Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

wtorek, 18 września 2012

Piemont. Ghiffa, czyli Sacro Monte niedokończone.



Piemont
















Kiedyś dawno, dawno temu, na początku mojego pobytu w Lombardii, jedna z koleżanek podarowała mi mapę północnych regionów Włoch. Służyła mi ona wiernie przez wiele lat, gdyż wspaniale nadawała się do moich turystycznych potrzeb. Nie tylko cechowała ją duża dokładność, ale na dodatek zaznaczone na niej zabytki miały różne ikonki, w zależności od tego co się pod nimi kryło. Dzięki temu, nie musiałam zgadywać czy jest to znalezisko archeologiczne, zamek, fortyfikacje, albo też interesujący obiekt sztuki sakralnej. Wyciągałam ją, kiedy planowalam moje podróże, oglądałam z namysłem, wybierałam miejsce docelowe, a następnie sprawdzałam możliwości komunikacyjne. Zawsze miałam kilka takich ewentualności w zapasie, więc przy sprzyjającej okazji pozostawało mi jedynie podjąć ostateczną decyzję i ruszyć w drogę. Mój
Ghiffa ekwipunek łazika na wszelki wypadek zawsze czekał w pogotowiu. Mimo że zamiłowanie do porządku nie jest moją mocną stroną, wyrobiłam sobie nawyk wcześniejszego przygotowania plecaka ze wszystkimi drobiazgami niezbędnymi w czasie wycieczki, a mapy i przewodniki miałam posegregowane w zależności od okolicy. To samo dotyczyło ubrań niezbędnych na taką okazję i na wszelkie typy pogody. Dzięki temu niejednokrotnie zdarzało się, że kiedy miałam dzień wolny budziłam się o jakiejś niesamowitej porze, np. o czwartej rano, szybko wypijałam kawę, wskakiwałam pod orzeźwiający prysznic, do plecaka wędrowała butelka wody i prowiant, po czym pędziłam na dworzec, skąd w niedługim czasie podmiejski pociąg wiózł mnie w stronę upatrzonego miejsca. Miałam to szczęście, że pociągi w okolicy gdzie mieszkałam w większości kursują co pół godziny, do tego w moim portfelu zawsze były zapasowe bilety ( można je kupować z wyprzedzeniem, ponieważ ważność uzyskują w chwili podstemplowania w dworcowym automacie) do Como, Varese i Laveno, które były moimi stacjami przesiadkowymi, co dodatkowo pozwalało mi uniknąć kolejek do kasy i zaoszczędzić parę cennych minut. (W ostatnich latach sytuacja stała się dla mnie wprost komfortowa, ponieważ na terenie Lombardii wprowadzono niezbyt drogi, całodobowy bilet, ważny na wszystkie środki komunikacji). Dzięki tej przezorności mogłam odbywać dość dalekie i skomplikowane komunikacyjnie podróże, nawet kiedy dotarcie na miejsce wymagało poświęcenia 2-3 godzin i kilkakrotnej zmiany środka transportu. Tak też było w przypadku wycieczki do Ghiffy, leżącej na piemonckim brzegu Lago Maggiore, przy drodze wiodącej z włoskiej Verbanii do szwajcarskiego Locarno. Ciągnęło mnie w tamte strony od czasu mojej wyprawy na Sasso di Ferro, wzniesienia leżącego ponad miastem Laveno, które znajduje się po stronie lombardzkiej. Stąd można podziwiać jeden z najwspanialszych widoków na jezioro, otaczające je zielone pasma Prealp, i ośnieżone alpejskie szczyty na horyzoncie. Na brzegu Lago Maggiore niczym paciorki różańca rozsypane są niewielkie, malownicze miejscowości o bogatej i interesującej przeszłości. Jedną z nich jest Ghiffa, leżąca kilkanaście kilometrów od Verbanii, u podnóża Monte Cargiago. Na zboczu tej góry na wysokości ponad 300 m wzniesiono Sacro Monte di Santa Trinita (Świętej Trójcy). Mimo iż jego Ghiffabudowa ciągnęła się ponad 150 lat, nigdy nie zostało ono ukończone. Powszechnie podawana jest informacja, iż planowano tu dwanaście kaplic związanych tematycznie z epizodami Starego i Nowego Testamentu, lecz na przeszkodzie ich realizacji stanęły problemy ekonomiczne, choć spotkałam się też z opinią jednego z  historyków, który uważa, iż od początku zaplanowano jedynie te trzy kaplice, jakie możemy dziś oglądać. Sacro Monte di Santa Trinita znajduje się na terenie rezerwatu przyrody mającego powierzchnię 200 ha, leżącego na zboczu wspomnianej już góry Cargiago, nieopodal malutkiej miejscowości Ronco, należącej do gminy Ghiffa. Można tam dojść stromą mulatierą i asfaltową drogą jezdną. Samo dotarcie do Ghiffy było dla mnie przedsięwzięciem dość skomplikowanym, gdyż po ponad godzinnej jeździe pociągiem, którym dotarłam do Laveno, musiałam przeprawić się promem na drugi brzeg jeziora, aby następnie przesiąść się na autobus a statni odcinek drogi pokonałam oczywiście pieszo. Z przyjemnością obejrzałam niewielkie miasteczko sprawiające bardzo miłe wrażenie, gdyż świeci ono czystością i w większości składa się z malowniczych, wąziutkich uliczek, przy których stoją zabytkowe domki wzniesione z szarego kamienia, a nieco wyżej, na zboczu góry, znajduje się nieco nowszych domostw ukrytych w pięknych, zadbanych ogrodach. Jest tu też wspaniały wGhiffaidok na jezioro i góry oddzielające je od Varese, miasta leżącego nieco dalej na południu. Stąd świetnie widać przeciwległy, lombardzki brzeg i miejscowość Calde' leżącą u podnóża skalistego cypla wyrastającego wprost z wód jeziora. Niestety, podczas ciepłych miesięcy nad jeziorem i górami unosi się "foschia" czyli lekki opar wilgoci, który co prawda dodaje wdzięku pejzażowi, lecz sprawia też, że zdjęcia robione podczas upału rzadko mają pożądaną ostrość, a szczyty wzniesień wyglądają niczym przesłonięte błękitnym, muślinowym welonem. Jednak widziany na żywo  widok ten naprawdę urzeka, kiedy patrzymy na lazur nieba i wody, przecięty w połowie szmaragdową  linią lasów porastających zbocza gór.
Do sanktuarium udałam się asfaltową drogą, zaś ta zaprowadziła mnie na plac, a właściwie sporą polanę, gdzie wzniesiono kościół oraz kaplice i niewielki klasztor z długim portykiem. Wszystkie Święte Góry jakie widziałam w Lombardii i Piemoncie, mają w sobie coś wyjątkowego. Varallo, to trudny do opisania dramatyzm, Varese- przepiękne stopienie w jedność natury i architektury, Ossuccio- swojskość i niezapomniane widoki na jezioro Como, natomiast Ghiffa, to wszechogarniające uczucie wewnętrznego spokoju i wyciszenia. Wśród drzew porastających górę stoją białe budynki kryte szarym łupkiem, a na skraju polany jest swego rodzaju taras, skąd znów spoza starych ogromnych drzew możemy podziwiać Lago Maggiore leżące poniżej. Jak już pisałam, jest tu kościół poświęcony Świętej Trójcy, zbudowany w początkach XVII stulecia, na ruinach dawnej kaplicy, wzniesionej tu w prawdopodobnie w IV w za czasów SS Giulio i Giuliano, którzy prowadzili pracę misyjną w okolicy Orty ( poświecę temu miejscu następny wpis). Nieco później, na przełomie wieku, wzniesiono trzy kaplice poświęcone Matce Boskiej Królowej Nieba, Chrztu, i leżącą nieco na uboczu, kaplicę Abrahama. W klasztornym portyku w początkach XIX w umieszczono czternaście fresków Ghiffaprzedstawiających stacje drogi krzyżowej, oraz kaplicę matki Boskiej Bolesnej. Kaplice i kościół mają architekturę typową dla baroku, podobnie jak w Ossuccio dość skromną, daleką od bogactwa i wyrafinowania Sacro Monte w Varese. Mimo to, dają one wrażenie piękna i harmonii, ze swoimi białymi ścianami, pięknymi portalami, i architektonicznymi detalami wykutymi w piaskowcu, albo granicie o delikatnej, szaro - beżowej barwie. Także ich wnętrza są bardzo proste, i można tu zobaczyć tylko nieliczne figury. Najmniejsza jest kaplica gdzie umieszczono jedynie dwie postacie przedstawiające Jana Chrzciciela i Jezusa, podczas sceny chrztu w wodach Jordanu. Nie zachowały się przekazy o twórcach jacy tu pracowali, więc powszechnie uważa się, że byli to lokalni rzemieślnicy, a nie uznani, cieszący się sławą artyści. Jednak wdzięk tego miejsca i jego spokój z całą pewnością sprawiają, że również ta wycieczka staje się niezapomnianym przeżyciem. Do Ghiffy wróciłam stromą mulatierą wiodącą pośród lasu, która dość szybko zaprowadziła mnie nad brzeg jeziora, a stąd niebawem lokalny autobus zabrał mnie do Verbanii. Tam miałam nieco wolnego czasu, więc mogłam poświęcić go na obejrzenie jej ciekawych i malowniczych zaułków. Ale o tym napiszę innym razem.

Więcej zdjęć z Ghiffy >https://plus.google.com/photos/113977733476722899989/albums/5448419599182162113

13 komentarzy:

  1. Lubię podróżować z Tobą, u nas też są takie mapy, przynajmniej jeśli chodzi o Dolny Śląsk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Jo! Miło mi że Ci się podobała ta wycieczka. Co do map muszę powiedzieć, że nasze pod tym względem są chyba nieco lepsze. We Włoszech jest z tym różnie, ja miałam ich wiele ale prawie każdej czegoś brakowało, nie licząc tych, które mnie wyprowadziły w pole w sensie dosłownym. Ta o której piszę była chyba najlepsza, więc pod koniec mojej włoskiej egzystencji przedstawiała się po prostu żałośnie.

      Usuń
  2. Wiesz, pomyślałam, jakim ogromnym bogactwem kultury jest sztuka sakralna... BBM

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święte słowa BBM, ja też tak uważam. Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Pięknie położone miejsce. Każda Twoja wycieczka zahacza o wspaniałe widoki na jezioro Como. Te zabytki architektury sakralnej w tym otoczeniu dodatkowo zyskują. Szkoda, że mój pobyt ograniczył się tylko do okrążenia jeziora i wspinaczkę na jeden ze szczytów. Mimo upływu już około 20 lat wciąż mam w pamięci te widoki. Dzięki Twoim postom na nowo odkrywam te tereny. Świetnie opisane wycieczki !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, że jezioro Como jest moim ulubionym miejscem i swego rodzaju punktem odniesienia, choć jak widzisz Lago Maggiore również może się bardzo podobać gdyż pięknych widoków i interesujacych miejsc nie brakuje i tutaj.Jednak z racji odległości nie bywałam tam tak często jak bym chciała.

      Usuń
  4. Tak mnie korci i kusi to Como, tak by się chciało tam pojechać ale sprawdziłam pociągi i połączenia i nie ma szans. Potrzeba na to dwa albo najlepiej trzy dni urlopu więc odłozone, może w przyszłym roku.
    Wiesz sukienko, ja to będę mieć poważne problemy podziwiać kapliczki i sztukę, napewno będę patrzeć tylko na jezioro i góry.Alina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne masz rację bo obydwa jeziora zarówno Como jak i Maggiore są odległe od Mediolanu o ponad godzinę jazdy pociągiem regionalnym. Ja mieszkałam stosunkowo blisko ale też zajmowało mi to cały dzień o czym zresztą piszę w tym poście. Można oczywiście jechać pociągiem ekspresowym ale mimo to bez minimum jednego noclegu chyba się nie obejdzie. Od Ciebie to spory kawał drogi, tak czy inaczej ale na pewno warto o tym pomyśleć. Może w przyszłym roku uda Ci się trafić w jakimś biurze podróży na jednodniową wycieczkę w te strony? A góry na piemonckim brzegu Lago Maggioe są istotnie piękne! Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Podziwiam samozaparcie- wstać o czwartej rano i w drogę. Podziwiam, ale też doskonale rozumiem, sama bywam rannym ptaszkiem i w miarę potrzeb potrafię wstać o porze, która moim znajomym wydaje się nieprzyzwoitą, bo uważają, że w czasie urlopu należy się wyspać. Mam odwrotny problem, często przybywam za wcześnie, przed godziną otwarcia muzeum, galerii, świątyni. Natomiast organizację podróży podziwiam i zazdroszczę, bo choć mapy posiadam, to już z przygotowaniem plecaka miewam nie lada problemy. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy pracowałam w systemie zmianowym miałam kłopoty ze spaniem więc nieżle sobie radziłam z wczesnym wstawaniem. W sprawie ekwipunku muszę powiedzieć że doszłam do perfekcji po okresie prób i błędów a ponieważ w sezonie z reguły wyjeżdzałam przynajmiej raz w tygodniu, miałam wiele okazji aby to przećwiczyć. Jeśli chodzi o czekanie na otwarcie upragnionego obiektu do zwiedzenia jest to faktycznie katastrofa, która też mi się zdarzyła parę razy. I choć na ogół zdaje mi się że czas pędzi jak szalony, to w takich wypadkach paradoksalnie wlecze się okropnie.
      Również gorąco pozdrawiam!

      Usuń
  6. Jak zawsze napisze na wstepie, ze podziwiam Ciebie i za te wycieczki, ktore organizowalas sobie sama, i za te wspaniale opisy... czytam drugi raz ten opis jeziora z gory i prawie widze to wszystko co tak ladnie opisalas, te miejscowosci wokol jeziora jak paciorki rozanca, czy "szczyty wzniesień wyglądają niczym przesłonięte błękitnym, muślinowym welonem" - no jestem pod wrazeniem twoich opisow.

    Ja zwykle mam problem z przeniesieniem swoich mysli na ekran. Idac do pracy czasami sobie cos tam ukladam w glowie i brzmi to calkiem interesujaco, a jak zaczynam pisac to slow dobrac nie moge, ucieka z glowy wszystko i taka improwizacja niczego dobrego nie przynosi.

    Zdjecia z wpisu obejrzalam na Picasie i choc pora byla wczesna to jednak uliczki na zdjeciach puste, nikogo nie widac, mam ptanie, czy faktycznie nikogo tam nie bylo, czy swiadomie zdjecia robilas w pustych miejscach?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć Różyczko! Muszę wyznać, że czasami też bardzo zwlekam z opisaniem jakiegoś miejsca gdyż nie mam zielonego pojęcia od jakiego punktu zacząć i o co mi właściwie chodzi. Później przychodzi taki dzień, że coś mi zaświta w głowie a dalej jakoś samo się to układa. Oprócz tego jako wzrokowiec myślę obrazami i mam zdjęcia, które wspomagają moją pamięć. Dodam jednk, że mnie osobiście bardzo podoba się Twój syntetyczny sposób pisania, choć z pewnością nie potrafiłabym go zaadaptować. I to jest chyba największą zaletą blogosfery że kazdy tu wnosi cząstkę siebie odmienną od innych.
      Uliczki faktycznie były niczym wymarłe, spotkanych ludzi można było policzyć na palcach. Na Sacro Monte też było pusto, nie licząc jakiejś grupki która jednak skryła się w domu pielgrzyma.

      Usuń
  7. Bardzo Ci dziekuje za odpowiedz. Tak myslalam, ze ludzi troszke przemykajacych bylo, ale wczesna pora wiec dalas rade pokazc nam to co najwazniejsze!
    Piekne miejsca, zaluje, ze tam mnie nie ponioslo, ale dzieki Tobie widze i podziwiam:)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń