Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

wtorek, 2 lipca 2013

Lombardia.Gardone Riviera, Vittoriale degli Italiani "Io ho, che ho donato"...

Vittoriale... io son venuto a chiudere la mia tristezza e il mio silenzio in questa vecchia casa colonica, non tanto per umiliarmi quanto per porre a piu' difficile prova la mia virtu' di creazione e trasfigurazione.Il mio amore d'Italia, il mio culto delle memorie, la mia aspirazione all'eroismo, il mio presentimento della Patria futura si manifestano qui in ogni ricerca di linea, in ogni accordo o disaccordo di colori.


...przyszedłem, aby zamknąć mój smutek i moje milczenie w tym starym, wiejskim domu, nie dlatego, abym miał się uniżyć, lecz aby sprostać najtrudniejszej próbie, na jaką wystawiłem moje męstwo w tworzeniu i przekształcaniu. Moja miłość dla Italii, cześć którą mam dla narodowej pamięci, dążenie do bohaterskich czynów oraz moje przeczucie Ojczyzny, jaka nadejdzie, tu znalazły swój wyraz w każdej linii, harmonii i dysharmonii kolorów.                                                             
  (tłumaczenie własne) 
                                              
Jest to fragment aktu, w którym poeta ofiarował Vittoriale swoim rodakom. Akt jest dość długi, więc wybrałam zeń fragment według mnie najbardziej znaczący, mówiący o idei, jaka nim kierowała. Nie bez znaczenia jest też to, iż mówi on o poczuciu goryczy z powodu odosobnienia w jakim d'Annunzio się znalazł, i jego dramatycznej próbie walki o zachowanie osobistej godności. Znamienny jest też napis widniejący na bramie wejściowej  "Io ho, che ho donato" co aby zachować sens myśli poety można przetłumaczyć jako "Mam tyko to, co ofiarowałem".  

Vittoriale Jak już pisałam w pierwszym poście, Vittoriale degli Italiani to nie tylko dom poety, lecz okazały kompleks składający się z willi i parku gdzie znajdują się liczne budowle i pomniki. Całość leży na zboczu wzgórza, skąd roztacza się piękny widok na jezioro Garda. Wspominałam wcześniej  o tym, że jezioro przez większość dni w roku spowija lekki opar, który Włosi nazywają "foschia". Jest on spowodowany dużą wilgotnością powietrza i nie należy go mylić z mgłą. Powoduje to znaczne ograniczenie widoczności, jednak w zamian oferuje niezapomniane wrażenie, że wypływając na jezioro w jego szerszej części zanurzamy się w prawdziwym morzu błękitu, który otula wszystko niczym szczelny kokon, podczas gdy nasz wzrok z trudem wyławia z tego bezmiaru niebieskości ledwie dostrzegalne zarysy odległego brzegu... Podobno to właśnie ten błękit, widziany podczas lotu aeroplanem, oczarował poetę do tego stopnia, że postanowił nabyć opuszczoną willę Cargnacco. Kiedy na skutek zabiegów Mussoliniego został ostatecznie wyeliminowany z polityki, nowo nabyty dom stał się nie tylko jego schronieniem, lecz jak już pisałam, także "złotą klatką". Sądzę, że d'Annunzio jako żołnierz - poeta górował nad Duce
Vittorialenie tylko sławą zdobytą w czasie wojny, ale przede wszystkim inteligencją, zapewne jednak nie miał jego determinacji w dążeniu do władzy za wszelką cenę, a może raczej władza jako taka, po prostu go nie interesowała? Kiedy czytałam analizy dotyczące Regencji w Republice Carnaro, dowiedziałam się, iż  wraz ze swoimi współpracownikami w bardzo krótkim czasie ustanowił prawo, a także szybko i prężnie zorganizował życie owej społeczności. Jednak żywot Republiki był krótki (trwał niewiele ponad rok) więc trudno ocenić, jak by  to wszystko funkcjonowało na dłuższą metę i czy nie okazało by się jedynie utopią. Faktem jest też, że sam poeta nie zamierzał rządzić tam w nieskończoność, o czym świadczy chociażby przyjęcie nazwy "Regencja", przy czym on sam z dumą przyjął tytuł "Commandante" a nie  "Presidente". Jego zamiarem było stworzenie pomostu pomiędzy Włochami i Dalmacją, a następnie podanie Italii spornego miasta Fiume na "złotej tacy". Jednak z powodu braku zgody ze strony Sprzymierzonych, ówczesny rząd włoski nie skorzystał z podsuwanej mu okazji i cała awantura skończyła się wkroczeniem wojska, a następnie usunięciem rebeliantów siłą w wyniku bratobójczej walki, co przeszło do historii pod nazwą "Krwawego Bożego Narodzenia". Myślę, że po takim doświadczeniu d'Annunzio czuł się nie tylko rozczarowany, lecz wręcz zdruzgotany. Nie tylko zgięli ludzie, których prowadził i którzy zawierzyli jego idei, samej idei również odebrano sens oraz wartość. Abstrahując od  słuszności historycznej i demograficznej (która również i dziś nadal budzi wiele kontrowersji) należy pamiętać o tym, że były to czasy kiedy wykreślano nowe granice Europy, a takich enklaw, gdzie stosunki ludnościowe były równie skomplikowane jak w Fiume czy Trieście, było więcej (że wspomnę tu chociażby Lwów i Wilno). Tym, kto go wtedy poparł był Mussolini ze swoimi faszystami,  dzięki temu narodziła się łącząca ich więź, która dla poety z wielu względów w przyszłości okazała
Vittorialesię również uciążliwymi więzami. Był to właściwie kres jego czynnej kariery, zarówno wojskowej, jak i politycznej, gdyż od tej pory żył w swojej wieży z kości słoniowej, obsypywany pieniędzmi i zaszczytami, książę bez księstwa, na dobrowolnym wygnaniu... Mam wrażenie, że pomysł stworzenia Vittoriale był dla niego sposobem nie tylko na wyrażenie swego wybujałego ego, co również ciągłym przypominaniem samemu sobie i innym, że tym, co uważał za sens swojego życia było działanie, stanowiące główny motor jego twórczości, a nie jedynie teoretyczne rozważania. Vittoriale powstawało na przestrzeni wielu lat, zaś część obiektów ukończono już po śmierci poety. Przez długi czas kompleks był zamknięty dla szerszej publiczności, a swe podwoje otworzył dla zwiedzających dopiero w latach 90-tych. Początkowo można było obejrzeć jedynie park i monumenty, jakie się w nim znajdują, natomiast wnętrza willi są dostępne dopiero od 2000 roku. Architektem, który pracował dla d'Annunzia, a po jego śmierci dla fundacji zarządzającej obiektem, był Gian Carlo Maroni. Nie mam pojęcia, do jakiego stopnia była posunięta  jego autonomia w projektowaniu, ale sądzę, że (pomijając stronę sensu stricto techniczną) działał przede wszystkim jako wykonawca poleceń poety i realizator jego wizji.
VittorialeSumma summarum, powstał z tego twór dość dziwny i raczej niespójny, sprawiający wrażenie, że architekt starał się jakimś cudem zadowolić swego pracodawcę spełniając jego kaprysy i życzenia, nie gubiąc przy tym własnego stylu. W zamyśle poety Vittoriale miało być narodowym pomnikiem oraz świadectwem męstwa i poświęcenia  Włochów podczas Wielkiej Wojny. Stąd obecność wielu symboli, które dla cudzoziemca nie zawsze są czytelne na pierwszy rzut oka, liczne tablice pamiątkowe i rzeźby. Mimo iż byłyśmy tam przez kilka godzin, nie udało nam się zobaczyć wszystkiego - część obiektów oglądałyśmy w biegu, co pozostawiło nam uczucie niedosytu. Jednak oprócz muzeów zdołałyśmy obejrzeć najważniejsze i największe z parkowych obiektów, amfiteatr, mauzoleum i okręt "Puglia". Amfiteatr  w moim odczuciu jest po prostu fantastyczny. Od willi oddziela go portyk wieńczący jego koronę, natomiast z widowni otwiera się wspaniały widok na błękitne jezioro Garda.
VittorialeZ prawej strony, nad sceną, od niedawna stoi niebieski koń "Cavallo blu" - rzeźba Mimmo Paladino. Na pierwszy rzut oka zdaje się niezbyt pasować do otoczenia lecz po głębszym zastanowieniu, doszłam do wniosku, że postawienie go w tym miejscu jest nie pozbawione głębokiego sensu. Artysta zapewne chciał  w ten sposób oddać osobowość poety i jego bojowego ducha, aspiracje i pęd do wolności. Niebieski kolor z pewnością ma nawiązywać do koloru przestworzy i wód Adriatyku, z którymi związane były jego wojenne dokonania, a także barwy jeziora Garda, nad którym spędził ostatnie lata życia. Sam amfiteatr jest bardzo harmonijnie wtopiony w otoczenie, podobno przed przystąpieniem do pracy nad projektem jego twórca udał się do Pompei żeby czerpać z najlepszych,  starożytnych wzorców. Dziś ta budowla jest wykorzystywana jako miejsce koncertów i występów teatralnych w ramach letniego festiwalu kultury, a w jej podziemiu znajdują się pomieszczenia wystawowe (podczas naszych odwiedzin była tam wystawa "D'Annunzio segreto").

VittorialeWspominałam już, że teren Vittoriale zajmuje powierzchnię dziewięciu hektarów. Na tym obszarze oprócz willi i amfiteatru znajduje się jeszcze wiele innych, interesujących obiektów. Dwa z nich robią  wrażenie równie kolosalne, jak ich rozmiary. Pierwszy to Mauzoleum, wzniesione pośród drzew oliwnych, na szczycie wzgórza, znajdującego się w obrębie parku. Spoczywają tam doczesne szczątki poety w otoczeniu najbliższych mu towarzyszy broni, natomiast podziemia poświęcone są Legionistom i cywilom, którzy zginęli podczas bratobójczej walki, kiedy wojska włoskie wkroczyły do Fiume, aby usunąć z miasta d'Annunzia, wraz z jego stronnikami. Wydarzenia te rozegrały się w ostatnich dniach grudnia 1920 roku i stąd mówi się o nich jako o "Krwawym Bożym Narodzeniu". Mauzoleum ma kształt okręgu i składa się trzech tarasów wzniesionych jeden nad drugim; jego forma nawiązuje do grobowców etruskich. Budowę obiektu zakończono stosunkowo niedawno, bo w 1963 roku, w setną rocznicę urodzin poety. Na środku najwyższego tarasu wznosi się wysoki pylon na którym umieszczono sarkofag Commandante, a wokół znajdują się podobne sarkofagi jego dziesięciu towarzyszy.  
Vittoriale





Na zboczu wzgórza, nieopodal mauzoleum, znajduje się także inny, zaskakujący monument. Jest to część okrętu wojennego "Puglia", z którego stworzono pomnik jedyny w swoim rodzaju. Z okrętem jest związana ważna karta historii Włoch, gdyż w czasie Wielkiej Wojny pełnił  on służbę na wodach Dalmacji, a jego kapitan i główny mechanik zginęli w 1920 roku podczas zamieszek w Splicie. Kiedy zapadła decyzja o wycofaniu go ze służby, Marynarka Wojenna podarowała poecie część dziobową. Dokonano jej rozbiórki, a  fragmenty dwudziestoma wagonami przewieziono do Vittoriale. Tu wykonano następną, iście gigantyczną pracę, gdyż części okrętu złożono na powrót i zespolono je ze zboczem wzgórza, kierując jego dziób w stronę jeziora Garda i Adriatyku. Kiedy wraz z Federicą dotarłyśmy do tego miejsca, przeżyłyśmy ogromne zaskoczenie. Początkowo szłyśmy ścieżką pośród wysokich cyprysów, zasłaniających przed naszymi oczami najbliższą okolicę. Nagle, po przebyciu ostatniego odcinka alejki, zeszłyśmy po niewysokich schodkach i znalazłyśmy się na pokładzie najprawdziwszego okrętu. Wrażenie było doprawdy niesamowite! Nie będę się zagłębiać w szczegóły - lepiej niech przemówią zdjęcia, które tam zrobiłam... W drodze powrotnej do willi (zbliżała się godzina naszej wizyty w Muzeum Wojny) poszłyśmy jeszcze rzucić okiem na kuter torpedowy M.A.S. na którym Gabriele d'Annunzio, wraz z  załogą pod dowództwem kapitana Ciano, bez przeszkód wpłynął do portu Bucari, gdzie stały okręty austriackie (w wyprawie brały udział jeszcze dwa podobne kutry). Po skutecznym storpedowaniu jednego ze statków (pozostałe nie poniosły szkód, gdyż większość włoskich pocisków zatrzymały sieci chroniące austriackie jednostki) pozostawili w porcie trzy butelki ozdobione trójkolorową włoską flagą. W ich wnętrzu umieszczono  tekst pióra d'Annunzia, zapowiadający następne akcje, lecz poważniejsze w skutkach. Był to jedyny w swoim rodzaju rajd propagandowy, który udowodnił Austriakom słabość ich obrony. Wyczyn
Vittorialeten przeszedł do historii jako "Beffa di Bucari". Ku naszemu żalowi nie starczyło nam czasu na zwiedzenie Audytorium, gdzie można obejrzeć wystawę fotograficzną oraz zobaczyć na własne oczy aeroplan, na którym poeta latał jako obserwator i na którym wraz z eskadrą pilotów odbył słynny "Lot na Wiedeń", wyczyn propagandowy równie szalony jak poprzedni . Mianowicie, włoska eskadra lotnicza San Marco, zwana "Serenissima", wykonała rekordowy, jak na owe czasy lot, podczas którego samoloty przebyły łącznie 1200 km. Celem  był  Wiedeń i zasypanie jego mieszkańców ulotkami po włosku i niemiecku, co miało udowodnić wiedeńczykom przewagę  włoskich sił zbrojnych oraz dać im do zrozumienia, że po ulotkach może przyjść kolej na bomby. Te akcje przyniosły poecie i jego towarzyszom ogromną sławę i wysokie odznaczenia, a także bardzo podniosły włoskie morale, mocno nadwyrężone po straszliwych stratach poniesionych w bitwie pod Caporetto. Pamiątki związane ze służbą wojskową d"Annunzia, jego mundury, ordery, dyplomy i fotografie z tego okresu, a także wiele przedmiotów otrzymanych w darze od byłych towarzyszy broni, można obecnie oglądać właśnie Muzeum Wojny. Znajduje się ono w lewym skrzydle willi, dobudowanym według projektu Maroniego. Skrzydło to, w stylu obowiązującego w owych czasach art-deco, było przeznaczone na apartament dla poety i Luizy Baccara, którym chyba zrobiło się ciasno w pokojach "Priorii" zapełnionej do granic możliwości licznymi kolekcjami dzieł sztuki. Niestety, d'Annunzio zmarł nie doczekawszy ukończenia tej części budynku. Ponieważ, jak już wspominałam, znajdujący się w Priorii "Pokój Trędowatego" gdzie wystawiono  zwłoki zmarłego poety okazał się zbyt mały, przeniesiono je do nowej części domu, do pomieszczenia przeznaczonego na jego sypialnię. W pokoju zwraca uwagę napis nad wezgłowiem łóżka "Nie żeby spać, nie żeby umrzeć". Ten napis w istocie nie odnosił się do tegoż łóżka, lecz mówił o filozofii życiowej d'Annunzia i wyrażał jego przekonanie, że jedynie  aktywne życie może zapewnić nieśmiertelność.
VittorialeNiestety, w Muzeum Wojny miałam pecha... Przewodnik, który nas oprowadzał, chyba pochodził z Trentino i lepiej mówił po niemiecku, niż po włosku. Kilkakrotnie zachęcał nas do przerywania i zadawania pytań "jeśli będzie mówił zbyt szybko". Powiem szczerze, że niezależnie od tego, czy mówił wolno, czy szybko, rozumiałam go "piąte przez dziesiąte". Oprócz kilkorga Włochów i mnie, w grupie był jeden Niemiec, do którego przewodnik zwracał się w jego języku, płynnie mu referując zredukowaną wersję tego, co przedtem mówił po włosku. Nie chciałam przeszkadzać ciągłymi prośbami o powtórzenie, licząc na to, że po wyjściu z muzeum oświeci mnie Federica, która bądź, co bądź, jest dziewczyną inteligentną, ma dobrą pamięć (studiuje ekonomię i języki obce) i na dodatek jest Włoszką, więc sądziłam, że wywody przewodnika zrozumie bez trudu i zapamięta to, co mówił. Niestety, jedyne co mogła mi powiedzieć to "non ho capito nulla" czyli "nic nie zrozumiałam"...Trochę to podniosło moją samoocenę w sprawie znajomości języka włoskiego, lecz jeśli chodzi o ten etap życia poety, obydwie pozostałyśmy w ciemnościach niewiedzy. Na szczęście miałyśmy dość czasu, aby dokładnie obejrzeć większość eksponatów, co było lekcją nie tyle poglądową, co raczej "oglądową"...
Po wyjściu z muzeum "w biegu" obejrzałyśmy jeszcze ogród prywatny willi, gdzie ze zdziwieniem odkryłyśmy dwa nagrobki. Jak się okazało, jest tam pochowana żona d'Annunzia, Maria i jego nieślubna córka, Renata. Niestety, godzina odjazdu zbliżała się nieubłaganie, więc musiałyśmy zrezygnować ze zwiedzenia pozostałej części parku, co jak już wspomniałam, pozostawiło nam uczucie niedosytu. Żałowałyśmy też, że nie miałyśmy czasu wstąpić do  Ogrodu Botanicznego w Gardone Riviera, który wyglądał bardzo obiecująco.

 Tym wpisem chciałabym zamknąć mały cykl, jaki poświęciłam postaci Gabriela d"Annunzio. Być może, sam fakt, iż było ich tak wiele, wyda się komuś niezrozumiały. Osobiście w żadnym razie nie jestem zwolenniczką faszystowskiej idei, lecz żyjąc przez wiele lat wśród Włochów, starałam się w tym wypadku niejako wejść w ich skórę, zrozumieć ich punkt widzenia, który niejednokrotnie był zupełnie odmienny od mojego. Dlatego też zainteresowałam się tą częścią ich historii i często w miarę możliwości starałam się kierować rozmowę na ów temat. Szczerze mówiąc, nie było to łatwe, gdyż zarówno ja, jak i moi rozmówcy, mieliśmy świadomość, iż w czasie II wojny Światowej Włochy były sojusznikiem naszego okupanta, a do tego mimo wszystkich zmian, jakie się dokonały w Polsce, w ich podświadomości ludzie z mojego pokolenia w dalszym ciągu są postrzegani jako komuniści. Miałam też wrażenie, że Włosi nadal wstydzą się aliansu z nazistowskimi Niemcami, a wolta jaką przezornie wykonali w przededniu klęski również nie poprawia ich samopoczucia, tym bardziej, że okupili ją mnóstwem ofiar. Starsze pokolenie, które przeżyło wojnę, chyba nie do końca się rozliczyło z tym okresem, a młode siłą rzeczy ma osąd czysto teoretyczny. Zdarza się też, że podczas zagorzałych dyskusji politycznych pada epitet "faszysta" co mogłoby wskazywać, iż ten system nadal ma we Włoszech swoich pogrobowców i niekoniecznie są to ogoleni na łyso młodzieńcy z pałkami, czy nożami za pazuchą. Zastanawiałam się nad tym, czy d'Annunzio w początkowym okresie uchodzący za jego ideologa, mógłby stać się rzeczywistym przywódcą ruchu faszystowskiego i czy miałby realne szanse w walce z rwącym się do władzy Mussolinim, gdyby postawił na kartę cały swój autorytet? Wkroczenie do Fiume na czele Legionu i stworzenie rządu tymczasowego, zapewne było dla niego swego rodzaju próbą generalną dochodzenia do władzy, zaś jako Commandante Republiki Carnaro musiał się zmierzyć z wieloma problemami, w tym także obecnością przeciwników politycznych, którzy podobno szybko znikali w więzieniu. Być może, nie było to dla niego doświadczenie warte powtórzenia, a sam d'Annunzio, jako pisarz, poeta, teoretyk i esteta, nie czuł się powołany do tego rodzaju policyjnej działalności. Zapewne między nim i Mussolinim były pewne podobieństwa, lecz i poważne różnice. D'Annunzio był ideologiem czerpiącym z filozofii Nietzschego i Schopenhauera, natomiast Duce tę ideę zmaterializował, idąc przy tym o wiele dalej,  do tego w kierunku jaki poeta uważał za zgubny. Zresztą tym, który w pełni rozwinął teorię faszystowską był nie d'Annunzio, a Giovanni Gentile, włoski filozof, twórca idealizmu naturalnego, który pełnił funkcję ministra edukacji w rządzie Mussoliniego i pozostał mu wierny aż do końca. Natomiast Gabriele d'Annunzio (co prawda, nieskutecznie) próbował przeszkodzić Mussoliniemu w przejęciu władzy, a później kilkakrotnie bardzo zdecydowanie interweniował w sprawie sojuszu Włoch z hitlerowskimi Niemcami, którego absolutnie nie aprobował. Nie wykluczone, że po fiasku tych zabiegów wolał się udać na "emigrację wewnętrzną", niż podjąć otwartą walkę z człowiekiem pozbawionym skrupułów i obdarzonym dużą dozą wrodzonego okrucieństwa, gdyż nie chciał narażać swojego wizerunku, a może i życia, stając z nim do nierównej walki. Nie można też wykluczyć, że miał świadomość tego, iż jego ideologia ewoluując spowodowała konsekwencje, których początkowo nie przewidział. Jeśli tak było, i świadomie usunął się z czynnej polityki na swe dobrowolne wygnanie, to można rzec, że okazał się przewidujący...Tak, czy inaczej zbudował sobie pomnik za życia, i wśród większości rodaków nadal cieszy się sławą nieustraszonego poety-żołnierza. Natomiast jego niegdysiejszy przeciwnik skończył od strzałów z bratniej ręki, powieszony za nogi niczym zwierzę rzeźne, znieważany i opluwany przez tych, którzy jeszcze niedawno wielbili go i oklaskiwali. Można się długo zastanawiać nad problemami związanymi z tym etapem historii Włoch i nad historią ludzkości w ogólnym sensie, gdyż wciąż rodzą się systemy oraz idee uważane na pewnych etapach rozwoju społecznego za jedynie słuszne i najlepsze z możliwych, które po pewnym czasie upadają, a ich zwolenników odsądza się od czci i wiary... Także w naszej ojczystej historii nie brakuje podobnych zdarzeń, przywódców zrzucanych z piedestału, roszczeń o granice i walki o ideologie. Sądzę, że d'Annunzio był zarówno dzieckiem swojej epoki, jak i jej wyrazicielem, człowiekiem, którego w dużej części stworzyły czasy, w jakich żył. Mnie w tej historii interesuje przede wszystkim jej ludzki aspekt, ewolucja intelektualna a później degrengolada pisarza o wybitnym talencie, jego reakcje na okoliczności społeczne i polityczne, w jakich się znalazł, i młyn historii, ścierający na proch tych, którzy się dostaną w jego tryby...

W głębi ducha zastanawiałam się też, jaki wpływ na zachowania poety miał fakt, że przez lata nadużywał kokainy. Nie wiem kiedy zaczęła się jego przygoda z tym narkotykiem, lecz przyszło mi do głowy, że być może jego spektakularna odwaga po części była skutkiem jego działania? Zapewne żaden narkotyk nie zrobi bohatera z tchórza, jednak może wzmocnić wrodzone cechy osobowe, a pewne zachowania poety mogłyby świadczyć o takim wpływie... Uważa się, że pod koniec życia wyraźnie spadła jego sprawność intelektualna,  mimo iż nadal dużo pracował, publikował mało, natomiast pozostawił wiele szkiców i rzeczy niedokończonych, co mogłoby wskazywać na gonitwę myśli, charakterystyczną dla narkomanów. Również jego hiper-aktywność erotyczna była wspomagana kokainą, z czym się absolutnie nie ukrywał. Uważa się, że jej wieloletnie zażywanie może prowadzić do paranoi oraz manii wielkości, więc być może, tu należy szukać przyczyny kompulsywnej rozbudowy Vittoriale? Niewykluczone również, że to narkotyk mógł być przyczyną wylewu krwi do mózgu czy zawału serca i śmierci d'Annunzia. Tak, czy inaczej, jeśli bliżej przyjrzymy się jego życiorysowi, wyraźnie zauważymy zmiany, jakie zaszły w jego zachowaniu po upływie kilku lat od opuszczenia Fiume. Mogło by się zdawać, że w tym momencie zaczęła się dla niego droga wiodąca w dół, mimo iż starał się zachować swoją godność i dumę oraz udowodnić wszystkim, że to on sam wybrał sposób, w jaki mu przyszło egzystować. Bez wątpienia, w pierwszym okresie swego życia, kiedy to gorączkowo szukał miłości czyniąc z tych poszukiwań pożywkę dla swojej niecodziennej sztuki, stworzył dzieła wspaniałe. W późniejszym - był już tylko cieniem siebie samego. Poszukiwanie miłości zamieniło się w promiskuityzm, a bohaterstwo w samouwielbienie. Jednak kiedy czytałam akt donacyjny Vittoriale, a szczególnie zdanie, które przytoczyłam na wstępie, wydaje mi się, że wszystkie te działania, tak niespójne, a czasem wręcz dziwaczne, były wynikiem głębokiej frustracji człowieka, obdarzonego nieprzeciętną wrażliwością i nadzwyczajnym intelektem. Myślę, że słusznym jest, aby Włosi o nim pamiętali, gdyż jego życie i zdarzenia w jakich brał udział, mimo iż dość odległe, mogą  być punktem wyjścia do wielu przemyśleń i refleksji użytecznych dla następnych pokoleń, co mogłoby im pozwolić na uniknięcie podobnych błędów w przyszłości. To "spotkanie po latach" z d'Annunziem, to również moja osobista historia. Sporo czasu upłynęło od momentu, gdy po raz pierwszy stanęłam na włoskiej ziemi,  parę lat od wizyty w muzeum gdzie zobaczyłam kilka par jego butów, do chwili, kiedy o tym napisałam. Przeszłam w tym czasie długą drogę, przydarzyło mi się też wiele obserwacji, rozmów, przemyśleń i lektur. Wiele  się dowiedziałam o historii tego kraju, ludziach, wśród których żyłam, o człowieku, mimo iż dla innych kontrowersyjnym, dla większości swoich rodaków w dalszym ciągu pozostającym ważną postacią narodowego panteonu, a przede wszystkim o mnie samej...



9 komentarzy:

  1. I to nazywasz małym cyklem? Toż to prawie biografia. Przyznam, że nie miałam pojęcia kim był Annunzio. Skopiuję sobie twoje wpisy i wydrukuję, bo jest tu tyle informacji, że trudno spamiętać. Przeczytałam wszystkie wpisy z równym zainteresowaniem, ale ten dotyczący hipotetycznych wersji wypadnięcia z okna brzmiał jak prawdziwy kryminał. :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dla mnie ogromna satysfakcja, że obudziłam Twoje zainteresowanie! Jak wspominałam na początku miałam o nim mgliste pojęcie ale dzięki zbiegowi okoliczności nadarzyła mi się okazja poszerzenia wiedzy nie tylko na jego temat ale również czasów w jakich żył. To było bardzo interesujące doświadczenie a do tego wreszcie przeczytałam kilka jego utworów z czym się nosiłam za młodu ale jakoś zaniedbałam ...

      Usuń
  2. Jest pod wrażeniem Twojej wiedzy o tych wszystkich dokonaniach poszczególnych ludzi. Szczena opada jak kopara. A trudno uwierzyć.....

    Ogromne brawa i zrazem pozdrowienia. :))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za tak pochlebną opinię! Uwielbiam takie historyczne puzzle kiedy z kawałeczków przypadkowo zebranych informacji układa się kompletny obrazek, którego bogactwa nawet nie przewidywałam...Zresztą ja wynika z Twoich wpisów Ty również podzielasz moją pasje i lubisz pogrzebać w historii. Wzajemnie pozdrawiam!

      Usuń
  3. Jak zawsze pełna podziwu dla wiedzy, dokładności i pasji, która towarzyszyła Ci w czasie poznawania najciekawszych miejsc i najciekawszych historii. BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To istotnie była ciekawa przygoda i do tego "rozwijająca".Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Lubię takie "dociekliwe" wpisy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się cieszę że temat Cię nie znudził i dotrwałaś do końca!

      Usuń