prezentuje się w naturalnym środowisku. Z tego powodu po zerwaniu gałązki lepiej nie dotykać kwiatów, gdyż bardzo szybko ciemnieją, usychają i po prostu umierają na naszych oczach. Należy o tym pamiętać i traktować ją z wielką delikatnością, a wtedy można dłużej cieszyć się jej widokiem.

różowy oleander i biała magnolia

kwiat różowej kamelii

białe i różowe kwiaty różanecznika

różowa magnolia na tle nieba

kwiaty drzewka laurowego i  milinu

różowe kwiaty kamelii

kwiaty różowej azalii

Dzień Kobiet był kiedyś i chyba jest nadal świętem budzącym kontrowersje, zwłaszcza w środowiskach, które mają problem z prawami kobiet. Nie brakuje też pań, które go nie lubią, bo uważają, że jest przejawem hipokryzji i fałszywego szacunku, za którym nie kryje się głębsza treść. Ja sama bardzo dobrze pamiętam czasy, kiedy w moim szpitalu każdy kierownik i oddziałowa przed 8 marca robili listę pracownic w swoim dziale, żeby dyrekcja z funduszu socjalnego mogła zadysponować odpowiednią ilość kwiatów, czekolad lub rajstop (należało podać rozmiar, jaki się nosi). 

Te hojne upominki roznosiło kilku panów, zwykle zawstydzonych i skrępowanych rolą galantów, tym bardziej że na co dzień niejednokrotnie pozwalali sobie na niezbyt grzeczne, a nawet seksistowskie uwagi. Szczerze mówiąc, unikałam tej fety jak ognia i byłam najszczęśliwsza, jeśli w tym dniu miałam dyżur popołudniowy lub nocny, tym bardziej że przydziałowy kwiatek i prezent czekały na mnie w dyżurce.

Jednak mimo wszystko uważam, że my kobiety powinnyśmy jak nikt inny szanować to święto, przez pamięć dla sufrażystek, naszych starszych sióstr w tej walce, stawianych przed sądem za swe poglądy, wyśmiewanych i opluwanych przez polityków oraz gazety. Nie zapominajmy o wyzyskiwanych robotnicach, które w czasie strajków zamykane w zakładach przez ich właścicieli, niejednokrotnie umierały pożarach i o tych zamykanych w więzieniach po ulicznych demonstracjach. Ta ponad stuletnia walka o szacunek i zwykłe ludzkie prawa trwa nadal i nie wiadomo, kiedy się skończy, bo o ile w niektórych częściach świata nastąpił widomy postęp, pozostaje mnóstwo krajów i regionów, gdzie sytuacja kobiet jest tak samo zła, jak przed wiekami.

różowe kwiaty wiśni na tle nieba

kwiaty białej magnolii

kwiaty różowej azalii

biały kwiat magnolii wśród liści

różowa azalia i kwitnący oleander

różowe kwiaty magnolii

Problemy, z jakimi zmagają się kobiety, widzimy na co dzień, nawet jeśli nie dotykają nas bezpośrednio, to znamy je z obserwacji oraz medialnych przekazów. Chciałabym doczekać czasów, kiedy o naszych prawach i problemach będą mówiły i decydowały przede wszystkim kobiety, które będą na tyle silne, że nie będą im potrzebne ustawowe parytety, by mogły zająć swoje miejsce w przestrzeni publicznej. 

Myślę, że aby to osiągnąć, potrzebujemy dużo solidarności, dobroci oraz szacunku dla siebie i innych przedstawicielek naszej płci. Bądźmy dla siebie nawzajem miłe, empatyczne i pomocne, niezależnie od wieku, statusu i kondycji, bo nikt tak nie zrozumie kobiety, jak druga kobieta.

Cieszmy się, jeśli nasi mężczyźni w Dniu Kobiet dają nam kwiaty, jeśli nie — kupmy je sobie same, a drugi bukiet podarujmy koleżance lub sąsiadce, niech to będzie piękny dzień dla nas wszystkich! 


W tym dniu z okazji Naszego Święta pozdrawiam koleżanki blogerki oraz pozostałe panie, które tu zaglądają. Wszystkim nam życzę tego, co w życiu najlepsze — miłości, spokoju i spełnienia marzeń!


kwiaty różowej piwonii

kwiaty białej wiśni na tle nieba

kwiat białej magnolii

różowe kwiaty wiśni

kwitnące żonkile w ogrodzie

różowe kwiaty magnolii

ciemnoróżowe kwiaty magnolii

sobota, 7 marca 2015

Lombardia. Dzień Mimozy - 8 marca we Włoszech



We Włoszech mimoza jest kwiatem, jaki tradycyjnie ofiarowuje się dziewczynom i kobietom w ósmym dniu marca. Jednak panie, których nikt nią nie obdarował, niejednokrotnie same kupują sobie choć małą gałązkę, aby podkreślić świąteczny charakter tego dnia. W tej mimozowej symbolice jest głęboki sens (który postaram się przybliżyć moim czytelnikom) może niezbyt jasny, jeśli ktoś nie miał okazji widzieć jej rosnącej w naturze. 

Mimoza to dość spory, zdrewniały krzew, osiągający wysokość 2-3 metrów, przypominający wielkością i pokrojem młode drzewko jarzębiny. Jest to roślina bardzo delikatna, lecz w żadnym razie niecieplarniana. Chyba też nie ma zbyt wysokich wymagań, bo w cieplejszych rejonach Włoch można zobaczyć całe zagajniki mimozy porastające zbocza gór, gdzie czepiają się nawet najmniejszej odrobiny gleby w szczelinach skał. W tychże rejonach zakwita ona bardzo wcześnie, często już pod koniec lutego a najpóźniej na początku marca. Ma pierzaste listki i śliczne, żółte, puszyste kwiatki w kształcie maleńkich kuleczek. Jest z natury silna i wytrzymała, lecz traci te cechy po zerwaniu.


Delikatność jej kwiatów jest przysłowiowa, zerwana gałązka szybko traci swój wdzięk a żółte kuleczki puszystość; niemal w oczach ciemnieją i opadają. Zasuszona jest zaledwie cieniem swego piękna, niczym twarz staruszki, w której z trudem doszukujemy się śladów jej młodzieńczej urody... Dlatego ściętą gałązkę najlepiej szybko wstawić do wody i unikać bezpośredniego dotykania — to sprawia, że można się nią cieszyć nieco dłużej. Zazwyczaj jest sprzedawana w celofanowych torebkach, co także przedłuża jej krótkie życie. 

Pamiętam, jak niedługo po przyjeździe do Włoch, otrzymałam moją pierwszą mimozę. Zajmowałam się wtedy pewną obłożnie chorą osobą; w Dniu Kobiet jej córka obdarowała mnie tą śliczną gałązką. Byłam nieco zaskoczona, ale przyznam, że był to bardzo miły gest. 

Przy tej okazji dowiedziałam się, że 8 marca Włoszki noszą maleńkie gałązki mimozy we włosach lub przy ubraniu na piersi, aby każdy, kto na nie spojrzy, pamiętał, iż jest to wyjątkowy dzień. Wybierałam się wtedy do Mediolanu, więc przypięłam mały fragment gałązki do klapy mojego czarnego płaszcza.


Było piękne, prawie wiosenne popołudnie, bez duszącej czapy smogu nad miastem. Powietrze rześkie i nieco ostre sprawiało, że czuło się, iż wiosna jest tuż. Kiedy znalazłam się na mojej ulubionej via Dante, otoczyła mnie nadzwyczajna aura tego dnia. Chylił się on ku końcowi zaś słońce ku zachodowi; wszystko wokół nabierało różowo-fiołkowej barwy a monumentalne kamienice rzucały długie cienie. 

W tym wielkomiejskim otoczeniu co parę kroków można było spotkać uliczne stragany, gdzie sprzedawano gałązki mimozy. Niosły ją obdarowane kobiety i dziewczyny, a także mężczyźni, zapewne chcący ją ofiarować swym paniom na wieczornej randce lub po powrocie do domu. Widziało się mimozę we włosach kobiet, przy ich płaszczach i kurtkach. Ludzie uśmiechali się sympatycznie, nie czuło się powszechnego o tej porze dnia pośpiechu i napięcia. Muzyka ulicznych grajków też brzmiała jakoś inaczej, bardziej słodko i romantycznie... 

Nazwałam ten dzień Dniem Mimozy i takim już na zawsze zostanie w mojej pamięci, najpiękniejszy, bo niezapowiedziany i nieoczekiwany. W następnych latach rzadko zastanawiałam się nad tym, jaka jest data, czy dzień tygodnia, gdyż rytm mojego życia wyznaczały dyżury i dni wolne od pracy, podczas których mogłam robić to, co najbardziej kochałam, czyli wybrać się "w nieznane". 

Pewnego roku, w takim właśnie dniu, postanowiłam pojechać do Pawii, żeby zobaczyć to miasto, interesujące zarówno z punktu widzenia historii, jak i architektury. Wyruszyłam pierwszym porannym pociągiem, zupełnie nie myśląc o tym, że jest Dzień Kobiet. Kiedy dojechałam na miejsce i zagłębiłam się w śliczną, barokową uliczkę, nagle na balkonie z kutego żelaza ujrzałam sporą gałąź mimozy. Doznałam olśnienia, przecież dziś jest Moje Święto! Zdecydowałam, że zrobię sobie z tej okazji słodki prezent i wprowadzę w odpowiedni nastrój za pomocą kawy z pianką i pysznego ciastka.


Zwiedzając miasto, wciąż natrafiłam na liczne stoiska, sprzedające większe i mniejsze gałązki mimozy w celofanowych torebkach. 

Jednak najładniejszy upominek w tym dniu zrobił kobietom Zarząd Miasta, oferując darmowy wstęp do pięknego i dobrze zachowanego zamku Viscontich, gdzie znajduje się Muzeum Miejskie i Pinakoteka. Przyznam, że był to nadzwyczaj miły gest, z którego skorzystało wiele pań. Przy wejściu zastałam sporą grupę chętnych, wszystkie otrzymałyśmy pamiątkowy ozdobny bilet wstępu, wręczony przez biletera w galowym uniformie. Ów elegancki pan również stanął na wysokości zadania — każdej z nas kłaniał się z uśmiechem, niczym mistrz ceremonii witający damy na książęcym dworze.  


Innego roku w połowie lutego, zmęczona pracą i niepogodą panującą w Lombardii, postanowiłam pojechać do Sestri Levante, miejscowości na wybrzeżu liguryjskim znanej ze swej urody. Niestety tam pogoda również nie dopisała, dzień choć ciepły, był pochmurny i mglisty. Po wyjściu z pociągu rozejrzałam się wokół a wtedy na stoku góry po drugiej stronie dworca, zobaczyłam zagajnik kwitnącej mimozy. Pomyślałam, iż byłoby świetnie pójść tam na spacer, lecz byłam tak zmęczona, że pragnęłam jedynie jak najszybciej znaleźć się na plaży, usiąść na piasku lub ławce i słuchać szumu fal, nie ruszając się stamtąd jak najdłużej. Trochę żałowałam niepowtarzalnej i utraconej okazji, aby znaleźć się wśród tych kwitnących drzewek w ich naturalnym środowisku, ale niestety, tym razem moje nogi powiedziały mi "nie" i była to ostateczna, nieodwołalna decyzja...


Włoski obyczaj obdarowywania kobiet mimozą narodził się w Rzymie w 1946 roku. Skończyła się wojna, więc był to nie tylko okres radości, ale także powszechnego niedostatku. Mimo to, w Dniu Kobiet dzieci i mężczyźni przynosili do domów kwitnące gałęzie mimozy, które kobiety stawiały w oknach, aby podkreślić jego świąteczny charakter. Ta wcześnie zakwitająca roślina symbolizuje bowiem zarówno zwycięstwo życia nad śmiercią, jak i wiosennego, słonecznego blasku nad martwotą zimy, jest też wymowną alegorią kobiecości, jako siły połączonej z delikatnością i pięknem.

Jednak to radosne święto ma w swojej genezie bardzo tragiczne momenty, które dopiero niedawno znalazły swój epilog. Pierwszy Narodowy Dzień Kobiet obchodzono w 28 lutego w 1909 w Stanach Zjednoczonych, aby upamiętnić tragiczne zdarzenie mające miejsce rok wcześniej, kiedy 126 strajkujących robotnic szwalni zostało zamkniętych w zakładzie przez jej właściciela. Wybuchł wtedy pożar, w którym wszystkie zginęły. Kilka lat później, 25 maja 1911 roku, następny pożar w fabryce pochłonął życie tym razem 140 robotnic. Były to biedne emigrantki w większości Włoszki i Żydówki, niektóre bardzo młode, prawie dzieci. Ponieważ wiele pracowało na czarno, trudno było stworzyć wiarygodną listę ofiar. Nazwisko ostatniej z nich ustalono kilka lat temu, o czym mówiono we włoskiej telewizji. 

Obchody ku ich pamięci początkowo miały miejsce 28 lutego, lecz związku ze zmianą kalendarza święto przesunięto na 8 marca i w tym dniu jest obchodzone do dziś.

Bardzo polubiłam mimozę, nauczyłam się corocznego oczekiwania na jej śliczne kwiatki, które w okolicy Mediolanu nieraz bardzo długo nie mogły ukazać się w całej swej krasie z powodu panującego zimna i deszczowej pogody. Kiedy nareszcie przychodziła wyczekiwana wiosna i słońce, mimozy kwitnące w ogrodach cieszyły moje oczy swymi delikatnymi gałązkami, obsypanymi mnóstwem żółtych, puchatych kuleczek. 

Dla ścisłości wypada jeszcze dodać, że roślina, o której tu piszę, powszechnie nazywana mimozą, w rzeczywistości jest jedną z odmian akacji (rodzina mimozowate). Właściwa mimoza, zwana wstydliwą, jest znacznie mniejsza i ma kwiaty fioletowo-różowe.