piątek, 16 stycznia 2026

Lombardia. Kościoły Lodi cz. II — Sant' Agnese.

Ten wpis jest czwartym z kolei poświęconym miastu Lodi i jego zabytkom, a zarazem ostatnim z krótkiego cyklu, w którym opisuję moje wycieczki do miasteczek leżących nad rzeką Adda. Jeśli ktoś chciałby się z nimi zapoznać lub do nich wrócić, znajdzie je wszystkie pod wspólnymi linkami: Lodi lub Adda. Oczywiście w żaden sposób nie wyczerpałam tego tematu, ponieważ jest wiele równie ciekawych miejscowości, do których nie dotarłam. Bardzo żałuję, że nie zobaczyłam Trezzo z jego średniowiecznym zamkiem i elektrownią Esterle, czy Crespi — gdzie znajduje się świetnie zachowany kompleks z początku XX wieku, składający się z fabryki włókienniczej i modelowego osiedla robotniczego (zabytek z listy UNESCO).

Jak wspomniałam poprzednio, w Lodi ogółem jest ponad dwadzieścia kościołów i kaplic. Większość z nich to obiekty zabytkowe, wznoszone od średniowiecza do początku XX wieku. Jednak choć są interesujące, nie mają tej rangi co Duomo, Tempio Civico dell’ Incoronata, San Francesco czy Sant’ Agnese, która jest tematem tego posta.

Ta świątynia, choć może nie tak spektakularna jak te, o których pisałam we wcześniejszych postach, została zbudowana pod koniec XIV stulecia i stanowi bardzo cenny przykład lombardzkiego gotyku w czystej postaci. Powstała podczas przebudowy kompleksu klasztornego, wzniesionego w XII wieku dla zakonu augustianów. Augustianie, (podobnie jak bernardyni z San Francesco) pod koniec XVIII wieku jako zakon kontemplacyjny zostali objęci kasatą w związku z reformą józefińską i musieli opuścić klasztor, natomiast kościół przekazano parafii San Lorenzo.

W przeciwieństwie do San Francesco, który znajduje się przy sporym placu, Sant’ Agnese wznosi się przy wąskiej ulicy. Świątynię otacza zwarta miejska zabudowa, dlatego możemy oglądać jedynie jej fasadę z czerwonobrązowej cegły. Jest ona bardzo harmonijna — po obu stronach wejścia znajdują się smukłe, półcylindryczne pilastry, obok których przebito dwa wysokie, ostrołukowe otwory okienne. Ponad nimi widoczne są subtelne ornamenty w kształcie niewielkich wgłębień, pokrytych kolorową polichromią. Okna posadowiono na gzymsach z przeplatających się łuków w kolorze terakoty, umieszczonych na tle białego tynku. Podobne dekoracje znajdziemy na szczytach pilastrów oraz na krawędziach trzyczęściowego naczółka, wyposażonego w niewielkie, smukłe pinakle.

Gotycki portal również wykonano z terakoty — w XIX wieku poddano go częściowej rekonstrukcji, podczas której w lunecie nad wejściem umieszczono fresk ze świętą Agnieszką w otoczeniu aniołów. Ponad portalem, zamiast rozety, umieszczono ładne, okrągłe okno, obramowane jasnym marmurem, pięknie harmonizujące z całością fasady. Kościół posiada dzwonnicę usytuowaną od strony absydy, jednak jest ona widoczna jedynie z krużganka, otaczającego dziedziniec dawnego klasztoru, znajdującego się po prawej stronie kompleksu.

Ponieważ ulica jest wąska, miałam duże trudności ze zrobieniem zdjęcia obejmującego całość fasady w jednym kadrze, dlatego z konieczności podzieliłam ją na kilka mniejszych fragmentów.

Wnętrze kościoła ma układ halowy — składa się z trzech naw o równej wysokości, oddzielonych od siebie dwoma rzędami cylindrycznych, ceglanych filarów. Filary tworzą trzy przęsła, na których wspiera się sklepienie krzyżowo-żebrowe. Bardzo pięknie wygląda również absyda, z dwoma lancetowatymi oknami i ciemnymi żebrowaniami na jasnym tle. Choć kościół przeszedł różne modyfikacje, jego struktura architektoniczna nie została naruszona. Pierwotnie zdobiły go piękne freski, jednak z biegiem czasu uległy uszkodzeniu i zniknęły pod wieloma warstwami tynku oraz farby. Do naszych czasów przetrwały jedynie ich fragmenty, które odsłonięto podczas kilku etapów prac rekonstrukcyjnych, przeprowadzonych w XX wieku.

Freski w Sant’ Agnese, chociaż nie są tak dobrze zachowane jak te, które możemy oglądać w kościele San Francesco (pisałam o nich w poprzednim poście), wiele mówią o późnogotyckiej kulturze malarskiej na terenie Lombardii. Ich przemyślana kompozycja, wysmakowana kolorystyka oraz subtelny rysunek świadczą o niepoślednim talencie nieznanych twórców. Na ścianie prawej nawy możemy zobaczyć pełne patosu wyobrażenie Chrystusa niosącego krzyż, a nieopodal scenę ukrzyżowania — styl tego fresku wskazuje na to, że malarz mógł wywodzić się z kręgu Michelina da Besozzo, który w tym czasie działał w niedalekiej Pawii.

Szczególnie piękny jest wizerunek tronującej Madonny z Dzieciątkiem, obok której stoją św. Augustyn i św. Katarzyna ze Sieny. Odkryto go w latach 50. XX wieku i początkowo sądzono, że jego twórcą jest Ambrogio da Fossano, zwany Bergognone. Obecnie, po przeprowadzeniu dokładniejszych badań, uważa się, że malarz mógł być związany z pracownią Matteo della Chiesa, który wraz ze swym synem Giovannim pracował w Lodi do początku XVI wieku. Oprócz fresków w Sant’ Agnese znajdują się również wartościowe płaskorzeźby z terakoty, dzieła nieznanego artysty lombardzkiego. Jedna z nich to duży, dobrze zachowany tryptyk, umieszczony nad drzwiami prowadzącymi do dawnych pomieszczeń klasztornych. Jego centralna część przedstawia martwego Jezusa, podtrzymywanego przez dwa anioły, natomiast w częściach bocznych artysta umieścił św. Krzysztofa niosącego Dzieciątko oraz św. Marcina, który ofiarowuje żebrakowi połowę swego płaszcza. Druga płaskorzeźba, mająca kształt tonda, znajduje się nad drzwiami do zakrystii — przedstawia Madonnę z Dzieciątkiem, otoczoną aniołami; jest ona dużo mniejsza i częściowo zatarta. 

  

Powyżej tonda możemy zobaczyć trójkątny panel z freskiem, datowanym na przełom XVII i XVIII wieku, przedstawiającym apoteozę św. Agnieszki, patronki kościoła. Pierwotnie malowidło znajdowało się na ścianie absydy, lecz w 1935 roku zostało z niej zdjęte i umieszczone na specjalnej płycie. Dość długo sądzono, że przedstawia ono wniebowstąpienie Madonny, jednak obecność baranka, symbolu świętej, oraz jej czerwony płaszcz — atrybut męczeństwa — przemawiają na korzyść obecnej interpretacji.

W świątyni mieści się również kilka bocznych kaplic z ołtarzami, wzniesionymi w XVI, XVII i XVIII wieku. Jeden z nich, utrzymany w stylu późnego baroku, jest dość nietypowy, gdyż w jego marmurowej nastawie znajduje się nie obraz namalowany na płótnie czy desce, lecz fresk. Ukazuje on postacie świętych męczenników — braci Jana i Pawła, straconych za wiarę w IV wieku podczas panowania Juliana Apostaty.

W kaplicy Pokłonu Trzech Króli można zobaczyć interesujący obraz, datowany na 1598 rok, inspirowany podobnymi dziełami Bernardina Luiniego. Jego twórcą jest malarz z Lodi, brat Sollecito Arisi, członek Zakonu Pustelników św. Augustyna, pozostający pod wpływem stylu, jaki w swej szkole propagował Callisto Piazza, znany ze swych prac w Tempio dell’ Incoronata.

W ołtarzu kaplicy św. Ubalda umieszczono pełen ekspresji obraz olejny, przedstawiający scenę, w której święty, dzięki swej modlitwie, uwalnia opętaną kobietę od demona. Jest on datowany na początek XVII wieku — jego autorem jest Enea Salmeggia, który dla San Francesco namalował wizerunek Madonny z Caravaggio.

Po prawej stronie absydy znajduje się ołtarz z obrazem opowiadającym o edukacji przyszłej Matki Boskiej, na którym możemy oglądać młodziutką Marię w towarzystwie rodziców — św. Anny i św. Joachima, wykładających jej zasady wiary. Obraz pochodzi z początków XVIII wieku; uważa się, że został namalowany przez bliżej nieznanego artystę ze szkoły lombardzkiej.

Najcenniejszym dziełem sztuki sakralnej, jakie znajdziemy w kościele Sant’ Agnese, jest poliptyk Galliani, będący jednym z najsłynniejszych dzieł Alberta Piazza. Alberto, który namalował równie piękny poliptyk dla kaplicy św. Antoniego w Tempio dell’ Incoronata, był jednym z założycieli cenionej pracowni malarskiej braci Piazza, działającej na terenie Lodi w XVI wieku (pisałam o nich tutaj).

Poliptyk został zamówiony przez Nicolę Gallianiego, prawdopodobnie z okazji jego wyboru na przeora klasztoru augustianów konwentu Sant’ Agnese. Datowany jest na rok 1520 — uważa się, że pierwotnie był umieszczony w absydzie jako ołtarz główny i dopiero w późniejszych czasach przeniesiono go na obecne miejsce, do kaplicy św. Augustyna w prawej nawie bocznej.

Składa się ze złoconej ramy, w której osadzono obrazy olejne, namalowane na płótnie. Jest bardzo piękny — o żywych kolorach i starannym rysunku; bez wątpienia stanowi dzieło utalentowanego, dojrzałego malarza, dla którego wzorcem były dzieła Leonarda da Vinci i Rafaela.

W centralnej części poliptyku widzimy postać św. Augustyna, który potępia herezję — w ręku trzyma otwartą Ewangelię, a stopy opiera na trzech postaciach symbolizujących odstępców od zasad wiary. Powyżej znajduje się wizerunek Madonny trzymającej Dzieciątko, które wyciąga rączkę, by pobłogosławić klęczącego donatora, opata Nicolę Gallianiego. Ponad nimi góruje Bóg Ojciec, a w tympanonie malarz umieścił gołębicę z rozpostartymi skrzydłami — symbol Ducha Świętego.

W bocznych częściach artysta przedstawił święte Katarzynę i Agnieszkę oraz liczne postacie świętych związanych z zakonem augustianów — Monikę, Klarę, Basjana, Mikołaja z Tolentino, Alberta Quadrellego oraz Giovanniego Bono. Na samym dole, w predelli, widnieje Chrystus w otoczeniu dwunastu apostołów.

Piękna, bogato rzeźbiona rama ze złoconego drewna, stanowiąca godną oprawę obrazów, również powstała w Lodi i jest przypisywana warsztatowi Martina Coldiroli.






Wizyta w kościele Sant’ Agnese była ostatnim etapem mojej wycieczki. Chociaż pogoda niezbyt dopisała, byłam bardzo zadowolona z tego, co przyniósł mi ten dzień. Do Lodi pojechałam w zasadzie bez przekonania i raczej dla zabicia czasu niż z jasno określonym celem. Tym większe było zaskoczenie, jakie mnie spotkało, kiedy zobaczyłam jego piękne zabytki, o których dowiedziałam się dopiero na miejscu.

Pozostało mi jedynie udać się na dworzec i wrócić do domu, jednak po drodze chciałam jeszcze raz zobaczyć dziedziniec Broletto, który rano zauroczył mnie swoją architekturą i wyjątkową atmosferą. Kiedy tam dotarłam, był on zupełnie pusty — zniknęły kwiaty wystawione przez kwiaciarki, a metalowe żaluzje butików były zamknięte na głucho. Pozostało jedynie kilka rowerów, które pod portykiem czekały na powrót swoich właścicieli. Chociaż po przyległym placu nadal spacerowało sporo osób, na dziedzińcu panowała cisza, zakłócona jedynie pluskiem wody w fontannie. Był to magiczny moment, niczym ze snu — stałam tam sama, słuchając dźwięków spadających kropel, i spod portyku patrzyłam na plac, gdzie sylwetki ludzi przesuwały się niczym na ekranie kinowym.

Było późne popołudnie — słońce niemal schowało się za horyzont i tylko ciemnoczerwona łuna na zachodzie rozjaśniała granatowe niebo. Na ulicach zapaliły się latarnie, bo zmierzch zapadał bardzo szybko, a kiedy szłam na dworzec, było już zupełnie ciemno. Po drodze minęłam pięknie oświetlony pawilon z karuzelą, który rano był wypełniony śmiechem i dziecięcym gwarem. Zrobiło mi się smutno, bo nigdy nie kręciłam się na karuzeli — chociaż zawsze bardzo tego pragnęłam, z powodu choroby przebytej w dzieciństwie było to niemożliwe. Miałam nadzieję, że kiedyś sobie to wynagrodzę, jednak tak się nie stało, ponieważ zakaz w moim przypadku nadal jest aktualny. Ta nostalgia, związana z niezrealizowanym pragnieniem, nauczyła mnie jednego — żeby w lot chwytać okazję, kiedy życie podsuwa nam nawet najdrobniejsze przyjemności, bo ten moment może nigdy się nie powtórzyć…   

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za komentarz, będzie on widoczny po zatwierdzeniu.