Mediolańska katedra, czyli Duomo, stanowi centralny punkt miasta i jego chlubę. Jest nie tylko przybytkiem sakralnym i fenomenem architektonicznym, lecz czymś o wiele więcej - jego prawdziwym sercem, bez którego Mediolan nie byłby tym, czym jest.
Na przylegającym do niej Placu Duomo i pobliskich ulicach praktycznie w dzień i w nocy jak rok długi, krążą tłumy turystów i stałych mieszkańców. Na schodach przed katedrą można odpocząć, poopalać się, coś zjeść, umówić na randkę albo w interesach. Plac jest również prawdziwym salonem po gołym niebem, gdzie odbywają się najróżniejsze imprezy, koncerty i manifestacje.
Chociaż preferuję budowle w skromniejszym stylu, muszę przyznać, że katedra jest jednym z najbardziej charakterystycznych zabytków miasta i nie sposób ją pominąć, nawet jeśli do Mediolanu przyjeżdża się tylko na kilka dni. Szczególną atrakcję stanowi spacer po jej dachu, skąd widać praktycznie całe miasto. Jeśli dzień jest pogodny, można także podziwiać panoramę okolicy, a nawet szczyty Alp na horyzoncie. Na dach można dotrzeć na dwa sposoby — osoby o lepszej kondycji fizycznej mogą tam wejść po schodach, a dla pozostałych jest wygodna, szybkobieżna winda.
Katedra, przez stulecia przebudowywana i ozdabiana, po wielu metamorfozach przybrała obecny, neogotycki kształt. Jej nieustający remont poszedł w przysłowie — fabryka Duomo to popularne określenie pracy, której końca nie widać, a jej początek ginie w pomroce dziejów.
Mediolan do niedawna posiadał złą sławę miasta o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w Europie, na co wielki wpływ ma ogromna ilość spalin samochodowych. Choć władze miasta robią sporo dla poprawienia sytuacji, związane z tym kwaśne mgły i deszcze mają fatalny wpływ na kamień, z którego zbudowano katedrę. Biało-różowy marmur szarzeje, kruszą się misterne pinakle, a posągom odpadają nosy i palce. W związku z tym pracownikom fabryki Duomo raczej nie grozi bezrobocie, gdyż prawdopodobnie w przyszłości także nie zabraknie im zajęcia przy kolejnych remontach.
W ciągu mojego wieloletniego pobytu we Włoszech katedrę w całej okazałości mogłam zobaczyć zaraz po przyjeździe do Mediolanu, a następnie dopiero po upływie aż ośmiu lat. W tym czasie przeprowadzano jej konserwację i gruntowne mycie fasady; najpierw zasłonięto cały fronton — następnie w miarę jak kończono renowację kolejnych fragmentów, usuwano te zasłony kawałek po kawałku. Na wielkich banerach umieszczono liczne reklamy mające przysporzyć funduszy na remont oraz plansze poglądowe, obrazujące jak Duomo zmieniało się na przestrzeni wieków zgodnie ze stylem panującym w danej epoce. Na większości zdjęć, jakie tu zamieściłam, fasada jest już częściowo odsłonięta — jak widać, jej odnowiona część lśni czystością.
Więcej zdjęć mediolańskiego Duomo można zobaczyć w albumie
https://photos.google.com/album/AF1QipOqeACCn6Ze-PZRya_8DgONRse-2tiHkAkemufd?hl=pl


w mediolanie jeszcze nie byłem, ale jak wszystko we włoszech posiada swój urok, bezsprzecznie jedyny w swoim rodzaju. czasem jak sobie marzę cobym zrobił gdybym wygrał w totka, to zawsze jestem pewien, ze wykupiłbym sobie indywidualne lekcje języka włoskiego, i jeśli nie przeprowadził się tam na stałe, to systematycznie wybierałbym się tam by zwiedzać różne zakątki tego pięknego kraju.
OdpowiedzUsuńJa myślę, że możesz taką naukę zacząć na własną rękę, są świetne samouczki wydane przez wydawnictwo Pons, sama z nich korzystałam można wybrać "Włoski w 1 miesiąc" i "Włoski w 3 miesiące". Są bardzo przystępne i można się nauczyć postaw języka potocznego, takiego jakim mówią ludzie na co dzień. Co do wyjazdów są różne promocje i można wyskoczyć na kilka dni w różne ciekawe miejsca a wtedy dobrze jeśli umiemy się porozumieć bo we Włoszech nie jest najlepiej z językami. Ty zapewne znasz angielski, w dużych miastach z pewnością to wystarczy ale nieco bardziej na uboczu może być problem.
Usuńmój angielski jest bardzo słaby, ale jakoś dawałem rady... zresztą byliśmy dużą grupa, całą zorganizowaną wycieczką.
OdpowiedzUsuń