Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

piątek, 1 czerwca 2012

Lombardia. Torno, Pietra Pendula, czyli kamień na kamieniu, na kamieniu kamień.


jezioro ComoWędrując po lombardzkich Prealpach wielokrotnie napotkałam w okolicy ogromne głazy, przywleczone tu przez przesuwający się lodowiec. Ich  kształty i wielkość są doprawdy imponujące a z niektórymi związane są lokalne opowiastki i legendy. W niektórych wykuto charakterystyczne niecki, prawdopodobnie niegdyś służące jako miejsca pochówku (o czym pisałam w poprzednim poście). Część  tych interesujących pomników natury  jest celem wycieczek i prowadzą do nich oznakowane ścieżki, inne leżą samotnie, zagubione w lesie. Wiele z nich, rozproszonych w masywie Corni di Canzo, można obejrzeć podążając geologiczną ścieżką dydaktyczną. Tym razem chciałabym napisać jedynie o tych pierwszych, gdyż ścieżka geologiczna jest dość długa, zawiera liczne elementy i z całą pewnością zasługuje na osobny wpis.

głaz narzutowyChodząc po górskich szlakach w okolicy Torno i Blevio również napotykamy wiele takich głazów. Jeden z nich jest doprawdy bardzo szczególny, gdyż ma formę ogromnego grzyba. Jest on znany pod nazwą "Pietra Pendula" co można byłoby przetłumaczyć jako "wiszący" lub "bujający się" kamień i znajduje się  nieopodal górskiej osady na wzniesieniu zwanym Monte Piatto. Jest to ogromna, granitowa bryła, ważąca prawdopodobnie około 60 ton, wsparta na swego rodzaju postumencie z wapienia. Istotnie, całość wygląda niczym wielki borowik o fantazyjnie wywiniętym kapeluszu. Powszechnie uważa się, iż "efekt końcowy" jest dziełem rąk ludzkich i baza, czy też nóżka grzyba została celowo ociosana, aby całości nadać ten bardzo szczególny kształt. Donosi o tym tablica umieszczona na postumencie, jednak nie znalazłam żadnej informacji mówiącej o tym kto i kiedy miałby tego dokonać. Jeśli tak było istotnie, to wszelkie informacje na ten temat nikną chyba w pomroce dziejów, gdyż żadna z lokalnych legend nic nie wspomina na ten temat. Być może jest to dzieło tych samych rąk, które w zamierzchłych w górachczasach wykuły grobowce w kamieniach zwanych tu "massi avelli" jakie również można napotkać w tej okolicy. Wyznam jednak, że pomyślałam sobie (może naiwnie, bo absolutnie nie znam się na geologii) iż być może skała wapienna na której wspiera się granitowa bryła, jako bardziej miękka i narażona na erozję, po prostu wypłukała się w ciągu tego w końcu niezmiernie długiego okresu, od kiedy wędrował tędy lodowiec przesuwający ów głaz. Taka refleksja nasunęła mi się kiedy zobaczyłam iż  "nóżka" skalnego grzyba jest o wiele bardziej wypracowana od strony, gdzie spływa woda w czasie opadów, natomiast ze strony przeciwnej jest zdecydowanie bardziej masywna. Tak, czy inaczej, widok tego tworu faktycznie robi ogromne wrażenie, zresztą cały szlak jest bardzo interesujący, również ze względu na możliwość podziwiania przepięknej panoramy Jeziora Como. Kilkakrotnie podczas rejsu statkiem miałam okazję przyjrzeć się wzniesieniu Monte Piatto (Płaska góra) które sprawia wrażenie tarasu przyklejonego do zbocza wyższego łańcucha górskiego noszącego nazwę Monte Bolettone. Wygląda to bardzo malowniczo, zwłaszcza kiedy powoli kończy się lato i kasztanowce porastające góry zaczynają zmieniać barwę z zielonej na złotawgłaz narzutowyą,  powietrze staje się  bardziej przejrzyste,  a cały pejzaż nabiera wspaniałych kolorów, zapowiadających  nadchodzącą jesień. W lasach zaczyna się unosić  nieco gorzkawy zapach kasztanowych liści, które niedługo zaczną opadać, a wody jeziora, zmarszczone pod wpływem lekkiego wiatru, pokrywają się delikatną falą, przystrojoną leciutką koronką piany. Widziałam ten pejzaż we wszystkich jego szatach, ale ta nastraja mnie najbardziej sentymentalnie, budząc we mnie uczucie, które Jarosław Iwaszkiewicz nazywał "serenite" -  to spokój z lekką nutką melancholii, świadomość przełomu i przemijania połączonego z poczuciem zawieszenia w czasie. Uwielbiam tę porę i kocham to uczucie. W końcu urodziłam się 5 września, pod znakiem Panny, więc jest to "mój czas". Czas refleksji, ostatnich kwiatów, spadających kasztanów, złotych liści i babiego lata...
Monte Piatto

10 komentarzy:

  1. Piękne zdjęcia, fantastyczny wpis. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniale te glazy nie dziwie sie, ze po to aby je obejrzec ludzie wspinaja sie po tych gorkach!

    Jesien takze lubie bo jestem Wagą, ale chyba osobiscie wole wiosne!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię wiosnę kidy świat się budzi i wszystko takie piękne i cieszy oczy, ale okres babiego lata chyba najbardziej odpowiada mojemu usposobieniu.Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Przepiękne widoki. Lubie takie formy skalne, dlatego często bywam w naszych Górach Stołowych, gdzie tez występują podobne twory.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowicie piękny skalny grzyb. Czy odpoczęłaś sobie pod jego kapeluszem.

    Dzięki za miły komentarz na moim blogu.
    Jestem we Włoszech ze względu na pracę, wyjechałam na dwa albo trzy lata a zostałam i jestem ponad dziesięć. Pracuję jako pomoc domowa zawsze u tej samej rodziny. Cały tydzień zasuwam ale niedziele i święta w tygodniu mam wolne więc mogę coś zwiedzić. Jeżdzę po całej północnej Italii od Rzymu w górę. Rzym, Florencję, Wenecję i inne miasta zwiedzam sama, w Alpy, do Szwajcarii i Francjii z Agencją Turys.
    Chciałabyś tu przyjechać na kilka tygodni. No cóż, można i tak. Ale Italia to wyśmienite danie czy nie lepiej delektować się nią wiele razy czyli po tygogniu albo dwa a nie wszystko naraz?
    W Polsce mieszkam w Beskidach niedaleko Wadowic. Mieszkam sama. A Ty sukienko gdzie sadzisz kwiaty, na Mazurach, na Sląsku czy może w Bieszczadach.

    Na moim blogu, pod profilem jest mój adres mail, tam możesz zapytać o wszysko co Cię interesuje. Pozdrawiam Alina.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod grzybem nie siedziałam bo otoczenie nie zachęcało. Napisałam do Ciebie e-maila za Twoim pozwoleniem!

      Usuń
  5. Bardziej przychylam się do Twojej interpretacji wodnych rzeźbień korzenia grzyba. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić człowieka, który wyłupuje odpryski kamienia, mając nad głową taki gigantyczny nawis skalny. BBM

    OdpowiedzUsuń
  6. BBM widzę że jesteśmy zgodne w tym względzie. A po drugie: po co ktoś miałby się w ten sposób zabawiać? Sądzę że ludzie wiele setek lat temu mieli dość zajęć i trosk żeby nie imać się zajęć tego typu. Bo ani to obiekt kultu, ani użyteczności...

    OdpowiedzUsuń
  7. Pięknie... Zarówno główny temat postu (Pietra Pendula) jak i krajobrazy lombardzkich Pre-Alp (i jeziora Como) - super!
    Ja również najbardziej lubię jesień, ale oczywiście tę złotą (słoneczną)głównie dzięki kolorom jakie przynosi ze sobą. :-)
    Pozdr.

    OdpowiedzUsuń
  8. spojrzałem na mapę. całkiem spore to jezioro

    OdpowiedzUsuń