Ten wpis jest czwartym z kolei poświęconym miastu Lodi i jego zabytkom, a zarazem ostatnim z krótkiego cyklu, w którym opisuję moje wycieczki do miasteczek leżących nad rzeką Adda. Jeśli ktoś chciałby się z nimi zapoznać lub do nich wrócić, znajdzie je wszystkie pod wspólnymi linkami otagowanymi Lodi lub Adda. Oczywiście w żaden sposób nie wyczerpałam tego tematu, ponieważ jest wiele równie ciekawych miejscowości, do których nie dotarłam. Bardzo żałuję, że nie zobaczyłam Trezzo z jego średniowiecznym zamkiem i elektrownią Esterle, czy Crespi — gdzie znajduje się świetnie zachowany kompleks z początku XX wieku, składający się z fabryki włókienniczej i modelowego osiedla robotniczego (zabytek z listy UNESCO).
Jak wspomniałam poprzednio, w Lodi ogółem jest ponad dwadzieścia kościołów i kaplic. Większość z nich to obiekty zabytkowe, wznoszone od średniowiecza do początku XX wieku. Jednak choć są interesujące, nie mają tej rangi co Duomo, Tempio Civico dell’ Incoronata, San Francesco czy Sant’ Agnese, która jest tematem tego posta.
Ta świątynia, choć może nie tak spektakularna jak te o których pisałam we wcześniejszych postach, została zbudowana pod koniec XIV stulecia i stanowi bardzo cenny przykład lombardzkiego gotyku w czystej postaci. Powstała podczas przebudowy kompleksu klasztornego, wzniesionego w XII wieku dla zakonu augustianów. Augustianie, (podobnie jak bernardyni z San Francesco o którym pisałam tutaj Kościoły Lodi cz. I — San Francesco.) w związku z reformą józefińską przeprowadzoną pod koniec XVIII wieku jako zakon kontemplacyjny zostali objęci kasatą i musieli opuścić klasztor, natomiast kościół przekazano parafii San Lorenzo.
W przeciwieństwie do San Francesco, który znajduje się przy sporym placu, Sant’ Agnese wznosi się przy wąskiej ulicy. Świątynię otacza zwarta miejska zabudowa, dlatego możemy oglądać jedynie jej fasadę z czerwonobrązowej cegły. Jest ona bardzo harmonijna — po obu stronach wejścia znajdują się smukłe, półcylindryczne pilastry, obok których przebito dwa wysokie, ostrołukowe otwory okienne. Ponad nimi widoczne są subtelne ornamenty w kształcie niewielkich wgłębień, pokrytych kolorową polichromią. Okna posadowiono na gzymsach z przeplatających się łuków w kolorze terakoty, umieszczonych na tle białego tynku. Podobne dekoracje znajdziemy na szczytach pilastrów oraz na krawędziach trzyczęściowego naczółka, wyposażonego w niewielkie, smukłe pinakle.
Gotycki portal również wykonano z terakoty — w XIX wieku poddano go częściowej rekonstrukcji, podczas której w lunecie nad wejściem umieszczono fresk ze świętą Agnieszką w otoczeniu aniołów. Ponad portalem, zamiast rozety, znajduje się ładne, okrągłe okno, obramowane jasnym marmurem, pięknie harmonizujące z całością fasady. Kościół posiada dzwonnicę usytuowaną od strony absydy, jednak jest ona widoczna jedynie z krużganka, otaczającego dziedziniec dawnego klasztoru, znajdującego się po prawej stronie kompleksu.
Ponieważ ulica jest wąska, miałam duże trudności ze zrobieniem zdjęcia obejmującego całość fasady w jednym kadrze, dlatego z konieczności podzieliłam ją na kilka mniejszych fragmentów.
Wnętrze kościoła ma układ halowy — składa się z trzech naw o równej wysokości, oddzielonych od siebie dwoma rzędami cylindrycznych, ceglanych filarów. Filary tworzą trzy przęsła, na których wspiera się sklepienie krzyżowo-żebrowe. Bardzo pięknie wygląda również absyda, z dwoma lancetowatymi oknami i ciemnymi żebrowaniami na jasnym tle. Choć kościół przeszedł różne modyfikacje, jego struktura architektoniczna nie została naruszona. Pierwotnie zdobiły go piękne freski, jednak z biegiem czasu uległy uszkodzeniu i zniknęły pod wieloma warstwami tynku oraz farby. Do naszych czasów przetrwały jedynie ich fragmenty, które odsłonięto podczas kilku etapów prac rekonstrukcyjnych, przeprowadzonych w XX wieku.
Freski w Sant’ Agnese, chociaż nie są tak dobrze zachowane jak te, które możemy oglądać w kościele San Francesco (pisałam o nich w poprzednim poście), wiele mówią o późnogotyckiej kulturze malarskiej na terenie Lombardii. Ich przemyślana kompozycja, wysmakowana kolorystyka oraz subtelny rysunek świadczą o niepoślednim talencie nieznanych twórców. Na ścianie prawej nawy możemy zobaczyć pełne patosu wyobrażenie Chrystusa niosącego krzyż, a nieopodal scenę ukrzyżowania — styl tego fresku wskazuje na to, że malarz mógł wywodzić się z kręgu Michelina da Besozzo, który w tym czasie działał w niedalekiej Pawii.
Szczególnie piękny jest wizerunek tronującej Madonny z Dzieciątkiem, obok której stoją św. Augustyn i św. Katarzyna ze Sieny. Odkryto go w latach 50. XX wieku i początkowo sądzono, że jego twórcą jest Ambrogio da Fossano, zwany Bergognone. Obecnie, po przeprowadzeniu dokładniejszych badań, uważa się, że malarz mógł być związany z pracownią Matteo della Chiesa, który wraz ze swym synem Giovannim pracował w Lodi do początku XVI wieku. Oprócz fresków w Sant’ Agnese znajdują się również wartościowe płaskorzeźby z terakoty, dzieła nieznanego artysty lombardzkiego. Jedna z nich to duży, dobrze zachowany tryptyk, umieszczony nad drzwiami prowadzącymi do dawnych pomieszczeń klasztornych. Jego centralna część przedstawia martwego Jezusa, podtrzymywanego przez dwa anioły, natomiast w częściach bocznych artysta umieścił św. Krzysztofa niosącego Dzieciątko oraz św. Marcina, który ofiarowuje żebrakowi połowę swego płaszcza. Druga płaskorzeźba, mająca kształt tonda, znajduje się nad drzwiami do zakrystii — przedstawia Madonnę z Dzieciątkiem, otoczoną aniołami; jest ona dużo mniejsza i częściowo zatarta.
Powyżej tonda możemy zobaczyć trójkątny panel z freskiem, datowanym na przełom XVII i XVIII wieku, przedstawiającym apoteozę św. Agnieszki, patronki kościoła. Pierwotnie malowidło znajdowało się na ścianie absydy, lecz w 1935 roku zostało z niej zdjęte i umieszczone na specjalnej płycie. Dość długo sądzono, że przedstawia ono wniebowstąpienie Madonny, jednak obecność baranka, symbolu świętej, oraz jej czerwony płaszcz — atrybut męczeństwa — przemawiają na korzyść obecnej interpretacji.
W świątyni mieści się również kilka bocznych kaplic z ołtarzami, wzniesionymi w XVI, XVII i XVIII wieku. Jeden z nich, utrzymany w stylu późnego baroku, jest dość nietypowy, gdyż w jego marmurowej nastawie znajduje się nie obraz namalowany na płótnie czy desce, lecz fresk. Ukazuje on postacie świętych męczenników — braci Jana i Pawła, straconych za wiarę w IV wieku podczas panowania Juliana Apostaty.
W kaplicy Pokłonu Trzech Króli można zobaczyć interesujący obraz, datowany na 1598 rok, inspirowany podobnymi dziełami Bernardina Luiniego. Jego twórcą jest malarz z Lodi, brat Sollecito Arisi, członek Zakonu Pustelników św. Augustyna, pozostający pod wpływem stylu, jaki w swej szkole propagował Callisto Piazza, znany ze swych prac w Tempio dell’ Incoronata.
W ołtarzu kaplicy św. Ubalda umieszczono pełen ekspresji obraz olejny, przedstawiający scenę, w której święty, dzięki swej modlitwie, uwalnia opętaną kobietę od demona. Jest on datowany na początek XVII wieku — jego autorem jest Enea Salmeggia, który dla San Francesco namalował wizerunek Madonny z Caravaggio.
Po prawej stronie absydy znajduje się ołtarz z obrazem opowiadającym o edukacji przyszłej Matki Boskiej, na którym możemy oglądać młodziutką Marię w towarzystwie rodziców — św. Anny i św. Joachima, wykładających jej zasady wiary. Obraz pochodzi z początków XVIII wieku; uważa się, że został namalowany przez bliżej nieznanego artystę ze szkoły lombardzkiej.
Najcenniejszym dziełem sztuki sakralnej, jakie znajdziemy w kościele Sant’ Agnese, jest poliptyk Galliani, będący jednym z najsłynniejszych dzieł Alberta Piazza. Alberto, który namalował równie piękny poliptyk dla kaplicy św. Antoniego w Tempio dell’ Incoronata, był jednym z założycieli cenionej pracowni malarskiej braci Piazza, działającej na terenie Lodi w XVI wieku (pisałam o nich tutaj).
Poliptyk został zamówiony przez Nicolę Gallianiego, prawdopodobnie z okazji jego wyboru na przeora klasztoru augustianów konwentu Sant’ Agnese. Datowany jest na rok 1520 — uważa się, że pierwotnie był umieszczony w absydzie jako ołtarz główny i dopiero w późniejszych czasach przeniesiono go na obecne miejsce, do kaplicy św. Augustyna w prawej nawie bocznej.
Składa się ze złoconej ramy, w której osadzono obrazy olejne, namalowane na płótnie. Jest bardzo piękny — o żywych kolorach i starannym rysunku; bez wątpienia stanowi dzieło utalentowanego, dojrzałego malarza, dla którego wzorcem były dzieła Leonarda da Vinci i Rafaela.
W centralnej części poliptyku widzimy postać św. Augustyna, który potępia herezję — w ręku trzyma otwartą Ewangelię, a stopy opiera na trzech postaciach symbolizujących odstępców od zasad wiary. Powyżej znajduje się wizerunek Madonny trzymającej Dzieciątko, które wyciąga rączkę, by pobłogosławić klęczącego donatora, opata Nicolę Gallianiego. Ponad nimi góruje Bóg Ojciec, a w tympanonie malarz umieścił gołębicę z rozpostartymi skrzydłami — symbol Ducha Świętego.
W bocznych częściach artysta przedstawił święte Katarzynę i Agnieszkę oraz liczne postacie świętych związanych z zakonem augustianów — Monikę, Klarę, Basjana, Mikołaja z Tolentino, Alberta Quadrellego oraz Giovanniego Bono. Na samym dole, w predelli, widnieje Chrystus w otoczeniu dwunastu apostołów.
Piękna, bogato rzeźbiona rama ze złoconego drewna, stanowiąca godną oprawę obrazów, również powstała w Lodi i jest przypisywana warsztatowi Martina Coldiroli.
Pozostało mi jedynie udać się na dworzec i wrócić do domu, jednak po drodze chciałam jeszcze raz zobaczyć dziedziniec Broletto, który rano zauroczył mnie swoją architekturą i wyjątkową atmosferą. Kiedy tam dotarłam, był on zupełnie pusty — zniknęły kwiaty wystawione przez kwiaciarki, a metalowe żaluzje butików były zamknięte na głucho. Pozostało jedynie kilka rowerów, które pod portykiem czekały na powrót swoich właścicieli. Chociaż po przyległym placu nadal spacerowało sporo osób, na dziedzińcu panowała cisza, zakłócona jedynie pluskiem wody w fontannie. Był to magiczny moment, niczym ze snu — stałam tam sama, słuchając dźwięków spadających kropel, i spod portyku patrzyłam na plac, gdzie sylwetki ludzi przesuwały się niczym niemy film na ekranie kinowym.





















Już po pierwszym wpisie o Lodi szukałem informacji o tym mieście i tak trafiłem w Internecie na film Massimo Nalli. Pięknie filmuje różne miejsca we Włoszech w tym wspomniane Lodi. Kościół św. Agnieszki ma przepiękną fasadę, cieszy fakt, że choć część z fresków odsłonięto podczas renowacji. Poliptyk też przyciąga uwagę jednym słowem kolejna ciekawa świątynia w mieście o którym nawet bladego pojęcia nie miałem. Mam jednak świadomość, że we Włoszech w każdej miejscowości można znaleźć ciekawe miejsca i niesamowite zabytki. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńCześć Wiesiu, dzięki ze wspomniałeś o tym panu i jego filmach, chętnie sobie pooglądam w wolnej chwili, powspominam albo zobaczę coś nowego. Co do św. Agnieszki - faktycznie - choć na pierwszy rzut oka jest niepozorna, po bliższym przyjrzeniu widać jak jest wysmakowana jeśli chodzi o detale. Niczego tam nie brak i niczego nie jest za dużo, dlatego mnie też się bardzo podoba. Co do zabytków to jedna z rzeczy, której bardzo żałuję, to tego, że nie pojechałam do Crespi d'Adda. To miasteczko robotnicze jest po prostu niesamowite, prawdziwe "miasto idealne" nie tylko miało wszystko czego ludziom trzeba do życia, ale do tego jest po prostu piękne. Nie jest to jedyny przykład tego rodzaju, bo w tym czasie powstało wiele takich osiedli, również na naszych ziemiach, choćby w Żyrardowie, czy Katowicach, ale Crespi jest wyjątkowe. Serdecznie pozdrawiam!
UsuńYour photos are beautiful, Elizabeth! Thank you so much for sharing your lovely tour!
OdpowiedzUsuńI also want to thank you so much for your visits and kind comments on my blog posts. Your friendship means a lot to me. Warm hugs and much love to you!
Thank you so much for your kind and beautiful words! I’m truly happy you enjoyed the photos and the tour. Your friendship and support mean a lot to me as well. Sending you warm hugs and much love! 💛
UsuńWieki mijają a artyzm trwa…
OdpowiedzUsuńPoruszające są Twoje końcowe rozważania o tym, co możemy a co nam ucieka.
Wiesz, też o tym myślałam, szkoda jedynie, że takie refleksje nachodzą człowieka zbyt późno, bo jak jest młodszy wydaje mu się, że na wiele rzeczy ma jeszcze mnóstwo czasu...
UsuńI ma ten kościół jeszcze tą zaletą że jest w Lodi. W Rzymie np czy innej dużej aglomeracji zbladłby przy tylu pięknych kościołach, a w takim małym miasteczku można dostrzec wszystkie jego atuty. Freski fantastyczne, już kiedyś wspominałam, że uwielbiam freski na kościelnych ścianach, nawet te zatarte, przyblakłe, wyłaniające się z mroków czasu, jakby mówiły, żeby o nich nie zapomnieć i o tych często nieznanych z nazwiska zapomnianych malarzach.
OdpowiedzUsuńMiasteczko wieczorem opustoszałe- lubię takie chwile tylko dla siebie, choć gwar dnia ma też swoje zalety, kiedy żyje, tętni, jest głośne (po włosku głośne, bo tam nawet dwie osoba, ba nawet jedna potrafi narobić hałasu :)
A co do karuzeli miałam okazję jako dziecko, młoda osoba kilkakrotnie skorzystać, teraz już chyba bym nie wsiadła, obawiam się, że kręciłoby mi się w głowie, a takie atrakcje w naszym wieku mamy i bez karuzeli:) ale rozumiem sens wypowiedzi. Myślę, że każdy ma jakieś takie niespełnione pragnienia, których już się nie da zrealizować, dlatego też uważam, że lepiej żałować, iż się głupio coś zrobiło, niż żałować potem, że się nie spróbowało. Pamiętam, że przez wiele lat miałam takie durne marzenie, aby wytarzać się w śniegu, jak dziecko, albo jak piesek. Zrobiłam to w wieku lat 50Plus kiedyś wieczorem w odludnym miejscu i choć nie było to tak ekscytujące, jak sobie wyobrażałam cieszę się, że spróbowałam, choć oczywiście moja wówczas 70 plus mama popukała się w czoła i po raz kolejny stwierdziła, że jej córka winna odwiedzić specjalistę :)
Małgosiu, trudno się z Tobą nie zgodzić, faktycznie w Rzymie ten kościółek mógłby zginąć, chociaż jego największą zaletą jest to, że pozostał w stanie pierwotnym, w przeciwieństwie do wielu kościołów przebudowanych w okresie baroku. Co do reszty to dziwnym zbiegiem okoliczności mam na koncie podobną historię, bo od zawsze miałam wielką ochotę rzucić się w zaspę i zrobić "orła" ale podobnie jak Ty miałam opory. Zrobiłam to w trakcie zimowego spaceru do lasu jak miałam 59 lat, zachęcona przez Martę. Co prawda wyszedł mi raczej anioł bo byłam w długim kożuchu, nawet mam jego zdjęcie na pamiątkę. Nie było to tak cudowne uczucie jak przypuszczałam, ale dopięłam swego. Co do karuzeli niestety - jako małe dziecko bardzo ciężko chorowałam i w zasadzie cudem nie umarłam, ale cos mi się porobiło z błędnikiem. Próbowałam pokręcić się z moimi dziećmi jak były małe, ale skończyło się na tym że pan musiał zatrzymać karuzelę, na szczęście uprzedziłam go o problemie, więc był wyrozumiały.
UsuńCudna perełeczka. Dawno nie byłam w żadnym kościele ( a jutro niedziela 🤓). A karuzela - cóż, to już tylko wspomnienia. Teraz bym nie wsiadła, bo kręci mi się w głowie, kiedy szybciej nią poruszę, a co dopiero 😉
OdpowiedzUsuńDobrze powiedziane, kościółek - perełeczka, faktycznie na pierwszy rzut oka niby nic i trzeba mu się przyjrzeć, żeby docenić jego uroki. Co do reszty - lubię puste kościoły (pewnie Ty też). Co do karuzeli przed chorobą nie było okazji, bo byłam za mała, a później z powodu kłopotów z błędnikiem😭 trzeba było odpuścić. Serdecznie pozdrawiam ! 🫶
UsuńWitaj Elu 😉 Piękny wpis ❤️ Czyta się to jak spokojny spacer po Lodi, krok po kroku, bez pośpiechu. Uwielbiam, jak łączysz historię, architekturę i takie ciche, osobiste momenty na koniec — ten dziedziniec i zmierzch zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dzięki za tę podróż, nawet pogoda tu niczego nie popsuła.
OdpowiedzUsuńDzięki Aniu, co prawda, gdyby była słoneczna pogoda zdjęcia wyszły by mi lepiej, ale ta z mgiełką też miała swój urok. Co do reszty - takie nieoczekiwane momenty sprawiają, że nawet spokojna wycieczka bez fajerwerków na długo zapada w pamięć i staje się czymś ważnym. Widzę że zamieściłaś relację z Tajlandii, ✌️już się cieszę na czytanie, chociaż muszę je odłożyć do wieczora z powodów rodzinnych. Przesyłam uściski i pozdrowienia ! ❤️😘
UsuńElu mam nadzieję, że wszystkie sprawy rodzinne mają się dobrze i wszystko układa się spokojnie. Tajlandia poczeka, najważniejsze to, co blisko 💕 Ściskam i przesyłam ciepłe pozdrowienia 😘
UsuńDzięki Aniu, miałam trudne chwile bo naszego Baribalka nie dało się uratować, ale pomału dochodzę do siebie.🫶😘
UsuńBardzo Ci współczuję… 💔 Wiem, jak boli taka strata i jak długo to zostaje w sercu. Dobrze, że dajesz sobie czas, to naprawdę potrzebne.
UsuńPrzytulam Cię mocno 🫶 Sama aż się boję tej chwili, kiedy będę musiała pożegnać się z moją Abi… Staram się o tym nie myśleć i cieszyć każdym dniem z nią.
Dużo siły dla Ciebie 😘
Jeszcze raz dziękuję, Twoje wsparcie jest dla mnie bardzo ważne. Życzę Wam, żeby pożegnanie z Abi było jeszcze nieprędko 🫶🫶🫶🫶
UsuńUwielbiam turystykę sakralną więc Lodi posiadające ponad 20 kościołów byłoby dla mnie miejscem wprost idealnym. W kościele świętej Agnieszki zachwyciła mnie terakotowa fasada, urzekające freski, poliptyk z Galliani'ego w centralnej absydzie. Eluniu, uwielbiam włoskie kościoły bo są niczym muzea posiadające mnóstwo arcydzieł sztuki.
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię mocno i serdecznie pozdrawiam:).
To prawda Lusiu, we Włoszech nawet w wielu małych miejscowościach można znaleźć ciekawe świątynie, ale Lodi pod tym względem jest naprawdę zaskakujące Nie tylko jest ich dużo, ale do tego jeszcze mają wielką wartość jako zabytki. Cieszę się że mimo wszystko tam pojechałam, bo było warto. Ściskam wzajemnie i życzę miłego tygodnia!
UsuńDoskonałe zakończenie tego ciekawego wpisu Elu! Małe jest piękne, bo nawet w takich nie bardzo znanych włoskich miejscach można znaleźć prawdziwe perełki. Trzeba tylko chcieć tam się znaleźć i odkrywać.
OdpowiedzUsuńWspaniały spacer. Dzięki:)))
Ulciu, to prawda, jak się przekonałam, Lodi wyróżnia się na tle innych miast o podobnej wielkości dzięki swoimi zabytkom, więc cieszę się, że mimo wszystko tam pojechałam. Również dziękuję i serdecznie pozdrawiam!
UsuńJestem pod ogromnym wrażeniem tego pięknego miejsca. Kościoły we Włoszech są niesamowite! Moją szczególną uwagę przykuł ten poliptyk, ale i obrazy, które sprawiaj, że jest się w galerii dawnej sztuki malarskiej.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję z aspokojny i pełen wrażeń spacer po tych pięknych miejscach w Lodi.
Serdeczności przesyłam :)
Bogusiu, to już ostatni post na temat tego miasta. Szczerze mówiąc, sama nie przypuszczałam, że się tak rozgadam bo w planie miałam jeden wpis, więc dzięki. że dotrwałaś do końca! Również serdecznie pozdrawiam !
UsuńI like how you bring Sant’ Agnese to life with such attention to detail, both outside and inside. The way you describe the frescoes and terracotta reliefs makes it easy to imagine the care and artistry involved.
OdpowiedzUsuńThank you so much for your kind words. I’m really glad the details resonated with you—Sant’ Agnese is such a remarkable place, and I wanted to do justice to the care and artistry that went into every element, from the frescoes to the terracotta reliefs.
UsuńMyśląc o zwiedzaniu jakiegoś kraju, przeważnie zawsze koncentrujemy się na tych najbardziej znanych miejscach. W przypadku Włoch- Rzymie, Florencji, Mediolanie, Asyżu, Alberobello, Pompejach, itd. Zupełnie zapominamy, że prawdziwe perełki często są ukryte przed naszymi oczami, tak jak Twoje Lodi:-) Czy ktoś z nas, czytających Twój blog miał wcześniej pojęcie o istnieniu Lodi? Sądzę, że nie. Nawet ja;-), a jestem z wykształcenia geografem. Odkryłaś to piękne miejsce dla nas i za to Ci dziękuję:-)
OdpowiedzUsuńCo do karuzeli...wszystko przed Tobą! Pamiętasz, że niedawno pisałam o przejażdżce na karuzeli? Gdybyśmy miały kontakt poza bloggerem, przysłałabym Ci filmik z tego wiekopomnego wydarzenia, które przyćmił potem nieszczęsny ten upadek:-) Pozdrawiam cieplutko i życzę pięknego nowego tygodnia:-) I uważaj na siebie, bo jest bardzo bardzo ślisko!
Dzięki za komentarz, to prawda co napisałaś, turyści chodzą utartymi szlakami i ciągną do tych samych miejsc, poza tym takie miasta jak Rzym, Florencja, czy Wenecja cieszą się swoją w pełni zasłużoną sławą więc jak to się mówi "trzeba to widzieć". Jednak z pewnością warto też zboczyć z utartych szlaków bo i tam można zobaczyć wiele ciekawych rzeczy, a przede wszystkim zobaczyć ten kraj i jego mieszkańców niejako "w domowych pieleszach". Co do Lodi nic dziwnego, że mało kto o nim słyszał, bo to nieduże miasto, porównywalne z moją Ostródą. Ja miałam świadomość jego istnienia w kontekście bitwy o most podczas kampanii napoleońskiej a nie jego zabytków, bo zawsze byłam pasjonatką historii i miłośniczką biografii, wiele faktów pamiętam albo przypominam sobie coś pod wpływem impulsu. Bardzo chętnie obejrzę filmik, o którym piszesz, jeśli masz ochotę napisz do mnie na maila sukienkawkropki51@gmail.com będzie mi bardzo miło 😘💙
UsuńBardzo ciekawie to wszystko wygląda, można tutaj na spokojnie zagłębić się w te szczegóły które podczas zwiedzania trudno dokładnie dostrzec i poznać. Ja w tym roku zrobiłem sobie maleńkie postanowienie że podczas moich wędrówek chociażby po zakamarkach Krakowa, więcej czasu poświęcę na wnętrza kościołów, które do tej pory nie wiedzieć czemu pomijałem.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam i dziękuję :)
A ja dziękuję za odwiedziny i komentarz, to prawda że podczas zwiedzania wiele rzeczy umyka, bo człowiek czasem ma rozproszoną uwagę albo czegoś nie dojrzy. Kiedy zaczęłam moje włoskie peregrynacje często mi się to zdarzało, więc poszłam po rozum do głowy i zaczęłam robić maksymalną ilość zdjęć, dzięki czemu mogłam sobie w spokoju obejrzeć detale. Myślę, że w Krakowskich kościołach nadal jest co oglądać i zajęcia Ci nie zabraknie, a ja z przyjemności poczytam i obejrzę Twoje piękne zdjęcia. Serdecznie pozdrawiam z zaśnieżonej i oblodzonej Ostródy.
UsuńPrzepiękny wpis, bardzo doceniam kiedy mogę przeczytać taką relacje ze zwiedzania Kościołów i obiektów sakralnych.Dziekuję Takie wpisy jak Twoje powinny być szalenie popularne ❤️❤️❤️
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję, miło mi, że wpis Ci się podobał. Cieszę się, że do mnie zajrzałaś, przeczytałam kilka postów na Twoim blogu, ale nie komentowałam bo szczerze mówiąc mam zły okres i pustkę w głowie. Parę dni temu ciężko zachorował nasz kotek, ponieważ nie było nadziei na poprawę, trzeba było go uśpić. Był z nami przez 12 lat więc trudno mi sie z tego otrząsnąć ❤️😘
UsuńWitaj droga Elu - kolejny piękny, zapierający dech w piersiach post, zabierający na ciekawy spacer w miejscu, o którym wcześniej nie słyszałam (tzn. poza Twoim blogiem), po malowniczym, pełnym sztuki miasteczku.
OdpowiedzUsuńZachwyciły mnie obrazy i freski, coś niesamowitego, sztuka przez duże S. Uliczki klimatyczne, a karuzela... Cóż, uwielbiam i bardzo mi przykro, że nie możesz poczuć tego, co się na niej czuje, ale może jeszcze kiedyś się uda? Może przyjdzie taki czas, że będziesz mogła pokręcić się na karuzeli? naprawdę tego Ci życzę!
Życzę Ci również udanego, szczęśliwego lutego. U mnie wciąż zimowo, a ja tęsknię za wiosną i ciepłem.
Pozdrawiam i czekam na kolejne piękne posty oraz Twoje refleksje. Będę chwytać okazje w lot. Uściski i serdeczności!
Joasiu, dziękuję z całego serca za te piękne słowa i odwiedziny. Co do karuzeli - niestety, tego nie przeskoczę, bo ruch wirowy nawet w tańcu wyzwala u mnie zaburzenia równowagi. U nas w Ostródzie też zimowo, prawdziwa Alaska a w domu płacz i smutek bo odszedł nasz Baribalek. Najgorsze jest to, że cierpiał i trzeba było go uśpić a wszystko to stało się z powodu zaniedbań ze strony lek. vet. podczas leczenia tarczycy, do tego dostał leki, których absolutnie nie powinien i co go doprowadziło do śmierci. Czuję się strasznie, bo przez ostatnie cztery lata regularnie chodziłyśmy z nim do veta i na badania a leki miał podawane z zegarkiem w ręku. Byłam przy nim do końca i patrzyłam jak się męczy, więc trudno mi się pozbierać po tym wszystkim. Serdecznie pozdrawiam!
UsuńBardzo mi przykro. Naprawdę wiem, o czym piszesz, bo też tak miałam z Nikiem. To samo. Teraz z nim jeżdżę do pobliskiej miejscowości, bo wolę to, niż... No w każdym razie ledwo mi psiaka odratowali.
UsuńBaribalek miał u Was dobre życie, dbałaś o niego do końca i to jest bardzo ważne. On na pewno to czuł, że jest kochamy. Nie wiem, naprawdę nie wiem, co powiedzieć, bo brakuje mi słów. Jestem z Tobą, wiem jak się czujesz i przytulam w myślach. Martę również. Uściski.
Joasiu, jeszcze raz bardzo dziękuję! Takie słowa dużo dla nas znaczą, bo każde wspomnienie o nim kończy się łzami, że mimo naszych starań tak to się skończyło. Kiedy nastąpiło pogorszenie już wiedziałam o tym, że leki były nietrafione i poszłam z nim do innej lecznicy, niestety za późno. Wielka szkoda, bo trafiłam na nową lekarkę, która chyba jest tam od niedawna, ale widać było, że naprawdę wie co robi i ma serce do zwierząt. Gdybyśmy wcześniej do niej dotarły może sprawy potoczyły by się inaczej...
UsuńElu, kotek był kochany i miał dobre życie! To jest bardzo ważne. Nie wszystkie istoty mają tak wspaniałych opiekunów.
UsuńAvatar ładny, zielony i cieszy oczy, ale mnie brakuje bardzo Ciebie w tej sukience w kropki. Pozdrawiam serdecznie 😘🌹
Joasiu, ❤️dziękuję jeszcze raz, jesteś naprawdę kochana! 🫶🫶🫶 Awatar zmieniłam w pewnym sensie dla siebie samej, pomyślałam sobie, że platan to takie symboliczne drzewo przetrwania - wiatr obłamuje jego gałęzie, człowiek je przycina bez litości, a ono każdej wiosny zmartwychwstaje i wypuszcza mnóstwo nowych liści.
UsuńTo prawda z platanem, jest żywotne jak bluszcz. Przyszłam Ci życzyć dobrego nowego tygodnia, liczyłam na nowy post... Uściski Elu!
UsuńDzięki Joasiu, robię przymiarkę, ale zajęłam się innymi sprawami i trochę zaniedbałam blogsferę. Myślę, że na dniach to się zmieni, plan jest.❤️🌞😘
Usuń