Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania frombork, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania frombork, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 sierpnia 2025

Warmińskie historie. Lidzbark Warmiński, uroczy świadek doniosłej przeszłości

  

Lidzbark Warmiński to jedno z najciekawszych historycznych miast na mapie województwa warmińsko-mazurskiego. To kameralna miejscowość, która zachwyca swym nieuchwytnym, klimatem — malownicza pełna zieleni przestrzeń, gdzie wielka historia dawnego księstwa biskupiego łączy się z codziennym życiem mieszkańców. Oprócz imponującego zamku biskupów warmińskich znajdziemy tam również inne cenne pomniki przeszłości i urokliwe zakątki. Współczesny Lidzbark Warmiński uchodzi za oazę spokoju, jednak jego przeszłość była pełna burzliwych wydarzeń. Mimo to, miasteczko choć niewielkie ma naprawdę dużo do zaoferowania i oprócz rzeczy oczywistych, których nie sposób pominąć podczas zwiedzania, bez trudu można tam odkryć coś nowego.

Wybrałam się tam z moją wnuczką Mają, planowałyśmy tę wycieczkę od kilku lat, lecz zawsze coś stawało nam na przeszkodzie. Maja po tacie jest półkrwi Mazurką, więc jako lokalna patriotka postanowiłam, że pokażę jej kilka ważnych miejscowości na mapie północno-wschodniej Polski, by przybliżyć jej naszą małą ojczyznę. Niektóre z nich, jak Frombork, Olsztyn czy Lidzbark, leżą na historycznej Warmii; obecnie te dwie krainy stanowią jeden region, chociaż dla wielu mieszkańców przynależność do jednej z nich i jej tradycji nadal nie jest sprawą obojętną.




Moje pierwsze spotkanie z Lidzbarkiem Warmińskim miało miejsce bardzo dawno temu, bo podczas wycieczki szkolnej na początku lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku. Bardzo dobrze pamiętam tę wycieczkę, która trwała kilka dni — odwiedziliśmy wtedy Frombork, Gdańsk, Elbląg i właśnie Lidzbark. Podobnie jak Ostróda, a także większość miast na Warmii i Mazurach, miejscowość w owym czasie przedstawiała widok wręcz przygnębiający. Z wojennej pożogi pozostało zaledwie 20% miejskiej substancji, stan ocalałych budynków pozostawiał wiele do życzenia, natomiast puste odgruzowane place częściowo zabudowano niewysokimi klockowatymi blokami. 

Od przewodnika dowiedzieliśmy się, że mimo niepozornego wyglądu Lidzbark ma bardzo bogatą historię, sięgającą czasów, kiedy te ziemie zasiedlali pogańscy Prusowie, w połowie XIII wieku podbici przez Krzyżaków, którzy za pomocą ognia i miecza nawracali ich na wiarę chrześcijańską. Świadectwem tamtych czasów jest pierwotna, pruska nazwa grodu, która brzmiała Lecberg. Krzyżacy po zdobyciu dominacji na tych terenach dla umocnienia nowej religii powołali biskupstwo ze stolicą w Heilsbergu (Święta Góra), jak od tej pory nazywano tę miejscowość, a Warmia na pięć wieków stała się księstwem i udzielnym majątkiem kościelnych dostojników. 

W pierwszej połowie XV wieku Lidzbark (dla uproszczenia będę używać obecnej nazwy) przystąpił do Związku Pruskiego, który uznawał zwierzchność króla Polski, co kilkadziesiąt lat później poskutkowało przyznaniem biskupowi warmińskiemu fotela w polskim senacie. W tym samym czasie sąsiednie Mazury początkowo pozostawały pod władaniem Krzyżaków a po sekularyzacji zakonu — elektora Prus. Ta sytuacja trwała aż do pierwszego rozbioru Polski, kiedy Warmię wcielono do Królestwa Prus, a biskup stracił swe książęce prerogatywy. Po drugim rozbiorze rezydencję biskupstwa przeniesiono do Olsztyna, co spowodowało, że Lidzbark stracił swą dotychczasową pozycję.

Z czasów tej minionej świetności w mieście pozostał wspaniały zamek, średniowieczny kościół farny pod wezwaniem św. Piotra i Pawła pełniący również rolę kolegiaty oraz jedna z bram. Świątynię wzniesiono z czerwonej cegły, jest ona naprawdę okazała i godna dawnej stolicy biskupstwa. Wewnątrz architektonicznie nieco przypomina wnętrze katedry we Fromborku, jednak jeśli chodzi o wystrój, tu jest on wiele skromniejszy. Mimo to całość robi wielkie wrażenie dzięki białym ścianom, od których pięknie odbija czerwony kolor żebrowań na gwiaździstym sklepieniu i ciemne drewno oraz złocenia bocznych ołtarzy. Kościół stoi tuż nad rzeką Łyną, która wraz ze swoim dopływem Symsarną niegdyś tworzyła naturalną fosę, za którą wzniesiono mury otaczające tę część miasta, więc ta masywna budowla o wysokiej wieży stanowiła istotną część jego umocnień. 

Kiedy przyjechałyśmy do miasteczka, na początek postanowiłyśmy obejrzeć je z grubsza, zanim udamy się do dawnego zamku biskupów, który był głównym celem naszej wycieczki.* Lidzbark bardzo nam się spodobał — mimo ran odniesionych podczas ostatniej wojny sprawia wrażenie bardzo schludne, ocalałe budynki są odnowione i ładnie wyeksponowane, w ścisłym centrum jest też parę odbudowanych kamieniczek na wzór tych, które uległy zniszczeniu. Klockowate bloki z biegiem czasu też wtopiły się w miejską tkankę, w znacznej mierze dzięki dużej ilości zieleni.

Przy jednej z ulic zobaczyłyśmy ciekawy zabytek, który choć w całości zbudowany z drewna, o dziwo przetrwał działania wojenne. Jest to dawny kościół ewangelicki, wzniesiony w latach 20 XIX wieku. Po wojnie, kiedy większość ewangelików opuściła te ziemie, oddano go prawosławnym osiedleńcom i od tej pory służy im jako cerkiew. Co ciekawe, podobnie jak w przypadku katolickiej fary patronami również tej świątyni są święci Piotr i Paweł. Podobno ma ona bardzo interesujące wnętrze wyposażone w piętrowe empory, jednak nie mogłyśmy tego zobaczyć — podczas naszej wizyty brama zewnętrzna była zamknięta na kłódkę, gdyż świątynię otwiera się jedynie podczas nabożeństw.

Od południowego wschodu na obrzeżach Lidzbarka ciągnie się pasmo niewysokich, malowniczych wzgórz na czele z Górą Krzyżową, gdzie wśród drzew można dostrzec kilka ulic o niewysokiej zabudowie. Na jednym z tych niewielkich wzniesień znajduje się śliczny budynek w stylu stanisławowskim, którego nie powstydziłyby się warszawskie Łazienki. Jest to tak zwana Oranżeria, wzniesiona za czasów biskupa Potockiego a później przebudowana na zlecenie biskupa Krasickiego. W tym miejscu już od XV wieku znajdowały się letnie ogrody biskupie z licznymi altanami, pawilonami i pałacykami, które nie dotrwały do naszych czasów, gdyż zostały zniszczone podczas wojen szwedzkich. 

To położenie dodaje miasteczku wiele uroku, tym bardziej że przepływająca przez nie rzeka Łyna i towarzysząca jej Symsarna tworzą liczne meandry i zakola, nad którymi ciągną się zielone bulwary. Lidzbark jest miastem mostów, których jest tu łącznie aż siedemnaście, z tego powodu często mówi się o nim jako o polskiej Wenecji. Osobiście uważam takie porównania za bzdurne, ponieważ Lidzbark jest po prostu Lidzbarkiem, ma swoją tożsamość i własny urok, więc wcale mu nie potrzeba takich naciąganych porównań. 

W okolicy kolegiaty lecz po drugiej stronie rzeki na bocznej ścianie jednopiętrowego budynku stojącego wśród drzew, zobaczyłyśmy kolorowy mural, przyciągający oczy pięknymi, żywymi barwami. Jako miłośniczka street artu nie mogłam stracić okazji obejrzenia go z bliska, tym bardziej że widniała tam jakaś zagadkowa postać w otoczeniu licznych symboli. Podczas oględzin mural nie odsłonił nam swojej tajemnicy, chociaż było coś dziwnie znajomego w androginicznej postaci z księgą i wielkim kaduceuszem, ubranej w dresowe spodnie, z wełnianymi skarpetami na stopach obutych w eleganckie domowe pantofle i koralikami (?) na szyi. Po powrocie do domu przeszukałam internet i okazało się, że mural — tak jak można było podejrzewać, przedstawia nieco unowocześnioną postać Mikołaja Kopernika. Autorką tego świetnego projektu jest ilustratorka Izabela Dudzik a wykonawcą artysta plastyk Marcin Budziński (notabene autor muralu kopernikowskiego na Gdańskim falowcu). Mural powstał w 2023 roku, dla uczczenia pamięci Mikołaja Kopernika z okazji 550 rocznicy jego urodzin i 480 rocznicy śmierci.

Postać Kopernika z reguły kojarzy się z Toruniem, Fromborkiem lub Olsztynem, gdy tymczasem w Lidzbarku spędził on aż dziesięć lat życia. Gdy po studiach we Włoszech jako trzydziestoletni mężczyzna wrócił do Polski, zamieszkał w stolicy biskupstwa, gdyż od sześciu lat nominalnie był kanonikiem kapituły warmińskiej, co nakładało na niego wiele obowiązków, z których był zwolniony na czas, kiedy pobierał nauki. Na dworze swego wuja biskupa Łukasza Watzenrode, objął funkcję jego osobistego lekarza, a oprócz tego powierzano mu różne odpowiedzialne zadania z zakresu administracji kościelnymi dobrami. Mimo tych licznych powinności Mikołaj Kopernik już wtedy pracował nad swoją teorią heliocentryczną i to właśnie w Lidzbarku stworzył podwaliny dzieła swojego życia, jakim była księga De revolutionibus orbium coelestium. 

Bardzo mi się podobał pomysł autorów muralu, którzy przedstawili uczonego w sposób mniej pomnikowy i konwencjonalny. Ten wielki człowiek wszechczasów jest właściwie mało znany od swej codziennej, ludzkiej strony i większości z nas kojarzy się z postacią wykreowaną na podstawie obrazu Matejki, toruńskimi piernikami lub ławeczką z jego figurą, do której można się przytulić, aby zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. 

Jego inteligencja, wykształcenie i pracowitość predysponowały go do zajęcia wysokich stanowisk w kościele, jednak Kopernik miał jedynie niższe święcenia kapłańskie i nie chciał tego zmieniać co było warunkiem sine qua non, aby mógł zostać biskupem. Wuj Watzenrode widział w nim swego następcę, jednak ten projekt chyba nie był w zgodzie z w planami uczonego, który jako biskup z pewnością nie mógłby zajmować się pracą naukową, tym bardziej że w swej istocie jego dociekania były niezgodne z doktryną kościoła. Z biegiem czasu doszło między nimi do konfliktu, na tyle istotnego, że Mikołaj opuścił dwór biskupi w Lidzbarku i przeniósł się do Fromborka, gdzie również pełnił funkcję kanonika. O wspaniałych zabytkach Fromborka, pobycie Mikołaja Kopernika w tej miejscowości a także jego pochówku w katedrze pisałam  w ubiegłym roku, jeśli kogoś interesuje ten temat może skorzystać z linku https://sukienkawkropki.blogspot.com/search?q=frombork .

Do Lidzbarka przyjechałyśmy około południa — nie spieszyłyśmy się zbytnio, ponieważ nie przypuszczałyśmy, że zwiedzanie zajmie nam tak dużo czasu. Ku naszemu zaskoczeniu już pobieżne obejrzenie miasteczka znacznie się przeciągnęło a przecież przed nami była jeszcze wizyta na zamku, który był głównym celem naszej wizyty. Dlatego zrezygnowałyśmy z dalszej przechadzki i udałyśmy się w kierunku, gdzie widniała jego masywna sylwetka z czerwonej cegły służąca nam za drogowskaz. Niebawem zbliżyłyśmy się do niego na tyle, by go zobaczyć w całej okazałości, a także móc podziwiać jego odbicie w spokojnych wodach rzeki Łyny płynącej u podnóża zamkowych murów. Po chwili znalazłyśmy się przed bramą prowadzącą na dziedziniec, przy której umieszczono tablicę upamiętniającą postać generała Henryka Dąbrowskiego i przypominającą o tym, że Lidzbark leży na Szlaku Napoleońskim. Na dziedzińcu otworzyła się przed nami wspaniała perspektywa na zamek i przedzamcze, a także na leżące nieco niżej miasteczko, nad którym górowała kolegiata ze swą wyniosłą wieżą. Teraz przed nami było jeszcze zwiedzanie zamkowych wnętrz, lecz ponieważ jest to temat tak obszerny jak oglądane przez nas komnaty,  poświecę mu następny wpis i  niebawem nastąpi ciąg dalszy!

* Niedawno o Lidzbarku pisał Wiesław na swoim blogu  Wycieczki wkraj'a (jeśli ktoś nie zna, to bardzo polecam), który zamieścił mnóstwo wspaniałych zdjęć. 

wtorek, 16 kwietnia 2024

Warmińskie historie. Frombork, pozostałe zabytki



Tym postem chciałabym zakończyć temat Fromborka i jego zabytków, choć nie wykluczone, że wrócę do niego w przyszłości, ponieważ jest tam parę rzeczy, których nie widziałam albo widziałam zbyt pobieżnie, żeby o nich napisać. Mam taki plan, żeby odwiedzić to miasteczko po raz kolejny; jeśli skończą się moje problemy zdrowotne, być może uda mi się to jeszcze tej jesieni...

Ponieważ pisząc o katedrze, pominęłam kaplicę Szembeka, tym razem chciałabym zacząć właśnie od niej, żeby zakończyć moją relację ze Wzgórza Katedralnego. Kaplica (poza gotycką kaplicą św. Jerzego) jest jedyną przybudówką do korpusu katedry; przy tym zdecydowanie wyróżnia się stylistycznie swoją barokową bryłą w kolorze różowym z białymi pilastrami i kopułą pokrytą blachą. Wzniesiono ją w latach 1732-35 pod wezwaniem Zbawiciela i św. Teodora z Amazji, jednak potocznie nazywa się ją kaplicą Szembeka, od nazwiska biskupa, który ją ufundował. Kaplica jest jednocześnie okazałym nagrobkiem swego donatora, gdyż został on pogrzebany w jej podziemnej krypcie, a w późniejszym czasie obok niego spoczęło również kilku jego następców.




Choć wzniesiona w tym samym czasie co większość ołtarzy katedry, wyróżnia się nie tylko rozmiarami i bogatą ornamentyką, ale przede wszystkim tym, że w jej ołtarzu umieszczono liczne skrzynki z relikwiami świętych. Wbudowano je w nastawę ołtarzową, a także w mensę, na niej umieszczono jeszcze jeden wielki relikwiarz w kształcie trumny. Wszystkie relikwiarze wykonał olsztyński złotnik Jan Krzysztof Giese ze srebrnej blachy ozdobionej misternymi ornamentami, a ponieważ są przeszklone, więc można zobaczyć szczątki, które w nich umieszczono.
Ołtarz podobnie jak cała kaplica jest datowany na pierwszą połowę XVIII wieku, z tego samego okresu pochodzi umieszczony w nim obraz, przedstawiający Chrystusa Zwycięskiego w otoczeniu świętych. Co dziwne, brakuje danych co do jego twórców, choć znane są nazwiska innych artystów i rzemieślników, pracujących na zamówienie biskupa Szembeka, jak choćby warmińskiego malarza Rogawskiego, który namalował piękny, iluzjonistyczny portal oraz Jana i Krzysztofa Schwartzów z Reszla, wykonawców przepięknej kutej kraty zamykającej wejście (pomalował ją również Rogawski). Wiadomo też, że polichromie wewnątrz kaplicy, w tym owalne portrety świętych, których relikwie złożono w ołtarzu, są dziełem Macieja Meyera z Lidzbarka Warmińskiego. Mając to na względzie, naprawdę może dziwić fakt, że o twórcach ołtarza nie wiemy absolutnie nic...




Na Wzgórzu Katedralnym znajduje się również Muzeum Mikołaja Kopernika, które ma swoją siedzibę w dawnym pałacu biskupim. Pierwotny budynek wzniesiono w XIV wieku, następnie przebudowano go w okresie baroku, jednak podobnie jak wieża Radziejowskiego został spalony w 1945 roku. Odbudowany w okresie powojennym, w roku 1972 został zaadaptowany na potrzeby wciąż rosnących zbiorów Muzeum Mikołaja Kopernika, natomiast w dawnych salach muzealnych, czyli domu kustosza i budynku kurii, znalazła swe miejsce biblioteka naukowa z bogatymi zbiorami starodruków i inkunabułów. Obecnie w muzeum można oglądać wystawę stałą związaną z życiem i działalnością astronoma, między innymi kopię znanego obrazu Matejki namalowaną przez Annę Szymborską, a także płytę z brązu z wizerunkiem uczonego, pochodzącą z jego pomnika, jaki wzniesiono we Fromborku w 1909 roku. Oprócz tego w tej części ekspozycji są liczne plansze informacyjne z notami biograficznymi i kalendarium prac wielkiego uczonego. Z innych ciekawostek można tu zobaczyć starodruki — wydania prac Kopernika z XVI i XVII wieku, a także repliki przyrządów, jakich używał oraz wyposażenie gabinetu renesansowego uczonego, pochodzące z czasów współczesnych astronomowi.





Kiedy zwiedzałyśmy muzeum, była tam właśnie wystawa czasowa, na której prezentowano precjoza ze zborów Archidiecezji. Był to wspaniały zbiór naczyń liturgicznych, monstrancji, lichtarzy, krzyży i wotów, wykonanych ze srebra i złota. Artyzm tych przedmiotów jest naprawdę trudny do opisania, a ilość miniaturowych elementów może przyprawić o zawrót głowy, Oprócz tego mogłyśmy też zobaczyć ekspozycję zabytkowych witraży, których fragmenty odzyskano po wojennych zniszczeniach katedry i po przeprowadzeniu prac konserwatorskich pięknie zaprezentowano w muzealnych salach




Innym fromborskim zabytkiem, który bez wątpienia warto zobaczyć, jest szpital św. Ducha wraz z należącą do niego kaplicą św. Anny. Choć ze względu na wielkość i przeznaczenie nie może konkurować ze wspaniałościami katedry, stanowi on bardzo ważny przyczynek do poznania historii szpitalnictwa a oprócz tego, jest jedynym tego rodzaju zabytkiem w Polsce, który zachował się do naszych czasów w stanie niemal niezmienionym od chwili swego powstania.




Należy pamiętać, że czasach średniowiecza szpital był nie tylko miejscem, w którym leczono ludzi, lecz również przytułkiem, gdzie mogli znaleźć schronienie starcy lub kaleki, a także sieroty; osoby z jakichś względów niezdolne do samodzielnej egzystencji, nieposiadające wsparcia w rodzinie. Zwykle takie instytucje powstawały z inicjatywy władz kościelnych, a bezpośrednią opiekę nad pensjonariuszami sprawowali zakonnicy, czasem wspierani przez świecką służbę. Fromborski szpital powstał w latach 20-30 XV wieku, dzięki staraniom proboszcza kapituły kanonika Arnolda von Dattelna. W tym czasie w pewnej odległości od siebie wzniesiono dwa skrajne, ceglane budynki, czyli kaplicę św. Anny i tzw. dom gotycki, które następnie połączono w jedną całość długą halą zbudowaną metodą szachulcową. Kaplica pełniła funkcję sakralną, natomiast w domku znajdowały się pomieszczenia gospodarcze, kuchnia, jadalnia, łaźnia z ogrzewającymi ją piecami typu hipokaustum w części piwnicznej oraz małe mieszkanie, natomiast obszerny halowy łącznik był przeznaczony dla pacjentów i podopiecznych. Na początku XVI wieku, za rządów biskupa Watzenrode szpital poddano modernizacji; szachulcowe ściany zastąpiono ceglanymi, a nieco późnej słomiany dach zamieniono na ceramiczny. W tym stanie szpital przetrwał do lat osiemdziesiątych XVII wieku, kiedy poddano go ponownej modernizacji. Pieniądze na ten cel pochodziły ze składek i donacji kanoników katedry a przedsięwzięciem kierował kanonik Ludwik Demuth, który również przeznaczył na ten cel znaczne środki finansowe. Podczas prac zlikwidowano łaźnię a w jej miejscu powstała lecznica, natomiast główne pomieszczenie podzielono za pomocą ścian działowych na trzy nawy. W nawach bocznych utworzono po sześć cel z każdej strony z przeznaczeniem dla stałych podopiecznych, podczas gdy główna, centralna sala służyła chorym. Do ogrzewania całości wymurowano piece opalane z głównej sali, a nieopodal lecznicy dobudowano latrynę. W tym stanie budynek przetrwał aż do lat 30 XX wieku, w tym czasie w szpitalu założono centralne ogrzewanie i odnowiono jadalnię. Oprócz tego przeprowadzono prace konserwatorskie, podczas których w kaplicy św. Anny odkryto cenne gotyckie malowidła naścienne, przedstawiające Sąd Ostateczny. Brakuje dokumentów, które by mówiły cokolwiek o ich twórcy, jednak powstała pewna ciekawa teoria na ten temat.




Ponieważ są one jedyne w swoim rodzaju, a poza tym brak jest doniesień o bytności we Fromborku jakiegokolwiek malarza, jeszcze przed wojną przypisano je pisarzowi miejskiemu Krzysztofowi Blumenrothowi, który w swych pismach umieszczał podobne miniaturowe rysunki w kolorach niebieskim, zielonym i czarnym. W tym samym czasie kiedy wznoszono kaplicę, Blumenroth przepisał dla kanonika Salendorfa Biblię (zrabowaną przez Szwedów) i ozdobił ją w ten sam sposób, więc wysnuto wniosek, że prawdopodobnie wykonał także malowidła w kaplicy. Choć nie jest to sztuka najwyższych lotów, to trzeba przyznać, że widać w tym dużo naiwnego wdzięku a roślinne motywy są ładnie rozplanowane.
Szpital ucierpiał w czasie II Wojny Światowej, na szczęście po jej zakończeniu dość szybko wykonano prace zabezpieczające, co zapobiegło jego dalszej dewastacji. Dopiero w latach 1977-1990 przeprowadzono gruntowne prace konserwatorskie, co pozwoliło na udostępnienie szpitala zwiedzającym. Obecnie znajduje się tam stała wystawa z zakresu historii medycyny z eksponatami ze zbiorów Muzeum Mikołaja Kopernika, a poza tym są organizowane wystawy czasowe, swą tematyką nawiązujące do tego miejsca. Trzeba tu oddać sprawiedliwość osobom zajmującym się przygotowaniem wystawy, która w tym niełatwym wnętrzu jest bardzo pięknie zaaranżowana, a to sprawia, że można w pełni podziwiać urodę jej wszystkich elementów.




Kiedy tam byłyśmy, miała miejsce wystawa czasowa "Dębowa kamizelka/ skrzynka/drewniana jesionka. Trumna jako ostatnie mieszkanie zmarłego, znak odejścia i przejścia w zaświaty". Pokazywano na niej przedmioty związane z tradycją pogrzebową, mary, katafalki, chorągwie, rzeźby okolicznościowe oraz paradne, egzekwialne trumny, symbolicznie wystawiane podczas okolicznościowych mszy żałobnych. Bardzo ciekawym eksponatem była półka projektu Williama Warrena, nowoczesny regał wykonany z drewna wysokiej jakości, któremu artysta dał tytuł "Półki dla życia". To designerski przedmiot, który może pełnić funkcję poręcznego mebla a po śmierci właściciela zmienić się w skromną, lecz elegancką trumnę. Przyznam, że pomysł sam w sobie jest nie tylko innowacyjny, ale ma też głęboki wydźwięk filozoficzny, niczym swoiste memento mori.
Niegdyś koło szpitala znajdował się cmentarz, współcześnie w tym miejscu założono tarasowy ogród z ziołami, roślinami ozdobnymi i leczniczymi. Dodam jeszcze, że pierwotnie szpital miał na dachu dwie sygnaturki, do naszych czasów dotrwała jedna z nich, natomiast na pozostałościach drugiej bociany uwiły sobie okazałe gniazdo. 

Tu jeszcze raz sięgnę pamięcią do czasów, kiedy byłam tam jako dziecko i młoda osoba; pamiętam wąską brukowaną uliczkę i smętne małe domki ze spłachetkami ziemi na przedogródek, ogrodzone krzywymi płotkami. Szpital św. Ducha, dziś wyglądający tak atrakcyjnie z otynkowaną na biało fasadą i również białą, górną częścią ścian bocznych, od których pięknie odbija czerwień cegły i ceramicznych dachówek, z uroczą sygnaturką i bocianim gniazdem, gdzie co roku wykluwa się nowe życie, w niczym nie przypomina obskurnego, szarego budynku, wyglądającego niczym opuszczony barak. Teraz z zewnątrz i wewnątrz wszystko jest odnowione i dopieszczone w każdym detalu, każąc myśleć nie tylko o wydanych na ten cel pieniądzach, ale również o ogromnej ilości pracy, jaką włożono w tę renowację.


Kiedy pisałam o ponownym pochówku Mikołaja Kopernika, nie wspomniałam nic o identyfikacji jego szczątków i rekonstrukcji twarzy na podstawie znalezionej czaszki, więc na początek powyżej zamieściłam wykonany przez mnie kolaż z jego trzema wizerunkami, na różnych etapach życia. Pierwszy i drugi wykazują wyraźne podobieństwo, natomiast trzeci przedstawiający człowieka w podeszłym wieku, jest wyżej wspomnianą rekonstrukcją.

Dodam jeszcze, że poszukiwania grobu astronoma trwały od dawna, gdyż w kolejnych pokoleniach było duże zainteresowanie tym tematem (nawet Napoleon, maszerując na Moskwę, zawitał do Fromborka i zlecił swojemu oficerowi stosowne poszukiwania, skądinąd bezskuteczne). 

Trudność polegała na tym, że brak było wskazówek, gdzie dokładnie został pochowany astronom, jednak mimo to, w 2004 roku podjęto jeszcze jedną próbę, tym razem zakończoną powodzeniem. Polscy uczeni na prośbę prepozyta katedry postanowili jeszcze raz rozpocząć poszukiwania, tym razem koło ołtarza św. Krzyża, gdyż to nim opiekował się Kopernik za życia, a tradycja nakazywała pochówek kanonika w pobliżu jego ołtarza. 

Istotnie w tym miejscu w krypcie znaleziono szczątki kilku osób; antropolodzy dość szybko wykluczyli większość z nich, gdyż nie zgadzał się wiek zmarłych, natomiast zainteresowała ich czaszka, która prawdopodobnie była czaszką mężczyzny w wieku około siedemdziesięciu lat, jakiej szukali uczeni. W laboratorium kryminalistycznym wykonano rekonstrukcję twarzy na podstawie tejże czaszki i uznano, że może to być twarz tej samej osoby co na wcześniejszych portretach wielkiego astronoma. 

Problemem było wyodrębnienie DNA do porównania, co dałoby ostateczny dowód na prawdziwość tej teorii, Próbowano odszukać szczątki wuja Kopernika, Łukasza Watzenrode lub jego żyjących krewnych, niestety ta ścieżka zawiodła. Na szczęście, wiedząc, że w bibliotece w Uppsali znajduje się księgozbiór uczonego zrabowany w trakcie potopu szwedzkiego, spróbowano tam poszukać śladów biologicznych z nim związanych. Faktycznie, wśród kart jednej z ksiąg znaleziono jego włosy, w tym dwa z cebulkami, dzięki czemu udało się wyodrębnić DNA. Porównano je z DNA z kości długich znalezionych wraz z czaszką i uzyskano wynik pozytywny, co jednoznacznie potwierdziło, że są to poszukiwane szczątki Mikołaja Kopernika. 

Jak pisałam w poprzednim poście, w 2010 roku dokonano ich uroczystego złożenia w krypcie fromborskiej katedry, lecz tym razem w oznaczonym grobie i ze stosownym epitafium.


Na koniec chcę napisać parę słów o ławeczce Mikołaja Kopernika na zrewitalizowanym ryneczku Fromborka. Pomysł na tę instalację jest bardzo oryginalny, ponieważ układając kostkę brukową użyto ciemniejszego koloru do wytyczenia kształtu orbit układu słonecznego a w miejsce planet ustawiono półkoliste ławki. Na trzeciej od środka ( ponieważ trzecią orbitę zajmuje Ziemia) umieszczono rzeźbę z brązu przedstawiającą wielkiego astronoma, który patrzy w stronę Wzgórza Katedralnego,  gdzie spędził trzydzieści trzy lata życia i dokonał swego wiekopomnego odkrycia. 

Nie mam pewności, czy powinnam tu  podzielić się refleksją, jaka mi się nasunęła w związku ze spiżowym pomnikiem Kopernika, dziełem Mieczysława Wetlera, widocznym na zdjęciu tytułowym. Jest on pięknie usytuowany u stóp Wzgórza Katedralnego i nie chcę negować jego wartości artystycznej, jednak muszę powiedzieć, że postać patrząca w kierunku Mierzei, mimo woli skojarzyła mi się nie tyle z astronomem, co z Krzysztofem Kolumbem, marzącym o odkryciu nowych lądów...

Więcej zdjęć można zobaczyć w albumach>