Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

wtorek, 5 listopada 2013

Lombardia. Festa patronale, czyli święty Marcin w Bovisio- Masciago.

festa San Martino


Każda miejscowość we Włoszech ma swojego świętego patrona, zaś w dniu, który jest mu poświęcony, w wielu z nich odbywa się Festa Patronale, czyli festyn ludowy połączony z uroczystościami kościelnymi ku jego czci. Po raz pierwszy takie święto oglądałam w Bari, gdzie co roku przez trzy majowe dni trwają imponujące obchody upamiętniające przybycie do miasta relikwii świętego Mikołaja. Kiedy zamieszkałam w Limbiate, zdarzyło mi się zobaczyć podobne, choć nie tak huczne obchody, w sąsiedniej miejscowości zwanej Masciago. Niegdyś była to malutka wioska, która jednak z czasem znacznie się rozrosła, aż doszło do połączenia jej terytorium z obszarem należącymi do sąsiedniego Bovisio i dziś te dwie miejscowości stanowią jedną gminę, zwaną Bovisio-Masciago. W zasadzie bliżej mi tam było niż do centrum Limbiate, od którego dzieliło mnie ponad dwa kilometry, podczas gdy wychodząc z domu mogłam w głębi ulicy zobaczyć dworzec kolei podmiejskiej w Bovisio - Masciago; aby tam dojść potrzebowałam najwyżej pięciu minut. 
  Obchody patronackie mają w Masciago sporą tradycję; pierwsza taka uroczystość miała miejsce w listopadzie 1945 roku kiedy to zdemobilizowani żołnierze którzy niedawno wrócili z frontu, postanowili  osłodzić współmieszkańcom  czasy powojennej mizerii, organizując pochód z udziałem wojaków w historycznych mundurach. Powstał wtedy pomysł aby przedstawić epizody z życia Świętego Marcina, patrona wioski, który jak powszechnie wiadomo wsławił się tym, iż oddał połowę swego płaszcza ubogiemu cierpiącemu z powodu zimna. Stworzono odpowiedni scenariusz i od tej pory jest on powtarzany  podczas dorocznego festynu. Uroczystości te łączą się z tradycyjnym  jarmarkiem, można więc przy okazji zaopatrzyć się w  słodycze, wędliny i sery wytwarzane w małych lokalnych firmach, oraz różne urocze drobiazgi odpowiednie na gwiazdkowe prezenty.
Święty Marcin
Niestety, listopad nawet w słonecznej Italii bywa czasem deszczowy i zimny, więc tak się feralnie złożyło, że kiedy się wybrałam aby obejrzeć te uroczystości, pogoda raczej nie pozwoliła widzom na nacieszenie się świętem. Siąpił uporczywy deszcz, który chwilami przechodził wręcz w ulewę. Mimo to, uczestnicy orszaku i jego obserwatorzy nie stracili ducha, i honorowo wytrwali do końca. W centrum Masciago na jednym z domów zobaczyłam mozaikę przedstawiającą Świętego Marcina który przecina mieczem swój żołnierski płaszcz na połowę aby podzielić się nim z półnagim biedakiem. Widząc że nieopodal gromadzi sporo ludzi, również i ja przystanęłam, żeby oczekiwać na rozpoczęcie uroczystości. 
Boviso Masciago
Na ulicach nieopodal kościoła rozstawiono liczne stoiska ze słodyczami robionymi w tradycyjny sposób. Królowały "torroni", czyli nugatowe batony, które są nieodłącznym elementem włoskiego Bożego Narodzenia, a także słodycze z kandyzowanych owoców i jadalnych kasztanów. 
festa San Martino














Nie brakowało też stoisk gdzie sprzedawano wędliny i sery, również wyprodukowane  według tradycyjnych receptur.

festa San Martino
Tym razem nie cieszyły się one nadzwyczajnym powodzeniem, gdyż widzowie stojąc pod parasolami oczekiwali na nadciągający orszak. O dziwo, nikogo nie zrażał padający deszcz, oraz dość długi czas wyczekiwania, nikt się nie ruszał z miejsca, gdyż jak się dowiedziałam, ważne jest żeby w wąskich uliczkach starej części miasta wybrać sobie odpowiednie stanowisko, skąd będzie można dobrze zobaczyć cały korowód towarzyszący świętemu.
festa San MartinoWreszcie nadszedł protagonista orszaku odgrywający rolę ubogiego, któremu Marcin odda połowę płaszcza. Pierwszy odtwórca tej postaci, nieżyjący już pan Antonio, pełnił tę funkcję niemal dwadzieścia lat, i podobno zawsze występował boso mimo iż niejednokrotnie było bardzo zimno, a czasem nawet padał śnieg. W chwilę po przejściu biedaka ukazał się naszym oczom główny bohater, święty Marcin na swym białym koniu, któremu towarzyszył oddział rzymskich legionistów i kawalerzyści w historycznych kostiumach. Jeźdźcy przyodziani w szaty rodem raczej ze średniowiecza i renesansu, mimo że nie związani z epoką świętego, wzbudzili entuzjazm zgromadzonych, ze względu na pięknie wyćwiczony "hiszpański"krok swoich rumaków.

festa San MartinoWszyscy uczestnicy mogli się poszczycić bardzo pięknymi kostiumami, wykonanymi z wielką starannością. Jak się dowiedziałam od moich znajomych, role w tym spektaklu odgrywają corocznie te same osoby, aż do czasu, kiedy ze względu na wiek lub inne okoliczności, zdecydują się odstąpić tę  zaszczytną funkcję komuś innemu. Sam  festyn przygotowuje się dość długo, więc specjalnie powołany komitet organizacyjny ma pełne ręce roboty, a jego sprawne przeprowadzenie jest oczywiście powodem do dumy dla wszystkich biorących udział w tych pracach.
 San Martino
Po pokazie kawalerzystów ukazali się rzymscy legioniści, za nimi szła grupa przedstawiająca biednych wieśniaków, a następnie cały orszak przemaszerował na przykościelne boisko sportowe, gdzie miało się odbyć finałowe przedstawienie.
San Martino
Bovisio Masciago















San Martino
San MartinoSan MartinoSan MartinoPrzedstawienie rozpoczęto od sceny, podczas której Marcin przecina mieczem swój płaszcz, aby połowę  oddać marznącemu biedakowi. Ten szlachetny gest może go narazić na gniew cesarza, lecz szlachetny Marcin nie myśli o konsekwencjach.
San Martino
W noc przed przybyciem cesarza Marcinowi ukazuje się Jezus, który oddaje mu utraconą połowę okrycia mówiąc mu, iż obdarowując biednego również jego okrył swym płaszczem. Marcin po tym zdarzeniu postanawia przyjąć chrzest.
San Martino
W następnej scenie na swym pięknym rydwanie nadjechał cesarz, aby przyjąć paradę legionów i rozdzielić nagrody. Również  Marcin ma odebrać nagrodę, lecz ku ogólnemu zaskoczeniu prosi aby pozwolono mu odejść z armii. Jego życzeniu staje się zadość, i przyszły święty opuszcza szeregi wojska.
san Martino\
Marcin zostaje pozbawiony wspaniałego munduru legionisty; przywdziewa skromny habit i rozpoczyna życie wśród biedaków, którym głosi zasady wiary chrześcijańskiej wspierając ich swoją obecnością. Jest otoczony powszechnym szacunkiem społeczności wśród której przebywa.
San Martino
Jego pobożność oraz prawość zdobywa mu powszechną miłość współwyznawców. Zostaje powołany na biskupa, a po latach pracy i wyrzeczeń umiera, otoczony aurą świętości.
Przedstawienie jakie wtedy oglądałam przygotowano z dużą starannością, i trzeba przyznać, że wykonawcy mogli zaimponować swoją naprawdę godną podziwu wytrzymałością na kaprysy pogody. Rano w dniu święta była ona dość znośna, lecz pogorszyła się raptownie tuż przed rozpoczęciem uroczystego pochodu, więc większa część przedstawienia odbyła się w strumieniach deszczu od którego nawet parasol nie był w stanie osłonić. Widzowie jakoś sobie z tym radzili, natomiast osoby biorące udział w orszaku musiały wystawić się na niepogodę, a mimo to, nikt z występujących nie przejawiał żadnych zapędów aby przedstawienie skrócić czy przyśpieszyć, i wszyscy w swoich dość przewiewnych kostiumach mężnie trwali aż do samego końca. 
Szczególny hart ducha wykazali panowie grający rolę braci pustelników, występujący  w sandałach na bosych nogach. Współczułam im, gdyż sama mimo porządnych butów, kurtki i czapki, trzęsłam się z zimna. Deszcz pokrzyżował plany także właścicielom straganów, bo choć ceny oferowanych przysmaków nie należą do najniższych, zwykle listopadowe jarmarki cieszą się wielkim zainteresowaniem z powodu nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia. Ku mojemu rozczarowaniu nie udało mi się obejrzeć pokazu związanego z hodowlą jedwabników i produkcją jedwabiu, co niegdyś w tych stronach było rzemiosłem mającym ogromną tradycję. W namiocie gdzie odbywał się ów pokaz zgromadziło się dość sporo ludzi i zrobił się straszny tłok, w tej sytuacji niewiele było widać z przeprowadzonej prezentacji, więc na pociechę mogłam jedynie posłuchać chóru wykonującego tradycyjne piosenki. Nieco rozczarowana zjadłam obowiązkową porcję gorących kasztanów (nieprawdą jest, jakoby najlepsze były na Placu Pigalle, myślę że te pieczone w Lombardii niczym im nie ustępują) i udałam się w domowe pielesze. Po drodze przyszła mi do głowy pewna myśl...Jak by to było pięknie, gdybyśmy w Ostródzie w dwudziestym czwartym dniu kwietnia mogli zobaczyć egzekucję smoka... W końcu w herbie naszego miasta  mamy Świętego Jerzego !

21 komentarzy:

  1. Miód na moją dusze lejesz opisem i zdjęciami tych włoskich hucznie obchodzonych świat patronów miejscowości. Potrafią się tam ludzie bawić, potrafią celebrować, tez się napatrzyłam i dziwiłam nieraz, że im się chce, toz oni tacy leniwi?

    Moim zdaniem my Polacy chyba jednak nie potrafimy się tak zorganizować bez silnej konieczności i nakazów. Mamy słomiany zapał, który szybko stygnie. Myślę, że z uwagi na trudności obiektywne nikt nie zabierze się za organizację. Logistycznie to dość trudna praca, ludzi zebrać przydzielić zadania, co kto ma robić, na trzeba czasu i pieniędzy! Myśle, że kilka miesięcy a może i rok potrzebny byłby na to wszystko. A skąd pieniądze. Rozpedziłam sie już w rozmyślaniu jak, gdzie i z kim takie przedsięwzięcie realizować... :)))
    Ale pomysł masz dobry :)

    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Aniu! Podobnie jak Ty mam wrażenie że Włosi w tym względzie są bardziej skonsolidowani, może dlatego że uwielbiają wszelkie stadne imprezy do tego kochają się bawić i za to ich lubię! Myślę, że w Ostródzie mogłoby to wypalić, bo mamy prężne bractwo rycerskie, co roku organizują pokaz bitwy o zmek połączony z "paleniem wioski" no i mamy też ogromną imprezę w postaci rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem, więc doświadczenia są. Gdyby udało się zainteresować tym pomysłem odpowiednie osoby mogłoby się udać również publiczne zabijanie smoka. Również pozdrawiam najserdeczniej!

      Usuń
    2. To znaczy Elu, że wystarczy, żeby wejśc w kontakt z kims energicznym i aktywnym społecznie w Twojej miejscowości. Jest chyba w Urzędzie Miasta taki wydział ds. promocji i kultury, jest pewnie jakies centrum kultury wiec może daloby się taki pomysł im podsunąc :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Torroni - to jedyny słodycz, który mnie kusił we Włoszech, co prawda skuszeniu nie uległam, ale walka była zacięta i wymagała całej siły woli. Nie wiem czemu, ale nie mogłam przejść obojętnie wobec tych różnokolorowych słodkości popierając nosem witryny wystaw, a nawet wchodząc do sklepów. Najbardziej kusiły w Wenecji. A co do inscenizacji, świętowania, różnorakich imprez historycznych czy religijnych mam wrażenie, że u nas wygląda to wyjątkowo skromnie (mam na myśli nasz kraj). A może po prostu nie mam wiedzy na ten temat. Choć akurat Marcin zbiega się ze Świętem Niepodległości, które z roku na roku obchodzone jest coraz bardziej pomysłowo. A na zabijanie smoka się piszę, mój tata był Jerzy i zawsze z wielkim sentymentem podchodziliśmy do legendy o Świętym i smoku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Torroni są pyszne, zajadałam się nimi do czasu bo kiedyś przesadziłam a są bardzo słodkie. Te klasyczne z Cremony są też nadzwyczaj twarde po prostu nie do ugryzienia, powiedziałabym, że trzeba je traktować młotkiem. Jest też wersja miękka (torrone morbido) a także w postaci cukierków. Moje dzieci też je polubiły więc zawsze je przywoziłam jak przyjeżdżałam do Polski. Gdyby tak się udało ze smokiem to dam znać.
      PS. kilka dni temu napisałam Ci maila, mam też zamiar posłać Ci muzyczną pocztówkę, więc zajrzyj do poczty!

      Usuń
    2. Zajrzałam i pięknie dziękuję za muzyczne pejzaże. A na maila odpisze za niedługo. Miałam problem z internetem, ale od wczoraj jest :)

      Usuń
  3. Ja tam moja teorie mam dlaczego W Polsce takie imprezy nie mialy wielkiego sukcesu. Zaraz zaczelaby sie dyskusja polityczna, dorobiono by niepotrzebna ideologie , ktos by protestowal( bo zawsze ktos musi byc przeciw) a jak juz by doszlo co do czego i zorganizowano by jakies obchody to skonczyloby sie to wielkim pijanstwem.
    Ja akurat w Bovisio nie bylam ale widzialam wiele tego typu imprez w innych okolicznych miejscowosciach. Np. palio San Giorgio w Varedo kiedy przez caly tydzien cala miejscowosc tym zyje odbywaja sie imprezy towarzyszace, koncerty, pokazy, zawody no i oczywiscie wspolne biesiadowanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że masz dużo racji, w tym co piszesz, zwłaszcza o pijaństwie....Na szczęście w Ostródzie są stowarzyszenia niezależne, które potrafią zrobić fajną imprezę z niczego, więc może tą drogą coś się uda zadziałać, zobaczymy. Święta w Varedo nie widziałam chociaż to niedaleko ale słyszałam że też się potrafią nieżle zorganizować.

      Usuń
  4. Myślę, że łatwiej się ludziom 'zebrac do kupy' w mniejszych miejscowościach i na wsi, w większych każdy ma swoje sprawy i jesli nawet popatrzy, to za chwilę odwraca sie idzie w swoja strone.
    Czymś w rodzaju są zapewne wszelkie festyny, ale kiedy ja na takim byłam?

    Podziwiam, poza tym, Twoją znajomość tematu i pamięć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ewuniu! Słyszałam że podobne piękne obchody mają miejsce w Poznaniu gdzie patronem jest także św.Marcin. Ja ich nie widziałam za to jadłam sławne rogale z orzechami tradycyjnie sprzedawane w tym dniu w stolicy Wielkopolski.

      Usuń
  5. Zdziwiłam się widząc Marcina na białym koniu. U nas, co prawda, jest powiedzenie "Marcin na białym koniu jedzie", ale zawsze było interpretowane jako zwiastun nadchodzącej zimy- śnieg. A tu- dosłownie.
    Bardzo ciekawe przedstawienie. Jakoś nie umiem się przekonać do naszych krajowych przebieranek. Wydają mi się siermiężne i wręcz nietaktowne... ale może się zwyczajnie uprzedziłam. :( BBM

    OdpowiedzUsuń
  6. Podobno ta przenośnia wzięła się właśnie z tradycji, która przedstawia Marcina na białym rumaku. We Włoszech takie przedstawienia mają ogromną tradycję a u nas one są chyba w powijakach, ale masz rację że trzeba tu mieć poczucie dobrego smaku żeby zamiast interesującego przedstawienia nie zrobić niegustownej szopki.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale piękne przedstawienie. Lubię takie obchody świąt i festyny w innych krajach. Pouczające i przyjemne doświadczenie. Ślę pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wzajemnie pozdrawiam! Mam trochę zaległości w blogowaniu w związku z wolontariatem w "SZlachetnej paczce" jest akurat dość gorący okres...Też to lubię bo to fajne kiedy ludzie potrafią się skrzyknąć i zrobić coś wspólnie.

      Usuń
  8. Super fiesta. U nas też bywają podobne imprezy. Niedaleko Zabrza jest mała wioska Ziemięcice. Co roku odbywa tam się JadwigaFest. Cała wioska piecze ciasta, gotuje posiłki, przygotowują konkursy - zabawa na całego. Festyn trwa dwa dni. W niedzielę jest bardziej uroczyście z mszą w kościele. Dużo ludzi przyjeżdża nawet z zagranicy.
    Piszę, bo mnie razi stwierdzenie, że tylko za granicą, że Polak nie potrafi itd. Trzeba czasem tylko chcieć. Ale zgadzam się, że łatwiej zorganizować taką imprezę w mniejszej miejscowości, chociaż to tez nie reguła. Dużo ciekawych imprez jest organizowanych np w Krakowie.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre imprezy wychodzą tam gdzie jest zintegrowana społeczność z tradycjami. Niestety, czasem sklonności do okazywania swoich animozji biorą górę... Ja miałam ostatoio taki przykład z naszego podwórka, było to nieco przykre, bo wiele osób bardzo się zaangażowało w przygotowania, ale o dziwo, ludzie, którzy wręcz z urzędu powinni się tym zainteresować, schowali głowę w piasek. Na szczęscie impreza i tak się udała nawet bez ich obecności a co więcej obyło się bez pijaństwa na koniec, które niejednokrotnie psuje .ogólnie dobre wrażenie.

      Usuń
  9. Świetna impreza i bardzo pięknie pokazana. Jutro według starego przysłowia "Marcina na białym koniu przyjedzie". To znak, że może sypnąć śniegiem.
    Oby tylko się nie sprawdziło...Bardzo lubię, gdy zamieszczasz w poście duże zdjęcia. One zawsze są taki e miodzio> Cudnnnne.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Lusiu, pomyślę o tym co napisałaś o dużych zdjęciach! Ja też mam nadzieję, że Marcin konia zostawi w stajni i śniegu nie będzie, bo u mnie na balkonie jeszcze kwitna pelargonie. Impreza była istotnie super i ludzie mimo wszystko dopisali. Również serdecznie pozdrawiam, buziaki z Mazur!

      Usuń
  10. Mimo deszczowej atmosfery impreza bardzo udana, twarze uśmiechnięte. To znakomity przykład na to, że w naszym kraju nie dorośliśmy jeszcze do takich obchodów. Swoją drogą, przepraszam za przykład przy tym poście, ciekawi mnie, jak przebiegną obchody naszego narodowego święta. Znakomita relacja. Pozdrawiam gorąco :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święto w Masciago było naprawdę udane. Co do reszty to cóż powiedzieć...Właśnie męczę się nad uzupełnianiem zaległych dokumentów i jednocześnie oglądam relację z Marszu Niepodległości. Miałam nadzieję, że będzie spokojnie ale widzę że organizatorzy nie zapanowali nad całością. Z tego co zrozumiałam, podczepiły się tam jakieś grupy z zewnątrz, tak czy inaczej przykro to wygląda i tragicznie. Zdarzyło mi się kiedyś być w podobnej sytuacji jest to naprawdę straszna rzecz.

      Usuń
  11. Pobliska hurtownia upominków ma zbroję na stojaku do domu, od dawna mnie kusi by to u siebie postawić, fajnie by to wyglądało i niezła atrakcja ;]

    OdpowiedzUsuń