środa, 25 czerwca 2025

Warmińskie historie. Kudypy - Leśne Arboretum Warmii i Mazur

Arboretum w Kudypach leży w lasach nieopodal Olsztyna. Bez trudu można tam dotrzeć, zbaczając z drogi krajowej nr 16 na odcinku Olsztyn–Ostróda. Jest to ogród dendrologiczny, który od 2005 roku ma status ogrodu botanicznego. Obszar o powierzchni 15,69 ha podzielono na kilka stref, w tym dział flory polskiej, część kolekcyjną z roślinnością zagraniczną oraz fragment lasu naturalnego z drzewami pomnikowymi. Na terenie znajduje się również lapidarium geologiczne. Łączna długość ścieżek wynosi około 3,5 km. Choć orientacyjny czas zwiedzania to przynajmniej dwie godziny, infrastruktura turystyczna obejmująca wiaty i ławki pozwala na dłuższy odpoczynek.

piękny  tradycyjny budynek w stylu leśniczówki

"Odchodziłem, a drzewo stało obejmując przeszłość i przyszłość"                                                                                                    Jan Paweł II

Tegoroczna wiosna przyniosła nam wiele niespodzianek pogodowych i nie zawsze były one takie jakbyśmy tego oczekiwali. Na Mazurach, po ładnej końcówce kwietnia, przyszedł zimny i deszczowy maj, który zmusił mnie do weryfikacji wycieczkowych planów. Jednak mimo wszystko udało mi się zrealizować jeden z nich, a mianowicie wizytę w Leśnym Arboretum Warmii i Mazur w Kudypach. Kudypy to mała osada leśna, nieopodal odcinka drogi krajowej nr16 łączącego Olsztyn i Ostródę. To bardzo piękna okolica - są tu urokliwe wioski położone wśród łąk i pól, lasy ciągnące się kilometrami, a także wiele malowniczych jezior.
 
Do Arboretum wybrałam się wraz z córką Martą i wnuczką Mają, która przyjechała do nas na kilka dni by odpocząć po egzaminach. Na szczęście podczas ostatniego dnia jej pobytu była piękna pogoda - wymarzona na wiosenną wycieczkę do lasu.







Co ciekawe, arboretum w pewnym sensie powstało dzięki przypadkowi. Na obszarze, gdzie w 1983 roku huragan zniszczył część drzewostanu, doszło również do spadku wód gruntowych, co wpłynęło na miejscowy ekosystem. W 1989 roku z inicjatywy miejscowych leśników zrzeszonych w Polskim Towarzystwie Leśnym, rozpoczęto prace nad zagospodarowaniem tej przestrzeni pod przyszłe arboretum. Wymagało to stworzenia projektu wykorzystującego naturalne ukształtowanie terenu, a następnie jego wstępnego oczyszczenia pod planowane nasadzenia. Przy tak poważnym przedsięwzięciu konieczna była pomoc naukowców - tu swoim doświadczeniem służył profesor Jerzy Tumiłowicz z Arboretum w Rogowie oraz botanicy z  Uniwersytetu Warmińsko - Mazurskiego. Pierwsze nasadzenia wykonano w 1992 roku ( część sadzonek była darem placówki w Rogowie ) i od tamtej pory kolekcja roślin jest systematycznie wzbogacana. 

W Kudypach przed bramą arboretum przywitał nas piękny stylowy budynek z ładnym gankiem, gdzie znajduje się kasa  oraz część konferencyjno - dydaktyczna. Jak już wspomniałam, arboretum jest parkiem leśnym podzielonym na kilka sekcji, gdzie rośnie około tysiąca gatunków i odmian drzew oraz krzewów, w większości należących do naszej strefy klimatycznej. W części kolekcyjnej jest około 700 egzemplarzy - zgromadzono w niej rośliny pochodzące z górskich rejonów Europy Południowo-Wschodniej, Ameryki Północnej oraz Azji Środkowo-Wschodniej. Oprócz klonów, brzóz oraz niebotycznych sosen znajdziemy tu jałowce, suchodrzewy, irgi, berberysy i kaliny. Nas szczególnie zachwyciły azalie pontyjskie, obsypane mnóstwem żółtych kwiatów o oszałamiającym zapachu. W pobliżu azalii znajduje się kolekcja rododendronów, jednak w czasie naszej wizyty ich kwiaty były jeszcze w pąkach, więc ominął nas wspaniały spektakl, jaki dają w pełni rozkwitu.  







W centralnej części arboretum znajduje się dział flory polskiej, składający się z około 300 gatunków oraz odmian drzew i krzewów, a także mnóstwa roślin i ziół charakterystycznych dla naszych rodzimych lasów. W tym miejscu znajdziemy też oczka wodne i mokradła, przez które prowadzą drewniane pomosty. Dzięki nim możemy poruszać się bezpiecznie również po tym terenie, co pozwala na przyjrzenie się z bliska wielu gatunkom roślin wodnych i rosnących na torfowiskach.

Spodobało nam się to miejsce, bo spacer drewnianymi pomostami sam w sobie był bardzo przyjemny, a poza tym mogłyśmy podejrzeć życie żab moczarowych w okresie godowym i posłuchać odgłosów, jakie wydają. Co ciekawe, o ile samice zachowują swój neutralny, brunatny kolor, to samce w czasie zalotów przybierają barwę niebieską. Nigdy wcześniej nie miałyśmy okazji zobaczyć ich w tej godowej szacie, więc spędziłyśmy sporo czasu na podglądaniu  "żabiego wesela".  

Oprócz zakochanych żab udało nam się zobaczyć jaszczurkę bez ogona. Jego brak  świadczył o tym, że została zaatakowana przez żmiję lub innego drapieżnika, gdyż w takim wypadku, dla zmylenia napastnika jaszczurka odrzuca ogon, co daje jej szansę na ucieczkę. Nie jest to częsty widok, ponieważ ogon z biegiem czasu odrasta, a te zwinne stworzenia rzadko dają okazję, aby dobrze im się przyjrzeć.













Po wyjściu z torfowiska, wśród niskopiennych krzewów, odkryłyśmy śliczny zakątek z ławeczką i zegarem słonecznym. Napis na cokole zegara przypomina odwiedzającym osobę Jana Skabary, który w czasie tworzenia arboretum pełnił w Kudypach funkcję nadleśniczego. Trzeba przyznać, że jest to bardzo oryginalny pomysł na upamiętnienie człowieka zasłużonego dla powstania parku.

Nieopodal znalazłyśmy wąską ścieżkę, która zaprowadziła nas na niewielkie wzniesienie, gdzie rośnie dąb zwany Papieskim. Obok niego umieszczono tablicę mówiącą o tym, że wyhodowano go z żołędzia pochodzącego z Dębu Chrobrego, uważanego za najstarszy dąb w Polsce. Odchowaną sadzonkę posadzono w arboretum w 2006 roku, by upamiętnić postać Jana Pawła II i ekologiczne przesłanie, jakie głosił w trakcie swego pontyfikatu. Obecnie jest to niezbyt okazałe drzewko, jednak należy mieć nadzieję, że z biegiem lat stanie się równie potężne jak większość przedstawicieli tego gatunku.










Trzecią częścią założenia parkowego jest las naturalny, niepoddany żadnym ingerencjom ani przekształceniom, dzięki czemu możemy tam zobaczyć wiekowe drzewa, będące pomnikami przyrody. Na całym terenie arboretum znajdziemy ławki i altany, a nawet kącik relaksacyjny wyposażony w leżaki i huśtawki, urocze zakątki, gdzie można spokojnie posiedzieć w bliskim kontakcie z naturą. Infrastruktura służąca odpoczynkowi i regeneracji sił jest rozmieszczona w tak przemyślany sposób, że nie narusza wrażenia, iż mimo wszystko jest to las, a nie zwykły park, jaki możemy odwiedzić w mieście.

Arboretum w Kudypach, oprócz funkcji rekreacyjnej, pełni również rolę placówki dydaktycznej i naukowej. Ponieważ leży w bezpośrednim sąsiedztwie Olsztyna, jest pod tym względem świetnym zapleczem zarówno dla szkół, jak i Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Znajdziemy tu kilka niezwykle interesujących ścieżek edukacyjnych, ukazujących życie lasu i jego mieszkańców. Nie ominęłyśmy żadnej z licznych i bardzo ciekawych tablic informacyjnych, jednak najbardziej zaskakująca była ta pokazująca rozpiętość skrzydeł dużych ptaków, do której można  przymierzyć się z rozłożonymi rękami. Marta na ochotnika została moją eksperymentalną modelką i okazało się, że rozpiętość jej rąk w przybliżeniu jest równa rozpiętości skrzydeł czapli siwej! 

Było to bardzo zaskakujące i odkrywcze, bo Marta choć niewysoka, jak by nie było jest dorosłą osobą, a okazało się, że sporo jej brakuje w tym względzie do bociana czy orła bielika. Natomiast jak widać na zdjęciu,  kruk i jastrząb w porównaniu z człowiekiem też nie wypadają najgorzej.











Kiedy przestudiowałyśmy tablice na temat liczebności gatunków ptaków żyjących w lesie, przestała nas dziwić niesamowita rozmaitość ptasich treli, jakie nam towarzyszyły. Był to wprost niewiarygodny koncert, jakiego chyba nigdy przedtem nie słyszałyśmy, jednak, jak wiadomo, druga połowa maja jest pod tym względem niezwykle fascynująca. Próbowałyśmy wypatrywać ptaków w koronach wysokich drzew, jednak bez lornetki było to bardzo trudne. Jedynie dzięcioł był na tyle uprzejmy, że kilkakrotnie pokazał się nieopodal swojej dziupli, a nawet zapozował do pamiątkowego zdjęcia. W części lasu, gdzie rosną rośliny rodzime, napotkałyśmy także przykładowe budki lęgowe odpowiednie dla różnych ptaków, ogród sensoryczny oraz lapidarium geologiczne prezentujące różne rodzaje skał. 

W tej części arboretum znalazłyśmy także tablice informujące o życiu pszczół i ich roli w ekosystemie, oraz różne rodzaje uli.

Wielką frajdę miałyśmy przy dendrofonie oraz instalacji pokazującej właściwości akustyczne drewna. Zbudowano je z kawałków drewna zawieszonych pionowo, przy których wisiała pałka podobna do tej, jaką uderza się w gong. Stukając nią można było porównać, jaki dźwięk wydają poszczególne gatunki i w jaki sposób wibrują pod wpływem uderzenia, a nawet stworzyć swą własną melodię i odtworzyć ją przy pomocy dendrofonu. Była to świetna, a także bardzo pouczająca lekcja, i choć wszystkie trzy wyrosłyśmy z wieku dziecięcego, świetnie się bawiłyśmy, przy okazji poszerzając naszą wiedzę o drewnie.









W jednym z poprzednich akapitów wspomniałam, że teren arboretum jest zróżnicowany pod względem wysokości. Jest to skutek działalności lodowca, który pełzł przez te ziemie wiele tysięcy lat temu. To właśnie jego przejście spowodowało, że północno-wschodnia część Polski jest tak ciekawa i piękna zarazem. Lekko pofalowany teren, porośnięty wielkimi połaciami lasów, gdzie w zagłębieniach znajdziemy oczka wodne i śródleśne jeziora, zielone łąki i pola, to wszystko sprawia, że ten widok przyciąga wzrok i porusza serce człowieka wrażliwego na uroki natury.

Ponieważ południowo-wschodnia część parku leży nieco wyżej, spacerując alejkami, mogłyśmy z tego miejsca przyjrzeć się jego centralnej części — z małymi lusterkami wody na pierwszym planie i torfowiskiem w głębi. Chociaż dzień był bardzo słoneczny, a las w tym miejscu niezbyt gęsty, młode liście dębów i korony sosen dobrze nas chroniły przed upałem. Drzewa w arboretum zadziwiły nas swoją wysokością i pięknym pokrojem, zwłaszcza sosny wyglądały wprost imponująco, ze swymi gładkimi pniami i koroną ciemnych gałęzi na szczycie. W epoce żaglowców takie proste i długie sosnowe pnie były bardzo pożądanym towarem, gdyż stanowiły świetny materiał na okrętowe maszty.

W tym miejscu mogłyśmy zobaczyć coś, co zwykle kryje się pod ziemią, a mianowicie systemy korzeniowe niektórych drzew. Zważywszy ich imponujące rozmiary, leśnicy chyba zadali sobie sporo trudu, aby wykopać je w całości i wyeksponować w jednym miejscu.

Po obejrzeniu korzeni i ścieżki geologicznej z odłamkami skał, ponownie przeszłyśmy do północnej części arboretum, by zobaczyć las naturalny. Byłyśmy nieopodal niego na początku zwiedzania, jednak po wyjściu z torfowiska udałyśmy się na południe, więc teraz aby tam dotrzeć, musiałyśmy zatoczyć koło. Aby uniknąć chodzenia po raz drugi tą samą drogą, tym razem wybrałyśmy ścieżkę okalającą część kolekcyjną parku, dzięki czemu mogłyśmy odwiedzić zakątki, które ominęłyśmy za pierwszym razem.  









Warto było się potrudzić, aby zobaczyć tę część lasu — zupełnie odmienną od tego, co widziałyśmy wcześniej. Wśród wysokich drzew rosły liczne samosiejki, a w tej gęstwinie leżały wielkie, martwe pnie, powoli rozkładane przez bakterie i inne organizmy, sprawiające, że każde z nich z biegiem czasu obróci się w glebę, z której wyrosło…

Był to ostatni etap naszego zwiedzania, a przemyślany sposób, w jaki zaplanowano całą tę przestrzeń zrobił na nas wielkie wrażenie. Mimo istotnych różnic pomiędzy poszczególnymi częściami, bardzo płynnie zmienia się ich charakter, dzięki czemu przed zwiedzającym otwierają się wciąż nowe perspektywy, oferujące mnóstwo wrażeń. Do tego trzeba podkreślić ogromny walor edukacyjny arboretum — przy czym wiedza przekazywana jest w sposób bardzo obrazowy i przystępny dla osób w każdym wieku. Nasza trzypokoleniowa wycieczka była świetnym przykładem tego, że można się uczyć przez całe życie i nigdy nie jest na to zbyt późno. 

Bardzo się cieszę się, że Maja, która choć mieszka w Gdyni, to jak by nie było po tacie jest  Mazurką półkrwi, mogła być z nami, by przyjrzeć się z bliska temu pięknemu miejscu. Co prawda Kudypy i Olsztyn leżą nie na Mazurach lecz na Warmii, ale nie ma to żadnego znaczenia dla przyrody, bo przecież ona nie uznaje żadnych granic.

Ja osobiście też jestem bardzo usatysfakcjonowana tą wycieczką, tym bardziej, kiedy pomyślę o tym, jak ogromne koło zatoczyło moje życie od czasu, gdy jako małe dziecko po przeprowadzce z okolic Warszawy zamieszkałam w Ostródzie i biegałam po łące w mojej sukience w kropki, przyglądając się nieznanym roślinom. Tak samo czułam się jako dorosła osoba, poznając pejzaż i przyrodę północnych Włoch, a teraz — po latach — znowu wróciłam do korzeni, by nadal uczyć  się świata, który mnie otacza…


Na koniec dodam, że do arboretum można wygodnie dojechać zarówno komunikacją publiczną, jak i własnym autem (na miejscu znajduje się wygodny parking). Przystępna cena biletów również zachęca do zwiedzania — bilet normalny kosztuje obecnie 12 zł, a ulgowy 8 zł. Za dodatkową opłatą istnieje także możliwość grupowego zwiedzania z przewodnikiem.

Arboretum nie jest jedyną atrakcją w okolicy — znajdują się tu liczne i bardzo malownicze trasy piesze oraz rowerowe, rezerwaty przyrody i uroczyska. Znalezienie noclegu również nie powinno stanowić problemu, ponieważ oprócz wygodnych hoteli w okolicznych miastach, dostępne są liczne ośrodki zlokalizowane w dawnych dworach i pałacach, a także wiele gospodarstw agroturystycznych i przytulnych pensjonatów.


niedziela, 15 czerwca 2025

Mazurskie historie. Trening czyni mistrza, czyli nauka chodzenia


Tym razem nie będę pisała o ostródzkich zabytkach, lecz o obiekcie jak najbardziej nowoczesnym, a nawet nowym, którym jest Stadion Lekkoatletyczny Ostródzkiego Centrum Sportu i Rekreacji. Jak wspomniałam, jest on stosunkowo świeżej daty, ponieważ oddano go do użytku w 2017 roku. W tym miejscu od zawsze było obszerne trawiaste boisko, którego skromna infrastruktura ograniczała się do kilku rzędów ławek usytuowanych na niewysokich skarpach. Na co dzień korzystali z niego uczniowie ostródzkich szkół, a okazjonalnie podczas koncertów i imprez plenerowych, także pozostali mieszkańcy. Choć stadion leży w centrum miasta, panuje na nim cisza i spokój, ponieważ w bezpośrednim sąsiedztwie nie ma ruchliwych ulic, za to jest dużo zieleni. Jego północna pierzeja sąsiaduje z budynkiem hotelu i Aquaparkiem, natomiast wschodnia z alejką, która oddziela go od zabytkowego cmentarza, o którym pisałam tutaj.

Stadion jest bardzo ładnym i przyjaznym miejscem, tym bardziej że podczas budowy wyposażono go w funkcjonalne zaplecze oraz trybuny dla publiczności. Są tu organizowane spartakiady, imprezy i zawody sportowe, a poza tym od rana do wieczora jest otwarty dla mieszkańców. Oprócz płyty boiska ma tartanową bieżnię i stanowiska do uprawiania lekkiej atletyki, a oprócz tego ścieżkę do nordic-walkingu. Oczywiście użytkowników obowiązuje regulamin porządkowy — i tak na płytę boiska mogą wchodzić tylko zawodnicy klubów podczas meczów i treningów (dla niezrzeszonych amatorów piłki są Orliki). Po tartanowej bieżni do woli można biegać i chodzić, jednak nie mają tam wstępu osoby z kijkami, dla których jest zielona ścieżka wyłożona sztuczną murawą. 

Właśnie ta zielona ścieżka jest powodem, dla którego piszę o stadionie, ponieważ z nastaniem wiosny postanowiłam zamienić moje dotychczasowe ćwiczenia na intensywną naukę prawidłowego chodzenia i kontrolowania oddechu. Oczywiście przedtem też chodziłam na spacery, jednak po dwóch operacjach bardzo pogorszyła się moja koordynacja ruchowa, nie mówiąc o dużym spadku kondycji, więc czułam, że potrzeba mi czegoś więcej.

Szczerze mówiąc, parę lat temu, kiedy jeszcze pracowałam, zaczęłam uprawiać nordic-walking, jednak dość szybko doszłam do wniosku, że nie jest to aktywność, którą bym polubiła. W tamtym czasie wieczorne chodzenie w kółko wydawało mi się zajęciem nudnym i monotonnym, a ponieważ byłam w dobrej formie fizycznej, w pewnym sensie także czymś poniżej moich możliwości.

Jednak ostatnie trzy lata życia z bólem i różnymi ograniczeniami spowodowały, że moim największym pragnieniem stało się, żeby po prostu włożyć na nogi buty, wyjść z domu i chodzić do woli. To tak proste marzenie dość długo czekało na realizację, ponieważ pełna rehabilitacja po zabiegu endoprotezy trwa około roku i dopiero wtedy można mówić o powrocie do całkowitej normalności. Ta normalność jest rzeczą względną, bo o ile kogoś zadowoli wyjście na zakupy lub krótki spacer, to ktoś inny chce o wiele więcej. W życiu codziennym nie myślę o tym, że moje stawy biodrowe zastąpiły endoprotezy i nie mam z tym żadnego kłopotu, wychodzę na spacery, bez trudu wchodzę po schodach, a nawet wspinam się po drabinie, jednak daleko mi do dawnej sprawności. Ponieważ nie lubię poprzestawać na małych rzeczach, postanowiłam, jak to się mówi — stanąć na głowie — by wrócić do formy z czasów, kiedy kilku czy kilkunastokilometrowe wędrówki też nie były dla mnie problemem. Jako że mieszkam bardzo blisko stadionu OCSiR, doszłam do wniosku, że byłoby grzechem nie do wybaczenia, nie skorzystać z możliwości, jakie mi daje to sąsiedztwo. 

Dlatego wyciągnęłam moje kijki i od poniedziałku do piątku, każdego ranka, niezależnie od pogody idę na stadion, gdzie robię kilka okrążeń, które przekładają się na mniej więcej trzy kilometry. Nie jest to oszałamiający dystans, jednak nordic-walking swą efektywnością przewyższa tradycyjną przechadzkę, a poza tym duże znaczenie ma przede wszystkim systematyczność treningu. Na przyszłość mam taki plan, żeby po wypracowaniu lepszej kondycji podwoić ten dystans, jednak podchodzę do tego spokojnie, żeby nie forsować się bez potrzeby. Na szczęście przekonałam się, że poranne chodzenie jest bardzo przyjemne, a jeśli nie pada, na stadionie jest po prostu bajecznie, bo świeża zieleń cieszy oczy, a śpiew ptaków z punktu poprawia nastrój. Okazało się, że podobnych rannych ptaszków obojga płci, trenujących zaraz po otwarciu obiektu, jest więcej. Większość z nich biega, inni oprócz tego robią dość zaawansowane ćwiczenia, jest też pani w naprawdę podeszłym wieku, która z wielką energią kilkakrotnie okrąża stadion, chodząc boso po bieżni.

Jak wiadomo, wysiłek popłaca, więc po kilkutygodniowym treningu zauważyłam pierwsze trwałe efekty, które miałam okazję zweryfikować w praktyce, ale o przebiegu tej weryfikacji napiszę w następnych postach.

P.S. Dla porządku dodam, że stadion, z którego korzystam, nie jest jedynym obiektem sportowym w mieście. Ostróda ma naprawdę niezłą bazę, jest tu basen z aquaparkiem, drugi pełnowymiarowy stadion piłkarski, korty tenisowe, dwie hale widowiskowo-sportowe, marina i wake park.