W ścisłym centrum Mediolanu praktycznie non stop trwa swego rodzaju show... Ponieważ w okolicy Placu Duomo występy uliczne nie wymagają zezwolenia, na każdym kroku można zobaczyć artystów i amatorów, którzy na wszelkie sposoby starają się zainteresować przechodniów, przykuć choć na chwilę ich uwagę, a przy okazji zarobić parę groszy. Najczęściej są to muzycy i znane również z naszych ulic "żywe posągi" stojące godzinami niemal nieruchomo. Jednak zdarza się, że kiedy ktoś podchodzi bliżej taki posąg nieoczekiwanie porusza się lub wykonuje jakiś gest, wprawiając swą ofiarę w osłupienie. Zwykle kończy się to wybuchem śmiechu ze strony zaskoczonego przechodnia i wrzuceniem kilku monet do plastikowego kubka na datki.
Niektóre postacie noszą pięknie wypracowane, teatralne kostiumy, innym, których nie stać na kostium, musi wystarczyć choćby własna goła skóra, pomalowana na złoty kolor. Niejednokrotnie zdarza się, że pod grubym makijażem można dostrzec rysy twarzy, świadczące o cudzoziemskim pochodzeniu.
Najczęściej tego zajęcia podejmują się mężczyźni — chyba ze względu na trud związany z kilkugodzinnym staniem w nie zawsze wygodnej pozie, na mrozie lub w pełnym słońcu, kiedy żar leje się z nieba. Podczas moich mediolańskich peregrynacji zawsze miałam w kieszeni monety przygotowane na datki dla ulicznych artystów, gdyż nie uważam tego zajęcia za banalną żebraninę, lecz ciężką i wyczerpującą pracę.
Niestety, to bogate i piękne miasto nie dla wszystkich jest oazą szczęśliwości...
Ludzie chwytają się rozmaitych zajęć, czasami po prostu z desperacji, choć oczywiście są również tacy, dla których jest to pomysł na doraźny zarobek bez wiązania się etatem. Na ruchliwych ulicach w okolicy Duomo oprócz żywych posągów można spotkać wielu handlarzy, oferujących przeróżne mechaniczne zabawki — miauczące kotki, szczekające pieski, gumowe pająki czy ośmiornice. Handel tymi zabawkami zdominowali Azjaci, niestety najczęściej nie mają one koniecznych atestów i mogą być szkodliwe dla zdrowia, więc bardzo często odbywa się to nielegalnie.
Mimo to handel kwitnie — czasami wprost trudno przejść ulicą pomiędzy osobami prezentującymi swoje towary i ich potencjalnymi klientami. Jest to zarazem nieustający, amatorski teatr uliczny, niezamierzony happening, w którym każdy może przejąć rolę protagonisty.
W okolicy Placu Duomo zawsze jest też kilku artystów, którzy chętnym osobom od ręki, podczas krótkiego posiedzenia za pomocą ołówka lub węgla wykonują portrety o znacznym stopniu podobieństwa. Te seanse zwykle przyciągają kilku gapiów, obserwujących i komentujących, zwłaszcza gdy modelką jest młoda i ładna dziewczyna. Nie brakuje też przybyszów z Państwa Środka, którzy za drobną opłatą na paskach kartonu napiszą ideogramami nasze imię lub mądrą sentencję, mogącą służyć za drogowskaz na drodze życia.
Pamiętam, jak pewnego lata, w Mediolanie zapanowała moda na robienie baniek mydlanych. W pasażu za katedrą często można było spotkać kilku przybyszów z Filipin, prezentujących w celach reklamowych sztukę robienia owych baniek za pomocą małego urządzenia z otworami różnej wielkości. Był to doprawdy bajeczny widok, kiedy na kilkudziesięciu metrach deptaka nagle zaczynały fruwać setki opalizujących, tęczowych kul.
Wśród ulicznych handlarzy znaczną grupę stanowią imigranci z Afryki, którzy wyspecjalizowali się w sprzedaży książek i plecionych bransoletek wykonanych z kolorowych nitek. Ci ostatni z reguły biorą naiwnych pod włos i przez zaskoczenie wiążą taką plecionkę upatrzonej osobie na nadgarstku. Zwykle dają do zrozumienia, że jest to podarunek, a następnie dopominają się o pieniądze. Ofiara, żeby nie wyjść na skąpca i gbura, płaci, choć są też tacy, którzy nie dają się podejść i "prezent" zwracają.
Jest tu także znaczna grupa osób wyspecjalizowanych w handlu podrabianymi torebkami znanych włoskich firm. Za sklepową ladę służy im prześcieradło rozłożone na chodniku, a na nim kuszą produkty z logo Prady lub Trussardi. Są to tanie imitacje za 20-30 euro, czyli zaledwie ułamek ceny, jaką trzeba zapłacić za oryginał — niestety, ich jakość pod względem materiału i wykonania jest adekwatna do wartości.
Handlarzy prześladują stróże prawa i w związku z tym, trwa swego rodzaju zabawa w policjantów i złodziei. Siły porządkowe próbują zlikwidować ten proceder, lecz handlujący w porę ostrzegani przez wspólników stojących na straży, w piorunującym tempie chwytają cztery rogi prześcieradła, robią z niego zgrabny tobołek i odchodzą swobodnym krokiem, udając, że nie mają nic wspólnego z czymś tak obrzydliwym, jak nielegalny handel. Oczywiście, po przejściu patrolu wszystko wraca do normy, jednak pewnego razu, zdarzyło mi się widzieć policjantów, którzy niespodziewanie zawrócili, łapiąc delikwentów na gorącym uczynku.
Kilka lat temu wszystkie dzienniki mówiły o spektakularnym ukaraniu amerykańskiej turystki bardzo wysokim mandatem (o ile dobrze pamiętam, było to dwadzieścia tysięcy euro), za kupno takiej torebki. Przez jakiś czas było o tym bardzo głośno, jednak miałam wrażenie, że był to jedynie tzw. fakt medialny, rozdmuchany dla odstraszenia innych, potencjalnych nabywców.
Ci, których podróż przebiegnie szczęśliwie, są umieszczani w obozie przejściowym na wyspie Lampedusa, a po pewnym czasie mogą się przenieść w głąb kraju, więc jest tu naprawdę ogromna rzesza Afrykanów, Arabów i Azjatów, nie licząc osób z uboższych krajów Europy. Bella Italia nie jest w stanie zapewnić im wszystkim godnego bytu i uczciwej pracy, więc zdesperowani ludzie, z konieczności imają się niezbyt legalnych zajęć różnego rodzaju. Niestety, część z nich wchodzi w konflikt z prawem – mnożą się napady i rozboje, kwitnie sutenerstwo i handel narkotykami.
Narkomania nie od dziś jest prawdziwą plagą społeczną Włoch. Media dostarczają danych statystycznych na temat jej rozmiarów, które brzmią wprost nieprawdopodobnie, jednak są oparte na ciągłym monitoringu ścieków komunalnych pod kątem stężenia metabolitów narkotyków, zwłaszcza kokainy. Jak każde duże miasto, również Mediolan ma swoją ciemną stronę. Są tu miejsca, gdzie lepiej się nie pokazywać, a jeśli już, to należy przyspieszać ruchy, dobrze trzymać torebkę czy plecak i często oglądać się za siebie.
Ta brzydka twarz Mediolanu to bezdomność, gwałty, żebranina oraz kradzieże w biały dzień, w centrum miasta. Częstokroć autorami tych kradzieży są dzieci, bezdomne, kupowane lub porywane przez gangi, i zmuszane do przestępstw albo prostytucji. Są to niewyobrażalne tragedie — chociaż jest wiele instytucji i organizacji, które robią, co mogą, aby pomóc tym nieszczęśnikom, to straszne, drugie życie rozrasta się niczym nowotwór, niewidoczny na pierwszy rzut oka.
W czasie moich wędrówek często mijałam żebrzących ludzi: Cyganki z niemowlętami przy piersi, młodych włóczęgów z psami, kaleki... Niejednokrotnie zastanawiałam się, ile w takim życiu jest własnego wyboru, a ile bezradności i rozpaczy? Gdzie jest ta cienka granica, która oddziela nadzieję od upadku? Tak łatwo jest zasnąć na ławce w parku, kiedy nie ma się domu, do którego można wrócić, tak łatwo przestać się myć, bo po kilku dniach człowiek się przyzwyczaja... Łatwo jest usiąść na ulicy z kubkiem po Coca-Coli, w mieście, gdzie nikt nas nie zna, nikogo nie obchodzimy, i nawet ten, kto wrzuci do niego monetę, nie patrzy nam w oczy, a za chwilę o nas zapomni...
Pewnego lata, będąc w Como, tuż koło baru McDonald's zobaczyłam przystojną Rosjankę, siedzącą na walizkach. Wyglądała jak przeciętna turystka, więc pomyślałam, że czeka na autobus lub taksówkę. Z ogromnym zaskoczeniem zauważyłam stojący przed nią plastikowy kubek, a w nim drobne monety. Nie musiałam nawet uruchamiać wyobraźni, gdyż dobrze znałam taki scenariusz, kiedy ludzie po wniesieniu sowitej opłaty przyjeżdżali do obiecanej pracy, której w istocie nie było, i zostawali na ulicy, najczęściej bez pieniędzy i żadnego punktu zaczepienia. Następnego lata Rosjanka też tam była ze swoim kubkiem, poznałam ją bez trudu, choć tym razem nie miała ze sobą walizek, i w brzydkiej, znoszonej odzieży nie wyglądała już niczym turystka, która przysiadła na chwilę. Po pewnym czasie przestałam ją widywać i niejednokrotnie myślałam o tym, gdzie jest i co się z nią stało? Czy znalazła pracę, czy też uzbierała dość pieniędzy, żeby wrócić do domu? A może jej życie weszło w ostatni, ostry zakręt, z którego już nie ma wyjścia?
Nieco później zobaczyłam go ponownie, w reportażu, który ukazał się w lokalnej telewizji. Mówili o nim jego współpracownicy i podopieczni, wtedy też dowiedziałam się, że nazywał się Ettore Boschini. Poświęcony mu program był wspomnieniem pośmiertnym, ponieważ brat Ettore zmarł niedługo po naszym przypadkowym, przelotnym spotkaniu.


Jestem i z przyjemnością nadal będę Cię odwiedzać! Bardzo ciekawy tekst, pokazujący specyficzny charakter miasta a jednocześnie zwracający uwagę na poważne problemy. Bezdomność i żebractwo da się zauważyć w różnych krajach- w Polsce zresztą też. W Anglii przeprowadzana była specjalna akcja, żeby proszącym nie dawać pieniędzy, bo są bardzo często przeznaczane na alkohol i narkotyki i, chcąc pomóc- zabijamy! :( babciabezmohera- BBM
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło, sprawiłaś mi wielką przyjemność! Wiesz, jest to dla mnie bardzo bolesny temat gdyż w czasie mojej emigracji wielokrotnie miałam do czynienia z osobami stojącymi na krawędzi przepaści jaką jest bezdomność. Ja mimo różnych problemów miałam jednak więcej szczęścia, mnie się udało...
OdpowiedzUsuńTo wszystko, o czym piszesz jest i u nas, mam na myśli i zjawisko, i ludzi - może w mniejszym zakresie, ale jest.
OdpowiedzUsuńPrzyznam, że najbardziej przeraża mnie bezdomność ludzi nie z marginesu, takich zwykłych, jak my - bo oznacza ona, że może sie przytrafić jesli nie każdemu,to przecietnemu człowiekowi.
Straszne.
Ide oglądać zdjęcia.
Elu, mogłabyś wyłączyć weryfikację obrazkową?
Ikroopka - właśnie tak, jak piszesz, to może się przytrafić każdemu, czasem powodem jest jakiś fałszywy krok a czasem niepomyślny i niezawiniony splot okoliczności. Na emigracji to ryzyko jest o wiele większe, bo jesteś w obcym kraju, bez rodziny i przyjaciół, w państwie gdzie każdy urzędnik może ci powiedzieć żebyś wróciła do swojej ojczyzny bo takich jak ty tu nie potrzeba...Nie policzę ile razy w ciągu tych lat słyszałam historie ludzi, którzy przyjeżdżali tam z nadzieją a znaleźli poniewierkę i upokorzenia a niejednokrotnie śmierć ...
OdpowiedzUsuńKomentarze- wszystkie- prawie nieczytelne, czy tylko u mnie?? :( Jeśli nie tylko u mnie, to co z tym da się zrobić? BBM
OdpowiedzUsuńKomentarze- wszystkie- prawie nieczytelne, czy tylko u mnie?? :( Jeśli nie tylko u mnie, to co z tym da się zrobić? BBM
OdpowiedzUsuńU mnie też dziś, bo wczoraj było w porządku!
UsuńNie wiem co się stało, cały dzień byłam w moim ogródku więc tu nie zaglądałam, dzisiaj zauważyłam że zmienił się też kolor tekstu w dwóch postach, już wszystko poprawione. Miłego weekendu!
UsuńDziś jest w porządku! Czekam na dalsze wpisy. Pozdrawiam. :) BBM
OdpowiedzUsuńp.s. U Ikroopki jest jeszcze opcja anonim- to bardzo ułatwia i przyspiesza zamieszczenie komentarza. Może i u Ciebie dałoby się coś takiego dodać?...
BBM zmieniłam opcję.
OdpowiedzUsuń