Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

niedziela, 31 lipca 2016

Lombardia. Urok prostoty, czyli Bellagio San Giovanni, Loppia i Pescallo.




















W centrum Bellagio, jak przystało na miejscowość o międzynarodowej sławie, w sezonie turystycznym jest zawsze sporo gości. Pisałam już w poprzednich postach, że nie jest ono zbytnio zatłoczone, jednak z pewnością nie można go nazwać oazą spokoju.

Za to w innych frakcjach gminy leżących na jej obrzeżach, w ciszy i odosobnieniu, do woli możemy się oddawać kontemplacji uroków miejscowości i niezrównanego pejzażu. Wielokrotnie przemierzyłam ich uliczki i placyki, podczas gdy w zasięgu mojego wzroku nie było ani jednej osoby...
Gdybym miała zdecydować, która z nich najbardziej przypadła mi do serca, byłabym w prawdziwym kłopocie, ponieważ są one zupełnie odmienne, podobnie jak panorama oglądana z prawego i lewego (albo wschodniego i zachodniego) brzegu półwyspu. Tym razem nasze zwiedzanie rozpoczniemy od Bellagio San Giovanni, urokliwego zakątka, usytuowanego pomiędzy jeziorem i drogą dojazdową do centrum. Kiedy płyniemy statkiem z Como, widzimy je jako skupisko niewielkich domków, leżących w głębi za ślicznym, barokowym kościółkiem, przed którym znajduje się przystań dla łódek, otoczona kamiennym falochronem, z szerokimi schodami, prowadzącymi z przykościelnego placu na skraj wody. Miejscowość jest niewielka, to zaledwie kilka wąskich uliczek i ów centralny plac przed kościołem, ozdobiony dwoma ogromnymi cyprysami. Daje to piękny efekt - kiedy idziemy od strony miasteczka do przystani i popatrzymy na przeciwległy brzeg jeziora, te wyniosłe drzewa stanowią oryginalną ramę dla widocznej w oddali białej bryły willi Carlotta ( link).
Nazwa miejscowości wiąże się z imieniem patrona kościoła, wzniesionego pod wezwaniem Św. Jana Chrzciciela niemal pięćset lat temu. Jego sylwetka mogłaby wskazywać, że powstał w okresie baroku, jednak ten efekt to wynik przebudowy, jakiej go poddano w owej epoce. Chociaż preferuję przede wszystkim styl romański, to muszę przyznać, że bardzo mi się podobają barokowe kościoły, jakie widywałam w małych, lombardzkich miejscowościach, na ogół dość skromne, zapewne z racji ograniczonych środków, jakie mieszkańcy tych okolic mogli przeznaczyć na wzniesienie świątyni. Lubiłam ich sylwetki, otynkowane na jasne, ciepłe kolory, kolumny i ornamenty, czasem białe, a innym razem w kolorze terakoty, a także charakterystyczne kampanile przykryte niewielkim hełmem, gdzie w łukowatych okienkach na szczycie widać było dzwony z ich kolistym mechanizmem. Nie wprawiały mnie one w uniesienie, jakie mi towarzyszyło podczas zwiedzania tysiącletnich, romańskich budowli, jednak ich eleganckie sylwetki wznoszące się na tle zieleni radowały moje oczy, będąc dla mnie jeszcze jednym elementem mówiącym o kulturze i przeszłości tej ziemi.


Uwielbiałam momenty kiedy mogłam zobaczyć dzwony wprawione w ruch, a nad moją głową przetaczał się ich dźwięk, powoli cichnący w delikatnej mgiełce spowijającej przestrzeń nad jeziorem... Wspominałam już przy innych okazjach, że we Włoszech w małych, wiejskich kościółkach niejednokrotnie można spotkać prawdziwe dzieła sztuki; podobnie jest w kościele San Giovanni, gdzie w ołtarzu znajduje się obraz pędzla Gaudenzio Ferrari, a piękna rzeźba  z karraryjskiego marmuru przedstawiająca wniebowstąpienie Marii, pochodzi z pracowni Berniniego. Poza tym, można tu też zobaczyć stiuki i snycerkę wykonane przez miejscowych, lombardzkich artystów, a wszystko to sprawia, że jego wnętrze zasługuje na zainteresowanie każdego miłośnika sztuki sakralnej.
Bardzo lubiłam tę cichą miejscowość, i jadąc do Bellagio niejednokrotnie wysiadałam z autobusu nieco wcześniej, żeby odetchnąć jej atmosferą. Najchętniej przysiadałam na kamiennym molo, gdzie mogłam słuchać delikatnego szumu fal  i dumać o tym, jak żyli jej dawni mieszkańcy, w czasach, gdy na wodzie jedynym środkiem komunikacji była łódka, a na lądzie grzbiet osła albo własne nogi, na których przemierzano wąskie, brukowane mulatiery.


 Jednak San Giovanni to nie tylko skromne domki, gdzie swego czasu mieszkali rzemieślnicy i rybacy; kiedy płyniemy statkiem, na brzegu jeziora możemy zobaczyć piękne, okazałe wille, niegdyś należące do okolicznych patrycjuszy. Niektóre z nich, jak willa Trivulzio, czy Trotti, do dziś noszą nazwiska dawnych właścicieli, zresztą nadal pozostają one w prywatnych rękach, nabyte drogą kupna, albo dziedziczenia. Często są przerabiane na luksusowe apartamenty do wynajęcia, a spokoju mieszkańców i gości strzegą wysokie mury, otaczające rozległe ogrody. Do frakcji San Giovanni przylega maleńka Loppia, która oddziela ją od parku należącego do willi Melzi (link). Jest ona zaledwie kropeczką na mapie tej okolicy, jednak i tu można zobaczyć ciekawe ślady przeszłości, w postaci pięknej, obszernej darseny z dwoma bliźniaczymi hangarami, w których nadal przechowuje się łodzie, i nieczynnej stoczni, o podwojach zamkniętych na cztery spusty.

Już za Juliusza Cezara ta naturalna, ustronna zatoczka stanowiła dobre miejsce, gdzie można było dokonać napraw statków, również w późniejszych  czasach, wśród zgrzytu pił i stukania młotków wprawne ręce rzemieślników naprawiały i powoływały do życia wielkie łodzie, służące do transportu towarów i ludzi. Dwie z nich, Giulia i Rosina, nadal są przycumowane w darsenie, prezentując nam swoje ciężkie, czarne kadłuby, okryte płóciennymi daszkami rozpiętymi na półkolistych podporach, będących bliźniaczym odbiciem wręgów. Z masztami ogołoconymi z żagli, dziś stanowią jedną z pamiątek czasów, które powoli odchodzą w zapomnienie...Tuż obok darseny, pomiędzy dwoma rzędami wyniosłych cyprysów, widzimy schody biegnące w kierunku centralnej części półwyspu.

Patrząc na nie mamy wrażenie, że prowadzą one donikąd, jednak gdy dojdziemy na ich szczyt i przekroczymy szeroką drogę dojazdową do centrum Bellagio, możemy zauważyć, że za rozległą łąką znajduje się duża, piękna willa. Jest to Willa Giulia, leżąca na wschodnim brzegu; dziś otacza ją spory ogród, jednak w czasach gdy powstała, cały pas terenu u nasady półwyspu stanowił posiadłość jej właściciela.  Dzięki temu,  mając bezpośredni dostęp do obu odgałęzień jeziora, do willi można było przybyć zarówno od strony Como, jak i Lecco, zaś te schody i aleja, dziś już nieistniejąca, służyły do komunikacji z przystanią w Loppii.

 To uprzywilejowane położenie na grzbiecie wzgórza sprawia, że z willi można podziwiać całą tę piękną okolicę i cieszyć się blaskiem słońca od jego wschodu, aż do zachodu. Podobnie jak inne, także willę Giulia możemy oglądać jedynie z zewnątrz, gdyż również ona nadal jest własnością prywatną.
 Kiedy ją miniemy, nieopodal zobaczymy oliwkowy sad oraz budynki typowe dla dawnego folwarku, z częścią mieszkalną i zabudowaniami gospodarczymi. Dziś stoją niezamieszkałe, wygląda na to, że ich obecny właściciel opuścił stary dom wzniesiony przez przodków, wybierając uroki nowoczesności... Powiem szczerze, że to, i jemu podobne domostwa, proste, lecz nie pozbawione wdzięku, zatopione w zieleni, z szarymi murami widocznymi pomiędzy koronami srebrnawych oliwek, oglądałam z nie mniejszą przyjemnością i zachwytem, jak bogate wille.

 Ich sylwetki, choć niewymyślne, świadczą nie tylko o dobrym rzemiośle twórców, lecz także ich poczuciu smaku oraz zamiłowaniu do harmonii. Ta część Bellagio, leżąca na łagodnym stoku, nie bez racji nosi nazwę Oliviero, gdyż jej mieszkańcy chyba od zawsze zajmowali się uprawą drzewek oliwnych. Stąd jest już niedaleko do Pescallo, o którym zawsze myślałam jako o Pescau, jak to się mówi w lokalnym dialekcie... Nazwa tej frakcji świadczy o tym, że jej mieszkańcy od niepamiętnych czasów trudnili się połowem ryb, zresztą nadal jest tu mnóstwo łodzi, służących przede wszystkim do rekreacji i połowów sportowych. Pescallo jest położone niemal na końcu półwyspu, na wysokości centrum Bellagio, lecz na przeciwległym, wschodnim brzegu, od strony Lago di Lecco. Podobnie jak na zachodzie, za lustrem wody widzimy stoki Prealp, lecz tutaj są one bardziej skaliste i strome.

Wzdłuż brzegu jeziora, od Varenny aż do Lecco, ciągnie się długi, górski grzbiet, z szarymi stożkami najwyższych szczytów - Grigni i Grignetty, czyli Grigni Meridionale i Settentrionale. Po jego stoku biegnie Sentiero del Viandante, dawna droga handlowa prowadząca w stronę Alp, nadal chętnie uczęszczana przez miłośników trekkingu i pięknych widoków. W Pescallo uderza nas spokój i cisza tego miejsca; brzeg jeziora dość szybko okrywa cień padający od wyższej części półwyspu, podczas kiedy ten przeciwległy i wody jeziora nadal toną w słonecznym blasku. Na wodzie kołyszą się łódki ze zwiniętymi żaglami, stojące na kotwicach, podczas kiedy ich nieuskrzydlone siostry leżą na brzegu, przykryte plandeką, lub odwrócone stępką do góry.

W upalny dzień miło jest przysiąść na ławce pod platanem na zacienionym placyku i słuchać cichutkiego dzwonienia wiatru na wantach, albo zapuścić się w wąziutkie uliczki, gdzie wyciągając ramiona można dotknąć budynków po ich obu stronach.  Stare mury porastają bujne festony bluszczu oraz dzikiego wina, a leniwe koty śpią pomiędzy doniczkami kwiatów na tarasach i balkonach. Wszystkie uliczki nieodmiennie kończą się nad wodami jeziora, gdzie na maleńkich, piaszczystych plażach także leżą łódki, w oczekiwaniu, aż czyjeś ręce zepchną je na wodę...

Z Pescallo do centrum Bellagio prowadzi droga biegnąca wzdłuż muru granicznego otaczającego ogrody willi Serbelloni; po jej drugiej stronie jest podobny mur oddzielający prywatne tereny, więc do miasta idzie się pod górę pomiędzy tymi dwiema kamiennymi ścianami.
Kiedy dochodzimy do szczytu wzgórza, w świetle drogi ukazują się dachy miasteczka i wody jeziora. Z cichej i spokojnej enklawy, jaką jest Pescallo, wkraczamy w kolorowe uliczki Bellagio, pełne sklepików i  kawiarenek, gdzie różnojęzyczne grupy turystów chłoną niepowtarzalną atmosferę tego miejsca. Ja też z przyjemnością poddawałam się jego urokowi, sprawiedliwie dzieląc moje uczucia pomiędzy poszczególne frakcje, przechodząc od ciszy spokojnych zakątków do gwaru centrum, z zacienionych zaułków do blasku słońca. Kochałam jedno i drugie, bo przecież choć przeciwstawne, razem tworzą piękną,  niepowtarzalną całość...


Więcej zdjęć można znaleźć w albumie >https://plus.google.com/photos/113977733476722899989/albums/6313226971575824785

21 komentarzy:

  1. Ależ niezwykłe miejsca - mimo ich pozornej skromności i prostoty! Urzekające opisy ("mogłam zobaczyć dzwony wprawione w ruch, a nad moją głową przetaczał się ich dźwięk, powoli cichnący w delikatnej mgiełce spowijającej przestrzeń nad jeziorem...") sprawiły, że przez krótką chwilę mogłam pooddychać Lombardią. Pięknie opowiedziane i sfotografowane. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Agnieszko, cieszę się, że post się Pani podobał i udało mi się w jakimś stopniu oddać nastrój moich wycieczek. Mimo że w mym sercu na pierwszym miejscu zawsze była i jest Polska, to nie kryję, że pokochałam także Północne Włochy, gdzie spotkało mnie wiele pięknych i dobrych rzeczy. Pisząc o tym, staram się spłacić dług jaki zaciągnęłam wobec tego kraju i ludzi, których tam poznałam. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ale stworzyłaś klimaty, jak bym mógł się teleportować to pisałbym komentarz siedząc pod takim platanem na ławeczce mając piękny widok na jezioro. Cudowne zdjęcia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Wiesiu, klimat tych miejsc jest naprawdę niepowtarzalny! W następnym poście będzie jeszcze bardziej bezludnie i nastrojowo, mam nadzieję że uda mi się pokazać Bellagio w jeszcze jednej odsłonie, trochę niecodziennej. Również pozdrawiam!

      Usuń
  3. Ale się rozmarzyłam. Kurcze jak tam jest pięknie. Można tak siedzieć godzinami i rozkoszować się bez końca.
    Pozdrawiam serdecznie:)
    PS. Jak wszystko pójdzie po mojej myśli, być może w marcu odwiedzę Toskanię i Ligurię:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Jeśli będziesz w Ligurii a czas Ci pozwoli koniecznie spróbuj jechać do Camogli (pisałam o nim na blogu) i do Portofino (też pisałam). Byłam tam w lecie i właśnie wczesną wiosną, było wspaniale i czuło się że nadchodzi ona wielkimi krokami. Życzę Ci spełnienia planów a sobie do czytania relacji z Twojej podróży. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  4. Przyznaję, że włoskie kościoły są najpiękniejszymi, jakie miałam okazję podziwiać. Byłam pod ich ogromnym wrażeniem, choć nie jestem aż tak wielką miłośniczką architektury sakralnej. Można zrobić wycieczkę wyłącznie po włoskich kościołach, a i tak będzie to niesamowita podróż.Pozdrawiam Elu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, chociaż kiedyś zdarzyło mi się zobaczyć kościół, z którego szybko uciekłam bo po wejściu do niego ogarnął mnie lęk, był on po prostu przytłaczający. Zapewne kiedyś o nim napiszę przy okazji innej wycieczki. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  5. To prawda, włoskie kościoły mają pewien urok, czar, który onieśmiela, nawet największego śmiałka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Według mnie kościoły i cmentarze wiele mówią o lokalnej społeczności (nie mówiąc o ich wartości artystycznej, czasem mniejszej, czasem większej, ale zawsze można w nich znaleźć coś interesującego) więc z reguły starałam się je odwiedzać, chociaż oczywiście nie tylko one były w kręgu moich zainteresowań.

      Usuń
  6. Lubię takie wycieczki i z przyjemnością czytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nachodziłam się, ale warto było!

      Usuń
  7. Świetna notka i wycieczka pewnie też :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odwiedziny, faktycznie, wycieczki do Bellagio zawsze były inspirujące więc dość często tam bywałam. Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Dziekuje za ta wycieczke, milo sie z Toba odpoczywalo. Ja za 3 tygodnie bede w Toskanii i wyszukuje wlasnie takich malych miejscowosci, gdzie turysta nie postawil nogi. Zapewne takich w tym rejonie nie znajde, ale ludzic sie mozna ;). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, Toskania jest chyba zdeptana wzdłuż i wszerz, więc może być trudno...A masz już jakieś namiary? W razie czego mam w domu książkę gdzie są opisane mniej znane miejscowości, warte zobaczenia. Jeśli będzie trzeba coś podrzucić, daj znać. Życzę niezapomnianej wycieczki i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Genialna wycieczka! :) Mógłbym się Twoim szlakiem wybrać już dziś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też chętnie bym tam wróciła! Zapraszam do czytania następnego posta o Bellagio, który się niebawem ukaże. Dzięki za komentarz, zajrzałam do Ciebie i odkryłam fajną stronkę, a może wkleję Wasz banerek na moim blogu? Nie wykluczone, że komuś się przyda taka informacja.

      Usuń
  10. Miejsce przepiękne. Chętnie pojechałabym na taką wycieczkę.

    OdpowiedzUsuń
  11. Super Zdjęcia. Świetny Artykuł.

    OdpowiedzUsuń