Aby rozwiać wszelkie domysły, szybko wyjaśniam – nie, nie wygrałam w Lotto i nie otrzymałam spadku, a tytułowe pół miliona to 533 230 wejść na mojego bloga. Kilka dni temu zajrzałam do statystyk i z wielkim zaskoczeniem zobaczyłam, że ich liczba przekroczyła magiczną liczbę pięciuset tysięcy. Ponieważ w tym samym czasie skończyłam kolejny rok życia, a Sukienka w kropki też ma swoją okrągłą rocznicę, uznałam to za piękny prezent na mój podwójny, osobisty jubileusz.
Pół miliona – to brzmi poważnie, choć przecież wiem, iż to jedynie liczba wejść i nie oznacza, że pół miliona czytelników usiadło z kawą, by przeczytać wszystkie moje historie od początku do końca. Ale i tak zrobiło mi się przyjemnie, tym bardziej że, jak wspomniałam, było to w dniu moich urodzin.
Historia tego bloga jest trochę bardziej skomplikowana, niż mogłaby sugerować jego metryka widniejąca w zakładce „archiwum”. Zaczęłam go pisać pod koniec lata 2009 roku na Bloxie. Ponieważ platforma zmierzała do zakończenia działalności, w 2012 roku przeniosłam się na Bloggera, zabierając ze sobą stare posty. Tak się złożyło, że w tym czasie po rocznej przerwie wróciłam do pracy – początkowo na pół etatu, a nieco później w pełnym wymiarze. Ponieważ praca zawodowa i codzienne zajęcia pochłaniały lwią część mojej życiowej energii, w 2018 roku postanowiłam zrobić sobie kilkumiesięczną przerwę od blogowania, jednak tak się stało, że te kilka miesięcy zamieniło się w niemal sześć lat.
Dlatego, kiedy patrzę na te pół miliona, nie myślę o siedemnastu latach, jakie minęły od założenia bloga. Myślę raczej o dziesięciu latach mojego rzeczywistego pisania, z kilkoma krótszymi i jedną naprawdę długą przerwą pośrodku, i chyba właśnie dlatego ta liczba zrobiła na mnie takie wrażenie.
Nie ukrywam, że prowadzenie bloga zawsze było ważną częścią mojego życia, gdyż, bez przesady, mogę powiedzieć, że Sukienka w kropki to ja. Są tu moje podróże, fotograficzne kadry, przemyślenia, i zapiski tego, co chciałabym zapamiętać. Coś, co zrodziło się nie z pogoni za algorytmami, ale z fascynacji i pasji do poznawania świata. Miejsce, gdzie nadal okruszek po okruszku umieszczam moje wspomnienia, które być może do tej pory nieubłagany czas zatarłby w mojej pamięci, gdzie mogę się podzielić swoimi opowieściami z czytelnikami, którzy uważnie patrzą na świat i uwielbiają odkrywać jego urodę.
Co ciekawe, tekstem najczęściej odwiedzanym przez te wszystkie lata stał się post z 2012 roku pt. „Lombardia. Mediolan niezbyt turystyczny”. Pokazałam w nim coś, co przez wiele lat widywałam o wiele częściej, niż bym sobie tego życzyła – Mediolan odarty z blichtru, miasto trudne, pełne ludzkich dramatów i walki o przetrwanie. Przez chwilę z niedowierzaniem patrzyłam na statystyki, gdyż ten tekst, przepełniony bolesną prawdą o zakrętach emigracyjnego życia, ma niemal osiem tysięcy odsłon.
Emigracyjne lata, choć niełatwe, były dla mnie czasem nowych doświadczeń i odkrywania świata, który znałam wcześniej jedynie z literatury. Wychowałam się za żelazną kurtyną – moimi nauczycielami były pełne wzniosłych idei „książki zbójeckie”, w których podróże, historia, sztuka i architektura odgrywały niepoślednią rolę i pokazywały inny świat, o którym nawet nie śmiałam marzyć. Wtedy nie mogłam przypuszczać, że kiedyś przyjdzie dzień, gdy ja również stanę się drobną częścią tej rzeczywistości, niczym jedno z wielu ziarenek piasku na bezkresnej plaży.
Codzienność w nowym świecie przyniosła mi wiele wyzwań, lecz w zamian nauczyła mnie odporności na przeciwności losu i pokory w chwilach powodzenia. Nostryfikacja dyplomu, a następnie zdobywanie doświadczeń zawodowych i społecznych na obcym gruncie to był trudny życiowy egzamin, ale wiedziałam, że muszę myśleć pozytywnie, zamiast skupiać się na rozpamiętywaniu większych i mniejszych niepowodzeń. Starałam się wyciągać z nich naukę i iść dalej, bo wiedziałam, że determinacja jest matką sukcesu. Ten czas, pełen wzlotów i niewolny od upadków, przyniósł mi wiele wspaniałych chwil, ponieważ mogłam obcować z tym, co zawsze było bliskie mojemu sercu, i podziwiać harmonię piękna natury połączonego z dziełami rąk utalentowanych artystów oraz rzemieślników.
W pewnym sensie byłam tam niczym małe dziecko, które niejednokrotnie upada, zanim nauczy się chodzić, a do tego wciąż musi poznawać nowe słowa i mierzyć się z trudnymi emocjami. Mój blog jest świadectwem tego wieloletniego doświadczenia, lustrem, w którym mogę się przejrzeć po latach i zadać sobie pytanie: kim się stałam i co z tego we mnie przetrwało? Czy zmarnowałam to, czego wtedy nauczyłam się o sobie i o świecie, czy pozwoliłam, żeby kurz niepamięci przysypał uczucia, które kiedyś były dla mnie tak istotne?
Dzień urodzin to dobry moment, żeby po raz kolejny zadać sobie te pytania i szczerze na nie odpowiedzieć. Jeśli odpowiedź nie jest zadowalająca, warto się zastanowić, co jest tego przyczyną – okoliczności, na które nie mieliśmy wpływu, czy świadoma rezygnacja z własnych standardów?
W tytule posta wspomniałam o pewnym cytacie – w zasadzie nie jest to cytat, lecz tytuł sztuki Tadeusza Kantora, wielkiego wizjonera, filozofa i artysty, który zmarł w 1990 roku. Ostatnim dziełem tego twórcy, które zostało wystawione już po jego śmierci, był spektakl „Dziś są moje urodziny”. Jest to, jak sam mówił, jego „biedny pokój wyobraźni”, w którym pojawiają się wspomnienia dzieciństwa i czasów wojny, a także postacie „drogich nieobecnych” – rodziny oraz przyjaciół, którzy odeszli na zawsze.
Podobnie jak inne spektakle teatru Cricot 2, widziałam go w Teatrze Telewizji na początku lat 90. Było to niezapomniane przeżycie, przepełnione wielką ilością odniesień i symboli, które tłoczyły się w mojej głowie niczym postacie widziane w onirycznym śnie, gdzie wszystko jest wiadome, więc nie trzeba tego ubierać w słowa.
Treść tej sztuki tak bardzo zapadła mi w pamięć, że przez kolejne lata mimowolnie, niczym mantrę, powtarzałam jej tytuł w dniu moich urodzin. Te słowa były impulsem, który kazał mi obejrzeć się za siebie, na drogę, którą przebyłam, pomyśleć o tym, kim się stałam przez miniony rok i dokąd zmierzam.
Dwa lata temu, w noc poprzedzającą moje urodziny, miałam niezwykle symboliczny sen. Śniło mi się, że zapada wieczór, jestem w hotelu, skąd mam wyruszyć w podróż powrotną do domu, ale nie mogę tego zrobić, ponieważ gdzieś zaginęły moje walizki. Ogarnął mnie wielki niepokój i za wszelką cenę starałam się je odnaleźć. Byłam tym bardzo zaaferowana, aż do chwili, kiedy przyszło mi do głowy, że strata bagażu nie ma znaczenia, bo nie było w nim nic, bez czego nie mogłabym się obejść.
Windą zjechałam na najniższy poziom i przez słabo oświetlony podziemny tunel wyszłam na piękną, spokojną ulicę zalaną ciepłym światłem latarni, która miała być początkiem mojej drogi do domu. Kiedy się obudziłam, nie miałam wątpliwości, o czym mówił mi ten sen i że było to ważne przesłanie płynące z mojej podświadomości. Trzy lata wcześniej zakończyłam pracę zawodową i miałam zamiar korzystać z uroków życia na emeryturze, jednak stało się inaczej, niż planowałam. Te trzy lata były wypełnione fizycznym bólem – w tym czasie przeszłam dwie poważne operacje i długą rehabilitację. Ponieważ właśnie zaczęłam dochodzić do siebie tamte urodziny stały się dla mnie momentem przełomowym i w pewnym sensie musiałam wszystko zacząć od nowa.
Dziś, patrząc na minione lata z perspektywy czasu, nie żałuję, że moje życie wielokrotnie wystawiło mnie na próbę. To, co przeżyłam, dało mi coś, czego wcześniej nie miałam – większą świadomość siebie i doświadczenie. Cała reszta – smutki, lęki i niepewność – to tylko zbędny bagaż, który mogę zostawić bez żalu.

Wszystkiego najlepszego 💪❤️
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję! 😘🫶🫶
UsuńPełna wzruszenia szczerze gratuluję!🌹 Piękny , głęboki, bardzo osobisty tekst. Dziękuję, że chciałaś się z nami nim podzielić. Życzę Ci dużo zdrowia i kolejnych czytelniczych niespodzianek a także satysfakcji z kolejnych wojaży. Wszystkiego najlepszego Sukieneczko!🌺🌸🌺🌸🌺
OdpowiedzUsuńKochana BBM bardzo Ci dziękuję za ten piękny komentarz, życzenia i za to że jesteś! Obydwie mamy kawał życia za sobą, ale myślę, że jeszcze dużo przed nami, oby to były same dobre rzeczy. Jeszcze raz dziękuję i ściskam Cię serdecznie, mam nadzieję że niedługo Ty też wrócisz do pisania 🫶🫶🫶💙
UsuńNo proszę, pół miliona brzmi naprawdę imponująco! ❤️ I chyba trudno wyobrazić sobie lepszy prezent urodzinowy i jubileuszowy jednocześnie 😊 Ale najbardziej podoba mi się to, że mimo tych wszystkich lat blog nadal jest przede wszystkim kawałkiem Ciebie, Twoich wspomnień i przeżyć, a nie pogonią za liczbami i algorytmami. Takie miejsca w internecie mają dziś szczególną wartość. A sen z walizkami… bardzo symboliczny. Czasem naprawdę warto zostawić gdzieś po drodze ten niepotrzebny bagaż i iść dalej trochę lżej. ❤️ Wszystkiego najlepszego Elu i kolejnych setek tysięcy odwiedzin! 🥰
OdpowiedzUsuńKochana Aniu, dziękuję za odwiedziny i życzenia! ❤️ Mój blog nie bardzo idzie z duchem czasu, ale trudno, chyba zostanę przy tym sposobie pisania, bo to raczej pamiętnik niż zbiór reportaży. Googlebot nie ceni zbyt wysoko takich postów i ze względu na słabe SEO sporo z nich usunął z indeksu, więc cieszę się, że mimo wszystko ktoś tu zagląda.🙂 Co do reszty masz rację, nie wszystkie bagaże trzeba ciągnąć ze sobą nieważne - w podróży, czy przez życie, ale tego trzeba się nauczyć. Przesyłam serdeczne pozdrowienia i uściski! 🫶🫶😘
UsuńKochana, a ja właśnie lubię takie blogi! ❤️🥰 Nie wszystko musi być pisane pod Google i algorytmy. Czasem dużo przyjemniej poczytać coś prawdziwego, osobistego, napisanego od serca, niż kolejny tekst idealnie dopasowany do SEO. Sama wiem, jak trudno dziś dotrzeć do czytelników, ale przecież nie dla samych statystyk zaczynałyśmy pisać. 😊 A z tym bagażem masz rację, człowiek uczy się przez całe życie, co warto ze sobą zabrać, a co lepiej zostawić za sobą. Ściskam Cię mocno i pisz dalej po swojemu! 😘❤️
Usuń❤️ Pół miliona wejść robi wrażenie, ale jeszcze większe robi to, ile wspomnień, doświadczeń, podróży i emocji zostało zapisanych na tych stronach. „Sukienka w kropki” to przecież nie tylko blog – to kawałek życia, zatrzymany w słowach i fotografiach.
OdpowiedzUsuńSzczególnie poruszyła mnie historia zagubionych walizek i myśl, że nie wszystko, co niesiemy ze sobą, jest nam naprawdę potrzebne. To chyba jedna z najpiękniejszych metafor dojrzałości – umieć zostawić zbędny bagaż i ruszyć dalej, lżej, ale wcale nie ubożej.
Gratuluję tych 533 230 wejść, jubileuszu i przede wszystkim pięknej drogi, którą dokumentujesz już od tylu lat. Życzę Ci, aby przed Tobą było jeszcze bardzo wiele powodów, by pisać, fotografować, zachwycać się światem i dzielić tym zachwytem z nami. I oczywiście – kolejnych pięknych rocznic „Sukienki w kropki”! 🌷
Witam Cię na moim blogu i bardzo dziękuję za te piękne słowa! Wiesz, kiedy czytałam to co napisałaś, przyszło mi do głowy, że moje życie przypomina mazurskie drogi, które tak bardzo kocham, ze szpalerami lip, które tworzą malownicze tunele. Są one pełne zakrętów, ale kiedy mijamy kolejne z nich, otwierają się przed nami nowe perspektywy i wspaniałe widoki. Trzeba na nich uważać i zdejmować nogę z gazu, jednak jak wiadomo pośpiech nie zawsze jest wskazany i czasem warto uzbroić się w cierpliwość. Jeszcze raz dziękuję za piękny komentarz oraz życzenia, serdecznie pozdrawiam 🫶🫶🫶
UsuńGratulacje, ale tych wejść pewnie więcej, bo blogspot coś ostatnio nawala. Od tygodnia główna strona jest bez zmian, tak jakby nie bylo nowych postow,.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję! Co do reszty masz raję, też jestem zdziwiona, że nic się nie dzieje, za to nie można dodać polecanych postów wedle swego uznania tylko z tych, które Blogger zamieścił na liście. W moim przypadku wyznaczył mi 50 z 219 czyli wygląda na to, że pozostałe uznał za nic nie warte. Podobno jest tez problem z komentowaniem chyba robią wszystko, żeby ludzi zniechęcić do platformy.
UsuńHappy Birthday (belated) to you!!! For the Blogger news reader...you can use Feedly as an alternative to follow blogs, it is free!
OdpowiedzUsuńDear Linda, thank you so much for the well wishes—they are always appreciated! As for the updates, I’m arming myself with patience for now; I hope Blogger resolves this glitch, but if not, I’ll have to look into other solutions. Warm regards! 🙂🌞🫶
UsuńSukienko 😊 pięknie opisałaś trudne sprawy. Bardzo się cieszę, że przezwyciężyłas trudności, ze wrocilas i ze znów się widzimy, oby już bez problemów.
OdpowiedzUsuńA propos jeszcze bloxa; najbardziej żałuję, że nie mozna było przenieść naszych rozmow w komentarzach, tam toczyło się "drugie życie bloxa"!
Samego dobrego urodzinowo życzę 😊
Dziękuję za komentarz i życzenia, bardzo się cieszę, że tu jesteś! 😘❤️Dopisałam Twojego bloga do listy ulubionych, oby tylko administrator usunął awarię i posty zaczęły się aktualizować a do tej pory trzeba będzie robić to ręcznie. Mam nadzieję, że mimo wszystkich zawirowań nadal będziemy w kontakcie, tym bardziej że większość blogerów z tamtych lat wykruszyła się i przestała pisać, ale ci którzy zostali nadal trzymają się razem. Też mi szkoda, że nie mam dostępu do postów i komentarzy z Bloxa, ☹️bo przenosząc się straciłam ciągłość a tak jak napisałaś komentarze były bardzo ważną częścią i sensem blogosfery. Teraz bym to zrobiła inaczej i najpierw zapisała posty z komentarzami albo przeniosła je "na żywca" ale wtedy nie miałam tej wiedzy co teraz. Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia u Ciebie albo u mnie! 🫶🫶🫶🙂🌞
UsuńCieszę się, że kiedyś trafiłam na twój blog Elu, bo dzięki temu mogę poznać Twój kawałek świata i czytać tak mądre słowa, które dotyczą Twojego życia, ale przecież nie tylko Twojego. Składam Ci wyrazy uznania i przesyłam najlepsze życzenia, szczególnie te dotyczące zdrowia.
OdpowiedzUsuńPs. Dopowiem, że też się zbliżam do tego półmilionowego kliknięcia:)))
Dziękuję Ulu, za to że tu jesteś i za te piękne słowa a także za życzenia.❤️🫶 Też tak to czuję - że to o czym piszę dotyczy nie tylko mnie i może są takie osoby, które mają równie trudne doświadczenia, za plecami albo w trakcie. Dlatego sądzę, że warto się tym dzielić, bo nie wykluczone, że komuś się to przyda i inaczej spojrzy na pewne sprawy, albo pomyśli, że przyjdzie dzień, kiedy smutki miną i będzie lepiej. Cieszę się, że też zbliża się Twój blogowy jubileusz, daj znać kiedy to nastąpi, będę świętować razem Tobą! 🌞😘🙂✌️
UsuńPiękny post wrażliwego człowieka 🫶 Tworzysz tak szczere wpisy... Co szczególnie ważne, kiedy pojawia się na blogach tak dużo tekstów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję... Z urodzinowych okazji życzę Ci samego dobra na platformie życia 🌹🍏🍷. Też zaczynałam w 2009, tyle że ja od razu tu, na Bloggerze (do którego brak mi słów w tym momencie) 😉 Uściski for you 😘
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuję za ten komentarz, bo takie słowa przekonują mnie o tym, że warto szczerze rozmawiać również o trudnych sprawach. ❤️ Nie jest to łatwe bez popadania w patos albo sentymentalizm, więc zawsze długo się zastanawiam co i jak napisać, ale szczerość jest tu najlepszym doradcą. Pociesza mnie to, że na mojego bloga zaglądają ludzie, którzy rozumieją takie rzeczy, a poza tym w głębi ducha myślę sobie, że może kiedyś trafi tu ktoś, kto znajdzie w tym coś pozytywnego dla siebie. Jeszcze raz dziękuję Ci za piękne życzenia i nawzajem życzę tego samego! Pamiętam Twoje stare wpisy i zdjęcia, bo kiedy znajduję interesującego bloga zawsze zaglądam na początek i do archiwalnych postów, bo jakby nie było to co teraz nie bierze się znikąd. A co do Bloggera może się opamiętają przynajmniej na jakiś czas, bo szkoda byłoby naszej pracy i tych wszystkich blogowych znajomości! Serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję 🫶🫶🫶🥰
UsuńMoje gratulacje z okazji jubileuszu i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin😊 I życzę Ci, żeby „Sukienka w kropki” nigdy nie wyszła z mody😀
OdpowiedzUsuńPrzesyłam serdeczne pozdrowienia i gorące uściski z Kadyksu dla Was wszystkich😘
Ostatnio często myślałam o Tobie i zastanawiałam się, kiedy wracasz w domowe pielesze. Bardzo Ci dziękuję za życzenia, również te dotyczące "sukienki". 🫶🫶😘Ja także pozdrawiam razem z "przychówkiem" czyli Martą i kotkami. Już się cieszę na Twoją relację z Kadyksu i innych miast. Wczoraj słuchałam jednego z moich ukochanych utworów Ombra mai fu a ponieważ w tekście jest mowa o platanie zaczęłam wspominać włoskie platany a potem pomyślałam o tym, że jesteś w Hiszpanii i pewnie czasem siadujesz w jego cieniu. Na wszelki wypadek gdybyś znalazła ustronną ławkę pod platanem wysyłam Ci link do tej arii w przepięknym wykonaniu Andreasa Scholla https://www.youtube.com/watch?v=N7XH-58eB8c🌞🙂
UsuńWszystkiego co najlepsze z okazji urodzin :)
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję!🙂
UsuńPiękna opowieść, bardzo ciekawa historia - chciałam napisać: bloga, ale przecież także - życia. Gratuluję "licznika" i blogowego stażu, to piękne wyniki! Ja miałam kolejno dwa blogi, które skasowałam, bo wydawało mi się, że już nie wrócę, a jednak założyłam kolejny, w sumie to ponad 20 lat. Lubię blogosferę i ubolewam, że blogger nam się ostatnio psuje (myślę o przeprowadzce na wordpress).
OdpowiedzUsuńWszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Pozdrawiam serdecznie :)
Witam na moim blogu, bardzo mi miło, że tu zajrzałaś i dziękuję za komentarz! To prawda, że z turystycznego (w zamyśle) bloga zrobiło się cos w rodzaju pamiętnika, gdzie pejzaż, architektura i sztuka są katalizatorem emocji i wspomnień. Też ubolewam nad tym co się dzieje z Bloggerem, pytałam o to czata Gemini, nie ukrywał, że inżynierowie w Google mają inne priorytety, więc im się nie spieszy z usuwaniem awarii. Pewnie z czasem to naprawią, ale mam wrażenie, że próbują nas zniechęcić. Podobnie jak Ty myślałam o przeniesieniu na wordpress, nawet robiłam przymiarkę, ale nie znalazłam szablonu który by nie odbiegał za bardzo od tego co mam w tej chwili i pewnie musiałabym poprosić fachowca. Ten zmodyfikowałam sama, ale wordpress nie wydaje mi się tak przyjazny. Jeszcze raz dziękuję za życzenia, serdecznie pozdrawiam! 🫶🫶🙂
UsuńPiękny jubileusz 500,000wejsc.Tez ostatnio miałam problem na Blogerzy z wgraniem zdjęć. Też myślami o przeniesieniu się na Wordpress,nawet miałam tam utworzony profil, ale stwierdziłam, że to nie to..
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Bardzo dziękuję, może wynik nie jest powalający ale jak na bardzo skromną ilość 219 opublikowanych postów to chyba nieźle. Ja też właśnie siedzę nad tym jak sie przenieść na wordpress co wcale nie jest łatwe jeśli nie chce się wszystkiego zmieniać w wyglądzie bloga, ale będę próbować bo myślę że tutaj bedzie coraz gorzej. Serdecznie pozdrawiam!
UsuńBlogger dopiero dzisiaj wyświetlił mi linka do Twojego postu. Ciekawe, bo z komentarzy innych osób wynika, że nie mieli z tym problemu. Tak więc moje życzenia urodzinowe będą dla Ciebie mocno spóźnione. Gratuluję pięknej liczby wejść, zawsze z przyjemnością czytam Twoje rozbudowane posty. A więc jeszcze raz, dużo zdrowia i radości w życiu z okazji Twoich urodzin.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Wiesiu bardzo dziękuję za odwiedziny i życzenia, co do innych osób to sądzę, że trafiły przypadkiem ponieważ ja u nich zamieszczałam komentarze i po prostu kliknęli w moją ikonkę. Ja też mam z tym problem, więc co jakiś czas ręcznie sprawdzam co na innych blogach, bo cały panel się zawiesił i nic się nie aktualizuje podobno z powodu awarii. Jednak mam wrażenie, że to są takie ruchy żeby ludzi zniechęcić i żeby się przenieśli gdzie indziej. Podobno Blogger jest nieopłacalny, ilość blogów spadła do jednej piątej, więc koniec chyba jest blisko. Ja siedzę w piaskownicy na wordpressie i patrzę jakby tu przystosować moją Sukienkę bez drastycznej zmiany wizerunku. Korzystam z pomocy czata Gemini, który co prawda czasem plecie od rzeczy, ale mimo wszystko jest pomocny w tłumaczeniu o co chodzi w poszczególnych funkcjach. Trochę to już rozgryzłam, ale generalnie w porównaniu z dostosowaniem szablonu bloggera dla mnie to jak przesiąście się z trójkołowego rowerka na motor wyścigowy. Ale się nie poddaję, więc może coś z tego będzie. Takie przenosiny choć teoretycznie dość proste mogą powodować różne problemy z archiwalnym postami, więc trzeba uważać, żeby nie stracić ciągłości.
UsuńWygląda na to, że to co kiedyś było magnesem dla takich witryn jak Google, czyli m.in. darmowy Blogger powoli odchodzi do lamusa i trzeba będzie korzystać z płatnych serwisów. Ja niedawno musiałem przerzucić około 8000 zdjęć z witryny hostującej zdjęcia do Bloggera, bo opłaty wzrosły do kilkudziesięciu dolarów za rok. Cały proces zajął mi dwa miesiące. Podobnie inne witryny wprowadzają opłaty, np. Onet za prowadzenie poczty. Źle to wróży na przyszłość, może trzeba będzie zawiesić działalność blogową.
OdpowiedzUsuńPożyjemy, zobaczymy. Pozdrawiam Cię Elu serdecznie :)
Dobry wieczór Kochana Eluniu! Jak zwykle przepiękny post i dlatego uwielbiam bywać u Ciebie. Proszę przyjmij moje bardzo spóźnione życzenia urodzinowe. Z całego serca życzę Ci przede wszystkim dużo, dużo zdrowia, spokoju, codziennej radości i samych pięknych chwil. Gratuluję również pięknej liczby wejść. Blogger strasznie miesza. Dzisiaj w telefonie weszłam na mój stary post. Nie mogłam go przeczytać ponieważ każde zdanie było przekręcone. Jestem przerażona tym co dzieje się na tej witrynie.
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię mocno i serdecznie pozdrawiam:)
Lusiu bardzo dziękuję za piękne życzenia, takie pełne życzliwości słowa zawsze są mile widziane! ❤️ Co do reszty to 500 tys. wejść tak naprawdę nie powala, ale dla mnie przy nieco ponad dwustu postach i latach przerwy to sporo. Masz rację - Blogger znęca się nad nami, jakby czekał żebyśmy się zniechęcili ostatecznie. U mnie nie aktualizowała się lista zaprzyjaźnionych blogów najpierw długo w ogóle, a teraz robi to wybiórczo, więc nadal muszę sprawdzać ręcznie. Poza tym podczas pisania sam zmienia słowa w tekście i wychodzą z tego bzdury, więc trzeba ciągle sprawdzać. Ja poważnie myślę o przenosinach na wordpress, nawet znalazłam odpowiedni szablon. Niestety, jeśli nie chcę stracić ciągłości i żeby moje stare posty były nadal widoczne dla wyszukiwarek, muszę wybrać wersję płatną, ale jak się okazało, to nie musi kosztować mnóstwa pieniędzy.
UsuńWczoraj udało mi się wyciągnąć Martę na wycieczkę do Lidzbarka Warmińskiego, była zachwycona, ale nie starczyło nam czasu na zamek wewnątrz, więc prawdopodobnie pojedziemy jeszcze raz. Bardzo dziękuję za odwiedziny, życzę, miłego tygodnia, przesyłam uściski ! ❤️ 😘🌞
Droga Eluniu! Wrzesień to u mnie absolutny szczyt sezonu na wekowanie i prace ogrodowe. W tym roku wyjątkowo obrodziły pomidory, papryka. Część rozdaliśmy znajomym a resztę przerobiliśmy. Darów ekologicznych nie można zmarnować. Jutro robimy ostatnie soki z malin, jeżyn i winogron. Maliny i jeżyny mamy zamrożone (około 20 kg) a dzisiaj zerwaliśmy wiadro winogron. Trochę owoców zostaje dla ptactwa (aronia, winogrona). Doszły do tego prace ogrodowe. Musiałam się z tym wszystkim pospieszyć bo w niedzielę wylatuję do Bergamo. W poniedziałek 28.09. o 20-tej idę na Toscę do La Scali. Wracam w środę w nocy.
UsuńWybacz mi, że w tym pośpiechu i natłoku obowiązków zapomniałam zapytać o Twoje zdrowie i wyniki. Skoro pojechałyście z Panią Martą do Lidzbarka Warmińskiego, to mam nadzieję, że u Ciebie wszystko w porządku. Eluniu, ściskam Cię mocno i serdecznie pozdrawiam:)
Kochana Lusiu, masz rację, że marnowanie plonów jest niedopuszczalne, a poza tym przecież to same witaminy i zdrowe produkty bez konserwantów. cudownie, że masz taką wspaniałą wycieczkę w planie, z pewnością będzie to prawdziwa uczta dla ducha. Dzięki że pytasz o moje zdrowie, mogłoby być lepiej, ale ważne że nie jest gorzej. Mam jeszcze następne badania i zobaczymy co wyjdzie, bo w tej chwili nie bardzo wiadomo o co chodzi. Wczoraj była piękna pogoda, więc musiałyśmy skorzystać z okazji i pojechałyśmy, chociaż z duszą na ramieniu ze względu na kotki a zwłaszcza Barwinka, bo Furianuszek i Misia radzą sobie bez problemu. Zniosłam to nadspodziewanie dobrze, ale dzisiaj odpoczywam. Cieszę się, bo Marcie bardzo się podobało, poza tym była to naprawdę udana wycieczka. Jeszcze raz pozdrawiam życzę udanego wyjazdu!
Usuń