Menaggio jest jedną z większych miejscowości na lewym brzegu jeziora Como. Centralny punkt miasta to śliczny placyk o nieregularnym kształcie, otwarty na jezioro. Jego przedłużeniem jest bulwar, jeden z najładniejszych, jakie widziałam w tej okolicy. Są tu piękne fontanny, zadbane drzewa oraz mnóstwo kwiatów a od jeziora oddziela go elegancka, misterna balustrada z kutego żelaza. Spacerując po bulwarze, można do woli cieszyć oczy widokiem przepięknego pejzażu, gdyż Menaggio leży mniej więcej w połowie długości jeziora, w miejscu, gdzie akwen dzieli się trzy rozgałęzienia.
Patrząc przed siebie, na wprost widzimy cypel półwyspu Bellagio a nieco dalej, po drugiej stronie jeziora, pełne wdzięku miasteczko Varenna i stoki gór należące do pasma Valsassina, wznoszące się na wysokość ponad 2ooo m n.p.m. Zawsze ze szczególną przyjemnością zwracałam oczy w kierunku szczytu Monte Legnone, gdyż fascynował mnie jego trochę dziwaczny kształt z wyraźnymi krawędziami, niczym lekko przekrzywiony, zdeformowany ostrosłup.
Monte Legnone to wysoka góra, więc czasem się zdarza, że nawet w lecie jest przyprószona śniegiem, a wtedy przy ładnej pogodzie wspaniale się odcina na tle błękitnego nieba.
Jednak powietrze nad jeziorem niejednokrotnie jest nieco ciężkie, więc lekki opar wilgoci spowija je wraz z górami swoim delikatnym welonem, co sprawia, że okoliczne szczyty wyglądają niczym gromada duchów, gdyż ich sylwetki są ledwie widoczne. Taka pogoda jest nieco przytłaczająca i odbiera energię, lecz jeśli chodzi o wrażenia estetyczne, zapewnia ich nie mniej niż słoneczna aura i doskonała widoczność. Czasami (choć bardzo rzadko) zdarza się, że nawet przez cały dzień nad jeziorem pozostaje nie lekki i prześwitujący opar, lecz prawdziwy, gęsty tuman mgły, a wtedy widoczność jest ograniczona do minimum i nie ma mowy o podziwianiu panoramy jeziora.
Od wiosny do jesieni w Menaggio jest zawsze wielu turystów i podobnie jak we wszystkich miejscowościach w tej okolicy, na ulicach często słyszy się język angielski lub niemiecki. Przybysze mają do dyspozycji stare, luksusowe hotele, lecz nie brakuje też mniejszych hotelików, pensjonatów, pokoi do wynajęcia i campingów. Miasto z jednej strony przylega do jeziora, natomiast z drugiej wspina się na niewielkie wzniesienie, gdzie do dziś znajdują się pozostałości średniowiecznej zabudowy. Z jego dolnej części w górę prowadzi uliczka mająca kształt schodów o płaskich stopniach, których jest około setki. To bardzo malownicze miejsce i można tam zobaczyć wiele pięknych, starych domów. W jednym z nich o murach pokrytych kaskadami winobluszczu urodził się błogosławiony Gabriel Malagrida, jezuita i misjonarz. Bardzo polubiłam Menaggio i jego zakątki, gdyż jest tam wiele miejsc, które zapadły mi w pamięć i serce. Jedno z nich, to niewielki, neogotycki kościółek pod wezwaniem świętej Marty, zapewne po części dlatego, że to patronka mojej córki, lecz również ze względu na jego śliczną białą fasadę, ozdobioną subtelnymi detalami i ornamentami wykonanymi z terakoty. Jego fronton zdobi piękna rozeta i portal z freskiem przedstawiającym Madonnę z Dzieciątkiem.
Całość jest tak wysmakowana i ma tak doskonałe proporcje, że nie sposób przejść obojętnie bez zwrócenia uwagi na tę niewielką świątynię. W Menaggio byłam wielokrotnie, ponieważ był to jeden z moich punktów wypadowych w okoliczne góry. Także tu przesiadałam się na autobus, kiedy chciałam pojechać do niedalekiego Lugano, przygranicznego miasta w szwajcarskim kantonie Ticino lub do Valsoldy, mojego ukochanego zakątka nad jeziorem Lugano. Jak już pisałam, część miasta leży nieco wyżej, na przełęczy pomiędzy dwiema górami. Po prawej stronie znajduje się Monte Grona, ze swoim skalistym, poszarpanym szczytem, po lewej zaś Monte Nava, której stoki oddzielają Menaggio od pobliskiego Griante. Kiedyś późnym popołudniem, podczas gdy płynęłam promem z Bellagio do Menaggio, na stoku Monte Nava wysoko ponad miastem pośród drzew zobaczyłam coś, co swoim kształtem przypominało niewielką kaplicę z sygnaturką na dachu. W pierwszej chwili sądziłam, że to złudzenie wywołane przez oślepiające słońce chowające się właśnie za okolicznymi wzniesieniami, jednak zaintrygował mnie ten widok, więc zaczęłam przepytywać mieszkańców i wertować mapy. W ten sposób dowiedziałam się, że to Crocetta, jeden z punktów widokowych, które w języku włoskim nazywa się belvedere, czyli po prostu piękny widok.
Aby tam dotrzeć, najlepiej część drogi pokonać autobusem i wysiąść na przystanku w przylegającej do Menaggio miejscowości Croce. Dalej wiedzie wijąca się asfaltowa serpentyna, biegnąca pośród uroczych domków i tarasowych ogrodów. Wraz z ostatnimi zabudowaniami kończy się asfalt, a dalej prowadzi jedynie ścieżka biegnąca w górę pośród kasztanowego lasu. Po jej prawej stronie widać długie, doskonale zachowane okopy i podziemne przejścia oraz betonowe schrony i stanowiska strzelnicze. Niegdyś należały one do Linii Cadorna, sieci umocnień zbudowanych w przededniu Wielkiej Wojny dla obrony północnej części kraju. Na skraju niemal pionowej skalnej ściany stoi okazały, również betonowy krzyż, od którego pochodzi nazwa tego miejsca. Nieopodal jest nieduża polana, gdzie na pomoście ponad okopami wzniesiono kaplicę, poświęconą pamięci żołnierzy poległych na wszystkich frontach świata. Ta kaplica, jak wiele innych obiektów tego rodzaju, powstała z inicjatywy Klubu Alpejskiego i jest otoczona opieką jego członków. Dość długo chodziłam wokoło, podziwiając urodę tego miejsca oraz inwencję architekta. Niezwykły jest nie tylko pomysł postawienia kaplicy ponad okopem, dzięki czemu można pod nią przejść na drugą stronę, na sam skraj urwiska. Ciekawe jest też to, że dłuższe ściany budynku są otwarte na przestrzał, a w otworach umieszczono ażurowe kraty, więc stojąc za nim w powstałym prześwicie widzimy nie tylko wnętrze, ale również jezioro i otaczające je góry.
Crocetta znajduje się na wysokości ok. 400 m ponad poziomem jeziora, co sprawia, że można stąd ogarnąć wzrokiem jego całą północną część — przy dobrej pogodzie widać również szczyty Valchiavenny, a nawet odległą Berninę. Jezioro Como oglądane z tej dość znacznej wysokości, niczym lustro odbija błękit nieba i nabiera niesamowitego koloru głębokiego szafiru.
Jak zwykle podczas moich wędrówek z pasją oddałam się fotografowaniu, jednak żadne zdjęcie nie jest w stanie przekazać istoty piękna tego pejzażu, jego głębi, blasku, zapachu kasztanowych lasów i ogromu przestrzeni, jaka się przed nami otwiera...
Nieopodal Crocetty jest też inny kościółek związany z tradycją alpejską — Madonna di Paullo. Został zbudowany przez miejscową ludność ku czci Madonny, do której modlili się żołnierze pochodzący z tej okolicy, kiedy zamknięci w obozach jenieckich, prosili Boga o szczęśliwy powrót do domu.
Podczas moich wędrówek po górach niejednokrotnie na dość znacznej wysokości napotykałam kościółki i kapliczki, wzniesione z dala od ludzkich siedzib. Mimo tego oddalenia zazwyczaj są one bardzo zadbane i nadal stanowią miejsce obrządku religijnego. Dzieje się tak podczas większych świąt kościelnych a szczególnie w dniu święta patrona danej miejscowości (w Menaggio jest to święty Stefan). Wierni udają się wówczas na zbiorową pielgrzymkę do tych odległych świątyń, aby wspólnie uczestniczyć w uroczystej mszy. Święta patronackie we Włoszech oprócz charakteru religijnego, mają też ścisły związek z lokalną kulturą. Z reguły jest to kilkudniowy festyn z różnymi atrakcjami — przy tej okazji można wysłuchać koncertu muzyki tradycyjnej, obejrzeć sztukę wystawioną przez amatorskie koło teatralne, pokaz ginących rzemiosł lub prezentację prac miejscowych twórców, można też pobuszować na jarmarku wśród straganów z lokalnymi produktami, czy na targu staroci.
Więcej zdjęć można zobaczyć w albumie
ostatnio chodzi za mną wypad właśnie nad jezioro Garda i Como i tamtejsze miejscowości. A Twój post jeszcze bardziej zachęca.
OdpowiedzUsuńMyślę że nie pożałujesz, jeśli wprowadzisz ten zamiar w czyn. Nie można też zapominać o Lago Maggiore,które również jest wspaniałe. Zresztą kazde z nich jest inne i co innego oferuje. Osobiście jeśli mogę coś doradzić to żebyś na termin wyjazdu wybrała raczej wiosnę a nie pełnię lata kiedy nad jeziorami jest gorąco a często też bardzo wilgotno co dla nas jest tochę trudne do wytrzymania. Jeśli będziesz potrzebowała czegoś więcej w tej sprawie pisz na adres e-mail. Pozdrawiam!
UsuńOooo bardzo podoba mi się połączenie świąt z festynem. Gdzieś ostatnio czytałam o jeziorze Como i wbiło mi się w pamięć. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTakie święto to dobry sposób na integrację miejscowej społeczności. A jezioro Como jest naprawdę niezwykłej urody. Również pozdrawiam!
UsuńPunkty widokowe pozostawiają niezatarte wrażenia. "Twój" ponadto był piękny sam w sobie, poza widokiem w przestrzeń... BBM
OdpowiedzUsuńPrawda, to przepiękne miejsce a widok był po prostu niesamowity.
UsuńPiękne zdjęcia, niesamowita przyroda jeziora i architektura miasta.
OdpowiedzUsuńWróciły wspomnienia z mojego pobytu nad tym jeziorem. Co prawda byłem po jego drugiej stronie, ale któregoś dnia zdobiliśmy wycieczkę wokół jeziora i wspaniałe to było przeżycie. To już prawie 15 lat minęło od mojego tam pobytu, Chciałbym tam jeszcze kiedyś wrócić.
Pozdrawiam.
Od mojego pierwszego rejsu też minęło chyba ze dwanaście lat ale nigdy nie zapomnę tego wrażenia. Co prawda bywałam tam później wielokrotnie i ciągle odkrywałam coś nowego jednak ta pierwsza podróż była niezapomniana. Mam nadzieję że kiedyś jeszcze tam wrócę czego i Tobie życzę. Pozdrawiam wzajemnie!
UsuńWcale się nie dziwię, że tak upodobałaś sobie tę okolicę. Pięknie. Usiadałabym sobie pod drzewkiem obok krzyża z książką w ręku i patrzyła i czytała i kontemplowała. Albo przy którejś z fontann. Wydaje się tak spokojnie i niespiesznie.
OdpowiedzUsuńMasz rację, ja też mimo iż zwykle adrenalina nie daje mi usiedzieć spokojnie, kiedy tam byłam niejednokrotnie miałam ochotę siedzieć i patrzeć...
Usuńjak dobrze, że mogę sobie pochodzić uliczkami i pogrzać w ciepełku włoskiego słońca dzięki Tobie ;), a festyny w południowych krajach są organizowane ze sporym rozmachem :)
OdpowiedzUsuńCieszę się że mogę się tym podzielić...Racja co do festynów, a poza tym nie dziwię się bo to świetna sposobność do wspólnego świętowania i zabawy. Ludzie wkładają w to wiele zapału, przygotowania trwają nieraz cały rok, więc jest wiele okazji do zintegrowania lokalnej społeczności i to jest bardzo fajne.
UsuńUhlalala! Cudowności!
OdpowiedzUsuńŚwietnie opisane! Świetnie zilustrowane! Pisane z pasją. :)
Dzięki i pozdrawiam! A miejsce cudne, nie da się ukryć.
Usuń