wtorek, 27 maja 2025

Lombardia. Cassano d'Adda - małe miasto z wielką historią.


Po niemal trzymiesięcznej przerwie, kiedy to zamieściłam kilka okolicznościowych postów, przyszedł czas na kolejny wpis dotyczący rzeki Adda i miejscowości usytuowanych na jej prawym brzegu. Jak już wspominałam, te tereny leżą w obrębie Brianzy – to piękna, zielona kraina o pagórkowatym terenie, gdzie znajdziemy mnóstwo niewielkich, urokliwych miasteczek i wsi. Jedną z takich miejscowości jest Cassano, które może się poszczycić bogatą historią i  licznymi, dobrze zachowanymi zabytkami. Szczerze mówiąc, w okolicy znajdziemy mnóstwo takich ciekawych lokalizacji, a ponieważ nie ma opcji, żeby dotrzeć do każdej z nich, jedyny problem stanowi konieczność wyboru. Do Cassano pojechałam, gdyż chciałam zobaczyć pewien zabytek z początku XX wieku. Jednak o nim napiszę w ostatnim akapicie, ponieważ architektonicznie niezbyt przystaje do starszej części miasta, jaka jest widoczna na zdjęciu powyżej.  

Turysta przybywający do Cassano od strony południowej, zobaczy przede wszystkim piękną panoramę ładnego, spokojnego miasteczka, otoczonego soczystą zielenią łąk i zarośli, wśród których wije się Adda i towarzyszące jej kanały. Jednak za tym idyllicznym obrazkiem kryje się wielka i trudna  historia, pełna krwawych bitew, które przyniosły śmierć wielu ludziom, zniszczenia gospodarcze, głód i epidemie. W tym miejscu od niepamiętnych czasów istniała dogodna przeprawa przez rzekę, początkowo był to bród, ale prawdopodobnie już w XI wieku powstał tu pierwszy most i broniący go zamek. Z racji położenia była to w pewnym sensie brama do Mediolanu, którą przekraczały wojska najeźdźców nadciągających z północnego wschodu.  Z tego powodu rozegrano tu wiele bitew ważnych dla historii Włoch i Europy,  Rzymianie walczyli  pomiędzy sobą o władzę nad cesarstwem, Mediolańczycy z cesarzem Barbarossą, Gwelfowie z Gibelinami a Francuzi z Austriakami i Rosjanami. Chociaż te zdarzenia za każdym razem niosły za sobą  pożogi i zniszczenia, miejscowość z czasem wracała do życia, odbudowywano kościoły i wznoszono nowe domy. Dziś oprócz potężnej bryły średniowiecznego zamku, nic nie wskazuje na to, jak trudne dzieje były udziałem tej niewielkiej miejscowości położonej w romantycznej scenerii.  




Chociaż urok lombardzkich miasteczek nie był mi obcy, a poza tym poczytałam co nieco o celu mojej wycieczki, Cassano d'Adda zaskoczyło mnie w bardzo przyjemny sposób. Po wyjściu z autobusu udałam się w stronę centrum i dość szybko doszłam do miejsca, gdzie po obu stronach ulicy stały dwa niewielkie, zabytkowe kościoły: San Dionigi oraz San Aquilino. Styl, w jakim je wzniesiono, a zwłaszcza niektóre detale, nosiły wyraźne cechy baroku. Niestety, obydwa były zamknięte, a szkoda, bo w ich wnętrzu można zobaczyć ciekawe obrazy i freski malarzy działających na terenie Lombardii w XVII wieku. Niebawem dotarłam do miejsca, gdzie nad dachami okolicznych domostw górowała oktagonalna kopuła i XIV-wieczna wysoka wieża, należące do kościoła pod wezwaniem Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia i Świętego Zenona. Pierwotny kościół, podobnie jak wieża – charakterystyczna dla okresu przejściowego pomiędzy lombardzkim stylem romańskim a gotykiem, powstał w tym miejscu w XIV wieku. Cztery wieki później został  gruntownie przebudowany, przy czym otrzymał nową, barokową fasadę. W XIX wieku doszło do kolejnej przebudowy według projektu Carla Maciachiniego, tego samego, który zaprojektował główny budynek Cimitero Monumentale w Mediolanie. Nie wiadomo, co zawiodło – projekt czy jego wykonanie, lecz nowopowstały budynek zawalił się zanim został ukończony. Jego odbudowę przeprowadził inny architekt, Cesare Nava, a w latach czterdziestych XX wieku freskami ozdobił Don Gaetano Miolato.


Cassano, choć niewielkie, oprócz kościołów może się poszczycić licznymi zabytkowymi siedzibami miejscowych notabli, z reguły wzniesionymi w XVII i XVIII wieku. Jak to zwykle bywa w pałacach powstałych w ciągu miejskich zabudowań, ich fasada raczej nie zapowiada niczego nadzwyczajnego i nie jest zbyt ozdobna. Jednak czasem zobaczymy tam nadokienne naczółki ze sztukaterii albo piękny portal wykuty w kamieniu, ozdobiony maszkaronem lub tarczą herbową, a nad nim balkon o misternej balustradzie z kutego żelaza. Wejście do takiego domostwa zamykają potężne, dwuskrzydłowe odrzwia z grubych dębowych desek, niegdyś będące skuteczną zaporą w razie napadu. Zdarza się, że w jednym skrzydle bramy znajduje się mniejsza furtka, podobnie jak brama główna zamykana na potężne rygle. Lecz za tymi skromnymi fasadami kryją się piękne dziedzińce, przyozdobione kolumnowymi portykami, posągami i donicami kwiatów. Niejednokrotnie  znajdziemy tam również cysternę, fontannę lub studnię, która była źródłem wody dla mieszkańców domostwa. Obecnie niektóre z tych budynków pełnią funkcje publiczne, inne nadal pozostają w rękach prywatnych lub podzielono je na mniejsze apartamenty. Ich przeznaczenie łatwo odgadnąć dzięki dodatkowym elementom - na budynkach publicznych są to państwowe i unijne flagi, a na tych, które przerobiono na apartamenty, skrzynki na listy i domofon z nazwiskami lokatorów. Jednak zdarza się, że mimo przeróbek i restrukturyzacji, w tych miejskich pałacach nadal zachowały się piękne freski, rzeźbione stropy i zabytkowe kominki.



W centrum miasteczka znajduje się jedna z takich budowli, która nadal pozostaje w rękach prywatnych. Jest to barokowa Villa Brambilla, nazwana tak od nazwiska swoich ostatnich właścicieli. Jej fasada wychodzi na wąską uliczkę, za to z tyłu posiada rozległy, tarasowy ogród w stylu włoskim, ozdobiony fontanną i alegorycznymi rzeźbami. Wejścia do ogrodu strzeże ładna brama, przez którą można obejrzeć jego ciekawy układ, bo jeśli chodzi o rośliny, to oprócz ogromnych, starych drzew i strzyżonych bukszpanów, nie ma tam zbyt wiele do oglądania. Villa Brambilla jest niedostępna dla zwiedzających, jednak rejestr lokalnych  zabytków wspomina, że w jej wnętrzu znajduje się piękna klatka schodowa o marmurowych schodach i rokokowej balustradzie z kutego żelaza oraz wielki, dwukondygnacyjny salon honorowy ozdobiony freskami.  

Z nazwą willi wiąże się pewna zagadka, której niestety nie udało mi się rozwiązać, mimo że poświęciłam dużo czasu na szperanie we włoskim internecie. Ma ona związek z pięcioma siostrami Brambilla, urodzonymi w Cassano – kobietami, które oprócz wielkiej urody miały również piękne głosy i duży talent wokalny. Najstarsza z nich, Marietta, urodziła się w 1807 roku, a po ukończeniu nauki śpiewu w mediolańskim konserwatorium, mając dwadzieścia lat, zadebiutowała na scenie operowej w Londynie. Było to początkiem jej wieloletniej kariery pełnej sukcesów na najlepszych scenach Europy. W jej ślady poszły pozostałe siostry – Teresa i Giuseppina również zrobiły karierę międzynarodową, natomiast Anetta i Lauretta występowały na scenach włoskich.

Szukałam informacji, czy ich rodzina miała związek z willą, jednak w artykułach, jakie znalazłam, nie ma na ten temat żadnej wzmianki. Rodzina Brambilla weszła w posiadanie willi w 1821 roku – Marietta miała wówczas czternaście lat i trzy młodsze siostry, a ponieważ wszystkie urodziły się w Cassano, z pewnością nie był to ich dom rodzinny. Oczywiście ich ojciec Gerolamo mógł w tym czasie willę odziedziczyć lub nabyć, lecz nie wykluczone, że był to ktoś inny o tym samym nazwisku. Ród Brambilla był dość rozgałęziony, jednak nie wszyscy jego członkowie mieli ten sam status. Część z nich dorobiła się znacznego majątku, stanowisk i zaszczytów, a inni musieli zadowolić się skromniejszą pozycją. Dodam tu pewną ciekawostkę - otóż Cecylia Gallerani, którą Leonardo da Vinci uwiecznił jako Damę z gronostajem", po zakończeniu nieformalnego związku z księciem Mediolanu, wyszła za mąż za hrabiego Carminati di Brambilla.

W Cassano znajduje się jeszcze jeden ciekawy zabytek, zasługujący na szczególną uwagę – to Villa d’Adda-Borromeo. O rodzinie hrabiów Borromeo pisałam na blogu kilkakrotnie, między innymi tu –  link , przede wszystkim w kontekście trzech wysp Boromejskich na Lago Maggiore i wspaniałej rezydencji na Isola Bella. Ta arystokratyczna familia wydała też Karola Boromeusza, jednego ze świętych kościoła katolickiego, którego monumentalny pomnik będący pierwowzorem Statui Wolności można zobaczyć w mieście Arona, o czym pisałam tutaj.

Willę w Cassano zaprojektowano w latach sześćdziesiątych XVIII wieku na zlecenie markiza d’Adda, jednak z powodu problemów finansowych jej budowa trwała na tyle długo, że konieczna była modernizacja pierwotnego projektu. W tym czasie barok ustąpił miejsca stylowi neoklasycystycznemu, co znalazło swój wyraz w nowym projekcie stworzonym przez architekta Giuseppe Piemariniego, tego samego, który zaprojektował mediolańską La Scalę.

Piermarini stworzył piękną i bardzo elegancką willę, składającą się z trzykondygnacyjnego korpusu głównego, gdzie znajdują się pomieszczenia reprezentacyjne, połączonego z dwoma niższymi korpusami, mieszczącymi pokoje gościnne i prywatne apartamenty właścicieli. Od centralnego budynku odchodzą również dwa portyki oraz boczne skrzydła, w których usytuowano pomieszczenia dla służby i gospodarcze. Całość ma kształt litery U, z obszernym żwirowanym podjazdem wokół wypielęgnowanego trawnika, upiększonego posągami oraz kwiatowym klombem. Wnętrze, które mimo upływu czasu zachowało swój pierwotny charakter, zdobią marmurowe mozaikowe posadzki, wysmakowane stiuki i malowidła naścienne. W XIX wieku, z braku męskich potomków, wygasł ród markizów d'Adda, a poprzez małżeństwo ostatniej dziedziczki willa przeszła w ręce rodu Borromeo. 

Posiadłość nadal pozostaje w rękach rodziny, jednak zgodnie z duchem czasu zarabia na siebie, ponieważ jest wynajmowana na wesela i ekskluzywne imprezy dla wyjątkowych gości. Willa, dzięki swojej eleganckiej sylwetce i stonowanym barwom, sprawia wrażenie dość kameralne, jednak wbrew pozorom jest budynkiem o znacznej kubaturze. Ogółem mieści sto czterdzieści dwa pomieszczenia o różnym przeznaczeniu, a jej powierzchnia liczy pięć tysięcy metrów kwadratowych. Jak wiadomo, piękna rezydencja musi posiadać równie piękny ogród – tak jest i w tym przypadku. Ma on charakter parku angielskiego, gdzie na  rozległych trawnikach w malowniczych grupach rosną stuletnie lipy i graby. Ponieważ leży na tyłach domostwa, nie widać go z ulicy, jednak jest naprawdę okazały, bo cały teren posiadłości zajmuje siedem hektarów. 

Postanowiłam zwiedzić również mniej reprezentacyjne zakątki miasta, by przyjrzeć się codziennemu życiu jego mieszkańców. Podczas spaceru po zaułkach i uliczkach trafiłam na mały placyk, gdzie królowało ogromne drzewo. Z tablicy informacyjnej dowiedziałam się, że jest to wysoka na 15 metrów, trzystuletnia morwa – pomnik przyrody, mówiący o czasach, kiedy hodowla jedwabników i produkcja jedwabiu były bardzo ważnymi gałęziami lombardzkiego przemysłu. Nieopodal, na placu Garibaldiego, mogłam obejrzeć ciekawą w formie Fontannę Delfina, która powstała w latach trzydziestych ubiegłego stulecia. W latach dziewięćdziesiątych poddano ją restrukturyzacji, a przy tej okazji, w miejsce pierwotnie umieszczonych amfor, dodano dwa posągi symbolizujące rzekę Adda i kanał Muzza – dwa cieki wodne płynące nieopodal miasta.

W ciągu budynków okalających plac znajduje się brama Ricetto – XVIII-wieczny portal, który zastąpił wcześniejszą, średniowieczną budowlę będącą przejściem z osady Cassano do zamku Viscontich. Zamek od strony miasta nie jest zbyt okazały, gdyż z przyległego placu widać jedynie jego długie skrzydło o trzech kondygnacjach i część kwadratowej wieży. Żeby przekonać się o jego prawdziwej wielkości i potędze, należy zejść z Piazza Castello schodami prowadzącymi nad kanał Muzza.

Poświęciłam chwilę na obejrzenie samego placu, gdzie znajduje się pomnik urodzonego w Cassano generała Giuseppe Perruchettiego, bohatera Risorgimento. Wsławił się tym, że był pomysłodawcą stworzenia Korpusu Alpejskiego, sławnych piechurów górskich, znanych jako Alpini, do którego werbowano mieszkańców północnych Włoch dla obrony granic państwa z Francją i Austrią.

Oprócz pomnika generała, w mieście zauważyłam kilka tablic pamiątkowych poświęconych zasłużonym ludziom lub zawierających odniesienia do ważnych zdarzeń historycznych. Co ciekawe, część z nich została ufundowana nie przez władze miasta, lecz przez Towarzystwo Robotnicze, co wiele mówi o świadomości obywatelskiej tej grupy mieszkańców i jej roli w życiu lokalnego społeczeństwa.

Zamek w Cassano, którego powstanie datuje się na XI wiek, jest jego najważniejszym zabytkiem. Ma za sobą burzliwą historię, co odzwierciedla również zróżnicowana  architektura poszczególnych części. Zwykle mówi się o nim jako o zamku Viscontich, gdyż to im zawdzięcza swe powstanie najstarsza część przylegająca do Piazza Castello. Natomiast powiększenie fortecy i nadanie jej obecnego kształtu jest zasługą Sforzów, którzy zastąpili Viscontich na mediolańskim tronie. Na ich zlecenie Bartolomeo Gadio umocnił i zabudował wysoką skarpę od strony kanału Muzza, co z niewielkiej budowli uczyniło potężną twierdzę.

Sam kanał zasługuje na oddzielną wzmiankę, gdyż jest jednym z najstarszych przedsięwzięć tego typu w Europie. Pierwotnie rzeka Muzza była odnogą Addy, raczej bagniskiem niż ciekiem wodnym. W latach 1220–1230, na zlecenie cesarza Fryderyka II, mieszkańcy niedalekiego Lodi przeprowadzili rekultywację okolicznych gruntów dzięki przekopaniu długiego i szerokiego kanału, połączonego z rzeką Adda poprzez pomniejsze poprzeczne kanały pomocnicze. Jest to zadziwiające i skomplikowane przedsięwzięcie hydrograficzne, które bardzo dobrze funkcjonuje do dziś.

Kanał Muzza zaczyna się nieopodal zamku, a z Piazza Castello na jego brzeg prowadzą schody, kończące się nieopodal malutkiej kapliczki zwanej Cappella del Revellino. Jest ona pamiątką zbrodni ludobójstwa, do jakiej doszło w 1703 roku, kiedy w zamkowych podziemiach francuska armia pozostawiła na śmierć głodową ponad trzy tysiące jeńców. Byli to żołnierze z Piemontu, walczący pod wodzą Eugeniusza Sabaudzkiego podczas wojny o sukcesję hiszpańską, jaką toczyły miedzy sobą Francja i Austria. Żołnierzy ogółem było 4500, jednak część z nich trafiła do sąsiednich zamków w Brivio i Trezzo. Był to straszny czas również dla ludności cywilnej, gdyż panował powszechny głód, a do tego wybuchła epidemia dżumy. Z tego co wiadomo nie ocalał żaden z żołnierzy – pozostawieni sami sobie bez żadnej pomocy z zewnątrz, wszyscy zmarli w więzieniu z powodu chorób i  wycieńczenia.

O ich tragicznym losie przypomina tablica pamiątkowa i kapliczka wzniesiona w 1705 roku u podnóża zamku, w miejscu, gdzie zostali pochowani. W kaplicy znajduje się ossuarium w postaci małej kryształowej trumny, w której umieszczono nieliczne odnalezione szczątki tych nieszczęśników. Co roku, w ostatnią niedzielę września, mieszkańcy miasta przybywają w to miejsce aby wziąć udział we wspólnej modlitwie podczas mszy odprawianej w intencji zmarłych jeńców. 

Jak już wspomniałam, Cassano i jego zamek miały istotne znaczenie dla obronności księstwa Mediolanu, zwłaszcza w czasach, kiedy na rzece Adda przebiegała granica oddzielająca je od terytorium Wenecji. Choć z biegiem czasu  Lombardia przeszła pod panowanie hiszpańskie a później austriackie, kolejni właściciele zamku nadal starali się utrzymać go w jak najlepszym stanie. W XVIII wieku, po utworzeniu na tych ziemiach markizatu, stał się własnością rodziny d’Adda, a następnie, podobnie jak inne dobra, przeszedł na własność hrabiów Borromeo. Obecnie nadal jest własnością prywatną — w czasie, kiedy odwiedziłam miasteczko, był niedostępny do zwiedzania, gdyż trwał w nim długoletni remont. Z tego, co wiem, większość prac dobiegła końca i zamek udostępniono zwiedzającym. Co prawda ma to miejsce jedynie w ograniczonym zakresie, ponieważ przede wszystkim jest on wynajmowany na różnego rodzaju uroczystości i imprezy, a poza tym pełni rolę hotelową. 

Aby popatrzeć na Cassano z innej perspektywy, przeszłam przez ładny most zbudowany z czerwonej cegły prowadzący na drugi brzeg kanału Muzza, skąd rozciąga się bardzo piękny widok na dachy miasteczka i tyły zamku. Z tej odległości można zobaczyć w całej okazałości jego masywną sylwetkę z potężnymi przyporami, co daje pojęcie o jego potencjale militarnym. Pod koniec XVIII wieku z powodu zmiany uzbrojenia i zasad strategii nie miał on już wielkiego znaczenia jako punkt oporu dla armii. Świadczy o tym historia bitwy, jaka rozegrała się w tym miejscu 27 kwietnia 1799 roku pomiędzy siłami francuskimi a antynapoleońską koalicją austriacko-rosyjską. Znacznie mniejsza armia  francuska stacjonowała na zachodnim brzegu Addy, broniąc dostępu do Mediolanu i Turynu, natomiast Rosjanie i Austriacy podjęli atak ze wschodniego brzegu, od strony Bergamo. Podczas bitwy główną rolę odegrał nie zamek, lecz mosty, których Francuzom nie udało się obronić, skutkiem czego musieli ulec przeważającej sile koalicjantów.

Lombardia jest znana z tego, że w przeciwieństwie do innych regionów Włoch, w XIX wieku doszło tu do wyzwolenia ogromnego potencjału w zakresie rozwoju gospodarczego, co poskutkowało budową wielu zakładów i fabryk. Przede wszystkim bardzo rozwinął się przemysł przędzalniczy oraz tkacki — produkowano tkaniny z importowanej bawełny, a także z konopi, wełny i jedwabiu pozyskiwanych lokalnie. W tym rozwoju znaczącą rolę odegrały lombardzkie rzeki o wartkim nurcie,  umożliwiające wykorzystanie koła wodnego do napędzania fabrycznych maszyn. Ponieważ jednocześnie wzrosło zapotrzebowanie na niedawno wynalezioną energię elektryczną, Tomasz Edison powołał w Mediolanie spółkę, która zajęła się budową elektrowni wodnych. W sumie, wzdłuż środkowego biegu Addy powstało pięć takich zakładów, będących pięknym przykładem ówczesnej architektury industrialnej.

Jedna z nich powstała w Cassano i to właśnie ta część dziejów miasta była powodem, dla którego postanowiłam je odwiedzić. Co prawda z perspektywy czasu muszę przyznać, że nawet bez elektrowni jest ono warte zobaczenia i w sumie jestem bardzo zadowolona, że tam pojechałam, bo miałam okazję dowiedzieć się wielu interesujących rzeczy na temat historii Lombardii. 

Aby dotrzeć do interesującego mnie miejsca, musiałam przejść na Wyspę Boromejską po moście przerzuconym obok zamku, ponad kanałem Muzza. Zbudowano go w współcześnie w miejscu, gdzie kiedyś była dawna przeprawa, zniszczona przez Austriaków po bitwie, o której pisałam powyżej. Most jest  dość brzydki, lecz pozwala zobaczyć zamek z innej perspektywy — jako ogromną, ciemną i przytłaczającą budowlę. 

Wracając do tematu elektrowni, dodam tylko, że (podążając z biegiem rzeki z północy na południe) pierwszą z nich jest „Guido Semenza”, którą znajdziemy w Calusco — miasteczku położonym na lewym brzegu Addy, należącym do prowincji Bergamo. Na terenie prawobrzeżnej Brianzy, nieopodal miejscowości Porto d’Adda, zbudowano najstarszą hydroelektrownię we Włoszech — „Angelo Bertini”. W niedalekim Cornate wznosi się trzecia z nich — „Carlo Esterle”, zwracająca uwagę eklektycznym stylem oraz przepięknymi dekoracjami, sprawiającymi, że przypomina raczej willę niż zakład przemysłowy. Nieco dalej na południe, właśnie w Cassano, możemy zobaczyć czwartą z kolei — „Pietro Rusca”. Natomiast w leżącej poniżej miejscowości Trezzo czeka na nas zupełnie niewiarygodny widok, jakim jest elektrownia „Alessandro Taccani”. Choć na pierwszy rzut oka jej fasada kojarzy się z wiedeńską secesją, znajdziemy tam również elementy architektoniczne pochodzące z Syrii, Indii i Mezopotamii. 

Nie wykluczone, że kogoś mogą zaintrygować ich nazwy, więc dodam jeszcze, że zgodnie z duchem epoki są to  imiona i nazwiska wybitnych inżynierów i menagerów, którym te zakłady zawdzięczają swe powstanie.

Elektrownia leży nieopodal zamku, lecz po drugiej stronie mostu. Jest usytuowana w poprzek kanału, pomiędzy jego dwoma brzegami. Miałam do pokonania niewielką odległość, więc niebawem mogłam ją zobaczyć w całej okazałości. Choć na pierwszy rzut oka nie jest tak wspaniała jak Taccani czy Esterle, zrobiła na mnie duże wrażenie swoją bardzo elegancką i symetryczną sylwetką. Jako że wzniesiono ją w latach dwudziestych ubiegłego wieku, jej architektura nosi cechy modernizmu, o czym świadczą profilowane gzymsy i rząd pilastrów oddzielających wysokie okna. Budynek wygląda bardzo malowniczo na tle zieleni drzew i pięknie odbija się w spokojnych wodach kanału. To, co mogłam zobaczyć, jest zaledwie niewielką częścią hydroelektrowni — niejako jej wizytówką. To co najważniejsze, turbiny i inne urządzenia oraz system spiętrzania wody, znajduje się we wnętrzu budynku i na jego tyłach. Jak wspomniałam wcześniej, wszystkie elektrownie nad Addą nadal działają i stanowią istotny element systemu energetycznego północnych Włoch. Oczywiście, na przestrzeni lat konieczne były remonty i modernizacje, jednak ich bardzo dobrze zachowana historyczna struktura sprawia, że należą do dóbr kultury o wielkim znaczeniu, jako ważne zabytki architektury przemysłowej. Z tego powodu od pewnego czasu, w wyznaczone dni, można je zwiedzać w niewielkich grupach pod opieką wyspecjalizowanych przewodników.

Dla zainteresowanych podaję dwa linki do filmów, jakie znalazłam na You Tube. Pierwszy pokazuje elektrownię Carlo Esterle a na drugim można zobaczyć bardzo malowniczy, budynek elektrowni Alessandro Taccani.

W sumie tę wycieczkę uważam za bardzo udaną, ponieważ dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o których nie miałam pojęcia, a poza tym zobaczyłam mnóstwo interesujących miejsc i pięknych widoków. Jedynym minusem była pogoda w kratkę, od czasu do czasu na niebie pokazywało się sporo chmur, był nawet moment, kiedy przez chwilę kropił deszcz. To wpłynęło na jakość zdjęć, jakie zrobiłam tego dnia, czego bardzo żałuję, bo aura popsuła mi niektóre ciekawe ujęcia.



Na koniec jeszcze trzy zdjęcia wystawy sklepu z ozdobnym rękodziełem, gdzie zauważyłam drewnianego żółwia ze złoconą skorupą. Na szczęście sklep był już zamknięty, więc ominął mnie dylemat co do ewentualnego zakupu...



26 komentarzy:

  1. Cudowna architektura, oh i ta willa. Nie ma porównania z amerykańskimi, ale moda na imprezowe wynajmowanie taka sama, nawet muzea.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, willa Borromeo jest nadzwyczajna, również w środku. W mapach google widziałam zdjęcia z różnych imprez, jakie zamieszczają osoby piszące opinie, jest to coś wspaniałego! Reprezentacyjne pomieszczenia wynajmowane na wesela i inne imprezy po prostu prześliczne i wspaniale utrzymane.

      Usuń
  2. Tak ciekawie opisujesz Lombardię, że czyta się jednym tchem. Twoje wpisy były inspiracją aby w tym roku spędzić urlop nad jeziorami Como i Maggiore, ale pogoda zweryfikowała nasze plany. W ostatniej chwili je zmieniliśmy i wylądowaliśmy na Sycylii. A dzisiaj kolejny wpis z Lombardii z miasteczka o którym mało kto słyszał a tu proszę ciekawe zabytki, zamki, fortece. Myślę, że wrócimy do poprzednich planów ale tego wszystkiego co prezentujesz nie sposób zobaczyć podczas jednego urlopu. Czytam więc i cieszę się, że pokazujesz miejsca nieoczywiste a równie ciekawe. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi że moje wpisy zachęciły Was do podróży nad jeziora, ale faktycznie wiosenna pogoda bywa zawodna i jak się źle trafi może padać przez cały pobyt. Sycylia raczej nie płata podobnych figlów, więc pewnie byliście zadowoleni z pobytu. Bardzo się cieszę, że wybraliście ten region bo pewnie zamieścisz nie jedną relację a ja zawsze marzyłam o Sycylii, więc będzie to dla mnie miód na serce. Natomiast co do tego posta to faktycznie Cassano nie jest celem zagranicznych turystów a mimo to ma dużo do zaoferowania. Jednak gdyby ktoś chciał zobaczyć wszystkie ciekawe i mniej znane miejsca, to pewnie nigdy nie wróciłby do domu. Również pozdrawiam i niecierpliwie czekam na relację z Sycylii!

      Usuń
  3. Niedawno doszłam do wniosku, że takie mniejsze miasteczka włoskie bardzo mi się podobają, o wiele bardziej niż te duże molochy, które oczywiście mają i bogatą historię i mnóstwo bogactwa do zaoferowania, nie mniej w tych mniejszych czuję się lepiej, spokojniej, one są bardziej klimatyczne. Jakim słowem to zastąpić? Nastrojowe, przyjazne? Takie, w których człowiek się dobrze czuje. Podoba mi się ta zabudowa w kolorach ochry, czerwieni, żółci, jak na Piazza Navona w Rzymie. A ludzi zapewne o wiele mniej. Jestem pod wrażeniem, iż obejrzałaś tak wiele w ciągu jednego dnia i tak dużo się o tym miejscu i jego mieszkańcach dowidziałaś.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu to prawda, że takie miasteczka mają wiele uroku, a przede wszystkim są bardzo spokojne i właśnie przyjazne. W Cassano nie było problemu ze zwiedzaniem, bo wszystkie zabytki leżą na niezbyt dużej przestrzeni starszej części miasta, które nie jest duże, bo mieszka tam niespełna dwa tysiące mieszkańców. W większości miejscowości przy zabytkowych budynkach jest tabliczka z opisem czasem dość ogólnym, ale najczęściej bardzo dokładnym. Poza tym ja bardzo lubię bawić się w poszukiwanie różnych ciekawostek i anegdot historycznych. Gdybym tam nie mieszkała przez tyle lat to pewnie nigdy bym tam nie dotarła, ale czymś musiałam się zająć, bo przecież nie mogłam ciągle jeździć do Mediolanu. W sumie nie ma co kryć, że to wszystko wyszło mi na dobre. Pozdrawiam wzajemnie!

      Usuń
  4. Bardzo lubię te informacyjne tabliczki. Lubię, jak są w galeriach sztuki, albo w kościołach, w których coraz częściej też się znajdują. Kościoły to często też galerie sztuki. Też lubię potem poszukiwać informacji na temat jakiegoś nazwiska, czy dzieła, choć moje nie są tak bogate jak twoje. Ostatnio w poszukiwaniu informacji na temat van den Blocków poszłam do biblioteki. Niestety są jedynie suche informacje na temat dzieł, tudzież daty, dość lakoniczne, ale i tak cieszę się, że coś znalazłam. Pani bibliotekarka znosiła mi jakieś encyklopedie, gedanopedie (dowiedziałam się, że jest coś takiego, jak kompendium wiedzy o Gdańsku:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba Włochom oddać sprawiedliwość, że ich internet jest pod tym względem bogatszy, jednak mimo to niejednokrotnie nie mogłam znaleźć żadnej informacji albo było to jedno krótkie zdanie. Gedanopedia brzmi ciekawie, jednak przekopywanie się przez takie kompendia w bibliotece jest dość trudne i wyczerpujące. Ale efekt jest, stworzyłaś ciekawy artykuł z dużą ilością szczegółów.

      Usuń
  5. Nigdy bym się nie dowiedziała o takim miejscu na ziemi, gdyby nie Twój wpis. Cudne wszystko 😍

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki bardzo, dla mnie to też była wielka niespodzianka i zaskoczenie.😘🌞

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie miałam pojęcia, że istnieje takie miasto jak Cassano d'Adda, które posiada długą i ciekawą historię. Elu bardzo dziękuję za jego bardzo piękną prezentację. Zainteresował mnie średniowieczny, majestatyczny i bardzo oryginalny zamek z jedną wieżą, a uwagę przykuła również elegancka Willa Borromeo, która z pewnością jest perełką tego miasta. Zachwyciła mnie monumentalna morwa, nie tylko dlatego, że lubię te owoce.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lusiu, to prawda, że w tym małym miasteczku nagromadziło się mnóstwo ciekawych miejsc. Wille, zabytkowa elektrownia, kanał przekopany 800 lat temu a do tego ogromny zamek, który naprawdę robi wrażenie. Szkoda, że w jego murach rozegrała się taka straszna tragedia, jak by nie było zamorzono głodem ponad trzy tysiące ludzi. Ale niestety, większość zamków ma jakieś strasznie przypadki w swej historii, taka jest prawda. Co do morwy to aż dziwne, że przetrwała w środku miasta i nawet ma się dobrze. Jej owoce faktycznie są pyszne, też je lubię. Życzę miłego weekendu 😘🌞🌹

      Usuń
  8. Twoje wpisy to prawdziwa uczta dla miłośników historii i architektury – i ten nie jest wyjątkiem! Cassano d’Adda dzięki Tobie nabiera zupełnie nowego wymiaru: nie tylko jako urokliwe miasteczko w zielonym sercu Lombardii, ale jako miejsce o głęboko zakorzenionej tożsamości, której nie sposób dostrzec podczas pobieżnej wizyty. Fascynujące jest to, jak potrafisz połączyć opowieść o zabytkach z ludzkimi losami – jak choćby historia sióstr Brambilla czy dramatyczne wydarzenia związane z Cappella del Revellino. Twoje opisy nie tylko przybliżają architekturę, ale też pozwalają wczuć się w ducha miejsca. Aż chce się spakować plecak i ruszyć śladem Twojej wycieczki! Dziękuję za tę podróż przez czas i przestrzeń – pełną detali, emocji i refleksji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za ten miły i wnikliwy komentarz! Myślę, że każda opowieść o odwiedzonej miejscowości zaczyna żyć, kiedy dowiadujemy się czegoś również o jej mieszkańcach. Bez nich są to tylko martwe mury, a naprawdę to ludzie tworzą ich historię. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  9. Cudowna architektura w niezwykłym miejscu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w stu procentach, to niezwykłe choć małe miasteczko.

      Usuń
  10. Witaj Elu. To niesamowite, że są w Sieci takie miejsca jak Twój blog, miejsca, w których tak wiele można się dowiedzieć! Naprawdę, nieustannie jestem pod wrażeniem Twojej wiedzy, opisów i piękna zdjęć. Pozdrawiam najserdeczniej, posyłam moc uścisków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joasiu, to bardzo miłe, że zajrzałaś do mnie mimo urwania głowy, jakie masz w tej chwili, że nie wspomnę o tak sympatycznym komentarzu! Nawzajem przesyłam pozdrowienia i uściski, życzę powodzenia na ostatniej prostej przed wakacjami.👍🙂😘

      Usuń
  11. Cześc Elu :) no powiem Ci – wielki powrót w pięknym stylu! 👏

    Jak zwykle: konkretnie, z ogromną wiedzą, ale i z tym Twoim lekkim, „reporterskim” zacięciem, które aż chce się czytać do samego końca. Czuć, że Cassano Cię szczerze zaintrygowało – no i nic dziwnego, bo przy Twoim opisie ma się ochotę rzucić wszystko i pojechać szukać tej barokowej balustrady albo morwy-pomnika przyrody 😄

    Szczególnie podobał mi się fragment o „miejskich pałacach” – niby zwykłe fasady, a za nimi zupełnie inny świat. No i ten temat sióstr Brambilla – aż szkoda, że nie udało się rozwikłać tej zagadki! Ale właśnie takie niedopowiedzenia dodają smaku i rozpalają wyobraźnię.

    Dzięki za ten post – bardzo inspirujący i jak zawsze napisany z ogromnym wyczuciem i pasją. Czekam na kolejne wyprawy nad Addę i nie tylko! 🚶‍♀️🌿📜

    Pozdrawiam ciepło Ania ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anusiu dzięki za odwiedziny i tak miły komentarz! W Cassano jest dużo uroczych miejsc i chyba dobrze tam się żyje. Co prawda wiele osób dojeżdża do pracy w innych miejscowościach, ale w Lombardii to norma. Z siostrami Brambilla jeszcze nie skończyłam, może z czasem uda mi się rozwikłać zagadkę. Jeszcze raz zabiorę Was nad Addę bo w porę przypomniała mi się jeszcze jedna wycieczka, mam nadzieję, że będzie równie ciekawie choć zupełnie inaczej. Przesyłamy uściski (ja i kotki)😘👍🌞🌷😺😺😺

      Usuń
    2. Cassano naprawdę mnie zaciekawiło – czuć w Twoich relacjach taki lokalny klimat i ciepło, że człowiek od razu ma ochotę spakować plecak i ruszyć śladem Twoich spacerów. A siostry Brambilla... no nie ukrywam, trzymam kciuki za dalszy rozwój tej tajemniczej historii! 😄

      Czekam z niecierpliwością na kolejną wyprawę nad Addę – każda Twoja opowieść to taki mały reset dla głowy 💛 Uściski dla Ciebie i mizianeczki dla kotków! 😺😘 pozdrawiam z pieknej Norwegii :)

      Usuń
    3. Teraz chyba będzie mały przerywnik od Włoch bo chcę napisać coś nie coś o Polsce i moich ostatnich wypadach. Ale później znowu wrócimy nad Addę, do również niewielkiego, ale nadzwyczaj ciekawego miasteczka. Przesyłam buziaki i kocie przytulaski! 🌞❤️

      Usuń
  12. Rzeczywiście, nieduże, ale atrakcji różnych co niemiara. Miasteczko ma fajny klimat, taki typowo włoski. Podobają mi się jego budowle, zachwyciło mnie stare drzewo morwowe - świadek jego historii. Piękne są też pokazane elektrownie. Super, że tam dotarłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Ulu, zastanawiałam się jak to drzewo przetrwało tyle lat w środku miasta i czy jeszcze rodzi owoce, bo jakoś mi nie przyszło do głowy zapytać, kiedy tam byłam. Elektrownie są faktycznie ciekawe pod względem architektury, zresztą taka była moda, zakłady i fabryki budowano na kształt zamków albo willi. U nas w Polsce też nie brakuje podobnych przykładów, słyszałam że Żyrardów jest takim bardzo ładnym przykładem architektury industrialnej. Przesyłam uściski!

      Usuń
  13. Lovely architecture and beautiful photos. Thank you so much for sharing your journey 😊 Warm greetings from Montreal ❤️ Canada 🇨🇦

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thank you for visiting, I'm glad you liked the post. Warmest regards from Masuria! 🙂🌞😺

      Usuń

Dziękuję za komentarz, będzie on widoczny po zatwierdzeniu.