Powitanie.


Witam wszystkich czytelników, zarówno tych stałych, jak i okazjonalnych, zainteresowanych urodą północnych regionów Włoch. Znajdziecie tu kontynuację mojego bloga pod tym samym tytułem http://sukienkawkropki.blox.pl/html. Dla zachowania ciągłości, postanowiłam przenieść w to miejsce część moich starych postów, uaktualnionych i poprawionych. Mile są widziane komentarze, jak również pytania osób, które wybierają się w opisywane przeze mnie strony.
Na wszystkie z przyjemnością odpowiem!

niedziela, 8 kwietnia 2012

koty



  Tym razem nie będę pisała o moich wycieczkach, lecz o tym, co przez wiele lat było dla mnie punktem odniesienia kiedy przebywałam we Włoszech, czyli niewielkim parterowym domku w miejscowości Limbiate, leżącej nieopodal Mediolanu. Zamieszkałam w nim kiedy po krótkich perypetiach związanych z pobytem w Bari przeniosłam się do Lombardii. W domku znajdują się dwa apartamenty, w mniejszym (który nie jest taki znów mały) mieszkam ja, większy zajmuje rodzina właścicieli składająca się z czterech osób. Są to Dario i Patrycja oraz ich córki, Federica i Ilenia.
pies Oprócz naszej piątki jest jeszcze trójka czworonożnych lokatorów - dwa koty, Tommy (kocurek rasy norweskiej) i Minou (śliczna, trójkolorowa kotka) oraz suczka o imieniu Ciuffy. Kiedy wiele lat temu po raz pierwszy przestąpiłam te progi, w domu nie było jeszcze Minou, Tommy był malutkim kotkiem, a Ciuffy kilkumiesięcznym szczeniaczkiem. Lubię zwierzęta, więc bez problemu nawiązaliśmy pierwszy kontakt. Co prawda dzikie skoki i hałaśliwe zachowanie szczeniaka nie budziły mojego entuzjazmu, lecz mimo wszystko trudno mi było  oprzeć się tak bezkrytycznie wyrażanej sympatii. Z Tommym, (który szybko stał się dla mnie Tomkiem lub Tomusiem) polubiliśmy się od pierwszego wejrzenia, a po pewnym czasie połączyło nas szczere i trwałe uczucie. Często przychodził do mnie podrzemać, lub sprawdzić czy w spiżarni nie stoi spodeczek z mlekiem. W żartach nazwałam go moim "Principe Azzurro", bowiem Tomek to kot naprawdę wyjątkowy. Nie tylko z powodu pięknego, puszystego futra, wspaniałych, bardzo długich wąsów i wymownych, zielonych oczu. 
kot
 Jak przystało na kociego arystokratę, ma on doskonałe maniery, oraz wrodzoną godność, a jego skromność i dystynkcja nie mają sobie równych. Jest też wyjątkowo pojętny, i umiarkowany w swoich oczekiwaniach. Uwielbiają go wszyscy, łącznie z psem. Ciuffy chętnie się z nim bawi, a nawet dzieli z nim legowisko. Natomiast kotka Minou to zupełne przeciwieństwo Tomasza. Swego czasu została znaleziona na pobliskiej łączce, głodna i brudna jak nieboskie stworzenie. Z tych pierwszych, niełatwych tygodni życia pozostał jej instynkt walki o przetrwanie, i ogromny strach przed psami. Jest to typowy okaz kociej histeryczki, która zawsze musi być pierwsza do wszystkiego. W porze karmienia szybko zjada swoją część po czym rzuca się na porcję Tomka, biedny kot szybko ustępuje z placu i patrzy smętnie, jak jego jedzenie znika w żołądku Minou; z tego powodu ich posiłki najczęściej się odbywają się pod nadzorem, lub o oddzielnych pomieszczeniach. Za to Minou panicznie boi się Ciuffy, niejednokrotnie też doszło pomiędzy nimi do krwawych bójek, z których suczka wychodziła z podrapanym nosem a kotka z brakami w futrze. 
kot Chyba z tego powodu upodobała sobie moje mieszkanie gdzie z reguły panuje spokój, i nikt jej nie przeszkadza. Wszyscy ją kochają, gdyż jest milusińską pieszczochą i wybaczają żarłoczność oraz skłonność do histerycznych wrzasków. Obydwa koty są niczym rozpuszczone dzieciaki, które po całych dniach baraszkują przed domem. Ciuffy jest w nieco gorszej sytuacji, niestety, daleko jej do inteligentnych i zaradnych kotów, jest to bowiem typowy okaz osobnika o "bardzo małym rozumku". Mimo zbiorowego wysiłku Rodziny nie dała się wyedukować, ani nie nauczyła dobrych, psich manier. Na nic się nie zdały światłe rady weterynarza i poradniki typu "Jak wychować psa". Skończyło się na tym, że Rodzina uznała, iż należy jej odpuścić, i pozostawić pieska jego naturalnym instynktom. piesJej terytorium to pokój dzienny, kuchnia i taras kuchenny, oraz kawałek podwórka za domem, gdzie może hasać do woli. Ciuffy jest szczególną ulubienicą Federiki, która ma dla niej uczucie, jakim dobra matka darzy swoje niezbyt udane dziecko. Pozostali domownicy traktują pieska z pobłażliwą tolerancją, w zamian za to zwierzaczek stara się jak najlepiej wypełniać rolę stróża domu, szczekając ofiarnie na swoich i obcych, bez wyjątku. Patrycja, pani domu, jest osobą mającą ogromny kult dla czystości i porządku, w związku z tym, również zwierzęta podlegają okresowym akcjom higienicznym w postaci kąpieli, która odbywa się w pralni, w suterenie domku, w dużym zlewozmywaku - wanience. Tommy, jak przystało na gentlemana, poddaje się tym zabiegom z godnością, wręcz chętnie. Nieco mniej lubi suszenie futra za pomocą suszarki, ale i to znosi cierpliwie. Minou początkowo histeryzowała, lecz po pewnym czasie przywykła, i również ona nie stwarza problemów.

kotNatomiast kąpiel psa to zabieg, w którym muszą uczestniczyć co najmniej dwie osoby. Nieszczęsne zwierzę broni się jak może, próbuje uciekać, chlapiąc wodą na wszystkie strony, więc każda kąpiel kończy się przymusowym, generalnym sprzątaniem pralni, i prysznicem "kąpielowych". Od wiosny do późnej jesieni zwierzaki mogą do woli buszować na dworze, a kiedy robi się chłodno, siłą rzeczy przenoszą się do mieszkania, zajmując swoje ulubione miejsca. Ciuffy ma swoje legowisko pod kuchennym stołem, Tommy w zacisznym kącie pod kaloryferem w przedpokoju, lub na fotelu - leżaku, który często dzieli z Minou. Niejednokrotnie godzinami śpią tam przytulone do siebie, aż do chwili, kiedy kotka wpada na pomysł aby wylizywać Tomkowi głowę, co z jej strony jest wyrazem uczucia, lecz absolutnie nie budzi entuzjazmu drugiej strony, więc szybko dochodzi do separacji. Minou z powodu swojej obawy przed psem lubi też przebywać wraz ze mną. Kiedy wracam do domu po nocnym dyżurze, obydwa koty czekają na mnie przy furtce. Kiedy otwieram drzwi, szybko wpadają do środka (Minou jak zwykle pierwsza, a do tego z wrzaskiem). W głębokiej tajemnicy wypijają nieco mleka bez laktozy którego używam do kawy (weterynarz który sprawuje nad nimi opiekę wciąż utyskuje, że koty mają nadwagę) po czym Tommy udaje się na poranny obchód okolicy, a Minu mości do drzemki na kanapie; jednak zanim zapadnie w sen, bacznie mnie obserwuje, czy przypadkiem nie wyjmuję z lodówki pudełka z serkiem "Filadelfia". Nie mam pojęcia, jak potrafi je odróżnić od innych produktów, ale zawsze trafia w dziesiątkę. Jeśli istotnie mój wybór padnie na "Filadelfię" zrywa się z okropnym wrzaskiem, i domaga zaraz, natychmiast, swojego udziału w konsumpcji. Mimo iż zawsze dostaje odrobinę, nie pozwala mi zjeść spokojnie, wdrapuje się na moje kolana i próbuje zlizywać serek z kanapek. Jedyny sposób abym mogła w spokoju spożyć śniadanie to "wystawienie" jej za drzwi, gdzie lamentuje w nieskończoność. Mimo tych awantur kochamy się bardzo, i często śpimy razem jak susły, ja w moim łóżku, a kotka na kanapie.
I tak na wzajemnych kłótniach i pieszczotach minęło nam prawie dziesięć lat... Tommy z małego kociaczka stał się kotem niemal w podeszłym wieku, Minou również ma już swoje lata, nawet Ciuffy spoważniała, nie szczeka już jak szalona, a nawet czasem grzecznie wychodzi z Ilenią spacerować na smyczy po okolicznych uliczkach.
A ja? Czasem wydaje mi się, że to nie dziesięć lat, lecz całe wieki, a może nawet lata świetlne, dzielą mnie od dnia, kiedy po raz pierwszy przez okno autobusu patrzyłam na zielone łańcuchy Alp i Apeninów.kotka Patrycji Mówi się, że jeden rok psiego lub kociego życia to jak siedem lat ludzkich. Również dla mnie każdy rok tu spędzony był niczym kilka lat przeżytych w Polsce. Czasem mam wrażenie, że całe to doświadczenie życiowe, które mi przyniósł pobyt we Włoszech, nie tylko psychicznie postarzyło mnie o wiele lat, lecz paradoksalnie przybliżyło mi moje dzieciństwo. Niektóre filozofie ukazują nasze życie w postaci okręgu, a jego kres jest również początkiem. Mimo iż nie czuję się stara, coraz częściej mam wrażenie, że znalazłam się w punkcie, w jakim byłam wtedy gdy świat odkrywał przede mną swoje tajemnice. Przyjechałam do Włoch jako dojrzała osoba, lecz w obcym kraju i w obcym mi świecie stałam się niczym dziecko, które uczy się mówić i interpretować otaczającą rzeczywistość. Gdy zamieszkałam w małym domku w Limbiate, mimo moich metrykalnych lat byłam równie nieporadna, jak ślepy kociak, lub pełzający szczeniaczek. No cóż, lata minęły, Tomkowi siwieje pyszczek, Cuffy spoważniała, a ja przeszłam drogę tak długą, że czasem gdy o tym myślę i oglądam się za siebie, mam wrażenie, że patrzę na dawno widziany film. Dwa lata temu, kiedy podjęłam decyzję o definitywnym powrocie do Polski, przyjechała do mnie moja córka Marta, aby spędzić ze mną ostatnie dwa tygodnie we Włoszech, pomóc w pakowaniu dobytku, a przy okazji nieco pozwiedzać. Pewnej nocy śniło mi się, że idziemy razem na dworzec kolejowy, Marta poszła przodem aby kupić bilety, a ja miałam jeszcze do pokonania ścieżkę, która przecinała pożółkły, rozmokły trawnik. Bardzo się śpieszyłam, lecz nagle nogi odmówiły mi posłuszeństwa i upadłam na kolana. Z ogromnym bólem i niesamowitym wysiłkiem czołgałam się czepiając drewnianego płotka, bo ze wszystkich sił pragnęłam dotrzeć na czas do pociągu. Obudziłam się z tego snu ze ściśniętym sercem i łzami w oczach. Wtedy zdążyłam na mój pociąg, lecz mimo gorącego pragnienia aby zamknąć ten etap życia, po rocznej przerwie przyszło mi jeszcze raz oglądać słońce Italii. Teraz jednak już jestem spokojna, bo wiem, że to tylko ostatnie, długie pożegnanie...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz