Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

niedziela, 6 stycznia 2013

Lombardia. Menaggio i jego okolice.

Menaggio jest jedną z większych miejscowości na lewym brzegu jeziora Como. Centralny punkt miasta to śliczny placyk  o nieregularnym kształcie, otwarty na jezioro. Jego przedłużeniem jest bulwar, jeden z najładniejszych,  jakie widziałam w tej okolicy. Są tu  piękne fontanny, zadbane drzewa oraz mnóstwo kwiatów a od jeziora oddziela go misterna balustrada z kutego żelaza. Spacerując po bulwarze można do woli cieszyć oczy widokiem  przepięknego pejzażu, gdyż  Menaggio leży mniej więcej w połowie długości jeziora, w miejscu gdzie stykają się jego trzy rozgałęzienia. Patrząc przed siebie, na wprost widzimy cypel półwyspu Bellagio, a nieco dalej, po drugiej stronie jeziora, pełne wdzięku miasteczko Varenna i stoki gór należące do pasma Valsassina, wznoszące się na wysokość ponad 2ooo m. Zawsze ze szczególną przyjemnością zwracałam oczy w kierunku szczytu Monte Legnone, gdyż fascynował mnie jego trochę dziwaczny kształt z wyraźnymi krawędziami, niczym lekko przekrzywiony, zdeformowany ostrosłup. Jest to wysoka góra, więc czasem się zdarza,  że  nawet w lecie  jest przyprószona śniegiem, a przy ładnej pogodzie wspaniale się uwidacznia na tle błękitnego nieba. 

Jednak najczęściej powietrze w tej okolicy jest nieco ciężkie i wilgotne, co sprawia, że lekki opar spowija jezioro i góry swoim delikatnym welonem a okoliczne szczyty wyglądają  niczym gromada duchów. Taka pogoda jest nieco przytłaczająca i odbiera energię, lecz jeśli chodzi o wrażenia estetyczne zapewnia ich nie mniej niż słoneczna aura i doskonała widoczność; czasami (choć rzadko) zdarza się, że przez cały dzień nad jeziorem pozostaje gęsty tuman mgły a wtedy widoczność jest ograniczona do minimum i nie ma mowy o podziwianiu panoramy jeziora. Od wiosny do jesieni w Menaggio jest zawsze wielu turystów i podobnie jak we wszystkich miejscowościach w tej okolicy na ulicach często słyszy się język angielski lub niemiecki. Przybysze mają do dyspozycji stare, luksusowe hotele, lecz nie brakuje też mniejszych hotelików, pensjonatów, pokoi do wynajęcia i campingów. Miasto z jednej strony przylega do jeziora, zaś z drugiej wspina się na niewielkie wzniesienie, gdzie do dziś znajdują się pozostałości średniowiecznej zabudowy. Z jego dolnej części prowadzi w górę uliczka mająca kształt schodów o płaskich stopniach, których jest ich około setki. To bardzo malownicze miejsce i można tam zobaczyć wiele pięknych, starych domów. W jednym z nich, o murach pokrytych kaskadami winobluszczu, urodził się błogosławiony Gabriel Malagrida, jezuita i misjonarz.

Bardzo polubiłam Menaggio i jego zakątki, gdyż jest tam wiele miejsc, które zapadły mi w pamięć i serce. Jedno z nich, to niewielki neogotycki kościMenaggioółek pod wezwaniem świętej Marty, zapewne po części dlatego, że to patronka mojej córki, lecz również ze względu na jego śliczną fasadę, białą, z subtelnymi detalami i ornamentami wykonanymi z terakoty. Jego fronton zdobi piękna rozeta i portal z freskiem przedstawiającym Madonnę z Dzieciątkiem. Całość jest tak wysmakowana i ma tak doskonałe proporcje, że nie sposób przejść obojętnie bez zwrócenia uwagi na tę niewielką świątynię.
W Menaggio byłam wielokrotnie, ponieważ był to jeden z moich punktów wypadowych  w okoliczne góry i do niedalekiego  Lugano, przygranicznego miasta w szwajcarskim kantonie Ticino, a przede wszystkim, do mojego ukochanego zakątka,  Valsoldy nad jeziorem Lugano.
Jak już pisałam, część miasta leży nieco wyżej, na przełęczy pomiędzy dwiema górami. Po prawej stronie znajduje się Monte Grona, ze swoim skalistym poszarpanym szczytem, po lewej zaś Monte Nava, której stoki oddzielają Menaggio od pobliskiego Griante. Kiedyś, późnym popołudniem, podczas gdy płynęłam promem z Bellagio do Menaggio, na stoku Monte Nava zobaczyłam pośród drzew, wysoko ponad miastem coś, co swoim kształtem przypominało kościół. W pierwszej chwili sądziłam, że to złudzenie wywołane przez oślepiające słońce chowające się właśnie za okolicznymi wzniesieniami, jednak zaintrygował mnie ten widok, więc zaczęłam przepytywać  mieszkańców i wertować mapy. W ten sposób dowiedziałam się, że to Crocetta, jeden z punktów widokowCroceych, które w języku włoskim nazywa się  "belvedere" czyli po prostu "piękny widok". Aby tam dotrzeć najlepiej część drogi pokonać autobusem i wysiąść na przystanku w przylegającej do Menaggio miejscowości Croce.
Dalej wiedzie wijąca się asfaltowa serpentyna, biegnąca pośród uroczych domków i tarasowych ogrodów. Wraz z ostatnimi zabudowaniami kończy się asfalt, a dalej prowadzi jedynie ścieżka biegnąca w górę pośród kasztanowego lasu. Po jej prawej stronie widać długie, doskonale zachowane okopy i podziemne przejścia, oraz betonowe schrony i stanowiska strzelnicze. Niegdyś należały one do Linii Cadorna, sieci umocnień zbudowanych w przededniu Wielkiej Wojny dla obrony północnej części kraju. Na skraju urwiska stoi okazały, również betonowy krzyż, od którego pochodzi nazwa tego miejsca. Nieopodal jest nieduża polana, gdzie na pomoście ponad okopami wzniesiono niewielką kaplicę, poświęconą pamięci żołnierzy poległych na wszystkich frontach świata. Ta kaplica, jak wiele innych obiektów tego rodzaju, powstała z inicjatywy Klubu Alpejskiego i jest otoczona opieką jego członków. Dość długo chodziłam wokoło podziwiając urodę tego miejsca oraz inwencję architekta. Niezwykły jest nie tylko pomysł postawienia kaplicy ponad okopem, dzięki czemu można pod nią przejść na drugą stronę, na sam skraj urwiska. Dłuższe ściany budynku są otwarte "na przestrzał", a w otworach umieszczono ażurowe kraty, więc stojąc za Croce kaplicą, w powstałym prześwicie widzimy nie tylko jej wnętrze ale również jezioro i otaczające je góry. Crocetta znajduje się na wysokości ok. 400  m ponad poziomem jeziora, co sprawia, że można stąd ogarnąć wzrokiem  jego całą północną część, przy dobrej pogodzie widać również szczyty Valchiavenny, a nawet odległą Berninę. Jezioro Como, oglądane z tej dość znacznej wysokości, niczym lustro odbija błękit nieba i nabiera niesamowitego koloru głębokiego szafiru. Jak zwykle podczas moich wędrówek z pasją oddałam  się  fotografowaniu, jednak żadne zdjęcie nie jest w stanie przekazać istoty piękna tego pejzażu, jego głębi, blasku, zapachu kasztanowych lasów, i ogromu przestrzeni...
Nieopodal Crocetty jest też inny kościółek związany z tradycją alpejską - Madonna di Paullo. Został zbudowany przez miejscową ludność ku czci Madonny, do której modlili się jeńcy wojenni pochodzący z tej okolicy, prosząc o szczęśliwy powrót do domu.
Podczas moich wędrówek niejednokrotnie napotCroceykałam w górach kościółki i kapliczki wzniesione z dala od ludzkich siedzib, na dość znacznej wysokości. Mimo tego oddalenia są one bardzo zadbane i nadal stanowią miejsce obrządku religijnego, zwłaszcza podczas większych świąt kościelnych a szczególnie w dniu  święta patrona danej miejscowości (w Menaggio jest to święty Stefan). Wierni udają się wówczas na zbiorową pielgrzymkę do tych odległych świątyń aby wspólnie uczestniczyć w uroczystej mszy. Święta patronackie we Włoszech oprócz charakteru religijnego mają też ścisły związek z lokalną kulturą. Z reguły jest to kilkudniowy festyn z różnymi atrakcjami, przy tej okazji można wysłuchać koncertu muzyki tradycyjnej, obejrzeć sztukę wystawioną przez amatorskie koło teatralne, pokaz ginących rzemiosł, wystawę prac miejscowych twórców lub pobuszować na jarmarku wśród straganów z lokalnymi produktami czy na targu staroci.



14 komentarzy:

  1. ostatnio chodzi za mną wypad właśnie nad jezioro Garda i Como i tamtejsze miejscowości. A Twój post jeszcze bardziej zachęca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że nie pożałujesz, jeśli wprowadzisz ten zamiar w czyn. Nie można też zapominać o Lago Maggiore,które również jest wspaniałe. Zresztą kazde z nich jest inne i co innego oferuje. Osobiście jeśli mogę coś doradzić to żebyś na termin wyjazdu wybrała raczej wiosnę a nie pełnię lata kiedy nad jeziorami jest gorąco a często też bardzo wilgotno co dla nas jest tochę trudne do wytrzymania. Jeśli będziesz potrzebowała czegoś więcej w tej sprawie pisz na adres e-mail. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Oooo bardzo podoba mi się połączenie świąt z festynem. Gdzieś ostatnio czytałam o jeziorze Como i wbiło mi się w pamięć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie święto to dobry sposób na integrację miejscowej społeczności. A jezioro Como jest naprawdę niezwykłej urody. Również pozdrawiam!

      Usuń
  3. Punkty widokowe pozostawiają niezatarte wrażenia. "Twój" ponadto był piękny sam w sobie, poza widokiem w przestrzeń... BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, to przepiękne miejsce a widok był po prostu niesamowity.

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia, niesamowita przyroda jeziora i architektura miasta.
    Wróciły wspomnienia z mojego pobytu nad tym jeziorem. Co prawda byłem po jego drugiej stronie, ale któregoś dnia zdobiliśmy wycieczkę wokół jeziora i wspaniałe to było przeżycie. To już prawie 15 lat minęło od mojego tam pobytu, Chciałbym tam jeszcze kiedyś wrócić.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od mojego pierwszego rejsu też minęło chyba ze dwanaście lat ale nigdy nie zapomnę tego wrażenia. Co prawda bywałam tam później wielokrotnie i ciągle odkrywałam coś nowego jednak ta pierwsza podróż była niezapomniana. Mam nadzieję że kiedyś jeszcze tam wrócę czego i Tobie życzę. Pozdrawiam wzajemnie!

      Usuń
  5. Wcale się nie dziwię, że tak upodobałaś sobie tę okolicę. Pięknie. Usiadałabym sobie pod drzewkiem obok krzyża z książką w ręku i patrzyła i czytała i kontemplowała. Albo przy którejś z fontann. Wydaje się tak spokojnie i niespiesznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, ja też mimo iż zwykle adrenalina nie daje mi usiedzieć spokojnie, kiedy tam byłam niejednokrotnie miałam ochotę siedzieć i patrzeć...

      Usuń
  6. jak dobrze, że mogę sobie pochodzić uliczkami i pogrzać w ciepełku włoskiego słońca dzięki Tobie ;), a festyny w południowych krajach są organizowane ze sporym rozmachem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że mogę się tym podzielić...Racja co do festynów, a poza tym nie dziwię się bo to świetna sposobność do wspólnego świętowania i zabawy. Ludzie wkładają w to wiele zapału, przygotowania trwają nieraz cały rok, więc jest wiele okazji do zintegrowania lokalnej społeczności i to jest bardzo fajne.

      Usuń
  7. Uhlalala! Cudowności!
    Świetnie opisane! Świetnie zilustrowane! Pisane z pasją. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki i pozdrawiam! A miejsce cudne, nie da się ukryć.

      Usuń