Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

sobota, 13 lipca 2013

Werona, Dom Julii i Studnia Miłości.

Do Werony wybrałam się dwukrotnie korzystając  z okazji, że przez kilka miesięcy mieszkałam w niedalekiej Mantui. Było to jesienią, która tego roku przyszła nieco wcześniej i na dodatek wyjątkowo zimna, więc okutana w gruby tweedowy płaszcz i w rękawiczkach bez palców żeby łatwiej było robić zdjęcia, snułam się po ulicach, uzbrojona w plan miasta oraz aparat fotograficzny.
dom Julii
Jest tam wiele obiektów do zwiedzania, jednak tak jak wszystkie drogi  w Italii prowadzą do Rzymu, to w Weronie nie sposób nie odwiedzić miejsc związanych z kochankami uwiecznionymi przez Szekspira. Jeżeli nawet ktoś nie widział dramatu na scenicznych deskach,  z pewnością go czytał, lub obejrzał piękną i niezwykle malarską ekranizację Zeffirellego, czy tę uwspółcześnioną, w której grał Leonardo di Caprio. Ja sama  po raz pierwszy widziałam film Zefirellego będąc bardzo młodą osobą, i mimo iż od tamtej pory  minęło wiele lat, ciągle mam przed oczami twarze aktorów odtwarzających główne role, które dla mnie na zawsze pozostaną twarzami Romea i Julii. Po przyjeździe do Werony pobieżnie rzuciłam okiem na jej inne atrakcje pozostawiając je na później, i wyruszyłam śladami bohaterów historii o wiecznej miłości, która nigdy nie umiera. Na mojej mapie miasta zaznaczono wszystkie istotne zabytki, więc oczywiście znalazł się wśród nich także Dom Julii. 

dom Julii
Powędrowałam na centralny plac miasta, bowiem dom powinien znajdować się przy niewielkiej uliczce, leżącej nieopodal. Przez chwilę utknęłam w dużej grupie ludzi, po czym poszłam dalej, gdyż nie zauważyłam żadnej wskazówki prowadzącej do poszukiwanego przeze mnie miejsca. Zapytałam jakiegoś przechodnia o Dom Julii, a ten wskazał mi wysoki budynek z ciemnoczerwonej cegły o wąskiej, ciemnej bramie. To tam właśnie byłam przed chwilą w gromadzie osób, z których  część wypływała falą na ulicę, aby zrobić miejsce następnej, wchodzącej do wewnątrz. Nie wierzyłam własnym oczom: brama i ściany domu były tak dokładnie pokryte różnokolorowymi napisami, że wyglądały niczym posypane ziarenkami maku, które ktoś dla zabawy zabarwił na wszystkie kolory tęczy; a do tego, o dziwo, napisy sięgały do wysokości grubo przekraczającej zasięg rąk nawet najwyższej osoby! Trudno sobie wyobrazić, że ktoś mógłby używać do tego celu drabiny, więc najprawdopodobniej ten kto pisał stał na ramionach drugiej osoby. Brama domu prowadzi na niewielki dziedziniec, gdzie w głębi znajduje się posąg Julii, wykonany z brązu . Przed posągiem ustawiła się spora kolejka osób pragnących dotknąć jej piersi, gdyż jest to rytuał, który ma zapewnić szczęście w miłości. O tym jak gorliwie jest przestrzegany ten obyczaj świadczy fakt, iż prawa pierś błyszczy niczym złoto, podczas gdy reszta posągu jest ciemniejsza i spatynowana, a głowa wręcz czarna. Większość osób wdrapuje się  na jego niewielki cokół, aby uwiecznić swoją wizytę na pamiątkowej fotografii. Robią to młode pary i starsze małżeństwa, a także "single" pragnący znaleźć swoją drugą połówkę. Po lewej stronie dziedzińca mieści się niewielki sklepik (nota bene, o zgrozo! ozdobiony licznymi reklamami Coca-Coli) gdzie można kupić różnego rodzaju pamiątkowe gadżety z motywem serduszka. 
dom Julii
Natomiast na prawo znajduje się kamienny portal z drzwiami prowadzący do domu, a ponad nim mały balkon, na który (jak mówi legenda) musiał się wspiąć Romeo, aby spędzić noc ze swoją ukochaną. Zaskoczyły mnie jego niewielkie rozmiary, a gdy weszłam do budynku i obejrzałam go z bliska, okazało się, że wewnątrz jest jeszcze mniejszy, z racji grubej, kamiennej balustrady. Sam dom jest bardzo obszerny, składa się z dwóch  skrzydeł, ma kilka pięter i wiele pokoi. W zasadzie jest pozbawiony  mebli, zachowały się jednak oryginalne kominki i malowane ściany, na pierwszy rzut oka wyglądające niczym pokryte tapetą. W jednym z pokoi stoi wielkie łoże, które "grało" w filmie Zeffirellego, a obok w dwóch gablotach umieszczono kostiumy głównych bohaterów. W następnej sali można napisać maila lub list do Julii i zapisać się do jej klubu. Mimo iż w domu przewija się jednocześnie wiele osób nie słyszy się tam śmiechów  i głośnych rozmów, a większość odwiedzających sprawia wrażenie zatopionych we własnych myślach i skojarzeniach. Jest tam też ogromna księga, gdzie goście mogą uwiecznić swoją wizytę i podzielić refleksjami. 
dom Julii
Wpisując się spojrzałam na daty, i zauważyłam, że księga zapełnia się  w ciągu kilku dni, co wymownie świadczy o ilości odwiedzających. Kupując bilet do Domu Julii za niewielką dopłatą możemy również odwiedzić klasztor gdzie według legendy znajduje się jej grób. Niegdyś leżał on poza murami miasta i od centrum dzieli go odległość mniej więcej dwóch kilometrów. Mimo iż Werona  znacznie się rozrosła, a  wokoło powstało wiele budynków miejsce to nadal jest nieco na uboczu, i chyba z tego względu odwiedza je niewielu turystów. Kiedy tam dotarłam, uderzył mnie  spokój i cisza oraz romantyczny nastrój, którego brakuje w zatłoczonym Domu Julii. Dawny klasztor  obecnie pełni rolę muzeum i miejsca wystaw, a jego centralny punkt to niewielki, pełen zieleni wirydarz, z zabytkową studnią pośrodku. Pod otaczającymi go krużgankami znajduje się popiersie Szekspira i historia kochanków przedstawiona na płaskorzeźbach wykonanych w brązie. Obok jest wejście do podziemnej krypty z pustym, otwartym sarkofagiem, uważanym za miejsce pochówku Julii. Zawsze leżą w nim świeże kwiaty, ponieważ miejscowa legenda głosi, iż panna młoda która zostawi tam swój ślubny bukiet, będzie szczęśliwa w małżeństwie. Także podczas mojej wizyty leżał tam mały, biały bukiecik, ozdobiony wstążkami. O dziwo, w Domu Julii kłębiły się prawdziwe tłumy, tu natomiast spotkałam tylko jedną parę młodych ludzi... Zastanawiałam się, czy to ze względu na odległość, czy  może większość z nas woli nie pamiętać o tragicznym finale tej historii, kiedy to miłość i śmierć splotły się w nierozerwalny węzeł?


Nieopodal Domu Julii jest zwany tak zwany Dom Romea, duże, powstałe w średniowieczu domostwo, które jednak nie jest dostępne dla publiczności. 
klasztor Franciszkanów
Mając w pamięci piękny, widowiskowy film Zeffirellego, próbowałam szukać innych miejsc gdzie toczyła się jego akcja. Jednak ani centralny plac Piazza delle Erbe, ani Duomo, nie przypominały miejsc, które wtedy widziałam. Byłam tym bardzo zawiedziona, powiem więcej, poczułam się nieco oszukana...Kiedy nieco później rozmawiałam o tym z moją dobrze poinformowaną, włoską przyjaciółką Patrycją, dowiedziałam się, że podobno film kręcono w historycznych miastach Umbrii, gdzie łatwiej można znaleźć miejsca bez późniejszych architektonicznych naleciałości. Powiem szczerze, iż ta wiadomość mocno mnie rozczarowała, ale cóż, Werona mimo swoich wspaniałych zabytków z całą pewnością nie może się równać atmosferą ani z Perugią, ani Spoleto... Kiedy znalazłam się w pociągu powrotnym do Mantui, próbowałam sobie jakoś poukładać myśli, jakie mi towarzyszyły podczas wędrówki śladami romansu wszechczasów, a w głowie kołatał mi  wiersz Norwida, który kiedyś tak pięknie śpiewała Wanda Warska:



Nad Kapuletich i Montekich domem, 
VeronaSpłukane deszczem, poruszone gromem,
Łagodne oko błękitu...
Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,
Na rozwalone bramy do ogrodów,
I gwiazdę zrzuca ze szczytu.
Cyprysy mówią, że to dla Julietty,
I dla Romea, ta łza znad planety
Spada — i groby przecieka;
A ludzie mówią, i mówią uczenie,
Że to nie łzy są, ale że kamienie,
I — że nikt na nie nie czeka!

dom Julii
Zastanawiałam się, czego szukają te tłumy, które odwiedzają Dom Julii, i ja sama - czego tam szukałam, a co znalazłam? Każdy z nas, stary i młody, mądry i głupi, ładny i brzydki, ma w sobie potrzebę kochania i bycia kochanym oraz swoje wyobrażenie o miłości świętej i wiecznej, choćby we własnym życiu popełnił wobec niej tysiące grzechów i przewinień... Może wejście w progi tego domu i dotknięcie piersi Julii nawet gdy towarzyszy temu zażenowany uśmiech, jest niczym łyk źródlanej  wody w upalny dzień, a ci, którzy tam wchodzą, wnoszą swoją prawdę i własne wyobrażenie o miłości idealnej, która silniejsza jest niż śmierć?

Jednak prawda historyczna  jest  nieco odmienna od tej pięknej legendy i  w rzeczywistości to domostwo, tak licznie  odwiedzane przez turystów, zostało w pewnym sensie "zaadaptowane na jej potrzeby" w latach trzydziestych XX wieku. Wtedy też, aby uprawdopodobnić całe przedsięwzięcie, dobudowano do budynku stylizowany balkon, który widzimy obecnie. Ponieważ dramat Szekspira jest powszechnie znany od kilku stuleci, turyści "od zawsze" szukali w Weronie śladów dwojga kochanków. Tak zwany "Dom Julii" w rzeczywistości był domem rodziny Cappelli (Cappelletti?) a ulica, przy której stoi do dziś nosi nazwę via Capello. Wiele osób powątpiewa w istnienie Romea i Julii, jednak niektórzy badacze literatury  twierdzą, że Szekspira zainspirowała pewna autentyczna historia, zapisana w starych, miejskich kronikach, które wspominają o konflikcie dwóch miejscowych rodzin.

Werona Ale w końcu jakie to ma znaczenie? Tyle mądrych słów napisano o potrzebie obecności mitu w naszym życiu, że chyba nie ma sensu rozwodzić się nad tym... Myślę, że jest to piękne, iż ludzie nadal przychodzą do tego domu przynosząc tam swoje marzenia, a Klub Julii i setki tysięcy listów pisanych we wszystkich językach świata są na to najlepszym dowodem.

Werona ma jeszcze jedną legendę o kochankach, którzy nie mogąc być razem wybrali wspólną śmierć. Nieopodal Domu Julii jest niewielkie podwórko, gdzie znajduje się Studnia Miłości. Jest to stara, kamienna studnia, w tej chwili dość płytka i pozbawiona wody. Przykrywa ją metalowa krata, a na ocembrowaniu znajduje się  mała płaskorzeźba przedstawiająca chłopaka i dziewczynę, którzy trzymając się za ręce skaczą do tejże studni. To inni legendarni kochankowie z Werony, Isabella i Corrado, którzy żyli tu w XV wieku. Ponieważ nie mogli się połączyć małżeństwem, popełnili wspólnie samobójstwo topiąc się w tej właśnie (znacznie wtedy głębszej) studni. Dziś przychodzą tam zakochani i wrzucają monety, aby przekupić dobry los, a na zakrywającej ją kracie przymocowano mosiężną blachę z takim oto napisem:
Getta nel pozzo un solo soldino, pensa un momento al tuo destino, non ti distrarre non far rumore, eccolo... eccolo... arriva l'amore!
Co w wolnym tłumaczeniu znaczy:
Wrzuć do studni pieniążek i pomyśl przez chwilę tym, co ci przeznaczone, nie rozpraszaj się i nie rób hałasu wokół siebie, bo oto nadchodzi twoja Miłość!
                  (tłumaczenie własne)


Więcej zdjęć

32 komentarze:

  1. Film Zeffirellego pamiętam i, podobnie, mam przed oczami jego bohaterów, dotąd kojarzę z nim zresztą Michela Yorka.
    A ta potrzeba miłości, o której wspominasz, jest w nas, niezależnie od wieku i kondycji, nieuleczalna...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na całe szczęście że jest...Ja też wciąż mam przed oczami Yorka kiedy wygłasza swój wielki monolog na schodach fontanny i jego śmierć. Uwielbiam go jako aktora a w tej roli był po prostu wspaniały! Również pozdrawiam i życzę miłego wypoczynku (z tego co zrozumiałam jesteś w trakcie swojej dorocznej wędrówki?)

      Usuń
    2. Jeszcze nie, ale juz na walizkach:-)

      Usuń
    3. W takim razie trzymam kciuki za pogodę i szerokiej drogi życzę!

      Usuń
  2. Życie się kończy, legendy trwają latami, wiekami, są niezniszczalne, przybywa im jeszcze kolorytu... BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Legenda jest piękna i trafia do ludzi niezależnie od wieku i kultury. W domu Julii widziałam wszystkie nacje świata ze wszystkich kontynentów, to mówi samo za siebie...

      Usuń
  3. Ja także pamiętam tę ekranizację, pamiętam, jak oglądałam ją jako bardzo młode dziewczę (w wieku Julii), będąc na wakacjach u babci. Pamiętam, jak strasznie szlochałam i babcia pocieszała mnie słowami- nie płacz tak, oni naprawdę nie umarli, to tylko aktorzy, a ja nie umiałam jej wytłumaczyć dlaczego tak bardzo mi żal. :) Chyba nigdy już potem, aż tak się nie wzruszyłam na żadnym filmie. A fakt, że w Domu Julii tłumy, a w miejscu symbolicznego pochówku cisza i spokój to pewnie wynik naszej niewiedzy ("nas" turystów). Przyznam, że sama tam nie trafiłam. Podobnie też jak ty wejście do domku przegapiłam; przeszłam poszłam zjeść (niemal naprzeciwko) i wtedy dopiero zorientowałam się, że jestem niemal u celu. A po co tam szłam? Bo być w Weronie i nie zobaczyć Domu Julii to tak jak być w Rzymie i nie widzieć Bazyliki Św. Piotra, albo w Paryżu i nie widzieć słynnej wieży. Toż to symbole tych miejsc i każdy chce je zobaczyć na własne oczy i może troszkę poczuć emocje będące sumą uczuć towarzyszącym marzeniom i wyobrażeniom o tym, jak pięknie musi być w takim miejscu. No i troszkę zamyślić się nad tym co nieprzemijalne; miłość, muzyka, piękno... A twoje rozczarowanie jest mi bliskie, bowiem długo zachwycałam się pięknymi widokami Rzymu w moich kochanych Aniołach i demonach, aż do czasu, kiedy obejrzałam dokument dotyczący kręcenia filmu, makiety przedstawiające Panteon, Piazza Navona.... Ale i tak mimo tego, że wiem, jak, do tej pory oglądając film (a oglądam dość często) potrafię sobie wmówić, że to przecież autentycznie to piękne miasto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę że mamy bardzo podobne skojarzenia co do odwiedzin w Domu Julii. Natomiast jeśli chodzi o wizytę w klasztorze to zauważyłam napis, że sprzedawane są bilety zintegrowane ważne na obydwa miejsca, więc skorzystałam z tej okazji. Film oglądałam mając lat dwadzieścia i parę ale moje odczucia były podobne do Twoich, i bardzo dobrze go pamiętam do dziś. Nie tak dawno widziałam go w TV i muszę powiedzieć, że nadal byłam pod ogromnym wrażeniem, Zefirelli naprawdę zrobił dobrą robotę! Życzę miłego weekendu mimo pogody w kratkę, pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  4. sporo znawców tematu twierdzi, że Romeo i Julia nigdy nie istnieli, ale czy to ma jakieś znaczenie ;)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że niema...ale to zastanawiające jak mimo to głęboko i trwale wpisali się w europejską mentalność i kulturę, zresztą jak i sam autor dramatu będący postacią zagadkową i nie rozszyfrowaną do końca.

      Usuń
  5. Pamiętam to miejsce, mam nawet zdjęcie z Julią nie na balkonie. Ostatnio na początku wprawdzie z oporami wysłuchałam audiobuk Julia, o jakoby prawdziwej historii kochanków Julii i Romea ze Sieny, gdzie prawda, nie wiem ale akcja dziejąca się w czasach Juli napisana jest ciekawie. Ot taka wakacyjna lektura -Fortier A.nne Julia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za podpowiedź, zapytam w bibliotece to może być ciekawa konfrontacja lubię takie powieści osadzone na tle historycznym.

      Usuń
  6. Romeo i Julia żyli kiedyś czy nie, to nie ważne, a do Werony i tak chciałabym pojechać i zobaczyć te miejsca o których piszesz.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Werona to ciekawe miasto, żałuję że byłam tam tylko dwa razy bo warto jej poświęcić więcej czasu żeby zobaczyć wszystko co jest tego warte. Pozdrawiam wzajemnie!

      Usuń
  7. Och we Włoszech nie byłem w ogóle, czego bardzo żałuję. Ale dzięki Twemu blogowi podróżuje jak z prawdziwym przewodnikiem w realu. :)

    Pozdrawiam gorąco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś nadarzy Ci się okazja, jako uważny obserwator i pasjonat fotografii byłbyś w swoim żywiole. Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  8. Fantastyczny post, poznawanie nowych miejsc poprzez czytanie takich opowieści to prawdziwa przyjemność:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę Ci żebyś mogła tam powędrować również osobiście i wzajemnie serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  9. Ja tez bym chciala Werone zobaczyc.
    Filmu, o ktorym piszesz nie widzialam, a moze nie pamietam, ale o Weronie jest wiele ciekawych fajnych filmow obyczajowych i romantycznych komedii, wszystkie trącają o legendę Romea i Julii, no jak tu nie lubic tych obrazow, w tle Werona, bohaterowie piekni, a duch głebokiego uczucia gdzies tam krazy... mozna pomarzyc :)

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie polecam bardzo ten film może jest do ściągnięcia? Sama też bym go chętnie obejrzała jeszcze raz więc też poszukam, naprawdę warto! Pozdrawiam i życzę pomyślności.

      Usuń
  10. Z perspektywy "mojej" pustyni zazdroszczę Ci tej zieleni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za odwiedziny, zajrzałam do Was i pewnie będę to robić częściej!Pozdrawiam zielono ( z Mazur)

      Usuń
    2. Zawsze miło będzie Cię gościć w naszej "oazie" :)

      Usuń
  11. Wiedzialam, ze z tym balkonem jest cos nie tak:) Mimo wszystko, jak kiedys bede w Weronie odwiedze i dom i posciskam piersi, ale takze postaram sie zobaczyc inne miejsce, ktore tak pieknie opisalas. Pozdrawiam. Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bystra z Ciebie kobieta, większość osób uważa go za autentyczny choć uważne oko dostrzega że jest stylizowany. Ja o tej adaptacji wyczytałam we Włoskim internecie ale mimo wszystko legenda o Romeo i Julii ma wielką moc...Pozdrawiam wzajemnie!

      Usuń
  12. jeju, pamiętam, że w Weronie byłam wściekła.. bo uwielbiam amfiteatry a tamtejszy jest godny uwagi..ale akurat był otoczony gigantycznymi plastikowymi różami (?!) i nie można się było do niego dostać..

    OdpowiedzUsuń
  13. Sukienko .. nadrabiam zaległości na Twoim blogu i najpierw zapytam czy już wsszystko dobrze z nadgarstkiem?

    Pięknie, że piszesz o Weronie i o miłości :^)).. mam piękne wspomnienia bo kiedyś dawno temu do kogoś mieszkającego w Weronie zabiło mocniej moje serce :^) .. tzn nie do bohaterki Shakespeare :^) .. balkonik Juli jest zawsze bardzo zatłoczony i miejscowo go raczej omijają :^) .. powiedziano mi, że jest mało autentyczne :^) i Ty też wspomniałaś
    Arena jest oczywiście klejnotem i teraz miejscem wielu koncertów i oper a Piazza d'Erbe jest dla mnie jednym z najpiękniejszych we Włoszech ale wieczorny widok ze wzgórza wokół Castel San Pietro na Adige i miasto w dole zapierach dech w piersiach .. i jest bardzo romantycznym miejscem dla całujących się par :^).. to chyba najbardziej romantyczne miejsce we Włoszech .. ale uwaga mogę być nieobiektywny :^)) bo myślę, że Werona jest dla kochanków nawet tych bez balkonu :^))

    http://www.tripadvisor.com/Attraction_Review-g187871-d593018-Reviews-Piazzale_Castel_San_Pietro-Verona_Province_of_Verona_Veneto.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Werona mnie zaskoczyła, inaczej ją sobie wyobrażałam ale podzielam Twoje zdanie że to piękne i romantyczne miasto. Myślę że jeśli do tego ma się takie wspomnienia jak Ty to chyba jeszcze bardziej...
      Co do mojego nadgarstka to liczę na to że w czwartek pozbędę się gipsu (jak dobrze pójdzie).Serdecznie pozdrawiam i życzę dalszej pomyślnej kontynuacji Waszej pięknej podróży!

      Usuń
  14. Witaj!
    Miło mi, że odwiedziłaś mój blog "Napotkane perełki"
    Teraz, kiedy czytam twoje posty wpadłam w...kompleksy. Masz świetny blog. Jestem pod wrażeniem...
    A co do Werony. To przepiękne miasto. Urzekło mnie. Niestety byłam tutaj przez jeden dzień. To zbyt mało.
    Zachwycona filmem Zeffirellego i kolejnym "Listy Julii" postanowiłam zobaczyć sławny balkon, posąg Julii. Niestety, ogromna kolejka do niego całkowicie mnie odstraszyła...
    Arena jest prawdziwą perełką. Trudno zobaczyć ją wewnątrz. Z wielkim rozmachem urządzane są tutaj imprezy operowe.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario-Łucjo myślę że jesteś zbyt skromna bo o żadnych kompleksach nie może być mowy! Masz pięknego bloga ze wspaniałymi zdjęciami w zasadzie nie wiem jak to się stało, że go nie dopisałam do zakładek, bo znalazłam w nim wiele interesujących rzeczy. Co do Werony ja byłam tam dwa razy ale też zostałam z wielkim niedosytem. W Domu Julii jak już pisałam też zastałam tłumy mimo że szczyt sezonu dawno minął...
      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń
  15. Byłem, widziałem i podziwiałem również :-)
    Ale to było wieki temu...
    Wtedy sama Verona bardzo mi się spodobała, a teraz nie wiem czy nie rozczarowałbym się.
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie...ja żałuję że nie poświęciłam więcej czasu na zwiedzenie kościołów, które są baaardzo interesujące, byłam tam dwa razy i myślałam że jeszcze wrócę ale nie udało się, niestety.
      Serdecznie pozdrawiam!

      Usuń