Drogie Przyjaciółki i Przyjaciele oraz wszyscy Czytelnicy bloga Sukienka w kropki – z okazji Wielkanocy życzę Wam, aby te święta, jak i każdy kolejny dzień przynosiły miłość, spokój, radość i dobre zdrowie.
Niech pamięć Zmartwychwstania będzie dla nas wszystkich źródłem siły oraz nadziei, a nadchodząca wiosna i odradzająca się przyroda przyniesie same dobre i pogodne dni.
Elżbieta
Ostatnio znowu mam zaległości w czytaniu i komentowaniu zaprzyjaźnionych blogów — i nie tylko. Problemy zdrowotne kompletnie pokrzyżowały moje plany, do tego doszło jeszcze kilka innych dokuczliwych spraw co spowodowało, że ostatnie tygodnie były dla mnie naprawdę trudne.
Mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni, a przede wszystkim dopisze pogoda, bo w najbliższym czasie ja i Marta chcemy jechać na jednodniową wycieczkę do Poznania. Mamy zamiar odwiedzić Maję i razem z nią wybrać się na wystawę Mojżesza Kislinga „W sercu Montparnasse'u”, a przy okazji zwiedzić Ostrów Tumski.
Jeśli wszystko się uda, będzie to idealna okazja, żeby naładować baterie, złapać trochę dobrej energii i przepędzić smutki oraz czarne myśli.
Mimo wszystkich przeciwności, za pomocą kwiatów i nieco kiczowatych gadżetów udało mi się sprowadzić do naszego domu trochę wiosny i świątecznej atmosfery. Na półkach i parapetach stoją obowiązkowe bratki i hiacynty a punktem centralnym na naszym stole jest ogromny bukiet białych i liliowych tulipanów w szklanym pojemniku, które Marta dostała ode mnie z okazji urodzin (w tym roku wypadły one właśnie w pierwszym dniu świąt).
Kilka dni temu Marta przyniosła do domu doniczkę z owsem ozdobioną kurczaczkiem w różowej, niemowlęcej czapeczce. Niestety, dla naszego Furianuszka stała się ona źródłem straszliwej frustracji. Prawdopodobnie chodzi o to, że nasz rudy przyjaciel najwyraźniej uznał, że owies nadaje się dla kota do zjedzenia, a kurczaczek do zabawy Niestety ja i Marta mamy na ten temat zdanie odrębne, więc postawiłyśmy doniczkę na kuchennym blacie, poza zasięgiem jego łapek. Jednak Furianek doskonale pamięta, że ona tam jest, więc próbuje się wspinać (na szczęście nie potrafi skakać tak wysoko) i przeraźliwie miauczy dopominając się o swoje.
Następną ofiarą jego zapędów była hortensja w wiklinowym kwietniku — na szczęście okazało się, że jest to roślina, z której kot nie ma żadnego pożytku, więc szybko stracił dla niej wszelkie zainteresowanie.
Niedawno Furianuszek doszedł do wniosku, że oprócz kocich misek i niedokręconych kranów w łazience przyda mu się jeszcze jeden wodopój, więc teraz moim zadaniem specjalnym jest pilnowanie tulipanów w szklanym pojemniku, ponieważ próbował wypijać z niego wodę... Na szczęście tulipanów jest bardzo dużo, nie da się pomiędzy nie włożyć łebka, więc kończy się na obwąchiwaniu. W związku z tym jest nadzieja, że moja misja nie będzie zbyt uciążliwa, bo ile razy można wąchać kwiaty, które nie pachną?
Ponieważ chciałam podzielić się z Wami świąteczną atmosferą naszego domu, zrobiłam dwa kolaże z migawkami przedstawiającymi tegoroczne wielkanocne dekoracje. Szczerze mówiąc, nie zależy mi zbytnio na elegancji, więc są one niezbyt spójne, ale za to cieszą oczy i przywołują wspomnienia, jak choćby zajączek i jajko w koszyczku z gałązek. Kiedy na nie patrzę, przypomina mi się Wielkanoc sprzed kilku lat, kiedy Marta przyjechała na święta z Irlandii, gdzie pracowała przez jakiś czas.
Oglądałam zdjęcia, jakie zrobiła, i słuchałam jej opowieści o bezludnych plażach nad Atlantykiem, klifach Moheru i wędrówkach po zielonych wzgórzach Connemary. Rozmowa zeszła na irlandzkie obyczaje świąteczne, a przy tej okazji dowiedziałam się, dlaczego wielkanocny zajączek przynosi jajka — co w Polsce nie jest oczywiste, ponieważ u nas przynosi po prostu prezenty. *
Skromny i niepozorny szarak ma bardzo bogate konotacje i jak większość zwierząt, w wielu kulturach pełni rolę symboliczną. W starożytnej Grecji był łączony z płodnością oraz miłością, i przypisywany bogini Afrodycie. W tradycji chrześcijańskiej również stał się symbolem płodności i odradzającego się życia, a jego wizerunki pojawiały się w sztuce sakralnej, m.in. można go zobaczyć na fresku w mediolańskim kościele San Eustorgio. Jednak najpiękniejszą legendę z nim związaną przywiozła Marta z Irlandii.
Na Szmaragdowej Wyspie przez wieki przenikały sie wpływy celtyckie i germańskie, mieszały mitologie i obyczaje. Imię germańskiej bogini wiosny i płodności Ostary przetrwało do dziś w anglosaskiej nazwie Wielkanocy – Easter. Święto ku czci Ostary obchodzono wiosną, gdy przyroda budziła się do życia, w tym czasie zakopywano w ziemi malowane jajka, aby zapewnić urodzaj oraz ochronę upraw. Stąd pojawiły się one w wielu europejskich kulturach, a ten obyczaj w różnych formach przetrwał do dziś, choć często w zależności od miejsca przypisuje mu się odmienne źródło i znaczenie.
Zając, jako zwierzę kojarzone z dużą płodnością, towarzyszył bogini jako jej atrybut. Istnieje piękna legenda mówiąca o tym, że kiedy u kresu zimy Ostara zeszła na ziemię, znalazła rannego i zmarzniętego ptaka. Aby go ocalić, zamieniła jego pióra w futro — i w ten sposób narodził się zając.
Kiedy wiosną wszystkie zwierzęta przychodziły z darami, aby oddać pokłon bogini, zając ozdobił ostatnie jajko, które zniósł jeszcze jako ptak, i ofiarował je swojej wybawicielce.
Zając i jajka, choć dziś wydają się jedynie uroczym elementem świątecznych dekoracji, w swej istocie niosą ze sobą długą i ważną historię dawnych wierzeń i ludzkich nadziei. Może właśnie dlatego tak dobrze wpisują się w ten wiosenny czas — pełen odradzającego się życia, wspomnień i małych, domowych rytuałów, które powtarzamy co roku...



Dear friend, I am so sorry that 😢 you are experiencing difficulties including health issues. Your Easter 🐣 decorations are beautiful and heartwarming 💕 💖
OdpowiedzUsuńThank you so much for sharing. I wish you good health, happiness and peace this Easter and always.