Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

środa, 17 kwietnia 2013

Lombardia. Tremezzo, willa "Carlotta" i jej ogrody.


TremezzoAby nieco podkreślić wiosenny  nastrój postanowiłam kontynuować opowieść o włoskich ogrodach pełnych kwitnących kwiatów.  W czasie wędrówek po Lombardii mogłam niejednokrotnie podziwiać "luoghi di delizie", przepiękne wille, otoczone niemniej pięknymi parkami. Stanowią one nieocenione dziedzictwo kulturowe więc mimo tego, że niektóre z nich nadal pozostają  w rękach prywatnych, są udostępniane do zwiedzania dla szerokiej publiczności, a cena biletu wstępu na ogół jest zbliżona do przeciętnej ceny biletu w   większości muzeów. Dla turysty, który w ograniczonym czasie chciałby zobaczyć jak najwięcej interesujących miejsc jest to niemało, lecz z pewnością są to dobrze wydane pieniądze! Lombardzkie jeziora i ich piękny pejzaż od dawna przyciągały włoską i międzynarodową arystokrację, zarówno tę z urodzenia, jak i finansową, a dzięki temu powstało wiele pałaców oraz willi gdzie ich właściciele spędzali letnie miesiące z dala od miejskiego kurzu i obezwładniającego upału. W pobliżu Mediolanu znajdują się dwa jeziora, Lago Maggiore i Lago di Como a na ich brzegach znajdziemy wiele takich letnich rezydencji.
willa CarlottaLago Maggiore to przede wszystkim Isola Bella, Isola Madre, oraz ogrody willi Taranto i Pallavicino. Lago di Como to willa Monstero w Varennie, willa Balbianello w Lenno, willa Melzi w Bellagio, i leżąca po przeciwległej stronie jeziora willa Carlotta w Tremezzo. Miałam niewątpliwą przyjemność widzieć je wszystkie i trudno mi powiedzieć, która z nich zrobiła na mnie największe wrażenie. Są one w niezrównany sposób wkomponowane w otaczający je pejzaż, niepowtarzalne, pełne pięknych roślin, które cieszą oczy zwiedzających w ciągu całego okresu wegetacji (można je zwiedzać od kwietnia do listopada). W większości są to stare założenia parkowe choć w niektórych przypadkach wielokrotnie zmieniane i wzbogacane. Również wille, często wzniesione w bardzo odległych czasach, były na ogół unowocześniane i przebudowywane przez kolejnych właścicieli. Willa Carlotta, o której chcę napisać tym razem, powstała w XVII wieku i początkowo stanowiła własność rodziny Clerici, od której odkupił ją lombardzki self - made - man, polityk z czasów Republiki Cisalpińskiej i wytrawny kolekcjoner, Gian Battista Sommariva . Dzięki niemu willa wzbogaciła się o piękne zbiory malarstwa i rzeźby, które również dziś możemy oglądać. Po śmierci Sommarivy jego rodzina sprzedała posiadłość księżnej Mariannie von Nassau, zaś ta przeznaczyła ją na prezent ślubny dla córki Carlotty i jej męża, księcia Jerzego von Sachsen - Meiningen. Willa, która od tej pory nosi imię młodej księżnej krótko była jej domem, gdyż zmarła ona w wieku zaledwie dwudziestu trzech lat. Pozostało po niej imię i  pokój sypialny, który można oglądać w nienaruszonym stanie... Znajduje się tam niewielka akwarela, portret uroczej, młodej kobiety; jest to wizerunek Carlotty, którą sportretował Samuel Diaz. Mąż księżnej po jej śmierci nadal korzystał z willi jako rezydencji letniej, a ponieważ był zapalonym miłośnikiem botaniki, dzięki niemu ogrody wzbogaciły się o wiele nowych roślin.
willa CarlottaDo willi Carlotta można dotrzeć lądem, drogą wiodącą po lewym brzegu jeziora lub dopłynąć statkiem (willa ma własną przystań). Ogrody składają się z trzech zasadniczych części zajmujących obszar około ośmiu hektarów. Jest to długi i dość wąski pas terenu położony na zboczu góry, tuż nad brzegiem jeziora. Przed willą nieopodal bramy wejściowej znajduje się pięć tarasów, które zdobią strzyżone szpalery, posągi i fontanny; to ogród w stylu włoskim, najstarsza część, pamiętająca jeszcze czasy Clericich. Po lewej stronie rozciąga się tzw. stary ogród, mający charakter romantycznego parku angielskiego. Część leżąca po prawej stronie to powstały dzięki księciu Jerzemu ogród botaniczny, z mnóstwem azalii, lasem rododendronów i bambusów, oraz wieloma rzadkimi roślinami. Oczywiście, nie wszystkie egzemplarze pamiętają czasy księcia, są też nowe nasadzenia, lecz w dalszym ciągu można tu zobaczyć wiele stuletnich drzew w doskonałej kondycji - sekwoje, cedry i rododendrony, oraz przepiękną, ogromną glicynię. Tuż obok willi znajdują się wysokie szpalery utworzone z kameliowych krzewów. Kiedy wybrałam się tam z moim aparatem fotograficznym, okres ich kwitnienia właśnie dobiegał końca, lecz te nieliczne pozostałe kwiaty pozwalały mi wyobrazić sobie, jak pięknie wyglądały krzewy w pełnym rozkwicie. W willi Carlotta byłam kilkakrotnie zanim połknęłam "fotograficznego bakcyla" więc wróciłam tam jeszcze raz przed moim definitywnym wyjazdem do Polski aby zrobić trochę zdjęć. Niestety miałam pecha, gdyż nie był to dobry dzień do fotografowania, ze względu na tradycyjną, lombardzką mgiełkę...

Nawiasem mówiąc, takich dni jest tu większość, dlatego też kiedy są naprawdę sprzyjające warunki nie wiadomo gdzie się udać, bo interesujących miejsc naprawdę nie brakuje. Nie był to też dobry rok dla roślin, część drzew jeszcze nawet nie zdążyła okryć się liśćmi, gdyż wiosna tego roku przyszła opieszale i z opóźnieniem. W okresie kiedy zawiązywały się pąki kwiatowe przez wiele dni padały ulewne deszcze, które zniszczyły wiele z nich. Kiedy nareszcie pokazało się słońce, torturowane do tej pory rośliny próbowały nadrobić zaległości, lecz niestety, delikatne,wrażliwe na zimno azalie, będące dumą parku, poniosły nieodwracalne szkody. Mimo iż z bliska widać było, że mają wiele na wpół uschniętych pąków, z daleka prezentowały się nieco lepiej. Krzewy azalii w parku willi Carlotta w większości są imponujących rozmiarów i o przepięknych kolorach. Nie mogłam się zdecydować, które podobają mi się najbardziej - łososiowe, żółte, bordo, różowe, czy białe? Oprócz azalii jest też mnóstwo innych kwiatów: tulipany, bratki, nemezje i przepiękne rośliny skalne. Szczególnie zachwycił mnie zakątek z dwiema sosnami rosnącymi na skarpie, pod którymi rozciągał się prawdziwy kwiatowy dywan. Obok jednej z nich rośnie stuletnia glicynia, która przystraja ją niczym welonem kaskadą swoich kwiatów w delikatnym kolorze lila. Nieopodal azalii znajduje się las rododendronów. Część z nich to egzemplarze pamiętające czasy księcia Jerzego; inne, posadzone współcześnie są jeszcze niewielkie, lecz i one pokrywają się przepięknymi kwiatami we wszystkich odcieniach czerwieni i różu. Nieco dalej, w cienistym jarze, rosną wspaniałe okazy ogromnych paproci, a na nasłonecznionym stoku śliczny bambusowy zagajnik. Ma on styl ogrodu japońskiego i można tu zobaczyć aż dwadzieścia pięć gatunków tych roślin. Jest to prawdziwa oaza spokoju, ze żwirowanymi ścieżkami, mostkami i strumykami, które tworzą niewielkie kaskady. W tej części ogrodów znajduje się stary pawilon, gdzie kiedyś hodowano drzewka cytrynowe a obecnie urządzono tam niewielkie muzeum dawnych narzędzi ogrodniczych.
Oczywiście, również budynek willi zasługuje na to aby mu poświęcić nalewilla Carlottażytą uwagę, tym bardziej, że zwiedzającym udostępniono tu większość dawnych pomieszczeń mieszkalnych. Na dole znajdują się sale przeznaczone dla ekspozycji zbiorów zgromadzonych przez Gian Battistę Sommarivę. Jedną z perełek jego kolekcji są płaskorzeźby dłuta Berta Thorvaldsena, przedstawiające wkroczenie Aleksandra Wielkiego do Babilonu, które powstały one na zamówienie Napoleona, i w pierwotnym zamyśle miały być umieszczone jako fryz w paryskim Panteonie. Jednak z powodu zmian politycznych nie doszło do realizacji tego pomysłu i ostatecznie płaskorzeźby nabył Sommariva. Jednak jego ulubioną rzeźbą były nie one, a "Magdalena pokutująca" pochodząca ze szkoły Antonio Canovy. Właściciel zadysponował aby umieszczono ją w niewielkim pomieszczeniu, w półcieniu. Z tyłu, za rzeźbą, znajduje się duże lustro,  dzięki czemu widzimy jednocześnie całą postać Magdaleny. Oświetla ją pojedyncza lampa wykonana z alabastru, który dodaje światłu miękkości, i sprawia, że wspaniale modeluje ono kształt rzeźby. Cała kolekcja Sommarivy jest bardzo bogata , więc siłą rzeczy należy jej poświęcić sporo czasu. Jednak prędzej, czy później, wszyscy odwiedzający zgodnie zmierzają do sali, gdzie znajduje się marmurowa grupa przedstawiająca Amora i Psyche. Jej oryginał, dłuta Antonia Canovy, znajduje się w Ermitażu, ta natomiast jest repliką, wykonaną przez najzdolniejszego z jego uczniów, Adama Tadolini, na podstawie modelu stworzonego przez mistrza, i podobno ze względu na świetne wykonanie to właśnie ona dość długo uchodziła za pierwowzór. Rzeczywiście, trudno opisać jej wdzięk i delikatne piękno. Niejednokrotnie widziałam tę grupę na fotografiach, lecz zobaczenie jej na własne oczy to zupełnie inna sprawa... Rzeźba stoi na środku dość sporej sali, więc można ją swobodnie oglądać ze wszystkich stron. Szczerze mówiąc, miałam ochotę wyciągnąć rękę i dotknąć stopy Psyche gdyż miałam wrażenie, że biel marmuru jest tylko złudzeniem, a kiedy jej dotknę, poczuję ciepło żywego ciała. Inny rarytas z kolekcji Sommarivy to sławny obraz Hayeza, przedstawiający pożegnanie Romea i Juli. Hayez namalował też drugi, podobny obraz, lecz w innej scenerii, pt. "Ostatni pocałunek", który można oglądać w Muzeum Brera w Mediolanie.

Na wyższej kondygnacji znajdują się dawne pokoje mieszkalne ostatnich właścicieli willi, pokój księżnej Carlotty, apartament księcia Jerzego oraz dwa salony i jadalnia, które zachowały  do dziś swój autentyczny wygląd. Willa Carlotta wraz z parkiem i wszystkimi dziełami sztuki, po zakończeniu I Wojny Światowej (podobnie, jak  inne mienie należące do obywateli niemieckich), została przejęta przez Włochy na mocy dekretu, stając się częścią majątku narodowego. Wtedy też otrzymała status muzeum, a jej drzwi otwarto dla  zwiedzających.
Jedną z zalet willi i a zarazem ciekawostką związaną z jej historią, jest przepiękny widok na przeciwległy brzeg jeziora, gdzie nieopodal miejscowości Bellagio widać białą sylwetkę willi Melzi. Jej właścicielem był Francesco Melzi d'Eril, miejscowy arystokrata i polityczny rywal Sommarivy, który zwyciężył go w wyścigu do stanowiska wiceprezydenta nowo powstałej Republiki Włoskiej (jej prezydentem był Napoleon). Patrząc z okien swoich domostw lub z parku na jezioro, obydwaj rywale mieli przed sobą widok na posiadłość przeciwnika, co jak sądzę, zmuszało ich do nieustannych wspomnień... Rozgoryczony Sommariva, który po tej porażce zrezygnował z kariery politycznej, oddał się zbieraniu dzieł sztuki. Dzięki niemałym możliwościom finansowym i pracującym dla niego licznym agentom, w ciągu dwudziestu lat  udało mu się stworzyć bardzo bogatą i wartościową kolekcję. Nota bene, również Francesco Melzi niezbyt długo cieszył się swoim stanowiskiem, gdyż po koronacji Napoleon powołał na wicekróla Włoch swego pasierba Eugeniusza de Beaucharnais, jednocześnie likwidując funkcję wiceprezydenta. Francesco  Melzi był zagorzałym zwolennikiem pełnej niepodległości Włoch, więc w pewnym sensie również i on  w tym konflikcie został jednym z pokonanych. Zastanawiałam się, co czuli ci dwaj wytrawni, polityczni gracze, którym widok po drugiej stronie jeziora nie pozwalał zapomnieć o przeszłości, i o tym, że naprawdę byli tylko pionkami na szachownicy historii...

Niestety, nie można fotografować wnętrza willi ani eksponatów,  więc z konieczności ograniczyłam się jedynie do zamieszczenia zdjęć zrobionych na terenie ogrodów.


Więcej zdjęć w Google +

https://plus.google.com/photos/113977733476722899989/albums/5552437284340605617
lub na Picasie
http://picasaweb.google.com/elzbieta.przymenska/TremezzoIVillaCarlotta#

19 komentarzy:

  1. Podziwiam,że pamiętasz te wszystkie miejsca, nazwiska itd. Wszystkie godne uwagi. Pozostaje tam tylko zamieszkać tak jak Ty:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze miałam dobrą pamięć do tego co mnie naprawdę interesuje. Przez dziesięć lat tam spędzonych wędrówki i zwiedzanie były dla mnie bardzo ważną częścią życia...a do tego historia nadal jest moją ulubioną gałęzią nauki.

      Usuń
  2. Ta glicynia mnie urzekła. Piękne miejsce, piękna opowieść i nazwa -jakże - adekwatna (Carlotta)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Glicynia jest faktycznie wspaniała, podobno ma około stu lat. Kiedy tam byłam była w pełnym rozkwicie a jej kwiaty na tle sosny robiły niesamowite wrażenie.

      Usuń
  3. Glicynia lubi przyjazny klimat, pięknie wyrosła w tym ogrodzie, moja, niestety, zeszłej zimy, przy 30-stopniowych mrozach zmarzła; odbiła kilka pędów u podstawy, ale pewnie znowu za jakiś czas mróz przeprowadzi selekcję, a pięknie kwitła; bardzo fachowo przygotowujesz wpisy, zgłębiasz historię, jednocześnie podając ją w bardzo przystępny sposób; tęsknisz, Sukienko, za Italią? pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam apetyt na glicynię ale zrezygnowałam bo by mi serce pękło jakby zmarzła w naszym ostródzkim klimacie, który czasami jest dość surowy. Dzięki za te wyrazy uznania, staram się jak mogę, nie chciałabym pisać jakiegoś przewodnika ale myślę, że pewna doza anegdoty historycznej (którą osobiście uwielbiam)sprawia, że opisywane miejsce staje się bliższe ewentualnemu czytelnikowi. Co do tęsknoty to chyba nabrałam dystansu, nie powiem, że odrzuciłabym możliwość zobaczenia Włoch ale z pewnością już nie za cenę emigracji. Cieszę się że to wszystko widziałam ale wiem że wszystkiego i tak nie zobaczę więc mówię sobie, że i tak jestem o wiele bogatsza (oczywiście wewnętrznie)a w pewnym sensie jest to nadal moje. Moc uścisków z Mazur a dla zwierzaków pozdrowienia od Santany i Buffy!

      Usuń
  4. Bardzo piękne ogrody pełne kolorowych kwiatów. A zabudowa jaka? Po za tym opracowania historyczne i i oprawa autorska. Wielkie brawa za full profesjonalizm.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za wizytę i miłe słowa! Co do zabudowy to willa jak widzisz jest dość skromna, również wewnątrz nie widzi się nadmiaru ozdób. W kilku pomieszczeniach są bardzo piękne sufity i ceramiczne posadzki, mebli w zasadzie nie ma, oprócz apartamentu księcia i księżnej Carlotty. Jedna rzecz, która uderza, to miły chłodek wewnątrz nawet w upalne dni czyli istotnie było to doskonałe domostwo na lato zważywszy na ówczesne ubrania które nie należały do przewiewnych. Natomiast architektura ogrodowa nie licząc tarasów i fontann od frontu, ogranicza się do pawilonu dawnej pomarańczarni, niszy ze źródełkiem i belwederku. Największy walor tego ogrodu to rośliny pięknie rozplanowane na tym dość trudnym terenie. Wzajemnie serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  5. Oglądnęłam, jak zwykle, zdjęcia na picasie - te kolory!
    Przy okazji, też a propos kolorów, polecam Twej uwadze zdjęcia Sondermana, zwłaszcza te wybrane z Maroka:
    https://picasaweb.google.com/111038156793223383298

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odwiedziny! zajrzałam pod adres który mi podałaś człowiek ma naprawdę imponujący dorobek a miejsca też bardzo interesujące czy ma również bloga?

      Usuń
    2. Na bloga nie trafiłam, możesz go sama zapytać w komentarzach.

      Usuń
  6. Cóż za piękne ogrody, wyglądają rewelacyjnie. Z zachwytem oglądam wszystkie kwiaty i ich aranżacje w piękne wzory, a czasem tylko barwne plany na tle zieleni. Z przyjemnością zwiedziłabym te wspaniałe miejsce osobiście, jednak dziękuję za piękne zdjęcia i możliwość wirtualnego zwiedzania.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję że jako urodzona podróżniczka zawitasz kiedyś w tamte strony i sama zobaczysz te ogrody, gdzie kwitnące azalie dają spektakl jedyny w swoim rodzaju. Również pozdrawiam!

      Usuń
  7. Nieprawdopodobna kolorystyka! Po naszym wielomiesięcznym syceniu oczu bielą, kolory aż bolą!Co za nasycenie! BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też patrzę i wspominam z przyjemnością!

      Usuń
  8. Czarujące miejsce. kolorystyka taka, że oczu nie można oderwać od ekranu.Piękne połączenie zabudować pałacowych z ogrodami. Pięknie to pokazałaś i opisałaś. Zdjęcia prawie że nierealne. Jestem pod wrażeniem.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Wiesiu, istotnie ogrody są nieopisanie piękne, jest to obowiązkowy punkt programu dla turystów zwiedzających okolicę. Serdecznie pozdrawiam i zapraszam na dalsze wycieczki.

      Usuń
  9. Jak zwykle podziwiam twoje artykuły jak bardzo są wyczerpujące i pracochłonne, a zdjęcia zapierają dech! Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odwiedziny i miły komentarz! Bardzo lubie takie historyczne puzzle, kiedy niespodziewanie odkrywa się związki między ludźmi jacy odeszli wiele lat temu, jak choćby Carlotta związana z Włochami i jej matka, właścicielka dóbr w Polsce, które poprzez swe dzieje łączą tedwa kraje....Również pozdrawiam!

      Usuń