Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

czwartek, 26 września 2013

Włochy i Szwajcaria, czyli wędrując wokół Jeziora Lugano. Część II - miasto Lugano .


Tak, jak obiecałam, opowiem o moim powtórnym spotkaniu z Lugano, o tym, które nazwałam jednym z największych rozczarowań... Wspomnienie poranka kiedy je zobaczyłam spowite welonem mgły wciąż trwało żywe w mej pamięci, więc niejednokrotnie myślałam o powrocie w tamte strony. Jednak było to jeszcze przed wstąpieniem Polski do UE, więc moja sytuacja prawna nie pozwalała mi skorzystać z przywilejów, jakie mieli obywatele Włoch. Dopiero nasz pełny akces oraz fakt, że stałam się sensu stricto włoską rezydentką, spowodował, iż przyszedł moment, w którym mogłam zrealizować ten zamysł. Do Lugano pojechałam pociągiem z Como, nieco zdenerwowana, bo nie wiedziałam czy podczas przekraczania granicy powinnam pokazać polski paszport, czy tymczasowy dowód osobisty, jaki otrzymałam we Włoszech. Na chybił trafił podałam dowód, na który pogranicznik zaledwie rzucił okiem, co mnie bardzo ucieszyło, bo przed chwilą widziałam, jak skrupulatnie kontrolował innych podróżnych wyglądających na cudzoziemców, zwłaszcza tych o ciemniejszej karnacji, lub ubranych w afrykańskie, czy arabskie stroje. Obawiałam się, że również mnie  zacznie  "maglować" i dopytywać się kim jestem i w jakim celu jadę, nawet zaczęłam sobie wymyślać zwięzłe i rzeczowe  odpowiedzi po włosku, ale jak się okazało, nie uznano mnie za osobę mogącą stanowić potencjalne zagrożenie. Zapewne nie bez znaczenia była moja aparycja, zważywszy, że Włosi powszechnie brali mnie za Niemkę, lub właśnie Szwajcarkę, a informacja, że jestem Polką, z reguły budziła ich wielkie zdziwienie. Podróż nie dłużyła mi się zbytnio, tym bardziej, że mogłam oglądać zmieniające się widoki, jakie przemykały za oknem pociągu. Wreszcie dotarliśmy do celu i po chwili znalazłam się przed dworcem, tym samym, gdzie kiedyś zatrzymał się autobus wiozący mnie z Polski. Znowu po drugiej stronie ulicy zobaczyłam znajomy budynek  z napisem "Ferrovie Lugano -Ponte Tresa" więc szybko podeszłam do skraju tarasu. W tym momencie przeżyłam prawdziwy szok...Okazało się, że poranna mgła, jaka wówczas spowijała miasto, sprawiła, iż głębia i odległość były w istocie zupełnie inne niż w rzeczywistości... Przeciwległe zbocze, które (jak mi się wtedy wydawało) jest tuż, tuż, w rzeczywistości było dość odległe. Głęboka dolina naprawdę  była zaledwie niecką, zaś w miejscu, gdzie jak sądziłam, znajduje się jezioro, w istocie leżało miasto zaś wody Lago di Lugano mogłam oglądać w pewnym oddaleniu po mojej prawej ręce. Widok sam w sobie był bardzo przyjemny, miasto lśniło w słońcu, które pięknie wydobywało jego kolory, a szmaragdowe góry wspaniale harmonizowały z lazurem nieba i wody. Ja jednak nie mogłam rozstać się z magiczną wizją, jaką stworzyła moja wyobraźnia...Spodziewałam się gór rozdzielonych wąskim jeziorem, a zobaczyłam dość rozległą przestrzeń, gęsto zabudowaną, co nawet w przybliżeniu nie przypominało widoku, jakiego się domyślałam, kiedy tam byłam po raz pierwszy.






Słyszałam o tym, że mgła potrafi płatać  figle i tworzyć różne fatamorgany, lecz nie miałam pojęcia,  że może to być do tego stopnia złudne. Czułam się niczym dziecko, które długo oczekuje na upragnioną zabawkę, a kiedy ją wreszcie otrzymuje, ta rozpada mu się w rękach...To rozczarowanie było dla mnie bardzo bolesne, ale mimo to pomyślałam, że skoro już tu przyjechałam to przynajmniej powinnam wszystko obejrzeć z bliska. Ponieważ dworzec w Lugano leży nieco wyżej niż reszta miasta, dla wygody podróżnych zbudowano tam kolejkę zębatą, którą można zjechać do centrum. Ja jednak postanowiłam zejść pieszo, aby obejrzeć wąskie i strome uliczki, jakie widziałam poniżej. Uliczki ostro schodziły w dół, a tego zejścia wcale mi nie ułatwiały chodniki z szerokimi, płaskimi stopniami, ponieważ były one zbyt długie na dwa moje kroki, natomiast przy trzech musiałam dreptać w nienaturalny sposób. Mimo wszystko, muszę przyznać, że ta część miasta wyglądała bardzo malowniczo, tym bardziej, że w głębi zieleniały stoki góry San Salvatore znajdującej się po drugiej stronie jeziora; robiła też bardzo miłe wrażenie swoją czystością i zadbanymi budynkami. Po chwili dotarłam do miejsca, gdzie pod podcieniami można było zobaczyć sklepiki z imponującymi wystawami. Leżały tam ogromnie kręgi sera, wielkie szynki i pęta kiełbasy a warzywa i kwiaty kusiły kolorami. Z tej barwnej i apetycznej dzielnicy był już tylko krok do bulwaru biegnącego wzdłuż brzegu jeziora. Tu muszę oddać miastu sprawiedliwość, bo chociaż przystań w Lugano nie wyróżnia się niczym szczególnym, to widok, jaki się stąd roztacza jest po prostu przepiękny i może śmiało konkurować z jeziorem Como. Tę urodę zawdzięcza urozmaiconej linii brzegowej i niezwykle malowniczym kształtom gór wokoło. Pod tym względem palmę pierwszeństwa dzierży wspomniana już San Salvatore, mająca ciekawy kształt frygijskiej czapki. Najpiękniejszym miejscem nabrzeża jest dość rozległy park położony nieopodal centrum; można tam oglądać ciekawie zgrupowane drzewa i krzewy, wspaniałe kwiatowe klomby, posągi oraz inną "małą architekturę parkową".









Nic więc dziwnego, że wiele osób przysiadło  na parkowych ławeczkach, tym bardziej, że ciepłe promienie słońca i wspaniałe widoki wokoło nastrajały do dłuższego odpoczynku. Nie powiększyłam tego grona, ponieważ postanowiłam ów dzień poświęcić na intensywne zwiedzanie, a w planie miałam jeszcze wjazd kolejką na Monte Bre' a także wycieczkę statkiem po jeziorze ( napiszę o tym w kolejnych postach). Tu wspomnę jedynie o tym, co mnie uderzyło, kiedy miałam okazję popatrzeć na Lugano z pokładu statku. Otóż podczas spaceru po mieście szłam uliczkami o starszej zabudowie (liczącej z pewnością  od stu do trzystu lat) o czym świadczył jej styl. Natomiast kiedy statek odbił od brzegu, przekonałam się, że w Lugano nie brakuje również budynków o bardziej nowoczesnej architekturze, która absolutnie nie grzeszy urodą i żywo przypomina klockowate domy, jakie masowo wznoszono w Polsce w latach 60-tych. Wygląda na to, że zbudowano je według jednego projektu, gdyż sprawiają wrażenie podobnych do siebie, jak dwie krople wody; z identycznymi balkonami zwróconymi w stronę jeziora. Zresztą podobne domy spotkałam też w innych, szwajcarskich miejscowościach i zdecydowanie widzę tu przewagę Włochów, którzy nawet wznosząc wielkie, nowoczesne kompleksy wykazują w tym względzie nieco więcej polotu. 

więcej zdjęć

https://plus.google.com/photos/113977733476722899989/albums/5927257511538732241?banner=pwa
lubhttps://picasaweb.google.com/113977733476722899989/LuganoMiasto

23 komentarze:

  1. Czekałam na ten wpis :) Choć dobrze rozumiem pierwsze rozczarowanie (po takich wrażeniach jak opisałaś ostatnio), to cieszę się, że miasto ostatecznie Cię do siebie przekonało - na zdjęciach wygląda naprawdę ładnie.
    Czy sztampowe domki, o których piszesz, to te, które można zobaczyć na zdjęciu 3 i 4? Tamte rzeczywiście gryzą mi się z krajobrazem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak jest, to właśnie te budynki, które również moim zdaniem po prostu szpecą pejzaż. Gdyby były usytuowane niżej można by przymknąć na nie oko lecz wzniesiono je na stoku Monte Bre' więc z daleka "ostro biją po oczach". Chyba z tego powodu Lugano nie skradło mi serca mimo swojego naprawdę pięknego położenia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moją najbliższą podróż zaczynam w mieście, które nieodłącznie kojarzy się z mgłą i myślę, że nawet poczuję się nieco rozczarowana, kiedy nie trafię na londyńską białą zupę. Ale rozumiem rozczarowanie, kiedy człowiek ulegnie sile wyobrażeń, a rzeczywistość nie zechce do nich dorosnąć. A domki - klocki - nie konweniują z przepięknym otoczeniem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, życzę Ci, żeby Twoje wakacje spełniły wszystkie oczekiwania! Wyobraźnia to błogosławienstwo ale i kłopot jak widać. Natomiast domki a la' bunkier w takim miejscu to chyba dowód na jej kompletny brak.

      Usuń
  4. Wspaniale położona miejscowość. Ile tam pięknych miejsc?! A wszystko osadzone w cudownym krajobrazie. Kolejny cudny post.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo początkowego rozczarowania pokochałam okolice tego jeziora o charakterze zupełnie odmiennym niż Como, Maggiore czy Garda. Jest tam naprawdę pięknie a do tego spokojnie i po domowemu.

      Usuń
  5. Zdjęcia są zachwycające. Głębia kolorów przecudowna. Szwajcaria jest taka piękna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie jeszcz sporo pieknych widoków ze Szwajcarii, zapraszam!

      Usuń
  6. To niesamowiete, czytam sobie o wyciecze do Lugano a sama musze dzis tam jechac po prostu do szpitala. Co do tych domow klockowto niestety jest niewiele mozliwosci. Szwajcaria to kraj gorzysty i jesli nie beda budowac domow na wzgorzach to po prostu nie bedzie gdzie mieszkac. W przypadku tych domkow oktorych piszesz nie ma mozliwosci zbudowania ich nizej, bo tam albo juz jest starsza zabudowa albo jest jezioro :)
    Z tego co zauwazylam staraja sie jak najmniej niszczyc nature, jest duzo budynkow w ktorych sa podziemne parkingi, centra handlowe nie strasza w srodku miasta. Naprawde w porownaniu do innych miejsc w Europie tu nie buduje sie przypadkowo i bez fantazji. i jesli jest tak a nie inaczej to znaczy, ze zostalo wybrane mniejsze zlo. Obecnie jest bardzo trudno kupic tu dzialke budowlana, latwiej jest nabyc cos do remontu niz budowac nowy dom.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieję że ten szpital nie oznacza iż Twoje zdrowie jest poważnie zagrożone i nie grozi Ci długa kuracja?
    Natomiast co do szwajcarskiej architektury to razi mnie nie tyle fakt iż budują na zboczach gór bo faktycznie wybór jest ograniczony, lecz to, że mając piękną tradycję w tym względzie decydują się na taką koszarową zabudowę, gdzie nic nie cieszy oka. W tym widzę przewagę Włochów, że nowe domy mają zróżnicowany wygląd, wykorzystuje się różne materiały: czerwoną cegłę, klinkier, ceramiczne kafelki, beton i blachę miedzianą co daje naprawdę ciekawe efekty. Natomiast "klocek" na równinie jeszcze jakoś się broni, natomiast usytuowany na zboczu nie bardzo... Ale co kraj to obyczaj Szwajcarzy robią to co uwazają za korzystne ale mnie to się nie bardzo podoba i dlatego Lugano nie podbiło mojego serca. Pozdrawiam, życzę zdrowia i dobrego samopoczucia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw sie moje zdrowie nie jest powaznie zagrozone raczej ja jestem poddawana testowi cierpliwosci. To tylko zapalenie uszu, ktore sie ciagnie od 10 sierpnia. Moze to i prawda ze wlosi bardziej dbaja o detale ale dzis widzialam male miejscowosci w drodze do Lugano, bo wybralismy zwyka droge a nie autostrade. Jak sie tylko lepiej poczuje to musze sie tam koniecznie wybrac i poogladac na zywo to czego nie widac z za barie autostrady czy z pociagu, bo warto. Jedyne pocieszenie to to ze te Szwajcarskie klocki zbudowane sa naprawde porzadnie i trwale, zadne trzesienie ziemi im nie straszne. Natomiast sliczna wloska zabudowa rozwala sie jak domek z kart nawet przy malych wstrzasach.

      Usuń
    2. W takim razie trzymaj się, ucho rzecz delikatna i nie daj Boże żeby zapalenie przeszło w stan przelekły, bo będzie bieda. A co do budownictwa nie mogę się nie zgodzić, bo pamiętam jak było trzęsienie ziemi w Marche i później okazało się że ktoś poważnie naruszył normy budowlane i samowolnie zastosował inne materiały. Ale jak jeszcze byłam w Lombardii widziałam że dużo się buduje niezbyt dużych domów, naprawdę ładnych, sama chętnie bym w takim zamieszkała gdybym postanowiła tam zostać.

      Usuń
    3. No niestety budownictwo pietrowe w tym wypadku zapewnia wygodne mieszkania wielu rodzinom, malych uroczych domkow, nie starczyloby dla wszystkich, bo po prostu nie ma na nie miejsca. Niestety choroby moich uszu juz dawno przeszly w stan przewlekly i wracaja jak czkawka co jakis czas od poczatku teg wieku np. moja pierwsza wizyta w Lecco byla na pogotowiu tamtejszego szpitala wlasnie z ostrym zapaleniem ucha. To takie mam wspomnienia :)

      Usuń
    4. Pisząc o niezbyt dużych domach miałam na myśli domy wielorodzinne ale nie będące blokami np.11 piętrowymi. Co du uszu życzę Ci żeby jak najrzadziej przypominały o sobie, swego czasu pracowałam na laryngologii więc wiem co to za upierdliwa dolegliwość. A wspomnienia z Lecco mogły być weselsze, to fakt! Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  8. Tak zimno jest na dworze a u Ciebie kolorowo i cieplutko. Miło było zajrzeć i pooglądać te cuda.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, góry i woda, to zawsze robi przyjemne wrażenie... Także pozdrawiam!

      Usuń
  9. Dzięki Tobie poznaję tyle nieznanych mi miejsc. Za oknem deszczowo, więc miło się ogrzać. Już przenoszę się do galerii po resztę. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróciłem właśnie z grzybobrania z okolic Stoczka i mam mnóstwo podgrzybków i prawdziwków, kilka kurek i zielonek. No, chyba będzie tego z 3,5 kg. Dla mnie to wysyp, bo zbytnio się nie nachodziłem. Wszystko zdrowe i dorodne :) Pozdrawiam

      Usuń
    2. Super, jest nadzieja i dla naszych okolic, tym bardziej, że meteo zapowiada lepszą pogodę! Ponownie pozdrawiam!

      Usuń
  10. Faktycznie pogoda za oknem mogłaby być lepsza a wtedy w Lugano był akurat piękny wrześniowy dzień...ale słyszałam że u nas ma być piękny październik, oby! Także pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie mogą być same zachwyty. Musi być drobna przeciwwaga, żeby to co zachwycające zachwycało z serca. :) BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba masz rację, nie można ciągle fruwać pod chmurami!

      Usuń
  12. Witaj Sukieneczko!

    Bardzo dawno byłam u Ciebie.
    Właściwie, to byłam ale nie zostawiłam komentarza...
    Lugano, w tym mieście spędziłam dwa dni czekając na pogodę. Niestety przez cały czas z nieba leciały strugi deszczu.Niewiele widziała spod parasola. Tym z większym zainteresowaniem czytam Twoje posty o tym miejscu...
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń