W moich ostatnich postach pisałam o Świętych Górach na terenie Lombardii i Piemontu. Pierwszą relację z Sacro Monte di Varallo można znaleźć pod linkiem Sacro Monte w Varallo Sesia) a następną poświęciłam Sacro Monte di Varese (link do posta jest tu Varese. Campo dei Fiori i Santa Maria del Monte).Inną Świętą górą, o której chcę napisać w następnej kolejności, jest Ossuccio leżące nad jeziorem Como. Jednak postanowiłam, że zanim to zrobię napiszę przedtem o najważniejszej miejscowości tego regionu, czyli o Como — mieście. Śmiało można powiedzieć, że jest ono jedną z największych atrakcji w północnych Włoszech, choć właściwie trudno tworzyć w tym zakresie jakieś rankingi, gdyż ten kraj cieszy się tak ogromną ilością miejsc wartych, aby je zobaczyć, że chyba nie starczyłoby na to całego życia.
Mimo licznej rzeszy turystów miasto emanuje spokojem, nie ma tu tłumów ludzi na ulicach i rozgardiaszu, jaki spotyka się w Mediolanie. Como od stuleci ma ustaloną turystyczną markę i w związku z tym jest tu wiele hoteli, również bardzo ekskluzywnych. W samym centrum miasta znajduje się przystań dla statków, można też wynająć rower wodny lub motorówkę.
Jednak podobnie jak w Wenecji, to co jest największą atrakcją, bywa też dużym utrapieniem... Nierzadko wody jeziora podnoszą się na tyle, że zalewają ulicę wzdłuż bulwaru i sąsiadujący z przystanią centralny Plac Cavour. Pewnego lata miałam okazję widzieć miasto podczas takiego zalania; stało się to po wyjątkowo mokrej wiośnie, kiedy przez kilka tygodni deszcz padał prawie codziennie. W Como ludzie przemieszczali się po pomostach z desek a wejścia do okolicznych domów zabezpieczono workami z piaskiem.
Stali mieszkańcy biadali, turyści mieli dodatkową atrakcję a najwięcej zyskały kaczki i łabędzie, które szybko próbowały zasiedlić nowe tereny. Nie było to pierwsze zdarzenie tego typu, więc Zarząd Miasta podjął decyzję o rozpoczęciu budowy „Piccolo MOSE”, tamy na wzór tej, którą zaprojektowano dla Wenecji. Kiedy widziałam Como po raz ostatni ( w 2011 roku) oddano do użytku część poszerzonego nabrzeża a w pozostałej, zasłoniętej płotem z desek, nadal toczyły się prace.
W płocie umieszczono małe okienka, przez które można było zobaczyć, jak postępuje budowa. Po jej zakończeniu bulwar w centralnej części miasta zostanie poszerzony i nieco podniesiony co również ułatwi walkę z żywiołem (w Biurze Informacji Turystycznej udostępniono wirtualny projekt całości).
Mimo oczywistych korzyści i tzw. siły wyższej, stojącej za tymi zmianami, było mi szkoda dawnego bulwaru z jego staroświeckim wdziękiem. Na szczęście, po rozbudowie podobno mają wrócić na swoje miejsce urocze, metalowe balustrady w stylu „Liberty” z motywem koła sterowego. Wzdłuż bulwaru, szczególnie po zachodniej stronie jeziora, znajduje się wiele pięknych, historycznych willi. Część z nich jest nadal własnością prywatną a w innych mieszczą się biura i urzędy Zarządu Miasta oraz Prowincji. Bulwar kończy się w parku przylegającym do Villi Olmo. Willa jest bardzo okazała, jej fronton ozdobiony wspaniałą kolumnadą zamyka panoramę lewej strony miasta. Obecnie jest ona miejscem reprezentacyjnych spotkań, zdarzeń kulturalnych oraz wystaw.
Patrząc z otaczającego ją parku, po drugiej stronie zatoki, wśród parasolowatych pinii widzimy niewielką lecz bardzo elegancką białą sylwetkę klasycystycznej Villi Geno a przed nią fontannę tryskającą z wód jeziora. (Jeśli mam być szczera, kiedy funkcjonuje wygląda naprawdę pięknie, jednak wyłączona, zwłaszcza przy niskim stanie wody w jeziorze, robi wrażenie dość koszmarne, gdyż przypomina wielką beczkę pokrytą warstwą smoły). Za nimi rozciąga się wzgórze na którym leży miejscowość Brunate. Można tam wjechać samochodem lecz są też inne sposoby, ambitny — pieszo, korzystając z oznaczonego szlaku lub najbardziej ekscytujący — kolejką szynowo linową, działającą na zasadzie przeciwwagi (wagonik zjeżdżający w dół wciąga ten, który jedzie w górę). Kolejka powstała ponad sto lat temu lecz nadal funkcjonuje bez zarzutu a dystans ok. 1 km pokonuje w ciągu niespełna siedmiu minut.
Wzgórze po którym kolejka przemieszcza się od strony miasta ma bardzo stromy stok, więc podczas jazdy niejednej osobie trochę cierpnie skóra na myśl o ewentualnej awarii... Jednak gdy się podziwia widok jaki nam oferuje, jedyne co może przyjść do głowy to wszystkim znane przysłowie o Neapolu, po zobaczeniu którego można spokojnie umrzeć... W miarę jak kolejka wjeżdża na górę, nasz wzrok ogarnia coraz większą przestrzeń, miasto w dole i panoramę jeziora z pobielonymi śniegiem masywami alpejskich trzy — i czterotysięczników na horyzoncie (oczywiście, jeśli mamy szczęście i powietrze jest dostatecznie przejrzyste). Tuż obok stacyjki w Brunate znajdują się dwa piękne, duże budynki. Kiedyś były to dobrze prosperujące hotele, obecnie jeden z nich przerobiono na apartamentowiec, zaś drugi, w którym niegdyś mieściło się również kasyno, jest zamknięty i niestety idzie w ruinę. Brunate jest nazywane balkonem Alp i rzeczywiście oferuje widok nie tylko na Alpy, ale również na lombardzką równinę oraz jej nieco wyżej położoną część zwaną Brianza z jeziorami Montorfano, Puisiano i Alserio.
Podobno w bardzo pogodny dzień przez lunetę można stąd zobaczyć Mediolan a nawet Madonninę na dachu Dumo. Jednak jest to informacja, której nie mogę potwierdzić i jak sądzę, jest to dość trudne do realizacji, gdyż zwykle nad Mediolanem unosi się chmura smogu lub foschia a ponieważ leży on na południe od Como, dodatkowo oślepia nas rozproszone światło słoneczne. Brunate ma jeszcze inną atrakcję, jest to Faro Voltiano, wieża w kształcie latarni morskiej, wzniesiona dla upamiętnienia Aleksandra Volty. Ten wielki fizyk, powszechnie znany uczony i wynalazca, urodził się właśnie w Como w miejscowej rodzinie należącej do lombardzkiej arystokracji. Z powodu wątłego zdrowia pierwsze lata życia spędził w Brunate u swojej mamki (nota bene, początkowo uważano go za upośledzonego umysłowo, gdyż podobno nie mówił aż do piątego roku życia). Na kościele parafialnym w Brunate jest tablica upamiętniająca ten fakt, zaś w sąsiedniej uliczce znajduje się mały, bardzo skromny domek w którym mieszkał mały Aleksander wraz ze swoją karmicielką i jej rodziną.
Podobno to właśnie mąż owej kobiety, który był rzemieślnikiem wytwarzającym barometry, zaszczepił mu ciekawość do fizyki. W najwyższym punkcie wzgórza, ok. 2 km od stacji kolejki znajduje się wieża widokowa, nazwana na cześć wielkiego uczonego jego imieniem. Od wiosny do jesieni jest ona otwarta dla zwiedzających a z jej szczytu widać z jednej strony miasto Como, dużą część jeziora i wioski nieopodal włosko -szwajcarskiej granicy, zaś z drugiej góry San Primo, Palanzone i Boletto w obszarze zwanym Triangolo Lariano, gdzie znajduje się bardzo uczęszczany szlak turystyczny i kilka schronisk. Pokonując tę trasę na piechotę lub rowerem górskim można dotrzeć do Bellagio, miejscowości również cieszącej się wielką renomą. Samo Faro ma kształt ośmiobocznej latarni morskiej, która w sezonie turystycznym od zmierzchu do świtu emituje pulsującą wiązkę światła w kolorach włoskiej flagi.
Są to eksponaty zarówno oryginalne jak i zrekonstruowane, gdyż kilkadziesiąt lat temu podczas wystawy światowej część z nich uległa zniszczeniu podczas pożaru pawilonu wystawowego (przyczyną pożaru było podobno zwarcie instalacji elektrycznej). Ciekawostkę stanowi fakt, iż w muzeum nie ma sztucznego oświetlenia i w związku z tym, jest ono zamykane przed zapadnięciem zmroku. Aleksander Volta został pochowany w mauzoleum w rodzinnej posiadłości nieopodal Como w niewielkiej miejscowości Camnago - Volta.
Podczas moich wędrówek jeszcze niejednokrotnie natrafiłam na miejsca związane z Voltą. Również w Bellagio a także w bardziej na północ położonej miejscowości Gravedona, znalazłam tablice upamiętniające jego pobyt w zaprzyjaźnionych, arystokratycznych domach.
Inni wybitni ludzie związani z Como to dwaj Pliniusze — Starszy i Młodszy, doskonale znani miłośnikom historii starożytnej. Obydwaj urodzili się w rzymskiej osadzie Comum Novum (dzisiejsze Como), stąd też wiele miejsc, które tradycja wiąże z ich osobami nosi w swej nazwie przymiotnik „Plinio” lub „Pliniana”.
Niegdyś okoliczna ludność nieźle żyła z hodowli jedwabników a samo Como przez długi czas było prężnym ośrodkiem jedwabnictwa; dziś miłośnicy ciekawostek związanych z włókiennictwem mogą obejrzeć w Como Muzeum Jedwabiu a w nim zapoznać się z procesem jego produkcji na przestrzeni dziejów oraz obejrzeć starsze i nowsze maszyny służące do tego celu. Również obecnie ta gałąź przemysłu jest tu kultywowana (choć na mniejszą skalę) a w sklepach można kupić piękny włoski jedwab; natomiast osoby lubiące polować na okazje zachęcam do pobuszowania na rynkowych straganach, gdzie można znaleźć tzw. resztki czyli mniejsze i większe kupony tkanin jedwabnych i nie tylko.



