
Lidzbark Warmiński to miasto niezwykłe. Jego historia, zabytki i znaczenie, jakie miało w przeszłości, sprawiają, że zajmuje bardzo ważne miejsce na mapie ośrodków, które w dziejach Polski odegrały niepoślednią rolę. Przez wiele lat był stolicą katolickiej Warmii związanej politycznie z Królestwem Polskim, w przeciwieństwie protestanckich Prus Książęcych, gdzie po książętach z rodu Hohenzollernów władzę objęli elektorzy – niesforni lennicy Rzeczypospolitej. Kolejni biskupi rezydujący na lidzbarskim zamku sprawowali władzę duchowną, a zarazem świecką, gdyż jednocześnie byli książętami Księstwa Warmińskiego. Ci wysocy dostojnicy szczycili się gruntownym wykształceniem zdobywanym na najlepszych europejskich uniwersytetach. Podobnie rzecz się miała z kanonikami Kapituły oraz osobami z bezpośredniego otoczenia księcia biskupa, które pełniły ważne role na dworze. Dzięki nim zamek w Lidzbarku był miejscem, gdzie nieustannie krzyżowały się sacrum, profanum, scientia i ars – życie duchowe, interesy polityczne, kultura i nauka.
Ta relacja powstała po kolejnej podróży do Lidzbarka Warmińskiego, który trzy tygodnie temu odwiedziłam wraz z córką Martą. W przeciwieństwie do mnie Marta była tam po raz pierwszy, więc trochę się obawiałam, że może nie podzielić mojego zauroczenia. Co prawda pokazywałam jej zdjęcia zrobione w ubiegłym roku, jednak konfrontacja fotografii wybranych miejsc z prozą życia zawsze może przynieść rozczarowanie. Na szczęście tak się nie stało, a Lidzbark zdobył jeszcze jedną fankę, więc nasza wspólna wycieczka zapewne nie jest ostatnią.





Nie bez znaczenia była przepiękna wrześniowa pogoda – prawdziwe babie lato, słoneczny dzień z błękitnym niebem, po którym przepływały białe obłoki. Były to świetne warunki do fotografowania, dzięki grze światła i cienia dobrze mi znane obiekty nabrały zupełnie nowego wymiaru. Ponieważ większość tych miejsc opisywałam w ubiegłym roku, nie chcę tu powielać informacji na ich temat. Jeśli znajdzie się ktoś, kto miałby ochotę dowiedzieć się o nich czegoś więcej, zapraszam do odwiedzenia linków: Lidzbark Warmiński, uroczy świadek doniosłej przeszłości, Lidzbark Warmiński i zamek biskupów - post drugi, ale nie ostatni oraz Lidzbark Warmiński, czyli temat nie do wyczerpania.
W tym poście napiszę również o paru nowych rzeczach, które przedtem mi umknęły, lecz większość zdjęć będzie jedynie ozdobnikiem tekstu, którego wątek przewodni być może dla niejednego z czytelników okaże niespodzianką.
Nasze zwiedzanie rozpoczęłyśmy od Oranżerii Kultury, czyli dawnego pawilonu ogrodowego, który swoją świetność zawdzięcza biskupowi Ignacemu Krasickiemu. Stoi on na niewielkim wzniesieniu, więc tarasowe schody i francuski ogród u podnóża spowijał błękitny cień, co pięknie kontrastowało z tonącym w słońcu kościołem farnym pod wezwaniem świętych Piotra i Pawła. Krótki spacer w okolicy Wysokiej Bramy pozwolił nam odkryć uroczy zakątek, gdzie na tyłach ulicy Hożej, nieopodal klockowatych powojennych bloków, znajdują się najstarsze domy w mieście datowane na XVIII wiek. Są to dwie stareńkie, pokrzywione chałupki zbudowane w konstrukcji szachulcowej, najwyraźniej zamieszkane, sądząc po nowych skrzynkach na listy, firankach i kocie, który wyszedł przez okno, by pospacerować po parapecie. Byłyśmy nimi zachwycone, gdyż od frontu zdobią je kwiaty, a z tyłu ocieniają wysokie drzewa, po których spływają zielone kaskady bluszczu.






Spod Wysokiej Bramy malownicza dębowa aleja zaprowadziła nas w okolice fary. Zanim weszłyśmy do jej wnętrza, poświęciłyśmy chwilę muralowi z Mikołajem Kopernikiem i jego bogatej symbolice. Choć widziałam go po raz kolejny, nie mogłam się na niego napatrzeć, ponieważ znowu zachwyciła mnie inwencja i wyobraźnia Izabeli Dudzik. Zamiast pomnikowej postaci, autorka pokazała genialnego astronoma w swobodnym stroju, w którym mieszają się elementy współczesne i renesansowe, w otoczeniu licznych przedmiotów i symboli. Laska Eskulapa, księga, planety, gwiazdy i sfery niebieskie, globus oraz wyliczenia matematyczne – mówiły o tym, czym za życia zajmował się Kopernik.
Mam wrażenie, że równie ważny jak symbole jest dobór kolorów muralu. Błękit i indygo to barwy symbolizujące kosmos, tajemnice nocnego nieba i nieskończoność wszechświata, a fiolet przywołuje tajemnicę, duchowość i mądrość. Astronom ma na sobie dres w kolorze zielonym, który jest barwą natury, odnowy, nadziei i sztuki lekarskiej. Moją uwagę zwrócił obszerny renesansowy płaszcz z geometrycznym wzorem przypominającym planety i gwiazdy. Ma on ciekawy odcień purpury, zazwyczaj kojarzonej z intuicją, tajemniczością, ezoteryką, oświeceniem oraz indywidualizmem.
Kopernik bez wątpienia miał ścisły umysł, o czym świadczą nauki, którymi się zajmował, i prace, które po sobie zostawił. Jednak w dobie renesansu uczeni nie tylko zastanawiali się nad miejscem człowieka we wszechświecie — równie dużo uwagi poświęcali poszukiwaniom klucza do zrozumienia rządzącej nim harmonii i związków pomiędzy jego elementami. Głęboka erudycja, rozległe zainteresowania i geniusz Mikołaja Kopernika czyniły z niego w oczach większości współczesnych niemal kapłana wiedzy niedostępnej szerokiemu ogółowi. Patrząc z tej perspektywy fakt, że postać na muralu lewituje w bezkresnej przestrzeni niczym demiurg, który zatrzymał Słońce, a poruszył Ziemię, wydał mi się czymś naturalnym, a nawet oczywistym.






Niewielki skwer i most nad Łyną oddzielają mural od fary, która była następnym etapem naszego zwiedzania. Ponieważ słońce stało jeszcze dość nisko, światło wpadające do świątyni przez wysokie okna pięknie wydobywało barwy witraży i podkreślało jej wystrój. Fara na przestrzeni wieków przechodziła różne przeobrażenia, dlatego z pierwotnego wyposażenia nie pozostało zbyt wiele, a to, co widzimy, w większości pochodzi z XIX i początku XX wieku. Ołtarze, ambona, ławki oraz witraże wykonano w stylu neogotyckim lub klasycyzującym, jednak muszę przyznać, że bardzo dobrze wpisują się w piękne i eleganckie wnętrze monumentalnej świątyni o biało tynkowanych ścianach z elementami architektonicznymi w kolorze terakoty.
W absydzie zauważyłam dwie okazałe figury aniołów w stylu rokoko – niegdyś stanowiły część już nieistniejącego ołtarza głównego, w początkach XX wieku zastąpionego przez nową, neogotycką konstrukcję. W jednym z ołtarzy bocznych, w neogotyckiej nastawie, znajduje się barokowy obraz Matki Boskiej Śnieżnej, na którym możemy oglądać jedynie twarze oraz dłonie Madonny i Dzieciątka, ponieważ większość malowidła jest zakryta srebrną sukienką wotywną z XVIII stulecia. W bocznych skrzydłach nastawy umieszczono sceny z życia Marii – podobnie jak duży obraz mają one piękne zielonkawo-niebieskie tło, kontrastujące ze srebrem wotywnej sukienki.
W lewej nawie znalazłam bardzo ciekawy wizerunek Matki Boskiej Różańcowej z epoki baroku, otoczonej wieńcem z róż, na którym widnieją medaliony przedstawiające tajemnice różańca. Maria w pięknie udrapowanych szatach na lewym ramieniu trzyma Dzieciątko przytulające swą buzię do jej policzka, zaś z jej prawej ręki zwisa różaniec. Jako Królowa Nieba na głowie ma koronę, pod jej stopami widnieje sierp księżyca i wąż, którego głowę miażdży lewą stopą.
Na ścianie tuż obok, nad XVII-wieczną ławą ufundowaną przez Jana Marquarta „sobie i swoim bliskim” (jak głosi łaciński napis na froncie), zauważyłam płytę nagrobną wykonaną z mosiądzu, pełniącą rolę epitafium. Trudno było dostrzec jej detale, ponieważ odbijało się w niej światło z okna; w pierwszej chwili odnotowałam jedynie jej obecność. Mimo to wydała mi się dość intrygująca, więc zaczęłam szukać odpowiedniego miejsca, z którego mogłabym zrobić zdjęcie. Dzięki temu na jej obramowaniu zauważyłam herbowy kartusz z trzema głowami dzików oraz napis, w którym udało mi się odczytać imię i nazwisko „Hildebrand Ferber”. Tu zadźwięczał mi dzwoneczek alarmowy – wiedziałam, że herb należy do rodziny Ferberów, członków gdańskiego patrycjatu, a nawet pamiętałam legendę na temat jego pochodzenia usłyszaną w dzieciństwie. Jeden z członków rodu o imieniu Maurycy, był biskupem warmińskim i następcą Fabiana Luzjańskiego, który tę funkcję objął po Łukaszu Watzenrode. Te wszystkie wiadomości miałam nadal w pamięci dzięki informacjom zdobytym zeszłego lata podczas zwiedzania lidzbarskiego zamku. Był to moment, kiedy przyszło mi na myśl, że może to być ciekawa historyczna układanka, ponieważ wszystkich wyżej wymienionych biskupów łączy postać Mikołaja Kopernika.






W tym kontekście również Hildebrand Ferber wydał mi się niezwykle interesującą postacią i postanowiłam, że muszę się dowiedzieć, jakiego rodzaju związki łączyły go z biskupem Maurycym i Lidzbarkiem, gdzie prawdopodobnie został pochowany, i czy znał osobiście Mikołaja Kopernika.
Kiedy jeszcze raz spojrzałam pod odpowiednim kątem na mosiężną płytę, udało mi się dostrzec wyryty na niej wizerunek młodego mężczyzny w bogatym stroju, z rękami złożonymi do modlitwy. To oczywiście nie znaczyło, że Hildebrand umarł młodo, bo po pierwsze – wiele zamożnych osób zamawiało sobie płyty nagrobne niejako na zapas*, a po drugie – nawet jeśli zmarły dożył sędziwych lat, raczej nie przedstawiano go jako zgrzybiałego starca, lecz człowieka w sile wieku.
W tym momencie poczułam wyraźny powiew tajemnicy wartej rozwikłania, jednak czekało nas dalsze zwiedzanie miasteczka, więc musiałam się zadowolić sfotografowaniem epitafium i nadzieją, że z biegiem czasu uda mi się znaleźć jakąś informację na ten frapujący temat.
Kiedy po powrocie do domu obejrzałam zdjęcia na ekranie laptopa, dostrzegłam więcej szczegółów. Udało mi się też odczytać część napisu, lecz to wciąż było za mało, aby powiedzieć coś więcej o zmarłym i jego związkach z biskupem Maurycym Ferberem. W rozszyfrowaniu zagadki pomogła mi AI, odczytując napis na obrzeżu epitafium i podając linki do artykułów na temat rodziny Ferberów. Sam napis już wiele wyjaśnił – w oryginale jest napisany wierszem w języku staroniemieckim, więc nie będę go przytaczać, tym bardziej że w jednym z opracowań znalazłam ładne i niemal dosłowne tłumaczenie:
Pan Hildebrand Ferber, mąż wielce czcigodny,
prosi Boga o zbawienie jako człek niegodny.
Roku 1530 po narodzeniu Chrystusa
rozłączyła się z ciałem jego dusza,
gdy w dniu 1 czerwca zasnął wiecznie w Panu.
Tutaj po chrześcijańsku ciało pogrzebano.
Za życia Hildebrand Ferber nie zaliczał się do ludzi przeciętnych. Jego rodzice należeli do gdańskiego patrycjatu, byli bardzo zamożni, a ojciec Johann pełnił urząd burmistrza. Mieli jedną córkę i dziesięciu synów; Hildebrand, który urodził się w 1457 roku, był trzecim, natomiast urodzony w 1471 roku Maurycy dziesiątym z kolei. Hildebrand odebrał bardzo dobre wykształcenie w szkole katedralnej we Włocławku, Gedanopedia mówi, że wiódł życie uczonego. Jego szczególną pasją był okultyzm – z zapałem oddawał się astrologii i alchemii, tłumaczeniu snów i tworzeniu talizmanów.






Ród Ferberów przez wiele lat rządził Gdańskiem, gdzie Johann, a następnie jego syn Eberhard piastowali urząd burmistrza, do czasu gdy w 1522 roku w mieście zaczęła się szerzyć reforma luterańska, Na tym tle doszło do konfliktu polityczno-religijnego, skutkiem czego Eberhard, który był gorliwym katolikiem, został pozbawiony stanowiska i skazany na banicję wraz ze wszystkimi krewnymi. Wygnani Ferberowie udali się do Tczewa, gdzie Eberhard pełnił urząd starosty. Przebywali tam do roku 1525, kiedy to król Zygmunt Stary wydał dekret przywracający im pełnię praw. Jednak nie wszyscy wrócili do rodzinnego miasta – Eberhard do śmierci pozostał w Tczewie, a Hildebrand wyjechał do Lidzbarka, by zamieszkać na dworze swego młodszego brata, biskupa Maurycego Ferbera, gdzie spędził ostatnie lata życia, oddając się swoim badaniom. Zmarł 1 czerwca 1530 roku w wieku siedemdziesięciu trzech lat. Jako szanowana osoba i krewny biskupa został pochowany z honorami w lidzbarskiej farze, a Maurycy Ferber dla jego upamiętnienia zlecił wykonanie epitafium, które możemy tam oglądać.
Dziś ezoterykę od nauki oddziela wyraźna granica, jednak w czasach odrodzenia była ona bardzo płynna. Układanie horoskopów wymagało wiedzy z zakresu ruchów ciał niebieskich i wykonywania precyzyjnych obliczeń, a alchemia – znajomości natury materii i przeprowadzania doświadczeń. Hildebrand Ferber był nieodrodnym dzieckiem swojej epoki, kiedy powszechnie wierzono w magię kamieni i moc ziół wykorzystywanych w ówczesnej medycynie. Z dzisiejszego punktu widzenia było to błądzenie po omacku, jednak te dociekania w poszukiwaniu praw rządzących światem, mimo swojej ułomności, stały się pomostem do dalszego rozwoju nauki.
Wiedza o rodzinnych związkach Hildebranda Ferbera i o tym, w jaki sposób trafił do Lidzbarka Warmińskiego, wyjaśniła mi tajemnicę obecności jego epitafium w lidzbarskiej farze. Pozostało jeszcze pytanie o ewentualną znajomość z Mikołajem Kopernikiem, lecz i tu udało mi się trafić na artykuł, którego autor, w oparciu o biografię astronoma sugeruje, że znał on Hildebranda, a nawet pozostawał z nim w bliskich stosunkach**. Mikołaj Kopernik, choć na stałe mieszkał we Fromborku, odwiedzał Lidzbark Warmiński, ponieważ był lekarzem Maurycego Ferbera, poza tym jako kanonik kapituły pełnił różne funkcje publiczne. Kiedy Hildebrand zamieszkał na dworze brata, miał sześćdziesiąt osiem lat, a Kopernik pięćdziesiąt dwa. Mimo sporej różnicy wieku, połączyło ich zainteresowanie nauką, które realizowali w odmienny sposób.





Kopernik, który wykształcenie medyczne zdobył na uniwersytecie w Padwie, stosował metody leczenia zgodne z ówczesną wiedzą, opartą na pracach Hipokratesa, Galena i Awicenny. Była to medycyna, którą dziś nazwalibyśmy holistyczną, bazująca na diecie, higienie, ziołolecznictwie i obserwacji klinicznej. Oprócz ziół i egzotycznych przypraw, nie stroniono również od dodawania do leków sproszkowanych kamieni szlachetnych, złota, srebra i minerałów, takich jak pochodne siarki i arsenu.
Hildebrand nie był lekarzem lecz okultystą, w swoich pracach skupiał się na zapobieganiu złu poprzez rytuały ochronne i talizmany. Do ich tworzenia wykorzystywał, zioła i minerały, którym przypisywano właściwości uzdrawiające i energetyczne, więc można powiedzieć, że w myśl ówczesnej wiedzy różnymi drogami zmierzali do podobnego celu. Obydwaj chętnie patrzyli w gwiazdy, jednak tu ich cele były odmienne – Mikołaj Kopernik był astronomem – wybitnym uczonym i odkrywcą; Hildebrand swoją wiedzę wykorzystywał do układania horoskopów, na które w dobie renesansu było znaczne zapotrzebowanie. Zamawiano je przed zawarciem małżeństwa dla nowo narodzonych dzieci, przed bitwą lub podjęciem ważnej decyzji, a także podczas zakładania miast. Opracowanie horoskopu było nie lada sztuką – wymagało dużej wiedzy na temat mapy nieba i ruchów planet oraz wielu skomplikowanych obliczeń.
Ciekawostką rzucającą pewne światło na ich znajomość są księgi, które według badań Ludwika Birkenmajera posiadał Hildebrand. Były to dwa kalendarze astronomiczne, które po jego śmierci w 1530 roku przeszły na własność Mikołaja Kopernika: Calendarium Johannesa Regiomontanusa z 1492 roku i Almanach nova Johannesa Stöfflera, obejmujący lata 1519–1531. Kiedy Kopernik zmarł, trafiły one do biblioteki warmińskiej, a podczas szwedzkiej inwazji w XVII wieku zostały wywiezione do Szwecji, gdzie do dziś są przechowywane w bibliotece uniwersyteckiej w Uppsali.
Historia Hildebranda Ferbera i jego możliwej znajomości z Mikołajem Kopernikiem zaczęła się dla mnie od próby odczytania symboli na muralu, a potem przeniosła się do wnętrza lidzbarskiej fary, gdzie czekała na mnie kolejna zagadka. Każda z nich odsłaniała jakiś fragment przeszłości, pozostawiając zarazem pytania, na które nie zawsze można znaleźć jednoznaczną odpowiedź. Nie wiem, czy Hildebrand i Kopernik rzeczywiście pozostawali w bliskich stosunkach, choć ich wspólne zainteresowania i losy ksiąg należących niegdyś do Ferbera pozwalają wyobrazić sobie, że nie byli sobie obcy. Być może właśnie na tym polega urok takich historycznych poszukiwań: nie zawsze kończą się znalezieniem rozwiązania – czasem wystarczy, że pozwalają spojrzeć na znane miejsce z innej perspektywy.
Kiedy ponownie myślę o muralu i unoszącej sie w przestrzeni postaci astronoma, wracam do pytania o granicę między tym, co racjonalne, a tym, co wymyka się ścisłemu poznaniu. Renesansowy uczony, lekarz i kanonik Kopernik oraz Hildebrand, patrycjusz oddany astrologii i alchemii, należeli do tego samego świata, w którym nauka i ezoteryka nie były jeszcze rozdzielone tak wyraźnie jak dziś. A ja, choć zdecydowanie bliżej mi do racjonalizmu niż do okultystycznych praktyk, nie potrafię odmówić sobie przyjemności podążania za taką zagadką.
Nasza wycieczka do Lidzbarka Warmińskiego była bardzo udana. Co prawda nie starczyło nam czasu, aby Marta mogła obejrzeć zamkowe wnętrza, lecz zgodnie postanowiłyśmy, że pojedziemy tam ponownie specjalnie w tym celu. Mnie również odpowiada ten pomysł, ponieważ miasteczko ma w sobie coś, co sprawia, że bardzo dobrze się tam czuję i za każdym razem odkrywam coś nowego. Tym razem był to piękny mural, odsłonięty w lipcu tego roku, autorstwa Konstantina Kachanovsky’ego – malarza pochodzącego z Ukrainy, który od kilku lat mieszka w Lidzbarku Warmińskim. Malowidło zdobi ślepą ścianę kamienicy przylegającej do lidzbarskiego amfiteatru, który jest usytuowany na tyłach zamku. Przedstawia trzy Warmianki w tradycyjnych strojach na tle wiejskiego pejzażu, bociany i charakterystyczną warmińską kapliczkę. Jego powstanie upamiętnia piątą rocznicę wpisania umiejętności wytwórstwa czepca warmińskiego na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.
* Takie epitafia zrobione na zamówienie za życia można zobaczyć w katedrze fromborskiej o czym pisała tutaj>Warmińskie historie. Frombork, wnętrze katedry
** Krzysztof Buzderewicz z Muzeum Warmii i Mazur Źródło: Kopernik. Twórca nowego nieba – Jeremi Wasiutyński
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Ze względu na spam wszystkie wypowiedzi podlegają moderacji, dlatego mogą pojawiać się z niewielkim opóźnieniem.